Polecamy
Sound of Glory for kids: Superktoś! – CD (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Wszystko może się zdarzyć – misja w Kenii

15 listopada 2021
Comments off
1 170 Odsłon

Tekst: Maria Brzezińska

Nairobi o poranku jest spowite szarością. Trudno rozpoznać, czy to mgła, czy smog od porannych korków. Odbieram auto i drżącą ręką przekręcam kluczyk w stacyjce. To będzie mój pierwszy raz za kierownicą nie tylko w Kenii, ale również na afrykańskim kontynencie. Poruszanie się po ulicach trudniejsze jest chyba tylko w Azji. Kierowcy nie trzymają się swoich pasów, pomiędzy samochody i wyładowane pasażerami matatu wciskają się niezliczone boda boda. Wjeżdżam na pierwsze rondo. Nie sprawdziłam wcześniej drogi. Teraz jednym okiem patrzę na GPS, drugim próbuję ogarnąć, co się dzieje przede mną, po lewej stronie, po prawej i za mną. Boże, obiecuję, że następnym razem na pewno wykupię ubezpieczenie! – mamroczę pod nosem pół żartem, pół serio, gdy kolejny raz ktoś mija mnie dosłownie o włos. Udaje mi się trafić na dobry wjazd na drogę międzymiastową prowadzącą na zachód, w stronę Jeziora Wiktorii. Na szosie trwają roboty drogowe, więc jadę wyboistym, pełnym dziur poboczem. Z szarą zawiesiną w powietrzu mieszają się szare kłęby pyłu podnoszące się za samochodami. Szare domy, lepianki, skromne chatki przykryte blachą. Stragany oklejone przykurzonymi plakatami. Wszystko zlewa się w dość przygnębiający obraz. Myślę o ludziach żyjących na co dzień w tej szarości. Skąd mają pieniądze na chleb? Jaka jest marża za paczkę bananowych chipsów kosztującą ćwierć dolara? Ile zarobi sprzedawca kolb kukurydzy krążący między autami tam, gdzie droga jest tak podziurawiona, że samochody zwalniają do tempa kroczącego człowieka?

Minęła niecała godzina. Niewiele widzę w gęstym kurzu, ale z mapy wynika, że jestem już poza Nairobi. Nagle wszystko się zmienia. Zupełnie jakby ktoś rozsunął brudną kurtynę zasłaniającą świat. Niebo staje się błękitne, gdy z szarej zawiesiny wyjeżdżam na otwartą przestrzeń – na krawędź Wielkiej Doliny Ryftowej. Sawanna w dole kipi zielenią. W tej samej chwili Duch Święty zaczyna mówić o wielkich Bożych planach dla tej ziemi. Ale czy Boże plany są kiedykolwiek małe?

***

Trzy dni wcześniej przylecieliśmy z Pawłem do Nairobi. Była prawie północ, musieliśmy jeszcze sprawdzić salę przeznaczoną na spotkania z kenijskimi pastorami następnego dnia. Nie ma czasu na oswojenie się z rzeczywistością, wyglądam tylko przed snem przez okno, ale niewiele widzę. O świcie modlitwa, potem szybkie śniadanie, mocna kawa. Na miejscu jest już pastor Samson z małej wioski Katunguru tuż przy granicy z Tanzanią. Na spotkanie z nami jechał całą noc autobusem. To on jako pierwszy skontaktował się z nami – pisał do naszego kościoła na Facebooku, słał maile. Słuchał nabożeństw online, komentował, aż któregoś dnia przemianował swój kościół na Church of Glory – branch in Kenya. Przez lata odzywało się do nas wiele kościołów z Azji i Afryki, ale nie podejmowaliśmy współpracy. Pastor Samson był jednak wytrwały, aż przyszedł dzień, w którym wiadomo było, że nie są to tylko starania ludzkie, ale jest też Boże prowadzenie. Potem pojawiły się maile od kolejnych pastorów – wszyscy kontaktowali się z tego samego rejonu w Kenii, przy czym dwóch z nich opiekowało się kościołami położonymi zaledwie kilkanaście kilometrów od siebie. Nie wiedzieli jednak o swoim istnieniu. Postanowiliśmy osobiście spotkać się z wierzącymi w Kenii, by potem zdać raport pastorom w Warszawie.

