Blogi
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)
Cierpliwość kluczem do zwycięskiego życia (Kwiecień 16, 2018 1:43 pm)
Wierzmy, że posiądziemy Ziemię Obiecaną (Kwiecień 5, 2018 10:08 pm)

Tylko nie bierz tego osobiście…

Tekst: Marta W

Był taki czas, gdy w ramach tzw. konstruktywnej krytyki zdanie powyższe słyszałam tak często, iż bliska byłam zakupu równie konstruktywnej pomocy dydaktycznej marki Smith&Wesson, kaliber 11,2 mm, i nieco mniej konstruktywnego wykorzystania jej na moich światłych mentorach.

OCZYWIŚCIE, ŻE WSZYSTKO BRAŁAM OSOBIŚCIE… Po kilku latach pracy na samodzielnych stanowisku menedżerskim, kiedy to zajmowałam się tym, co lubię, jak lubię i z kim lubię – zostałam awansowana. Po krótkotrwałej radości związanej z wyższym wynagrodzeniem… zderzyłam się z realiami mojego zawodowego „błogosławieństwa”: przytłaczający ciężar odpowiedzialności, brak taryfy ulgowej w komunikacji z przełożonymi, mało budujące aspekty zarządzania zespołem, a przede wszystkim – specyfika nowego zakresu odpowiedzialności, który porównać mogę do… pola minowego.

Przy najlepszych staraniach, największych wysiłkach z mojej strony – przez pierwsze trzy miesiące nie wiedziałam, co i gdzie wybuchnie mi w rękach. Wcześniej przyzwyczajona do sukcesów i pochwał, teraz uczyłam się nowego fachu w bitewnym ogniu. Nie wiedziałam, dlaczego mój dotychczasowy „warsztat” nie zdaje egzaminu. A ku zachęcie z prawa i lewa słyszałam opinie, porady, napomnienia, czasem opr-y… A wszystko zaprawione ciężkostrawnym sosikiem: „Tylko nie bierz tego osobiście”. No, jak można nie brać krytyki osobiście?

To, co musiałam przede wszystkim zrozumieć, to fakt, że KONIECZNOŚĆ ZMIANY/KOREKTY JEST NIEODŁĄCZNYM ELEMENTEM ROZWOJU. A zmiana – myślenia, działania – nie przychodzi łatwo. W tym znaczeniu korekta (pouczenie, czasem krytyka) – jest czymś absolutnie kluczowym i pozytywnym. Przełomem w moim ówczesnym podejściu do „rekonfiguracji” – było zdanie jednego z moich doradców, wpływowego biznesmana. „Marta – powiedział, gdy któryś raz z rzędu zamiast wysłuchać korekty i skupić się na jej zrozumieniu oraz wdrożeniu, całą energię poświęcałam polemice – gdybym w ciebie nie wierzył, nie marnowałbym swojego czasu na rozmowę z tobą. Gdybym nie wierzył, że nadajesz się na to stanowisko, nie pracowałbym nad tobą”.

Wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to być może karano nas w tzw. afekcie, impulsywnie. Uwarunkowania społeczno-kulturowe, które sprzyjają bardziej złośliwym przytykom niż pozytywnej korekcie. Różnego pokroju „życzliwi” i „bliscy” wokół nas, którzy często manipulują bądź projektują swoje własne lęki i widzimisię, a nie wyrażają korektą prawdziwą troskę o nas. Kompleksy lub też wprost przeciwnie – nadmierna pewność siebie, czyli zarozumiałość. Wszystko to sprawia, że przy samym słowie „korekta, kara” węszymy problemy na kilometr. Przekłada się to na nasze życie duchowe. Tymczasem przyjmowanie korekty jest jednym z najbardziej błogosławionych i wydających trwały owoc aspektów relacji z Bogiem.

