Blogi
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)
Cierpliwość kluczem do zwycięskiego życia (Kwiecień 16, 2018 1:43 pm)

Wakacje z Bogiem

IMG_2593

Tekst: Maria Brzezińska

Zagadujemy ich i mówimy w kilku zdaniach o tym, że Bóg ich bardzo kocha i zna ich serca. Wpatrują się w nas wielkimi oczami i przez chwilę są tak zasłuchani, jakby czas się zatrzymał.

 

Spotkania z większą liczbą ludzi, pomimo dobrych chęci Erangi, nie udało się zorganizować.

„Poprzestaliśmy” więc na tym, co zawsze i wszędzie możemy robić: na szerzeniu Bożej miłości tam, gdzie jesteśmy.

Michał opowie oddzielnie o ludziach, o których się modlił, a ja podzielę się z Wami jednym dniem, kiedy z Agnieszką wybrałyśmy się same do Kolombo.

Już w pociągu (który tak na marginesie jedzie całą drogę, czyli około pół godziny, tuż nad oceanem, wszystkie drzwi są otwarte, a podróżuje się na wzór miejscowych, stojąc z jedną nogą na stopniu na zewnątrz – darmowa klimatyzacja i niesamowite widoki:), dostrzegamy pana ze stopą owiniętą bandażem. Chwilę się wahamy – przedział pełen jest mężczyzn, jesteśmy jedynymi białymi, i to do tego kobietami (a jest tu dużo bardziej konserwatywnie niż w Polsce, kobieta nie podchodzi ot tak do mężczyzny i go nie zagaduje). Nie da się schować w tłumie. Podchodzimy jednak, pytam, co się stało – okazuje się, że miał wypadek na motocyklu. Tak jak wszyscy Lankijczycy, od razu zgadza się na modlitwę. Po kilku zdaniach pytam, czy wciąż boli. Mówi, że już prawie w ogóle. Modlimy się więc dalej, aż ból znika całkowicie. Uśmiecha się wzruszony, dziękuje, po czym widzimy jak po syngalesku zaczyna tłumaczyć swojemu sąsiadowi, co się właśnie wydarzyło. 🙂

W Kolombo idziemy do parku, siadamy na ławce i wyciągamy książki. Relaks wkrótce przerywa nam dwóch chłopaków, których kilkakrotnie próbujemy zniechęcić do rozmowy z nami, aż w końcu idziemy po rozum do głowy i zaczynamy im opowiadać o Bogu (w Polsce to świetna opcja, by ostudzić zapał zbyt natrętnych panów;). Ostatecznie kończymy spotkanie modlitwą o jednego z nich. Z czytania nic nie wyszło, ale trochę Bożej miłości zostało uwolnione.

Zapadł wieczór, spacerem idziemy w stronę stacji kolejowej. Trafiamy do dzielnicy, w której jest sporo muzułmanów – i znowu sami mężczyźni, wszyscy patrzą na nas. Wiemy, że nie mamy czego się obawiać, Boża ochrona jest tak wyczuwalna. Agnieszka ma nagle wizję, że idziemy w obręczy z ognia. Kiedy to mówi, zatrzymuję się, bo w tym samym momencie Duch Święty przychodzi tak wyczuwalnie, że nie mogę iść. Owiewa mnie dookoła, przeszywa całe ciało – obie zaczynamy się śmiać i tak stoimy przez dobrych parę minut, zachwycone Jego obecnością.

W końcu ruszamy dalej. Dochodzimy do buddyjskiej stupy, przy której modli się kilka osób. Kilka metrów dalej jest kolejny ołtarz. Modlimy się językami, coś nas zatrzymuje tutaj. Po chwili modlimy się po polsku o konkretną osobę, której Bóg chce dotknąć w tym miejscu. Czekamy. Pojawia się człowiek z małym dzieckiem na rękach. Podchodzi pod ołtarzyk i odprawia jakiś rytuał nad dzieckiem. Kiedy odchodzi, wpada na nas. Nie mówi po angielsku. Uśmiechamy się do dziecka i dotykamy go, niby przypadkiem. Wtedy mężczyzna bez słowa podaje nam je do rąk. Trochę nie wierzymy, co się dzieje. Podnoszę je wysoko do góry i błogosławię, łamię wszelkie rzeczy, które w duchu są nad tym dzieckiem, poświęcam Jezusowi i ogłaszam, że jest naznaczone Nim, że pozna Go i wypełni Jego plan.

Idziemy dalej, jesteśmy bardzo dotknięte całą sytuacją. Przed nami pojawia się trójka nastolatków. To muzułmanie. Zagadujemy ich i mówimy w kilku zdaniach (ci akurat mówią, i to całkiem dobrze, po angielsku) o tym, że Bóg ich bardzo kocha i zna ich serca. Wpatrują się w nas wielkimi oczami i przez chwilę są tak zasłuchani, jakby czas się zatrzymał.

Kiedy już jesteśmy z powrotem w Mount Lavinii (mieszkamy na przedmieściach Kolombo), bierzemy rykszę do domu. Kierowca ciągle pokasłuje. Kiedy pytamy, co mu dolega, okazuje się, że ma astmę. Modlimy się, przestaje kaszleć i wzruszony dziękuje.

Wysiadamy równie wzruszone. To był dobry dzień!

IMG_2581
Tags

Comments are closed.