Polecamy
Sound of Glory for kids: Superktoś! – CD (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

W jakiej lidze grasz?

17 lipca 2013
Comments off
2 932 Odsłon

Tekst: Wojciech Wieja

Niezależnie od miejsca i stanu, w jakim jestem, nadchodzi lepsze. Pan daje więcej niż to, o co proszę. Gramy w rozgrywkach, w których stawką jest Królestwo Boże realnie dotykające osobiście każdego, kto wierzy.

Pochwyciłeś? Więc co o tym świadczy?

„Nie jakobym już to osiągnął albo już był doskonały, ale dążę do tego, aby pochwycić, ponieważ zostałem pochwycony przez Jezusa Chrystusa” (Flp.3:12).

Nie mam ochoty na ładne wstępy i gładkie słówka. Strzelam z grubej berty: pomimo niezwykle owocnego życia wypełnionego znakami i cudami, Paweł pisze, że jeszcze nie osiągnął tego, do czego zmierza. A ja co robię? Pomimo mizernych owoców, lubię powtarzać, że pochwyciłem, uchwyciłem się Chrystusa, złapałem przebudzenie czy wręcz Pana Boga za nogi. Jakże łatwo wpaść w sidła usypiającej mantry wpajającej nam, że „Pan jest wśród nas”!

Czym niby się objawia Jego obecność? Jan Chrzciciel posłał swoich uczniów do Jezusa z zapytaniem, czy on rzeczywiście jest Mesjaszem, czy należy oczekiwać innego. A Jezus odpowiada: „Ślepi odzyskują wzrok i chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni i głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, a ubogim zwiastowana jest Ewangelia” (Mt.11:5). Odpowiedź Jezusa nie może być inna. Takie było Jego zadanie przed ukrzyżowaniem zgodnie z zapowiedzią Izajasza (Iz.61).

Duch Wszechmocnego Pana, który wypełniał Jezusa, jest teraz w Kościele i każdym wierzącym, więc te same znaki i cuda dzieją się tam, gdzie daje się Duchowi swobodę działania. Tymczasem zauważam, że niezbyt często jesteśmy świadkami tego, co mogli usłyszeć i zobaczyć uczniowie Jana, Jezusa i apostołów. Jedną z przyczyn takiego stanu upatruję w uśpieniu. Myślimy, że nam to nie grozi, a tymczasem pozwalamy, aby nasze nabożeństwa i inne spotkania wypełniały wspominki, anegdoty i rechot tłuszczy. Pan zastawia przed nami uginający się od obfitości stół i chce, abyśmy nasycili się tłustością jego domu, a my zwyczajnie nie jemy! Zaproszenie pochodzące z nieba zostaje zignorowane. Pycha nie pozwala zanurzyć się w pozornie mętnej wodzie, mimo iż czeka w niej cud (Naaman już dobrze o tym wie). Wolisz oglądać Bożą chwałę na spotkaniach, czy słuchać anegdot i wspomnień?

