Polecamy
Sound of Glory for kids: Superktoś! – CD (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Wywiad z Bennym Hinnem!

6 października 2021
Comments off
1 649 Odsłon

Pastorze, pańska służba przyniosła światu nowy wymiar zrozumienia roli Ducha Świętego w Kościele oraz nowe doświadczenia związane z Jego w nim obecnością. Dlaczego pańskim zdaniem tak ważne jest, aby każdy chrześcijanin miał żywą i osobistą relację z Duchem Świętym?

Benny Hinn: Duch Święty jest Bogiem obecnym dziś na ziemi. Bóg – Duch Święty – żyje na ziemi, porusza się na ziemi i usługuje na ziemi. Pan Jezus bardzo wyraźnie powiedział, iż na swoje miejsce pośle nam Ducha Świętego: „Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki, Ducha prawdy” (Jan 14:16-17). Według mojej interpretacji Duch Święty jest Jezusem bez granic. Kochamy Pana Jezusa z całego serca i pragniemy Jego obecności. Jednak zastanówmy się przez chwilę, co by się stało, gdyby Pan Jezus po swoim zmartwychwstaniu pozostał w fizycznym ciele na ziemi. Powiem panu, co ja bym zrobił i co by zrobił każdy z nas. Otóż bylibyśmy z Nim teraz dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, w każdej sekundzie dnia, ponieważ pragnęlibyśmy żyć blisko Niego. A jednak mimo tego pragnienia nie byłoby możliwe, abyśmy stale mieli Go przy sobie i tylko dla siebie. Proszę się zatem zastanowić: wszyscy chcemy przebywać z naszym Panem, toteż gdyby On pozostał na ziemi, nie chcielibyśmy żyć tam, gdzie teraz jesteśmy – w Polsce, Ameryce czy w jakimkolwiek innym miejscu – lecz pragnęlibyśmy być z Nim w Jerozolimie. A jednak On miał dla nas lepszy plan. Powiedział: „Lepiej dla was, żebym Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was” (Ewangelia Jana 16:7, przekład The Amplified dodaje: „aby być z wami w bliskiej społeczności”). Innymi słowy: tylko Jezus i my (…)

Każdy pastor marzy o służbie, która miałaby wpływ na jak największą liczbę ludzi, ale nie każda służba osiąga swój pełny potencjał. Co było głównym czynnikiem, który sprawił, że pańska służba rozwinęła się do skali globalnej?

Benny Hinn: Nie było to nic, co zrobiłem ja sam. Nie sądzę, aby ktokolwiek z nas był w stanie określić plan działania i zasięg służby – tylko Pan Bóg o tym decyduje. Dopóki będziemy za Nim podążać, postępować zgodnie z Jego przykazaniami, iść za Jego przewodnictwem i kierownictwem, dopóty On będzie nas prowadzić – tak daleko, jak On sam to zaplanuje. Nie planowałem rozwoju swojej służby. Kiedy zaczynałem służyć Bogu, nawet nie śniłem, że będę oglądać tak wspaniałe owoce służby. Szczerze mówiąc, wręcz obawiam się mówić o tym wszystkim, ponieważ nie ja to zrobiłem, lecz On to uczynił. Podczas każdej z krucjat ewangelizacyjnych stawałem na mównicy i patrzyłem na tłum, a słowa, które za każdym razem wychodziły z moich ust, brzmiały: „Kim ja jestem, Panie Boże, i czym jest mój dom?”. Nie mogłem uwierzyć, że tam jestem, i powtarzałem słowa za Dawidem, który usiadł przed Panem po tym, jak przyszedł do niego Natan i powiedział: „Ja wzbudzę ci potomka po tobie (…) i utrwalę twoje królestwo”, mając na myśli Pana Jezusa (2 Sam. 7:12), a Dawid rzekł: „Kim ja jestem, Panie, Boże, a czym jest mój dom, że doprowadziłeś mnie aż dotąd?” (2 Sam. 7:18). Innymi słowy, Dawid zapytał: „Kim jestem, że zostałem wybrany na ojca Mesjasza?” (…)