***

Siedzimy w dziesięć osób przy owalnym stole. Rozpoczynamy krótką modlitwą. Zaplanowaliśmy cztery sesje oraz indywidualne spotkania z każdym z pastorów. Opowiadamy o wizji Kościoła Chwały, filarach apostolskiego nauczania, o wierze prowadzącej do zwycięskiego życia pełnego przełomów, tłumaczymy, że każdy wierzący ma duchowy autorytet. Opowiadamy o zasadach oddawania Bogu chwały tak, aby kościół doświadczył jego obecności. W przerwach rozmawiamy z pastorami, pytamy o ich wizję, o początek służby. 

Pastor Samson nawrócił się już jako dorosły. Był bardzo chory i przez długie miesiące nie  mógł wyzdrowieć. Kiedy usłyszał, że w regionie jest organizowane duże wydarzenie ewangelizacyjne, postanowił wziąć w nim udział. Obiecał wtedy Bogu, że jeśli zostanie uzdrowiony, będzie Mu służył. I tak też się stało.

Kościół prowadzony przez pastora Samsona powstał w 2016 r. w wiosce Kengariso, niedaleko granicy z Tanzanią. Początkowo działał na zasadzie grupy domowej, która dziś rozwinęła się w społeczność 60 osób. Wspólnota opiekuje się 23 dziećmi. Pastor Samson: Pozdrawiamy serdecznie naszych braci i siostry w Polsce. Niech Bóg was błogosławi za całą pracę, jaką wykonujecie dla Królestwa Bożego. Tutaj wszyscy mamy się dobrze. Koronawirus sięgnął również naszego regionu Migori, ale ręka Jezusa Chrystusa jest nad nami, a Jego łaska, radość i miłość są wystarczające. Jeśli chodzi o nasze największe potrzeby materialne, to marzymy o dużo większym budynku kościoła – dla 300 osób, wyposażonym w instrumenty, abyśmy mogli z mocą uwielbiać Boga. Nasze duchowe potrzeby dotyczą przede wszystkim codziennego napełniania się Słowem Bożym. Modlimy się też o wylanie ducha proroczego w naszym kościele. Wizja, jaką Bóg daje mnie i liderom, to życie świętym życiem oraz rozwój kościoła i założenie placówek w okolicznych wsiach. Naszym celem jest zdobywanie dusz ludzkich dla Jezusa Chrystusa – szczególnie teraz, przed Jego ponownym przyjściem.

Pastor Fred założył kościół w 2017 r., gdy doświadczył mocy Bożej i uwolnienia od nałogu alkoholizmu. Dziś jego wspólnota liczy około 40 wierzących, którzy z ogromną żarliwością modlą się o wylanie Ducha Świętego.

Pastor David rozpoczął służbę w 2012 r. Na początku prowadził 11-osobową grupę domową, która w ciągu dwóch lat rozrosła się do 67 osób. Wtedy rozpoczęli regularne nabożeństwa w niedziele i dziś kościół liczy 200 osób dorosłych, 88 nastolatków i 190 dzieci w trzech lokalizacjach: w okolicy Kisii, Masaai oraz Kurii. 

