W sprawie Stwórcy

21 grudnia 2012
Comments off
3 406 Odsłon

Tekst: Józef Kajfosz

Cóż ma wspólnego ewolucja i kreacjonizm z nowym narodzeniem i prawami duchowego życia? Ma, i to wiele. Celem chrześcijan jest zwycięstwo prawdy – zarówno w dziedzinie odkryć naukowych, jak i życia duchowego. 

Świat zachodni XX wieku przyjął jako „poprawny politycznie” neo-darwinizm, czyli wiarę w prawdziwość (nieco zmodyfikowanej) teorii ewolucji. Uznał ją praktycznie cały system edukacji, a wiara w stworzenie została w defensywie. W ostatnich dziesięcioleciach mamy jednak do czynienia z kontrofensywą ludzi wierzących. Głównie w środowiskach ewangelicznych zaczął rozwijać się kreacjonizm, podważający argumenty ewolucjonizmu i dążący do utworzenia jego naukowej alternatywy.

Różnica światopoglądów
Dyskusje na temat teorii ewolucji i kreacji nie mają jednak charakteru naukowego, tylko światopoglądowy, niezależny od naukowych faktów. Dla kreacjonistów fakt stworzenia jest sprawą oczywistą, i stąd wniosek, że nauka powinna to potwierdzać, jeśli zaś jej wyniki wskazują na co innego, to muszą być fałszywe.
Z kolei dla ewolucjonistów sprawą równie oczywistą jest nieistnienie Boga lub brak Jego ingerencji w bieg wydarzeń na świecie, co sprawia, że powstanie wszystkiego drogą ewolucji jest dla nich nieuniknioną koniecznością. W obu przypadkach dowody naukowe na poparcie tych przekonań nie są najistotniejsze, gdyż zwolennicy obu teorii uważają, że nawet jeśli, na razie, nie mogą zebrać tych dowodów, to muszą one gdzieś istnieć, a ich odkrycie jest tylko kwestią czasu. W istocie chodzi więc o zagadnienia wiary, co z jednej strony tłumaczy emocje towarzyszące dyskusjom, z drugiej zaś – brak widocznego postępu w rozwiązywaniu spornych spraw, i to mimo stale rosnącej ilości danych empirycznych.

Obecny i ukryty
Czyżby więc problem był nierozwiązywalny? – Chyba tak. Wydaje się, że ma to związek z intencjami Stwórcy. Bóg jest Duchem, a człowiek został stworzony na Jego obraz. Istnieje duchowa więź między stworzeniem a Stwórcą. Bóg poszukuje w człowieku walorów moralnych, cnót. Gdyby objawił się w sposób niewątpliwy w sferze materialnej, człowiek byłby zmuszony do uległości. Nie byłaby to relacja partnerstwa, lecz działanie pod przymusem albo z wyrachowania. Prawdziwe Boże plany dotyczące ludzkości byłyby wówczas nie do zrealizowania. Dlatego, w pewnym sensie, Bóg się ukrył. Inaczej mówiąc, nie można udowodnić Jego istnienia przez badanie obiektów materialnych. Żadne odkrycia naukowe nie rozstrzygną ostatecznie sporu między teistami i ateistami. Boga ogląda się wyłącznie czystym sercem, a nie poprzez „mędrca szkiełko i oko”.

Bez przymusu
Aby zilustrować to Boże ukrycie się, użyjmy przykładu. Prawdziwym sprawdzianem pracowników będzie ich postępowanie pod nieobecność szefa. To Boże ukrywanie się przed narzędziami pomiarowymi eliminuje wszelki przymus i gwarantuje człowiekowi wolność wyboru, a jednocześnie umożliwia pełną ocenę ludzkich motywacji i postaw. Wiele tekstów biblijnych porusza temat Bożego ukrywania się: „Pójdę na wschód: tam Go nie ma; na zachód – nie mogę Go dostrzec. Na lewo sieje zniszczenie – nie widzę, na prawo się kryje – nie dojrzę” (Hi.23:8-9); „Jak długo, Panie? Czy zawsze będziesz się ukrywał? Czy Twoje oburzenie będzie płonąć jak ogień?” (Ps.89:47); „Prawdziwie Tyś Bogiem ukrytym, Boże Izraela, Zbawco!” (Iz.45:15); „Módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt.6:6,18).

Religijny oszołom? – Niekoniecznie
Czy wobec tego prowadzenie dyskusji „stworzenie czy ewolucja” ma w ogóle jakiś sens? – Niewątpliwie tak. Po pierwsze, wskazywanie na słabe punkty ewolucjonizmu, a w szczególności na całkowity brak dowodów na istnienie makroewolucji może dopomóc wielu ludziom, którzy stali się ateistami pod wpływem przekonania, że teoria ewolucji wyjaśnia wszystkie zagadki powstania życia i że nie ma potrzeby odwoływania się do Stwórcy. Po drugie, przytaczanie wielu ważkich argumentów naukowych, przemawiających za stworzeniem, może nie tylko stopniowo wyprowadzać opinię publiczną z błędnego przekonania, że wszyscy zwolennicy kreacjonizmu to religijni pomyleńcy, ale także przyczynić się do bardziej wyważonego i bezstronnego podchodzenia do tych kwestii.