Ja również pytałem za każdym razem i pytam Boga do dziś: „Kimże ja jestem?”. Kiedy Bóg mnie powołał, byłem tylko małym chłopcem z Jafy, który nie potrafił nawet porozmawiać z kolegami w szkole bez jąkania się. Mój ojciec, który mnie kochał, powiedział mi pewnego razu: „Spośród wszystkich moich dzieci tobie jednemu się nie powiedzie. Tylko ty nie poradzisz sobie w życiu”. Poczułem się wtedy tak, jakby wziął miecz i przystawił mi go do piersi. Całym sobą pragnąłem o siebie zawalczyć, ale nie miałem w sobie sił do walki. Jak miałbym walczyć z własnym ojcem, z własną rodziną? A Bóg to usłyszał. Bóg miał plan na moje życie. Ja nie miałem planu, nie potrafiłem go obmyślić, nie wiedziałbym nawet, jak się do tego zabrać. Ale Bóg miał plan, a ja jedynie podążałem Jego śladami. To jest naprawdę proste, mogę zagwarantować, że służenie Panu jest bardzo proste. On zabierze nas wyżej, niż moglibyśmy sobie zamarzyć, i dalej, niż sięgają nasze modlitwy, jeżeli uczynimy tę jedną jedyną rzecz: poddamy się Mu.

Myślę, że kiedy słudzy odnoszą porażki, przyczyną jest to, iż próbują działać na własną rękę, starają się wszystko robić sami. Zatem odpowiadając na pytanie, co było głównym czynnikiem rozwoju mojej służby, mogę śmiało rzec: poddanie się Bogu. Nauczyłem się mówić do Niego: „Posługuj się mną, Panie, oto jestem”. Kathryn Kuhlman powiedziała kiedyś do Pana: „Nie mam niczego, co mogłabym Ci dać, oprócz mojej miłości. Jeżeli możesz przyjąć mnie z pustymi rękoma, wziąć moje «nic», proszę, oto jestem”. I Bóg wziął jej „nic” i uczynił z tego coś wielkiego. Zatem wierzę, że ludzie mogą pozyskać świat, kiedy nauczą się, jak to zrobić, i gdy odważą się to zrobić. Nawet najbardziej błyskotliwe umysły, które ukończyły najdoskonalsze uniwersytety, gdzie uczyły się, jak być świetnymi w tym, co robią, ponoszą wielkie porażki, kiedy próbują polegać na własnych siłach i talentach. Moja odpowiedź jest prosta: pozwólcie Panu działać, poddajcie się Mu.

Pastorze, jest pan sługą Bożym z ponad czterdziestoletnim doświadczeniem. Co poradziłby pan ludziom, którzy rozpoczynają służbę? Na co powinni zwrócić szczególną uwagę?

Każdy, kto przygotowuje się do służby, powinien się upewnić, że został powołany. Jeżeli nie został powołany, poniesie klęskę, cokolwiek uczyni dla Pana. Każdy, kto usłyszał Boże wezwanie, zna swoje powołanie od dzieciństwa. Nie można ot tak pewnego dnia postanowić: „Będę pastorem”, „Będę ewangelistą”, „Będę nauczycielem Biblii”. To nie działa w ten sposób. To Bóg powołuje człowieka. A kiedy już to czyni, powołanie staje się dla tego kogoś bardziej rzeczywiste niż jego własne życie. To wezwanie będzie tak wyraźne, że człowiek nie da rady od niego uciec. Może próbować, ale przed Bożym powołaniem nie ma ucieczki. Pragnę, żeby wszyscy to dobrze zrozumieli: Boże powołanie przylega do nas jak skóra. Właściwie to przylega o wiele mocniej niż nasza skóra – nie można go „oderwać”. Nie mogę zdjąć mojej skóry, potrzebuję jej. Kiedy Bóg daje nam powołanie, każdego dnia, każdej nocy, każdej godziny, minuty i sekundy wiemy, że ono pozostaje niezmienione. Nie możemy się go pozbyć. W końcu przychodzi ten czas, gdy poddajemy się Bożemu wezwaniu i wyznajemy: „Panie, oto jestem, użyj mnie”. Jeżeli uciekamy od powołania, nasze życie staje się bezwartościowe, marnujemy je na szaleńczą walkę ze światem i ciałem. A gdy wreszcie rzucimy broń i przyjdziemy do Boga – bez względu na to, w jakim jesteśmy wieku – Bóg dokona cudu, którego sami nie bylibyśmy w stanie dokonać.

