Blogi
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)
Cierpliwość kluczem do zwycięskiego życia (Kwiecień 16, 2018 1:43 pm)
Wierzmy, że posiądziemy Ziemię Obiecaną (Kwiecień 5, 2018 10:08 pm)
Rozbicie więzów religii (Kwiecień 5, 2018 2:52 pm)

Wiara ojców

20131016_OldTimes_1000

Tekst: Wojtek Wieja

Nie mówiła innymi językami, nie prorokowała, nie była alfą i omegą. Ale dała mi coś, co zapamiętam do końca życia: przykład autentycznego, szczerego oddania Panu. Dała przykład radosnego przeżywania każdego dnia.

Starsza pani

Opowiem wam historię o starszej pani, która nie zawsze była starsza, ale taką ją pamiętałem od dziecka.

Moja babcia. Zawsze miła, uśmiechnięta i nigdy nienarzekająca. Ten brak narzekania wskazywałby na inne pochodzenie niż polskie, ale to tylko pozory. Jej radość miała inne źródło i wstyd się przyznać, ale doceniłem to dopiero po jej śmierci. Miałem swój pokój tuż obok mieszkania babci i słuchałem co rano, jak co najmniej przez godzinę czytała na głos Biblię lub kartkę z kalendarza, modliła się i śpiewała pieśni a capella. Łza się kręci w oku na samo wspomnienie. Myślę, że jej modlitwy wytyczyły mój początek chodzenia z Bogiem i dały fundament (lub jego część) pod dalszy rozwój.

Być może przedstawiam wyidealizowany obraz, ale babcia ze swoim młodym duchem za żadne skarby nie pasowała do stereotypu seniora. Kiedyś zabrałem ją na ewangelizację, gdzie trochę głośno graliśmy. Zapytałem, czy nie było za głośno, a ona powiedziała, że uwielbienie musi być głośne, słyszalne, a nie jakisi mamrani pod nose (czyli po polsku: jakieś tam mamrotanie pod nosem). Poza tym musi być głośno, bo ona już gorzej słyszy. Z tym słuchem to jest jeszcze jedna historia. Wykorzystałem powyższy cytat z babuni przy innej okazji w innym kościele i o mało nie zostałem z niego wyrzucony za obrazę starszych.

Obrońcy seniorów i wiary ojców
W tym miejscu chciałbym się nieco poznęcać nad samozwańczymi obrońcami seniorów i ich praw do ciszy, spokoju i odpowiedniego rodzaju pieśni na nabożeństwach. Może tylko ja masowo spotykam ludzi w średnim wieku, którzy najlepiej wiedzą, czego oczekują dziadkowie i babcie, jakkolwiek czasami wypada zapytać zainteresowanych o zdanie. Zamiast tego buduje się jakieś mistyczne poczucie ciągłości naszej pobożności i bierze się w obronę „wiarę ojców”. Czym jest ta tak zwana wiara ojców? Bardzo często sięga nie dalej niż kilka dekad wstecz. Wspomnienie jakiegoś autentycznego poruszenia Bożego i towarzyszących mu okoliczności, stylu muzycznego, sposobu głoszenia, prowadzenia spotkań czy nawet wystroju sali, konserwuje (paraliżuje) poglądy na to, jak Bóg dziś ma działać. Tak naprawdę wystarczy kilka lat, a czasami tylko miesięcy, aby powstała tzw. święta tradycja. Nie jest ona domeną wyłącznie katolicką. Pamiętam, jak szybko po przyjęciu chrztu i zadomowieniu się w kręgach zielonoświątkowych zacząłem naśladować powszechne wtedy postawy i zachowania w modlitwie. Najbardziej charakterystyczne to zataczanie kółek w przód i w tył lekko ugiętymi w łokciach rękami albo cmokanie językiem. Wy, którzy cmokacie podczas modlitwy, nie obrażajcie się. Sam to robiłem przez lata. Te i inne zachowania wzmacniały we mnie poczucie, że Bóg jest wśród nas. Czasami jeszcze spotykam się z tym zjawiskiem w niektórych zborach. Są to niewątpliwie pozostałości autentycznego Bożego dotknięcia sprzed lat, ale stały się ikoną, zasuszonym bukietem kwiatów, muzeum przebrzmiałego przebudzenia. Tradycja może się bardzo szybko zrodzić z naśladownictwa. W szkole biblijnej, w której nauczał Smith Wigglesworth, studenci powszechnie zapuszczali taki zarost, jak ich mentor i głosili kazania z niemal identyczną intonacją. Czy to oznacza, że tylko takie zachowanie gwarantuje obecność Bożą?

Kiedyś czytałem o przebudzeniu w Południowej Afryce dziejącym się w latach 60. XX wieku. O, jakże krzepiące były słowa opisujące powiew Ducha Świętego. Kilka lat temu przyjechali do Polski pionierzy owego przebudzenia, zapowiadając równocześnie, że przywiozą ze sobą kilkudziesięcioosobowy chór. Pomyślałem, że to niezła gratka zobaczyć przebudzonych Murzynów w akcji, a wiadomo: ich ekspresja muzyczno-taneczna jest ekscytująca. No i zobaczyłem, posłuchałem, ale zamiast czarnoskórych na scenie pojawiła się grupa białych Niemców. Nie mam nic przeciwko chórom złożonym z białych Niemców, ale jeśli to jest pokłosie afrykańskiego przebudzenia, to coś jest zdecydowanie nie tak.

Na plecach babci
Szanuję rodziców, dziadków, pradziadków. Szanuję też ciocie zborowe, które poświęcają wiele czasu na modlitwę o kolejne pokolenie. Są już nieco przygarbione, ale dzięki temu my możemy w przenośni stanąć na ich plecach i sięgnąć dalej, wyżej, bliżej nieba. Bez nich nie byłoby wielu nawróceń wśród młodych ludzi. Nie mogę jednak zadowolić się pewną skostniałą formą pobożności tylko dlatego, że tego wymaga szacunek do poprzedniego pokolenia.

Nie na darmo wspomniałem na początku moją kochaną babcię. Nie mówiła innymi językami, nie prorokowała, nie była alfą i omegą. Ale dała mi coś, co zapamiętam do końca życia: przykład autentycznego, szczerego oddania Panu. Dała przykład radosnego przeżywania każdego dnia. Przecież ona przeżyła dwie wojny, przygotowanie do wywiezienia do obozu, komunizm, aresztowanie dziadka, śmierć dziecka i wiele innych rzeczy, a mimo to uśmiech nie schodził z jej twarzy, nawet kiedy odchodziła do Pana. Jej życie jest dla mnie trampoliną, która pozwala wybić się wysoko w przestrzeń, gdzie wieją wiatry Boże i mogę odkrywać Jego powołanie, tajemnice i objawienia nieosiągalne dla poprzedniego pokolenia. Z innej strony patrząc, mógłbym zadowolić się tym, co odkryli „ojcowie”. Mógłbym – naśladując niejedną babcię – usiąść w bujanym fotelu i po prostu się pobujać. Czysty relaks. Tak… bujanie to też jakieś zajęcie, ale prowadzi do nikąd. Więc zachęcony życiem babci wstaję rano z pieśnią chwały na ustach, przyjmuję od Ducha Świętego dary i używam je. Biorę na poważnie wszystko, co w Biblii jest napisane i nie dam się zakonserwować religijnej machinie pod tytułem „wiara ojców”. Prawdziwa wiara ojców jest opisana w Piśmie Świętym. Każda następna kopia w kolejnych wiekach coraz mniej przypomina oryginał, więc wspominanie …a za naszych czasów… nie ma sensu.

Comments are closed.