Pytanie o prawdę

28 października 2012
Comments off
3 501 Odsłon

Z dr. Eugeniuszem Moczydłowskim, prezesem Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego rozmawia Jacek Słaby.

Jacek Słaby: Co spowodowało powstanie Towarzystwa Kreacjonistycznego? Jakie stawia sobie ono cele? 
Eugeniusz Moczydłowski: Po pierwsze, jako członkowie towarzystwa nie uważamy, by posiadane fakty naukowe popierały tak jednoznacznie teorię ewolucji, jak to nam ewolucjoniści wmawiają. Więcej, zdobyte dotąd dowody lepiej pasują do kreacjonistycznej wizji życia, także przewidywania ewolucjonistów (np. dotyczące tzw. ogniw pośrednich) zakończyły się fiaskiem. Po drugie, monopol, jaki ewolucjoniści sobie zapewniają, jest niebezpieczny dla prawdy naukowej. Nawet gdyby naukowy kreacjonizm był koncepcją fałszywą, to jako radykalna alternatywa poznawcza wobec ewolucjonizmu zmusza ewolucjonistów do większego wysiłku, pozwala zidentyfikować słabe miejsca w przyjmowanej doktrynie pochodzenia życia i żywych organizmów, a przez to sprzyja postępowi w nauce. Po trzecie, rozpowszechnianie idei kreacjonistycznych może pomóc w walce z zalewem ateizmu i laicyzacji. Społeczeństwa początku XXI wieku przeżywają kryzys widoczny gołym okiem: rosnąca przestępczość, narkomania, zanik więzi rodzinnych (np. rozwody), upadek autorytetów świeckich i religijnych, wzrost relatywizmu moralnego połączony z postawą konsumpcyjną, czego skutkiem jest na przykład liczba dokonywanych aborcji itd. Uważamy, że w istocie jest to kryzys moralny, a jego przyczyną jest stopniowa utrata wiary w Boga-Stworzyciela, który nie tylko stworzył świat i człowieka, ale także zostawił mu zasady właściwego życia: stosunku do Boga, do innych ludzi i do świata. Propagowanie kreacjonistycznej wizji świata może ten niedobry trend choćby częściowo zahamować, a przynajmniej niektórym pomóc odzyskać utracone poczucie ładu moralnego.

J.S.: Mimo że PTKr istnieje już ponad 10 lat, przyzna Pan, że jego działalność nie jest znana wśród chrześcijan rożnych kościołów, zarówno historycznych, jak i ewangelicznych. Jaka jest tego przyczyna? 
E.M.: Nie znam poziomu świadomości kreacjonistycznej wśród wymienionych kościołów. Ogromnie ubolewam, że Kościół rzymskokatolicki jest zdominowany przez ewolucjonistyczną wizję świata. W każdym przypadku przyczyna jest jedna: chrześcijanie w Polsce byli edukowani wyłącznie w ramach jednego systemu edukacyjnego, który jest z założenia materialistyczny i w konsekwencji – ateistyczny, i który wciąż obowiązuje.

J.S.: Czym jest kreacjonizm? Czy rezultatem studiowania Biblii, szczególnie Księgi Rodzaju, czy też możemy go nazwać teorią naukową, która ma swoje uzasadnienie w  faktach?
E.M.: Kreacjonizm ma niejedno oblicze. Kreacjonizm biblijny to bardzo ciekawa dziedzina, ale jest całkowicie odrzucany przez większość ludzi nauki jako źródło wiedzy o świecie. Kreacjonizm naukowy jest nie lepiej traktowany pod pretekstem braku programu naukowego. Tymczasem kreacjoniści prowadzą klasyczne badania naukowe. Ale ich osiągnięcia niezwykle rzadko wykorzystuje się w nauce oficjalnej.

J.S.: Mówi się często, że istnieje kreacjonizm biblijny i kreacjonizm naukowy. Czy mógłby Pan przybliżyć te dwa pojęcia i wyjaśnić, czym się różnią?
E.M.: Różnicę najlepiej ilustruje przykład. Kreacjonista biblijny studiuje opis potopu na podstawie Biblii. Natomiast kreacjonista naukowy bada budowę geologiczną Ziemi, by znaleźć ślady ogólnoświatowej katastrofy – potopu.

J.S.: Czy mógłby Pan w kilku punktach przedstawić mocne i słabe strony ewolucjonizmu i kreacjonizmu?
E.M.: Nie da się tak prosto ocenić tych idei. Ewolucjonizm jest jedyną teorią wyjaśniającą rzeczywistość w ramach poznania naukowego. Jest to pozornie jego wielka siła – nie ma przecież konkurencji. Ale też ogromna wada – jest bowiem dogmatem, nie do ruszenia na polu nauki – i to bez względu na fakty. Najmocniejsza cecha kreacjonizmu to fakt, że jest alternatywą dla ewolucjonizmu. Jest to ważne szczególnie dlatego, że ewolucjonizm ma tak wielkie problemy na własnym, naukowym polu. Natomiast kreacjonizm pozostaje daleko w tyle za ewolucjonizmem pod względem nakładów finansowych. Państwowe, czyli publiczne pieniądze, nie są nigdzie na świecie przeznaczane na finansowanie badań kreacjonistów, także tych przyrodniczych.

