Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Sięgnęłam dna. Jak odzyskać życie ?

22 kwietnia 2022
Comments off
203 Odsłon

Niesamowita historia kobiety, która była tak bardzo sfrustrowana sobą i swoim życiem, że nie widziała już dla siebie przyszłości. Śmiało można by powiedzieć, że cierpiała od zawsze….jeśli więc czujesz, że to pasuje do Ciebie to przeczytaj jej historię, aby uwierzyć, że jest skuteczne rozwiązanie.

Możesz odzyskać życie.

Jeszcze pięć lat temu moje życie było bliskie końca. Od dzieciństwa pełne nieszczęścia, nadużyć, strachu, odrzucenia, żalu, nałogów, depresji, myśli samobójczych – jednym słowem bólu w każdym wymiarze, którego nie mogłabym dłużej znieść. Moje małżeństwo stało na granicy rozpadu. Żyłam w poczuciu bycia ofiarą i wciąż skupiałam się na sobie oraz na bólu, którego doświadczałam. Usilnie starałam się zasłużyć na akceptację otaczających mnie ludzi. Byłam zdolna do ogromnych poświęceń oraz przekraczania bezpiecznych granic, aby zyskać aprobatę, podziw, doświadczyć odrobiny ciepła. Tkwiąc w ciemności i obłędzie jednocześnie, obsesyjnie pragnęłam akceptacji i miłości. Wszystko, co robiłam dla ludzi, wywoływało tylko frustrację, bo spodziewałam się, że to oni mnie uszczęśliwią. Miałam tak duże deficyty, jakbym miała dziurę w sercu, której nic i nikt nie był w stanie zapełnić.

Przyszedł czas, gdy zaczęłam bardzo często chorować. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że w pewnym momencie choroba stała się ucieczką i sposobem pozyskiwania uwagi. Cała chorowałam. Moje ciało i dusza…

Balansowałam na krawędzi. Z jednej strony bałam się otaczającego mnie świata, podejmowania decyzji, jakichkolwiek zmian, z drugiej miałam poczucie, że moje życie jest tak puste, że niewiele mam do stracenia. Niespełna pięć lat temu poczułam, że dosięgnęłam dna.

„Bóg natomiast daje dowód swojej miłości do nas przez to, że gdy jeszcze byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł…” (Rz. 5:8; EIB).

Przez lata chodziłam do kościoła katolickiego, ale nie spotkałam się tam z Bogiem i nie znalazłam prawdy, której szukałam – dlatego przestałam uczęszczać. Nie miało dla mnie znaczenia, „co powiedzą ludzie”. Przyszedł czas, że nie potrafiłam nawet wymówić słowa „Bóg”… Nie znałam prawdziwego Boga. Myślałam, że nie ma już dla mnie żadnej nadziei…

Pewnej majowej niedzieli odwiedziłam koleżankę i zaczęłam opowiadać jej o swoim bólu i rozpaczy. Ona natomiast opowiedziała mi o Bogu, którego doświadcza, który otacza ją troską i opieką, usuwa z jej życia zło, choroby, strach i nieszczęście. Opowiedziała mi świadectwo swojego nawrócenia i chrztu jednego z kolegów oraz powiedziała mi, że „kto się nie narodzi na nowo, nie może zobaczyć Królestwa Bożego… kto się nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego” (Jan 3:3; 3:5 EIB).

W tamtej chwili postanowiłam, że nie pozwolę diabłu zabrać ani minuty więcej z mojego życia. Zapragnęłam oddać je Jezusowi. Powiedziałam koleżance, że chcę się ochrzcić – tu i teraz! To była łaska, miłosierdzie i objawienie, które Bóg podarował mi, żebym mogła do Niego przyjść! Gdy nalewałyśmy wodę do wanny, nie wiedziałam zbyt wiele, ale odczuwałam ciężar grzechów i całego zła, które było we mnie i towarzyszyło mi w życiu. Czułam się brudna i niegodna, aby stanąć przed Bogiem. Bałam się, że Bóg mnie nie zechce…

Koleżanka poprowadziła mnie w modlitwie – oddałam swoje życie Jezusowi i zostałam zanurzona w wodzie. Zaraz potem nastąpiło pierwsze uwolnienie i chrzest Duchem Świętym. Zaczęłam mówić innymi językami. Kiedy to się stało, Bóg powiedział mi, że widzi moje serce i wyrywa z niego cały strach, zło oraz nieprzebaczenie, a miejsce, w którym jest pustka, zalewa swoją miłością, pokojem i przebaczeniem. W tej samej chwili doświadczyłam przepełniającej mnie, przeogromnej miłości, której nie jestem w stanie opisać i z niczym porównać. Nigdy nie zaznałam niczego podobnego od żadnego człowieka. Miłość, pokój i przebaczenie względem wszystkich osób, które mnie skrzywdziły, zalały moje serce i umysł. W jednej chwili zrozumiałam, że przez całe życie tęskniłam za Bożą miłością, za Jezusem! Poczułam ogromną wdzięczność i miłość do Niego za to, że wybaczył mi, umarł za mnie i tak mocno mnie pokochał. Zaczęłam uwielbiać Boga i od tamtej pory nie chcę robić niczego, co mogłoby Go zasmucać, bo kocham Go tak bardzo, że trudno to wyrazić słowami.