Kościół prowadzony przez pastora Davida powstał w 2012 r. jako grupa domowa. W ciągu dwóch lat rozwinął się na tyle, że już w 2014 r. mogły odbywać się regularne niedzielne nabożeństwa. Dziś wspólnota liczy około 200 osób i rozrosła się do trzech kościołów: w Kisii, Masaai oraz Kurii. Kościół opiekuje się 29 osieroconymi dziećmi. Wiele z nich zostało porzuconych przez rodziców. Inne na skutek doniesień o przemocy domowej, znęcaniu się lub molestowaniu zostały odebrane rodzicom. Pastor David: Dziękujemy każdej osobie za comiesięczne wsparcie okazane dzieciom. Dzięki temu wydajemy setki posiłków, czasem też udaje się dokupić ciepłe koce, moskitiery, materace, buty. Potrzeb jest dużo, niedawno otrzymaliśmy informacje o kolejnych ośmiu sierotach, które potrzebują naszej opieki – i dzięki otrzymywanym środkom będziemy mogli je wziąć pod swoje skrzydła. Chcielibyśmy też dołączyć do Szkoły Bożych Liderów – nasze kościoły istnieją już ponad pięć lat, a wciąż prowadzą je pastorzy bez odpowiedniego przygotowania do prowadzenia wspólnoty prawdziwie na chwałę Bożą. Chcemy zakładać kościoły na wzór nowotestamentowy, wzbudzać dojrzałych liderów do służby oraz prowadzić służbę wśród ubogich dzieci i sierot. Modlimy się o przebudzenie w naszym regionie, o to, abyśmy mogli ujrzeć, jak wypełnia się doskonała wola Boża tu, na afrykańskim kontynencie. Kiedy 16 grudnia 2019 r. modliłem się, poczułem potężną Bożą obecność. Ujrzałem w wizji wołające i wyczekujące Pana dusze niezbawionych ludzi. Nie mogłem tego znieść, zacząłem płakać i wołać, by mogli oni poznać Boga i Jego miłość do ludzkości. Wraz z pastorem Fredem kontynuujemy współpracę, spotykamy się też na wspólnym uwielbieniu. Pastor Fred marzy o większym budynku kościoła, aby wewnątrz mogło zmieścić się więcej osób. Potrzebne są również egzemplarze Biblii oraz sprzęt muzyczny i nagłaśniający.

Kończymy dzień modlitwą. Duch Święty manifestuje obecność, jest mocne namaszczenie do usługiwania. Dwóch liderów zostaje ochrzczonych Duchem Świętym i zaczyna modlić się innymi językami. W pewnym momencie oboje z Pawłem odbieramy to samo słowo prorocze skierowane do jednej osoby, że jest szczególnie powołana do biznesu i do służby. 

Na koniec spotkań wstaje pastor Fred – najstarszy wiekiem – i dzieli się z nami obrazem, w którym m Bóg potwierdził mu, że nasze przybycie jest częścią Jego planu. Żegnamy się serdecznie, czując, że dużo dobrych rzeczy zadziało się tego dnia. 

Następnego dnia pastorzy wyjeżdżają, a my ruszamy na przegląd hoteli w Nairobi w przygotowaniu do pierwszej zagranicznej konferencji Kościoła Chwały. Wieczorem Paweł ma lot powrotny – musi wracać do pracy – ja pojadę dalej, na zachód, by odwiedzić miejscowe wspólnoty.

***

Od pięciu godzin nie było czasu na postój. Jestem umówiona o 16:00 w kościele pastora Samsona, a w Kenii jeździ się powoli. Mija osiem godzin jazdy – tyle potrzeba, aby pokonać dystans niespełna 400 kilometrów. Wioska leży kilkanaście kilometrów w bok od większej drogi prowadzącej do granicy z Tanzanią. Na miejsce dojeżdżam rdzawoczerwonym, wyboistym traktem. Na wzgórzu czeka kilkanaście osób. Witają mnie serdecznie. 

Dzieci przyglądają mi się z ciekawością, choć nie natrętnie. Potem się dowiem, że pierwszy raz w życiu zobaczyły białego człowieka. Dookoła widok po horyzont. Jestem na krańcu kraju, daleko od wszystkiego, co znam. Ruszamy przez pole uprawne w stronę zagajnika, z którego dobiega śpiew. Kościółek jest mały, z gliny. Nie ma instrumentów, więc wierni wybijają rytm, klaszcząc w dłonie. Kiedy przychodzi czas na głoszenie Słowa, Duch Święty zaskakuje mnie. Prowadzi ku podzieleniu się świadectwem sprzed dziewięciu lat, kiedy wygrałam konkurs „Praca jak marzenie” i mogłam podróżować po całym świecie. Jakie to ma przełożenie na rzeczywistość tutaj? Czy ktoś będzie w stanie to zrozumieć? Ale przecież przekaz, że w Bogu wszystko jest możliwe, jest uniwersalny.

