Zawód? Misjonarz

16 sierpnia 2013
Comments off
2 997 Odsłon

Tekst: Liga Biblijna, www.ligabiblijna.pl

Misjonarze. Którego z nich darzymy większym szacunkiem? Tego pracującego w Afryce czy tego, który mozoli się w małym polskim miasteczku? Dlaczego kogoś służącego w Nikaragui, pochylając się nisko, jesteśmy gotowi nazywać Bratem Józefem, zaś tego z Bronowic – zwykłym Józkiem?

We wszystkich krajach świata można spotkać ludzi znajdujących się w ogromnej duchowej potrzebie – ludzi, którzy nigdy osobiście nie poznali Jezusa Chrystusa, a On sam jest im mało znany. Uważa się, że właśnie tam potrzeby są największe. Są i takie kraje, w których znaczna część społeczeństwa została dotknięta przez Bożą łaskę i życie wielu trwale zostało zmienione. Tak dzieje się na przykład w Rumunii czy Brazylii.

A gdzie pan pracuje?
Zazwyczaj, kiedy myślimy o tych największych potrzebach duchowych, przeważająca część ludzi – również w Polsce – myśli o krajach trzeciego świata (Afryka, Azja czy Ameryka Środkowa). To dlatego większość osób pracę misjonarzy kojarzy z tymi właśnie kontynentami, a pewne okoliczności zdają się to potwierdzać. Całkiem niedawno, podczas kontroli drogowej uprzejmy policjant zapytał jednego z naszych misjonarzy:
– A gdzie pan pracuje?
– Jestem misjonarzem – odpowiedział legitymowany.
– Taaak? – zapytał zaskoczony obrotem sprawy policjant. – To niesamowite! Na jak długo przyjechał pan do kraju?

Pomijając humorystyczny aspekt całego zdarzenia, zauważyć w nim można taki oto, bardzo powszechny kierunek myślenia: chrześcijaństwo to domena głównie Europy i Ameryki Północnej. A misjonarze? Misjonarze do Afryki. Problem jednak polega na tym, że najszybciej rozwijającą się religią w Europie nie jest chrześcijaństwo, lecz islam. Przewiduje się, że w niektórych krajach europejskich, takich jak na przykład Belgia, za ok. 30 lat większość mieszkańców będzie wyznawcami islamu. Europa to kontynent, na którym z jednej strony widoczny jest regres chrześcijaństwa, z drugiej zaś wzrost islamu, ateizmu, materializmu i działań Unii Europejskiej, która w swoich założeniach odcina się od chrześcijaństwa. Przychodzi nam więc żyć na kontynencie, który na naszych oczach zamienia się w kontynent pogańsko-islamski, a którego potrzeby misyjne stają się nie mniej ważne niż innych części świata.

Sześć setnych procenta
Umiejscawianie Europy w kontekście chrześcijańskim jest z biblijnego punku widzenia wielkim nieporozumieniem, podobnie jak nazywanie chrześcijaństwem czegoś, co tak naprawdę niewiele ma wspólnego z żywym Jezusem i przemienionym życiem człowieka. A Polska? Na tle Europy nie wygląda zbyt korzystnie. Co prawda znaleźć tu możemy wiele pomników religijnych, ulic, a nawet miasta, których patronem jest sam Jezus Chrystus. Zdawałoby się, że polskie chrześcijaństwo ma się dobrze. Rzeczywistość wygląda zgoła inaczej: 97 proc. społeczeństwa to zdeklarowani chrześcijanie, jednak na pytanie: „Czy wierzy pan/i, że Jezus naprawdę żył i umarł na krzyżu?” – już tylko 60 proc. odpowiada „tak”. Poważny przesiew następuje po zadaniu innego, wymagającego większego zaufania do Biblii pytania: „Czy wierzy pan/i, że Jezus Chrystus zmartwychwstał i odszedł do nieba?”. Z 60 proc. już tylko 30 proc. jest w stanie zaakceptować ponadnaturalne zmartwychwstanie. Zadając kolejne pytania (na przykład: „Czy wierzy Pan/i, że Jezus umarł również właśnie za Pana/ią, aby tym samym cię zbawić?” lub „Czy gdyby umarł pan dziś w nocy, czy ma pan/i przekonanie, że znalazłby/łaby się w niebie? Dlaczego?”) dochodzi się do zaledwie kilku procent prawdziwie wierzących w to, co mówi Pismo Święte. Jest to więc znikomy procent ludzi, którzy świadomie ufają Jezusowi, czytają Pismo Święte i stosują się do zaleceń Jezusa Chrystusa. Największe zatem oszustwo polega na tym, że pozostała część ze spokojnym sumieniem nadal nazywa się chrześcijanami. Smutne, że nawet ludzie świadomie wierzący w Chrystusa, mówiąc o misji i wysyłaniu misjonarzy, zwykle mają na myśli Afrykę i inne egzotyczne miejsca, w których procent ewangelicznie wierzących ludzi przebija polską rzeczywistość. Ciekawe, że kraje takie jak Kongo, Wietnam, Indie czy Paragwaj są w stanie wysyłać w świat rodzimych misjonarzy.