No dobrze, wygodnie się siedzi przed komputerem i czyta, ale wstańmy z foteli, weźmy Biblię i odnajdźmy List do Hebrajczyków. Nie wiem jak Wy, ale ja słyszałam dziesiątki kazań na podstawie Hebrajczyków 11 i ani jednego na podstawie rozdziału 12:4-13. Biblie, potocznie zwane „brytyjkami”, nadają temu fragmentowi skutecznie odstraszający i zniechęcający tytuł: „O znaczeniu karności”. Tymczasem z tych kilku wersetów wynika prawda jakże podstawowa i przy tym potężna: Kogo Bóg kocha – tego karci. Karceniu – a ja uparcie używać będę słowa: KOREKCIE, ponieważ nie pociąga za sobą lawiny uprzedzeń i złych skojarzeń – poddane są wszystkie Jego prawowite dzieci. Jeżeli nie czujesz korygującej ręki Boga w swoim życiu – to się błyskawicznie ogarnij. Oznaczałoby to bowiem, że jesteś „nieprawy”. Korekta jest oznaką Bożej miłości. Nie jest jedynie wynikiem naszych błędów, upadków. Ale jak już pisałam na wstępie – jest także świadectwem tego, że się rozwijamy, że wchodzimy w nowy wymiar życia z Bogiem i służby, w nową dynamikę działania. Wejście dalej, a więc pozytywny aspekt życia, wymaga od nas zmiany. A ta przychodzi dzięki korekcie.

By móc bez bojaźni i wręcz z radością przyjąć Bożą korektę, należy ugruntować swoje serce w Jego miłości i dobroci. Tylko pełne poczucie bezpieczeństwa, miłość i Boży pokój sprawiają, że nasze serca otwierają się w ufności na pouczenie. Wspomniany przez mnie fragment Listu do Hebrajczyków zawiera trzy różne greckie określenia tłumaczone na język polski jako „kara, karanie, chłosta”. Jako pierwsze pojawia się paidea, co oznacza pouczenie, instruowanie. Kolejne słowo użyte przez autora Listu to elegho – ustna nagana, zgromienie. Trzecie – obrazujące kolejny poziom korekty – to słowo mastigoo, kara fizyczna. Bóg nigdy nie przychodzi do nas z rózgą na wejście. Zawsze zaczyna od słowa określającego Jego standardy w danej sferze lub Jego wskazówki na dany okres czy wyzwanie w naszym życiu. Jeżeli nie przyjmiemy tego etapu lub go wręcz nie zauważymy – zaaferowani własnym tu i teraz – pojawia się etap drugi: słowo napomnienia, które może przyjść bezpośrednio ze Słowa, podczas kazania, proroczego snu czy też proroczej usługi. Napomnienie mogą przynieść do naszego życia – zupełnie nieświadomie – osoby wokół nas, nawet niewierzące. Doświadczyłam wielu takich sytuacji. Jeżeli i tu serduszko niczym głaz zapatrzone w siebie i głuche – nadciąga etap trzeci. Fizyczne doświadczenie konsekwencji własnego uporu. Auć, zaboli. Gdy zmniejsza się Boża ochrona nad naszym życiem, zaczynamy ponosić konsekwencje własnych działań, czuć „ciężar” rzeczywistości wokół nas. Szczęśliwie samo „ciśnienie” zazwyczaj wystarczy, by człowiek błyskawicznie szukał Boga. Zgodnie z instrukcją apostoła Jakuba – wystarczy PODDAĆ się Bogu, dopiero następnie PRZECIWSTAWIĆ diabłu, a ten ucieknie od nas (Jak. 4:7). „Proste jak rogalik” – mawia mój zacny prezes.

Trzyfazowy schemat Bożej korekty widzimy na przestrzeni całego Starego Testamentu. Najpierw Bóg ustanowił swoje prawa, niezmiernie precyzyjne i dotyczące każdej sfery życia. Wiemy, co się działo. Następnie Boży prorocy ostrzegali, wygłaszali osąd. Wiemy, co się działo. W efekcie tenże sąd nadchodził – w postaci różnorodnej opresji, która była efektem odejścia Bożej osłony znad ludu.

To od stanu ukorzenia naszego serca zależy, czy Bóg przychodzi do nas ze Słowem kierunku, instrukcją, słowem napomnienia, naganą, czy też z rózgą… Ale niezależnie od tego, jednego możemy być pewni – towarzyszy Mu zawsze miłość, miłosierdzie i łaska. On ma dobre plany dla nas, nie ma w nim rozdwojenia ani chwilowego zaćmienia. Pragnie, abyśmy żyli w pełni naszego potencjału – Jemu na chwałę. Pozwólmy Mu więc wykonywać w nas pracę, „z łagodnością przyjmujmy wszczepiane w nas Słowo, które może zbawić dusze nasze” (Jk.1:21).

Tags

Comments are closed.