Inna liga
Nie mogę zatrzymać się w miejscu, które teraz wydaje się dla mnie takie przyjemne, ponieważ jutro już będzie zatęchłe. Tym bardziej przeżycia sprzed dwudziestu lat absolutnie nie mogą być filarem naszej radości dzisiaj. Fajnie jest sobie powspominać, ale co dalej? Kiedyś, w trakcie pewnego seminarium, w którym uczestniczyłem, prowadzący rozmarzył się po zaśpiewaniu refrenu z Wędrowca i roztoczył przed słuchaczami wspaniałą wizję, jak to fajnie by było siedzieć teraz przy ognisku i pośpiewać sobie stare refreny przy dźwiękach gitary. Pamiętam, że aż mnie zmroziło, kiedy to usłyszałem. Harcerstwo to przecież jest inna liga. My gramy w ekstraklasie! No właśnie – sportowe porównania same się narzucają. Janowicz z Radwańską dają przykład jak należy z zaciętością dążyć do doskonałości (daruję sobie teraz ocenę ich prywatnych poczynań – już zbyt wiele zostało powiedziane i napisane). Pewnie, po ludzku sądząc, jakaś granica możliwości istnieje, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto ich w tego tenisa pokona. Zawsze jest jednak coś, co należy zmienić, aby ulepszyć swoją grę. Nie mogę spocząć na laurach i myśleć, że stan, w jakim się znajduję, to maksimum moich możliwości. Co gorsza, samemu Bogu przypisuje się często brak możliwości zmiany naszego życia. Tak nie jest, ponieważ w Bogu nie ma limitów! Pytanie brzmi, w jakiej lidze gram? Czy jestem w drużynie tych, którzy, przynajmniej w teorii, dużo więcej Boga i spraw duchowych doświadczyli, a równocześnie są zadufani w sobie, czy może otwartych na świeży powiew Ducha głodnych ludzi, nawet jeśli z mniejszym poznaniem i doświadczeniem? Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem. Wcale nie chodzi mi o przynależność, tylko stan serca!

Zwiedzenie dobrego stanu
Jakże często spłycamy zwiastowanie do poziomu duszewnych relacji. Pełno jest w Internecie cytatów sugerujących, że jedną z największych bolączek współczesnego chrześcijaństwa jest brak relacji między ludźmi, a zadbanie o nie poprawi kondycję kościołów. Jest to część prawdy, nawet nie połowa, a może nawet nie ćwierć. W grupce kilku osób pewnie ma to zastosowanie, ale w zborze kilkusetosobowym (nie mówiąc o tysięcznych tłumach, o których marzymy, aby się nawracały) jest niemożliwością zbudowanie relacji każdy z każdym. Musielibyśmy mieć party od rana do wieczora. Dużo poważniejszą sprawą jest dostosowywanie głoszenia do tzw. realiów. Zaczynam zwykle z wysokiego „c”, pełen entuzjazmu i szczerej chęci zobaczenia na własne oczy tego, w co wierzę. Ale z czasem, przy braku konkretnych owoców, kiedy przesłanie staje się tępe, rozwodnione i nijakie, spuszczam nos na kwintę. Widzę taką prawidłowość w moim życiu: „Bo przypatrzył się sobie i odszedł, i zaraz zapomniał, jakim jest” (Jk.1:24). To jest miejsce, w którym zaczyna się zwiedzenie dobrego stanu, bo jakoś trzeba sobie poukładać bezowocne życie. Jakub w liście szerzej opisuje ten aspekt, więc zachęcam do lektury.

Nadchodzi lepsze!
Cudowną rzeczą jest to, że wysokie „c” nie kończy skali, ale jest jeszcze kilka oktaw ponad nim. Nawet jeśli obniżę brzmienie mojego życia, to mogę się odbić z tego miejsca i przefrunąć znacznie wyżej. Jakkolwiek to nazwiemy: wzrost interwałowy, ewolucyjny, rewolucyjny… Faktem ma być wzrost. Zawsze, w każdej okoliczności.

Niezależnie od miejsca i stanu, w jakim jestem, nadchodzi lepsze. Pan daje więcej niż to, o co proszę. Gramy w rozgrywkach, w których stawką jest Królestwo Boże realnie dotykające osobiście każdego, kto wierzy. Jeśli tego nie widzisz, to proś Pana, abyś przejrzał i zobaczył – wpierw w wizji, a później w rzeczywistości – potężne Boże działanie, wylanie Ducha na wszelkie ciało, znaki i cuda, Kościół pełen chwały! Jabes wierzył, poprosił Boga zgodnie ze swoją wiarą i Bóg go wysłuchał. Wzrost, poszerzenie granic wpływu, namaszczenia, zakresu działania w jakiejkolwiek dziedzinie jest jak najbardziej biblijne, natomiast rozleniwiające zadowolenie ze swojego życia wręcz przeciwnie.

Tags

Comments are closed.