Czy ten materiał to zachęta do stawania na drodze misjom zagranicznym? Absolutnie nie! Jest on jedynie próbą zwrócenia uwagi i zwiększenia zainteresowania wierzących ludzi poważną misją w naszym religijnie wyedukowanym, ale jakże oddalonym od prawdziwego Boga kraju. Jak możemy pomóc Polsce, w której większość mieszkańców to wierzący-niepraktykujący, gdzie 97 proc. ludzi to chrześcijanie, którzy – jak sami twierdzą – wierzą w Jezusa, ale nie żyją tak, jak Jezus nauczał, usprawiedliwiając się, że życie w taki sposób nie jest dzisiaj możliwe? Myślimy o wysyłaniu misjonarzy do krajów, które w rzeczywistości duchowo sytuują się lepiej od nas, natomiast w naszym brakuje doświadczonych pracowników.

Biblijne umiejscawianie
Liga Biblijna, działająca w Polsce od 2001 r., jest jedną z organizacji, które dostrzegają potrzebę zakładania nowych zborów w naszym kraju. To organizacja, której głównym celem jest pomoc kościołom w doprowadzaniu ludzi do społeczności z Chrystusem i Jego Kościołem. Dzieje się to poprzez umiejscawianie Pisma Świętego w rękach ludzi. Czym się to różni od zwykłej dystrybucji? Tym, że chrześcijanie, wręczając ludziom Pismo Święte, wręczają je w „pakiecie” wraz z umiejętnościami korzystania z niego. Zależy nam na tym, aby osoba otrzymująca Biblię już w tym momencie była świadoma, jak z niej korzystać i jak z jej pomocą osobiście poznawać Jezusa Chrystusa.

Aby dotrzeć do Polaków z Dobrą Nowiną i Pismem Świętym, Liga Biblijna posługuje się dwoma narzędziami. Pierwsze z nich to Projekt Filip skierowany do ludzi wierzących, mający na celu przygotowanie chrześcijan do owocnego umiejscawiania Pisma Świętego i klarownego dzielenia się z innymi Dobrą Nowiną. Jak? Poprzez serię praktycznych warsztatów oraz specjalnie przygotowane materiały do ewangelizacyjno-uczniowskiego studium biblijnego.

A co w przypadku, kiedy w mieście nie ma żadnych ewangelicznie wierzących, których można by przygotować? Co jeśli w ogóle nie ma żadnego opartego wyłącznie na Biblii kościoła? Jest odpowiedź: trzeba ten kościół założyć!

Dlatego drugim narzędziem używanym przez Ligę Biblijną jest Program Misja PL, polegający na zakładaniu nowych kościołów. Nie ma bowiem lepszego narzędzia, za pomocą którego można by wpływać na miejską społeczność, niż zdrowa lokalna wspólnota uczniów Chrystusa. Jest to jakby Boży przyczółek, który powinien znajdować się w każdym mieście. Należy to jeszcze raz powtórzyć: w każdym mieście. Szukamy więc ludzi, którzy będą gotowi stać się misjonarzami i wezmą udział w dwuletnim programie oraz praktycznych szkoleniach, których celem jest planowe zakładanie nowych kościołów. Nie tak rzadkie są w naszym kraju sytuacje, kiedy wierzący ludzie, aby dostać się do najbliższego zboru, muszą pokonać 40 i więcej kilometrów. Jak mają wzrastać? Czy tylko na niedzielnych nabożeństwach? Kościół to przecież nie tylko nabożeństwa, a tym bardziej nie budynek. To raczej ludzie żyjący ze sobą, pomagający sobie na co dzień, noszący swoje brzemiona… Sprawa jest poważniejsza, niż się wydaje.

Białe plamy… w mentalności
Podczas ewangelizacji w dużym polskim mieście nawraca się kobieta, która notabene trafia tam przejazdem. Potem, zafascynowana nowym doświadczeniem i poznaniem Jezusa, wraca do domu. Jej przyjaciel pilnie prosi, abyśmy znaleźli dla niej jakiś kościół, w którym mogłaby dalej wzrastać. Zadanie wydaje się dość banalne, ale tylko „wydaje się”. Przesiewamy prawie wszystkie denominacje działające w naszym kraju i znajdujemy zbór, do którego będzie mogła uczęszczać. Odległość? 45 kilometrów. I tutaj ręce opadają.