Weźmy jako przykład Abrahama. Bóg powołał go, aby był ojcem wielu narodów, ale on i Sara zdecydowali: „Jesteśmy już na to za starzy, więc zróbmy to po swojemu”. Co z tego wynikło? Hagar urodziła Ismaela, a tym samym pojawiły się problemy, wyzwania, smutek i cierpienie. W końcu Abraham powiedział: „Poddaję się”, a wówczas, już po narodzinach Ismaela, Bóg powrócił do Abrahama i rzekł: „Ale przymierze moje ustanowię z Izaakiem, którego urodzi ci Sara o tym samym czasie w roku następnym” (1 Mojż. 17:21). Na co czekał Bóg? Czekał, aż ciało Abrahama obumrze i starzec nie będzie mógł spłodzić dzieci. Wtedy Bóg powiedział: „Dobrze, a teraz patrz na mnie – ja to uczynię”, i Abraham został ojcem Izaaka w wieku prawie stu lat. Sądzę, że jest to niesamowity przykład nieuchronności powołania oraz znaczenia decyzji: „Czas poddać się Bożemu wezwaniu”. Spójrzmy na Jakuba. Jakub dosłownie uciekł od powołania do domu Labana, a poddanie się Bogu zajęło mu dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat! Wiedział, że będzie ojcem Izraela. Wiedział o swoim życiowym powołaniu, kiedy jeszcze był młodzieńcem. Bóg pokazywał mu to raz za razem, jemu i jego ojcu, a także dziadkowi, który wciąż żył, gdy Jakub się urodził. Dlaczego to jest tak niesamowite? Ponieważ Bóg musiał wysłać go na służbę do innego człowieka, aby Jakub mógł się nauczyć poddania. Musiał poddać się Labanowi i jego surowym zasadom, musiał zaakceptować reguły gry, które Laban zmieniał dziesięć razy. Jakub marzł w nocy, opiekując się owcami, a w dzień pocił się z gorąca, prawie mdlał. Mówił o tym Labanowi, ale ostatecznie rzekł do Boga: „Dobrze, Panie, niech się stanie Twoja wola”. I poddał się Bogu.

Kolejnym wspaniałym przykładem jest Józef. Bóg wysłał go do Egiptu, gdzie Józef siedział w więzieniu. W końcu jednak okazał się odpowiednią osobą w odpowiednim miejscu i został wywyższony. Bóg bowiem powołał go do rządzenia Egiptem i wybawienia od głodu nie tylko własnej rodziny, ale i całego ówczesnego świata. Zanim jednak Józef dotarł do tego miejsca, przeszedł bardzo wiele. A wiedział, że otrzymał powołanie, ponieważ miał sny. Powołanie zatem może przyjść na wiele sposobów; może stać się to szybko, bez wielu bitew, albo z wieloma wyzwaniami i bitwami, o czym przed chwilą mówiłem. Tak naprawdę nie chodzi więc o plan: „Będę służyć Bogu”, lecz o pytanie: „Czy zostałem powołany?”. Jeżeli tak, Bóg to powołanie urzeczywistni. Dlatego chciałbym powiedzieć jedną rzecz wszystkim, którzy pragną Mu służyć: przygotujcie się na powołanie. Ja sam wiedziałem, że zostałem powołany, nawet w czasach, gdy jeszcze tego nie rozumiałem. Miałem może osiem albo dziewięć lat, chodziłem do szkoły w Jafie i katolicka zakonnica zabrała naszą klasę na spacer. Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy zatrzymała naszą grupę dziesięciu lub piętnastu chłopców (w tamtych czasach do mojej szkoły chodzili sami chłopcy, dziewczęta uczyły się w oddzielnych placówkach) i zapytała każdego z nas z osobna: „Kim chcesz zostać, kiedy dorośniesz?”. Pamiętam tę chwilę do dziś – mógłbym tam pana zabrać i dokładnie wskazać to miejsce – kiedy podeszła do mnie i zadała mi to pytanie, a ja odpowiedziałem: „Księdzem. Chcę zostać księdzem”. A zakonnica tylko tam stała i wpatrywała się we mnie. Skąd to wiedziałem? Nie wiem, po prostu wiedziałem. Oczywiście tak wyobrażałem sobie wtedy służbę, ponieważ uczyłem się w szkole katolickiej. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, że pewnego dnia Bóg będzie się mną posługiwać na taką skalę. Po prostu chciałem służyć Panu. Bóg Wszechmogący spełnił moje marzenie. Upewniłem się, że pragnie się mną posługiwać zaraz po tym, jak przyjąłem zbawienie – miałem wówczas osiemnaście lat. W sercu zacząłem przygotowywać się do służby, choć nie wiedziałem, czym ona w istocie będzie. Zacząłem czytać Biblię, byłem jak człowiek na pustyni, który nie pił wody od miesiąca. Chłonąłem Pismo Święte, studiowałem je. Wówczas nie wiedziałem, że Bóg w ten sposób przygotowywał mnie na dzień, w którym zacznę Mu służyć. A ów dzień nadszedł niespodziewanie. Nawiasem mówiąc, czas przygotowań do wypełnienia Bożego powołania jest największą radością w życiu każdego wierzącego. Naprawdę. I właśnie te słowa chciałbym skierować do każdego, kto chce być w służbie (…)