Po nabożeństwie spotykam się z dziećmi, którymi opiekują się pastor Samson z żoną. Jest ich 23. Niektóre zostały porzucone przez rodziców, innym rodziców zabrało AIDS. Choć mój przyjazd jest dla nich sensacją, są grzeczne, nie przepychają się. Ruth – młoda nauczycielka szkółki niedzielnej – pomaga mi rozdać przywiezione z Polski upominki. Kolację jemy w ciemnej, glinianej chatce. Ryż z kapustą i kurczakiem, choć na co dzień jada się tu skromniej, bez mięsa. Jem palcami, tak jak jest to w zwyczaju. Ostatecznie wychodzę trochę za późno, gdy już się zmierzcha. W okolicach równika noc zapada bardzo szybko, więc ostatnie 20 minut drogi do hotelu pokonuję w zupełnej ciemności. Ostrzegano mnie, żeby nie jeździć po zmroku i teraz widzę, że chodzi nie tylko o moje bezpieczeństwo. Warunki są trudne: miejscowi kierowcy mają w zwyczaju jeździć na długich światłach, oślepiając auta  jadące z przeciwka. Do tego poboczem idą ludzie i wciąż jeżdżą boda boda – często bez świateł. Nie mogę znaleźć  hotelu. Na mapie zaznaczony jest w złym miejscu. Jeżdżę i szukam. Każde zawracanie obarczone jest ryzykiem – nie widać, czy droga ma pobocze, czy też zaraz za jezdnią jest rów lub strome zbocze. W końcu znajduję hotel. Czuję ulgę.

***

Kościół nieopodal Kisii jest dużo większy. Ma blaszany dach, mocne ściany, jest też niewielkie podwyższenie dla zespołu uwielbienia. Jest wtorek, ale na spotkanie przyszło sporo osób. Przyjechali też pastorzy z dwóch innych wspólnot założonych przez pastora Davida. Jeden z nich jest Masajem. Ma pomarszczoną twarz, a w uszach wielkie otwory – pozostałości po ozdobach masajskich. Jedną nogę ma zdeformowaną i dużo krótszą. Przemieszcza się, skacząc, przy wsparciu potężnego kostura. Kiedy pastor David zaprasza go na scenę, podrywa się dziarsko, w trzech susach jest na podwyższeniu i z mocą wygłasza pełne żarliwości słowa napełnione Duchem. 

Kiedy przychodzi czas na mnie, mówię o dziesięcinie i o przymierzu z potężnym Bogiem. Opowiadam też świadectwa z ewangelizacji i zachęcam do działania miejscowe kobiety. Kiedy kończę, wstaje jedna z liderek, dziękuje mi za przybycie i mówi: – Głosiłaś tak, jakbyś nas znała. Rozumiesz nasze problemy. Dotykało mnie to, co mówiłaś o dziesięcinie, musimy bardziej podnosić tę kwestię. Dziękuję za to, co powiedziałaś o ewangelizacji. My, kobiety, często wolimy, żeby to mężczyźni się tym zajęli. A przecież nie powinno tak być.

Potem jadę do sierocińca. Pastor David wraz z żoną Gillian, nauczycielką w miejscowej szkole, opiekują się ponad czterdziestką dzieci i nastolatków. Niektóre historie są trudne. Poznaję dziewczynkę molestowaną przez ojca. Inna nosi na ciele blizny po tym, jak jej własna matka przypalała ją nożem rozgrzanym w ognisku. Dziewczynka albinoska ma szczęście, że trafiła do sierocińca. W Afryce albinosi są narażeni na napaści i porwania – miejscowi czarownicy wierzą, że części ciała albinosów działają jak potężne talizmany, zapewniające zdrowie, powodzenie, dobrobyt finansowy. Dziś dziesięcioletnia Doris musi przede wszystkim uważać na słońce – jej skóra nie wytwarza melaniny, co grozi zachorowaniem na raka skóry.

Mówię do dzieci krótkie poselstwo, a potem modlę się o każde z osobna. Kilkoro dzieci zostaje ochrzczonych Duchem Świętym, zaczynają się modlić w językach. Do niektórych przychodzi mocne słowo prorocze. Bóg widzi je jako zwycięskich wierzących i ma dla nich wielkie powołania. Jednak, aby mogły się one wypełnić, potrzeba innych wierzących: zarówno tych, którzy będą nauczać na temat zwycięskiego życia, jak i tych, którzy w praktyczny sposób wesprą je w rozwoju, na przykład finansowo.