„Nasza miłość bierze się stąd, że On pierwszy nas nią obdarzył” (1 Jan 4:19; EIB).

Początek nowego życia z Bogiem był dla mnie namacalny. Z dnia na dzień zakończyłam trwającą od trzech i pół roku prywatną terapię psychologiczną. Przestałam jej potrzebować! Bóg uwolnił mnie do wielu rzeczy. W jednej chwili dał mi wszystko, czego wcześniej szukałam w alkoholu, grach czy obsesyjnych zakupach, którymi starałam się rozładowywać napięcie, poprawiać sobie nastój. Pustka w sercu przestała istnieć, już nie musiałam szukać czegoś, co by ją zapełniło! Dostrzegli to również mój mąż i dzieci. Miłość Boża, która się ze mnie wylewała, dotykała ich i moja rodzina w niedługim czasie też oddała swoje życie Jezusowi.

Bóg włożył we mnie ogromny głód swojego Słowa. Pochłaniałam Biblię! Pismo, którego wcześniej nie rozumiałam, teraz ożyło! Każdy werset, który czytałam, był dla mnie osobisty i odkrywał przede mną jakąś tajemnicę, poruszał mnie! Przez swoje Słowo Bóg podarował mi niesamowite obietnice dotyczące odbudowania mojego życia, rodziny i domu!

Gdy po nawróceniu dowiedziałam się, że ranami Jezusa zostałam uleczona, przez wiarę przyjęłam uzdrowienie z przewlekłej choroby! Moje dzieci również cierpiały na tę chorobę, ale Bóg uzdrowił nas wszystkich!

Kilka dni po nawróceniu pojechałam z koleżanką do Kościoła Chwały. Bóg, którego dobroci i miłości doświadczyłam, sprawił, że bezgranicznie Mu zaufałam. Byłam gotowa pokornie poddawać się prowadzeniu Ducha Świętego przez Słowo, ale również przez osoby, które postawił na mojej drodze, aby uczyły mnie i korygowały. Nie dyskutowałam, gdy usłyszałam od Pastora, że potrzebuję modlitwy o uwolnienie, czyli takiej, która uwalnia od duchowych wymiarów zła. Nie miałam pojęcia co to za modlitwa, ale wiedziałam, że jestem w Bożych rękach i chciałam być wolna. Umówiłam się na modlitwę i dopiero po niej zrozumiałam, jak bardzo jej potrzebowałam. Skumulowane przez całe pokolenia grzech i zło zostały ode mnie odcięte w imieniu Jezusa! Byłam wolna i gotowa na zmiany, które Bóg dla mnie przygotował!

W kościele już od pierwszego spotkania dotykało mnie głoszone Słowo. Poruszało mnie, konfrontowało i objawiało prawdę. Bóg włożył w moje serce umiłowanie prawdy, nawet tej bolesnej na mój temat. Dzięki temu, że postawił mnie w miejscu, gdzie szybko wzrastałam i stawałam się silniejsza, mogłam się z tą prawdą mierzyć. Jednocześnie dostałam do Boga niesamowity dar – dar patrzenia w przyszłość z wiarą i radością.

Kilka miesięcy po tym, jak stałam się członkiem kościoła, Pastor zachęcił mnie, żebym poszła do Szkoły Bożych Liderów. To był bardzo intensywny i przełomowy czas budowania relacji z Bogiem, łamania pasywności, treningu modlitwy, nauki poznawania czym jest autorytet duchowy i przyjmowania Bożych obietnic. Czas wyrywania starych rzeczy i zasadzania nowych. W szkole liderów zaczęłam modlić się o nową pracę. Chciałam zmienić branżę, ale nie chciałam robić czegokolwiek. Pragnęłam, żeby Bóg nadał kierunek mojej pracy. Minęły jakieś 2 lata, podczas których miałam kilka pomysłów i prób „wejścia w nowe”, ale finalnie nic z tego nie wychodziło. Zanim Bóg otworzył mi drzwi i postawił w nowym miejscu, musiałam zmienić swoją postawę i myślenie – wyzbyć się egoizmu i kompleksów, rozbić kłamstwa, które przyjęłam na swój temat – że do niczego się nie nadaję i nic nie potrafię, zmierzyć się ze strachem przed zmianami i stanąć w miejscu całkowitego zaufania i poddania się Bogu.