Może to nikogo nie wzrusza, może ktoś powie: cóż to jest 45 kilometrów? Jednak warto postawić sobie pytanie: Czy każdego stać będzie, aby w ciągu miesiąca pokonać 400 lub 500 km na dojazd do kościoła? Z różnych technicznych powodów dla niektórych okaże się to wielką, ofiarną wyprawą na cały dzień. Żenujące jest oczekiwanie od nich takich ofiar, podczas gdy mieszkający w pobliżu kościoła chrześcijanie, posiadający samochody, w minutę po zakończonym nabożeństwie pośpiesznie uciekają do domu, ponieważ – jak mówią – rodzina musi zjeść obiad. Dalej – czy zakładamy, że wszyscy mają samochody lub przystanek autobusowy za płotem? Że wszyscy mają zdrowe nogi, otwartą rodzinę? Że nie muszą pójść do pracy na drugą zmianę?
Tak więc wielu gorących ludzi po nawróceniu nie ma dokąd pójść, nie ma gdzie wzrastać, nie ma gdzie szukać duchowej rodziny, bo filozofię mamy taką, że o wiele łatwiej wynająć kierowcę, busa i z 40 kilometrów zwozić ludzi do swojego zboru, niż w modlitwie i poście powołać Bożego człowieka i wysłać go w miejsce takiej białej plamy, by w mocy Świętego Ducha zbudować zbór, który będzie promieniować Chrystusem. Czy to problem finansów? Braku ludzi? Nie, to problem naszej wizji, która generalnie mało krąży wokół budowania nowych zborów. Tymczasem nasz kraj bardzo ich potrzebuje. Potrzebuje i woła o przygotowanych, doświadczonych misjonarzy, którzy nie wyjadą do egzotycznych krajów, lecz do mało znanych Wilamowic, aby zbudować prawdziwy kościół, którego ludzie nigdy tam nie mieli.

Pytanie za sto punktów
Trzydziestu dorosłych Polaków z ubogich rodzin zapytaliśmy kiedyś: „Gdyby umarł pan dzisiaj, gdzie prawdopodobnie by się Pan znalazł?”. Prawie wszyscy odpowiedzieli: W piekle.

Polska umiera każdego dnia, powoli, lecz systematycznie, w liczbie około 1040 osób dziennie. Większość z tych ludzi wie, że idzie do piekła, ponieważ ich życie zaprzecza słowom i nauczaniu Jezusa. Zatem jak możemy myśleć, że jesteśmy krajem chrześcijańskim, skoro nie znamy Pisma Świętego, instrukcji w całości poświęconej tematowi, jak się dostać do nieba? Podobnie jak Nehemiasz nosił w sercu smutek i brzemię rozwalonych murów, zhańbionej Jerozolimy, tak i my nosimy brzemię i smutek z powodu polskiej rzeczywistości. Trzeba więc być posłusznym nakazowi Jezusa i działać.

Podejmij wyzwanie
W ramach Ligi Biblijnej prowadzimy nabory i szkolenia misjonarzy, podczas których uczymy, jak założyć zdrowy Kościół, który będzie głosić Dobrą Nowinę. Program składa się z pięciu modułów realizowanych w ciągu 2 lat. W trakcie przekazujemy praktyczne umiejętności, w jaki sposób, krok po kroku, rozpoczynając od podstaw, założyć zdrowo rozwijający się i wzrastający w poznawaniu Pisma Świętego kościół. Główną instrukcją, jaką się posługujemy, jest sama Biblia.

Liga Biblijna dostarcza misjonarzom nie tylko praktycznych umiejętności do założenia kościoła, lecz wspiera duchowo, zaś w niektórych przypadkach – finansowo. Wszelkie warunki wsparcia są ustalane z kościołem, który wysyła do służby misjonarza. Z tymi kościołami, które chcą zakładać nowe wspólnoty, LB zawsze prowadzi szczegółowe rozmowy, aby dowiedzieć się, czy wizję budowania nowej społeczności ma lokalny kościół, czy tylko sam misjonarz. Współpracujemy z każdą ewangeliczną denominacją w Polsce, która wyznaje trójjedynego Boga, nowe narodzenie w osobie Jezusa Chrystusa i jako potwierdzenie wiary – chrzest w wieku świadomym. Zastrzegamy sobie jednak wymiar współpracy na płaszczyźnie partnerskiej. Chcemy służyć, budować i pomagać, ale mamy też zasady, których wiernie musimy się trzymać.

Na temat zakładania nowych zborów wiele już książek napisano. Niektóre są bardzo dobre, inne prowadzą w ślepy zaułek. Powiedzieć należy, że dobre szkolenie misyjne ma miejsce wówczas, gdy misjonarz osiąga cel, czyli założy nowy kościół. Dobre zaś nie jest to, co jest pięknie przedstawione, lecz to, co przynosi owoce.

Tags

Comments are closed.