Boże objawienie 
Argumenty naukowe na rzecz inteligentnego projektu są naprawdę przekonujące, jednak nie stanowią one, i nigdy nie będą stanowić, dowodu istnienia Stwórcy. Czy nie mamy więc żadnych skutecznych argumentów, by przekonać niewierzących o słuszności naszej wiary w Boga, Stwórcę Wszechświata? – Z pewnością mamy, ale nie należy do nich roztrząsanie kwestii naukowych. Z pewnością nikt z nas – ewangelicznie wierzących chrześcijan nie doszedł w ten sposób do wiary w Boga. Może takie rozważania były pomocne, ale duchowy przełom, odkrycie istnienia osobowego Boga jako Stwórcy i Zbawiciela nastąpiło w naszym wnętrzu, poprzez akt nadnaturalnego objawienia.

Początek przyjaźni
To konkretne, realne misterium, zwane nowym narodzeniem z Ducha, sprawia, że człowiek uzyskuje pewność. Wchodzi w posiadanie niepodważalnego dowodu. Nie jest to rezultatem przyjęcia jakichś racjonalnych argumentów, lecz osobistego przeżycia. To nie domena umysłu – lecz serca. Dzięki temu żadne argumenty nie mogą tej pewności podważyć, tego dowodu obalić. Kto w taki sposób odkrył istnienie osobowego Boga i nawiązał z nim intymny kontakt, nie ma żadnych wątpliwości co do aktu stworzenia. We wszystkich przedmiotach, od cząstek elementarnych aż po odległe galaktyki, a także we wszystkich procesach i zjawiskach widzi wspaniałe, zdumiewające dzieło Bożej mądrości i wszechmocy.
Jest to jednak przeżycie subiektywne i dowód subiektywny w tym sensie, że nie może zostać przekazany bezpośrednio innym osobom. Na szczęście istnieje pośredni sposób przekazania innym tego przeżycia i zarazem dowodu. Ponieważ chodzi o konkretne i realne doświadczenie, wywołuje ono konkretne i realne skutki. Możemy powoływać się na nie, aby zachęcać innych do szukania Boga. Tymi skutkami są oczywiście zmiany zachodzące w życiu pod wpływem nowego narodzenia. W wymiarze osobistym mogą dotyczyć zmiany cech charakteru, poglądów i przekonań, przyzwyczajeń i upodobań, zasad moralnych, trybu życia, wyzwolenia ze złych skłonności, uzależnień i nałogów, uzdrowienia z chorób, niezwykłych przypadków rozwiązania najróżniejszych problemów. W wymiarze zbiorowym to: akty pojednania, odbudowa relacji, przebaczenie przewinień czy zażegnanie konfliktów, zaś w wymiarze społecznym – spadek przestępczości, pokonanie patologii, wzrost poziomu moralności, ład i dobrobyt.

To nie bajka
Wszystko to dzieje się na co dzień wśród ludzi nowo narodzonych. Nie mamy żadnych wątpliwości co do tego, że w naszym życiu i w otaczającym nas świecie w różnoraki sposób działa żywy Bóg, nasz Stwórca i Zbawiciel. Wiemy ponadto, że jest On gotowy i pragnie działać tak samo w życiu każdego człowieka, jeśli tylko ten da Mu taką szansę. I nie jest to nic nieuchwytnego. Wystarczy 20 minut rozmowy, aby człowiek zrozumiał, co powinien zrobić, by pojednać się z Bogiem i przeżyć nowe narodzenie z Ducha. Jeśli tego zapragnie i na to się zdecyduje, odkryje całkiem nowy, dotychczas mu nieznany, duchowy wymiar życia i pozna osobiście swojego Zbawiciela i Stwórcę. Wówczas nie będzie poszukiwał odpowiedzi na swoje dylematy w podręcznikach biologii, gdyż posiądzie własny, niepodważalny dowód.

W obronie prawdy
Nie jesteśmy więc skazani li tylko na naukowe argumenty kreacjonizmu, ponieważ dzięki duchowej relacji z Bogiem znamy Go jako Stwórcę. Natomiast ateiści na ogół nie życzą sobie istnienia Boga, gdyż nie są gotowi zmierzyć się z wynikającymi z tego implikacjami moralnymi. Dlatego są skazani na kurczowe trzymanie się argumentów ewolucjonizmu. Jednak Bóg kocha również ateistów i pragnie, aby Go poznali, a naszym zadaniem jest przyczynić się do tego. Możemy to robić, argumentując na rzecz inteligentnego projektu, ale o wiele skuteczniejsze będzie skontaktowanie ich z żywym osobowym Bogiem, który jest Zbawicielem i Stwórcą.

Comments are closed.