Obserwujemy dynamiczny rozwój Kościoła chrześcijańskiego w wielu regionach Azji, Afryki, Ameryki Południowej, ale jednocześnie w świecie zachodnim Kościół jest w stagnacji. Jakie są przyczyny tego, że Kościół na Zachodzie nie rozwija się tak dynamicznie jak w innych częściach świata?

Z tych samych powodów, które właśnie wymieniłem. W Afryce – a osobiście tam byłem – kiedy nauczasz Biblii, tłumy są ogromne, naprawdę ogromne. Ludzie przychodzą, aby słuchać Słowa, kochają Słowo Boże – tak jest w Afryce i w Ameryce Południowej. Byłem w Brazylii, w Azji, usługiwałem na całym świecie i widziałem głód Boga, zwłaszcza u młodych ludzi. Powodem, dla którego w Afryce, w Ameryce Południowej, w Azji itd. obserwujemy  tak potężne poruszenie Boże, jest to, że ludzie kochają tam Słowo Boże. W Europie nie widzimy tego zjawiska na taką skalę, ponieważ – podobnie jak w Ameryce – ludzie chcą tu iść za uczuciami, za emocjonalnymi doświadczeniami, a nie za Słowem Bożym, które może ich zachować w prawdziwym poznaniu. Myślę jednak, że to się zmienia, i jestem bardzo pozytywnie nastawiony do tego, co Bóg czyni teraz w Ameryce i w Europie. Uważam, że jako Kościół jesteśmy w trakcie procesu oczyszczania i że Pan zdejmuje ciężar stagnacji. O tym, że go usuwa, świadczyć może chociażby zupełnie nowa jakość tłumów przychodzących do Boga – są to głównie ludzie młodzi. Widzę to w swoim kraju, gdzie głód Słowa Bożego jest niezwykle intensywny. Regularnie przemawiam w szkole moich dzieci, Jesus Image, i usługuję w kościele – większość moich słuchaczy to ludzie młodzi. Niezmiernie pokrzepiający i zachęcający jest widok tych gorliwych, spragnionych serc. Ostatnio gościłem w Dallas w Teksasie, gdzie mój bratanek ma duży, rozwijający się kościół, i byłem zdumiony duchowym głodem w sercach tamtejszej młodzieży. Miejsce było wypełnione po brzegi, a większość stanowili właśnie młodzi. To nie były osoby w podeszłym wieku, lecz młodzież. Nie można było znaleźć wolnego miejsca, a ja pomyślałem sobie: „To właśnie uratuje Amerykę”. Zatem to młodzi są nadzieją dla Kościoła (…).

Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze magazynu Głos Przebudzenia. Przejdź do sklepu!

Comments are closed.