Przyszedł moment, w którym to Bóg uznał, że jestem gotowa i dał mi niesamowitą łaskę, by zmienić branżę. W nowej pracy doświadczyłam ogromnej przychylności ze strony szefowej oraz koleżanek. Uczenie się nowych rzeczy przychodziło mi z łatwością i byłam naprawdę dobra w tym, co robiłam! Strach przed podejmowaniem decyzji i pasywność odeszły. Teraz jestem kobietą działania! Pracuję, rozwijam się i kończę studia podyplomowe związane z nowym kierunkiem, który wytyczył mi Bóg.

Kolejna dziedzina w moim życiu, w której Bóg zainterweniował, to sfera intymna. To była ruina… W dzieciństwie byłam nadużywana, a skutki tego miały destrukcyjny wpływ na moje życie i relacje z mężem. Płakałam i wołałam do Boga, żeby pomógł mi to zmienić. Trudno było mi zbliżyć się do męża bez poczucia bycia wykorzystywaną, co sprawiało, że unikałam bliskości.

Do pewnego czasu sądziłam, że to mąż powinien coś zrobić, bo to przecież ja byłam tą pokrzywdzoną i on powinien to rozumieć! Pamiętam dzień, w którym Bóg skorygował mnie i przemówił do mnie przez osobę, która się za mnie modliła: „Nie żona rozporządza własnym ciałem, lecz mąż. I podobnie nie mąż rozporządza własnym ciałem, lecz żona.” (1 Kor. 7:4 EIB). To było chyba najtrudniejsze do tej pory moje zmaganie i jednocześnie „targowanie się” z Bogiem. Zrozumiałam, że mąż nie powinien ponosić konsekwencji tego, co mnie spotkało. Wiedziałam już, co mówi na ten temat Słowo Boże, ale moje ciało i dusza zupełnie nie wiedziały, jak sobie z tym poradzić. W końcu podjęłam decyzję, że będę posłuszna Bogu. Zamknęłam etap użalania się nad sobą i zaczęłam nakazywać mojemu ciału i duszy, aby się dostosowały do prawdy Bożego Słowa. Czytałam Pieśń nad Pieśniami i inne fragmenty Pisma Świętego, które opisują przymierze małżeńskie, żeby dowiedzieć się, jak Bóg nas widzi i jak zaplanował nasze małżeństwo w alkowie i poza nią. Ogłaszałam te wersety i wierzyłam, że Bóg nie zostawi mnie z tym bałaganem.

On jest wierny i stoi na straży swojego Słowa, aby je wypełnić! Moje wykrzywione postrzeganie intymności w małżeństwie, bliskości fizycznej i nienaturalne reakcje na tę bliskość odeszły. Bóg, dzięki swojemu Słowu, uwolnił mnie od cierpienia duszy, poczucia winy, pozwolił mi dojrzeć emocjonalnie i nauczył mnie czerpać radość z intymności z mężem. Odbudował obszar, który był totalnie spustoszony.

Zanim dojrzałam, by zmierzyć się z przeszłością, przez cały ten czas Bóg otaczał mnie ludźmi z kościoła, którzy wspierali mnie, modlili się za mnie i za moją rodzinę, a przy tym potrafili z miłością i bez osądzania mówić mi prawdę. Wciąż czułam i czuję obecność Jezusa i Jego rękę wyciągniętą nade mną oraz nad moim domem.

Wierzę, że te pięć lat życia z Bogiem to dopiero początek i że On przygotował dla mnie coś specjalnego! Jestem pełna ekscytacji i oczekiwania na myśl o dalszej drodze z Jezusem. Życie z Nim zawsze prowadzi do szczęśliwego zakończenia, nawet jeśli pojawiają się trudności.

Dziękuję Bogu i oddaję Mu chwałę za to, że wyrwał mnie z obłędu i odbudował moje porozbijane na kawałki życie. Dał mi pokój i radość, wzmocnił mnie i przywrócił mi godność.

„Kocham Cię, Panie, Ty jesteś mą mocą!

Pan moją skałą, twierdzą i ratunkiem;

On moim Bogiem, opoką i ucieczką.

On moją tarczą, gwarantem wybawienia i mą warowną wieżą”.

( Psalm 18:2-3; EIB).

Comments are closed.