***

Kilkanaście kilometrów dalej znajduje się kościół pastora Freda. Stoi na szczycie sporego wzgórza, pośród pól uprawnych i małych chatek. Droga dojazdowa jest nieprzejezdna dla zwykłego auta, potrzebne są samochód terenowy albo motocykl. Nieduży budynek wypełniony jest ludźmi – już od pierwszych dźwięków uwielbienia (jest jeden muzyk grający na starym syntezatorze) zmienia się atmosfera, przychodzi powiew Ducha Świętego. Płynie żarliwa modlitwa językami. Kiedy przychodzi czas na mnie, mówię o mocy Tego, który  jest w nas. Mam wrażenie, że Słowo jest wręcz zasysane przez cały kościół, co potwierdzają potem członkowie społeczności, kiedy dzielą się świadectwem o tym, co przyjęli z głoszonego poselstwa.

***

W drodze powrotnej zahaczam o Jezioro Wiktorii. Jest ciepło, ale nie ma skwaru. Brzeg oblepiony jest blaszanymi szopami, straganami. Każdy krzywy i innej wielkości. Życie wre. Rybacy przypływają z połowem, kwitnie drobny handel. Nieopodal kobieta robi pranie. Na betonowym molo siedzi kilka osób. Przysiadam na słupku. Choć jestem jedyną białą – i w pierwszej chwili, gdy wysiadłam z auta, dało się odczuć nerwowe poruszenie wywołane moim przybyciem – chwilę później wszystko wraca do spokojnego rytmu. Jeśli ktoś mi się przygląda, to robi to dyskretnie. Nie czuję presji, raczej lekkie zaskoczenie i… akceptację.

Do Nairobi wracam lekko okrężną drogą, omijając od północy górzysty rezerwat Mau. Tym razem zamiast szerokiej przestrzeni sawanny, znanej z afrykańskich pocztówek, otaczają mnie pofalowane plantacje herbaty. Jest coraz wyżej i chłodniej. Pojawia się mgła. Bogactwo i różnorodność krajobrazu mnie zaskakują, a przecież zobaczyłam zaledwie kawałek kraju. Przed wyjazdem Duch Święty powiedział mi: „Wstań i przejdź ten kraj wzdłuż i wszerz” (1 Mojż. 13:17). W samolocie do Polski dostaję kolejną obietnicę dla tej ziemi: „Przyjdą także do ciebie schyleni nisko synowie twoich gnębicieli i wszyscy, którzy tobą pogardzali, padną ci do nóg” (Iz. 60:14). Wierzę, że to jest ziemia miodem i mlekiem płynąca. To ziemia, która zrodzi potężny owoc i będzie błogosławić naród żyjący w przymierzu ze swym Bogiem.

Artykuł jest częścią Głosu Przebudzenia, numer 2 (3) 2020 r. Przejdź do sklepu

Kenia

Przyłącz się do programu „Misja w Kenii”!

Program „Misja w Kenii” prowadzony jest przez Kościół Chwały we współpracy z Fundacją Nadzieja dla Przyszłości. Celem programu jest zaspokojenie materialnych i edukacyjnych potrzeb dzieci z domów dziecka, prowadzonych przez dwa kościoły w Kenii, a także wsparcie pastorów w budowaniu silnych apostolskich kościołów na wzór nowotestamentowy. Dzięki pomocy indywidualnych darczyńców dzieci otrzymują żywność oraz mogą kontynuować edukację. Obecnie w sierocińcach przebywa ponad pięćdziesięcioro dzieci. Miesięczny koszt wyżywienia jednego dziecka to 80 zł. Pokrycie kosztów wyżywienia oraz edukacji to 160 zł.

Jak pomóc? Wystarczy, że wejdziesz na stronę internetową programu, na której możesz zadeklarować  comiesięczne wsparcie bądź jednorazową wpłatę dowolnej kwoty. Twoja darowizna będzie przeznaczona na potrzeby dzieci w Kenii. Pomożesz? 

Strona programu „Misja w Kenii”:

www.kosciolchwaly.pl/misje-formularz/

O AUTORCE: 

Maria Brzezińska 

Koordynatorka misji, liderka grupy No Limits – spotkań skierowanych do młodych chrześcijan, podróżniczka. Jej motto życiowe brzmi: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia”. Na co dzień kieruje działem marketingu i rozwija się w technologii blockchain.

Comments are closed.