J.S.: W czasach realnego socjalizmu na lekcjach biologii omawiano teorię ewolucji, ale bardzo często, co sam pamiętam ze swojej edukacji, nauczyciele mówili, że teoria ta ma w sobie wiele luk, ale ze względów programowych musimy uczyć jej w szkole. Teraz zwolenników ewolucji w naszym społeczeństwie jest jakby więcej. Wielu hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego oficjalnie opowiada się po stronie ewolucji, powołując się na słowa papieża Jana Pawła II, np. biskup lubelski. Jak Pan wytłumaczy te zmiany społeczne, czym są uzasadnione?
E.M.: Był pan w szkole wyjątkowej, jest to raczej bardzo niezwykły i rzadki przykład. Jak już wspomniałem, przez 60 lat uczono, a raczej tresowano Polaków w duchu poprawności ewolucyjnej. Duchowieństwo Kościoła rzymskokatolickiego przechodziło takie same pranie mózgu jak reszta społeczeństwa. Dlaczego miałoby się wyróżniać? Ksiądz też człowiek, chciałby uchodzić za nowoczesnego, postępowego, naukowego. A to wszystko wymaga akceptacji religii XX wieku – ewolucji. Toteż uczeni katoliccy wypracowali sobie rodzaj połączenia religii i ewolucjonizmu, czyli teistyczny ewolucjonizm. Jest to idea wewnętrznie sprzeczna, ale pozwala naukowcom w sutannach na pełnoprawną obecność na salonach świata nauki. Podpieranie się autorytetem papieża i Kościoła nie świadczy dobrze o mocy ewolucyjnych argumentów. Kościół wskutek tzw. sprawy Galileusza zrozumiał, że winien wskazywać przede wszystkim drogę do nieba i zostawić uczonym kwestię, jak niebo jest zbudowane. Nie wszyscy w Kościele rzymskokatolickim zdają się być świadomi nauki płynącej z historii.

J.S.: Obecnie ewolucjonizm jest teorią, która zdominowała media i świadomość społeczną, przynajmniej w Europie. Rzadko kiedy spotykamy się z publicznymi dysputami w telewizji czy też na łamach prasy, które w obiektywny sposób prezentowałyby zarówno „za” i „przeciw” ewolucjonizmowi, jak i kreacjonizmowi. Jak wygląda prezentowanie kreacjonizmu na naszym kontynencie, gdyż np. w Stanach Zjednoczonych istnieje wymiana poglądów oraz naukowa polemika na ten temat?
E.M.: Ewolucjonizm dominuje od Chin po Kalifornię, i to nie od dzisiaj. W Europie jest na pewno gorzej niż w USA, gdzie opinie społeczeństwa są podzielone mniej więcej po połowie. W USA istnieją potężne placówki badawcze kreacjonistów. Niczego podobnego nie ma w innych krajach. Potencjał naukowy Ameryki Północnej dominuje nad resztą świata i ma to swoje odbicie także w kreacjonizmie.

J.S.: Jak Pan uważa, dlaczego ewolucjoniści są tak wrogo nastawieni do teorii kreacjonizmu, przecież skądinąd wiemy, że to właśnie zdrowe ścieranie się poglądów i teorii prowadzi do rozwoju nauki bez względu na dziedzinę wiedzy?
E.M.: Ewolucjoniści są świadomi i tego, że ich teoria mija się z doświadczeniem, i tego, że jedyną alternatywą ewolucji jest kreacja. Kontrowersja ma więc charakter walki o wszystko, o być albo nie być w świadomości społecznej. Dopuszczenie istnienia racjonalnej alternatywy oznacza niemal pewną totalną eliminację teorii prezentowanej dotychczas jako „jedynie słusznej” i niepodważalnej. Stąd histeria i determinacja ocierająca się o śmieszność.

J.S.: Media w wielu krajach, także i w Polsce, prezentują pogląd, że umieszczenie kreacjonizmu w szkolnym programie biologii jest atakiem na świecki charakter szkoły. Czy tak jest w istocie? Czy ewentualne wprowadzenie teorii kreacjonizmu do programów szkolnych jest zagrożeniem lub, jak mówią niektórzy, ponownym podporządkowaniem nauki religijnej wierze, czy też wręcz odwrotnie – szansą na przywrócenie równowagi? 
E.M.: Trudno uwierzyć, że w XXI wieku wciąż trwa walka o elementarne prawo człowieka do poznania i głoszenia prawdy. Nie chodzi o to, że kreacjoniści roszczą sobie prawo do posiadania patentu na prawdę o świecie. Rzecz w tym, by wielkie pytania nauki pozbawić dogmatycznego charakteru szczególnie w realnie zaistniałej sytuacji, gdy obowiązująca doktryna nie może być kwestionowana na podstawie arbitralnie przyjętej definicji nauki, a doświadczenie kwestionuje posiadanie przez tę doktrynę monopolu na prawdę.

J.S.: Jaka jest przyszłość kreacjonizmu w Polsce i na świecie? Jak osoby zainteresowane tematem mogłyby nawiązać kontakt z Towarzystwem?
E.M.: Proszę wybaczyć tę mało skromną paralelę z teorią Kopernika, ale na to pytanie dobrą odpowiedzią jest: Kopernik, który nie martwił się o to, jaka będzie przyszłość heliocentryzmu. Robił swoje. Idziemy w ślady wielkiego astronoma w tym względzie. Ktokolwiek chce być z nami – znajdzie drogowskazy na: www.creationism.org.pl. Róbmy swoje, a przyszłość wystawi nam adekwatne oceny.
Eugeniusz Moczydłowski
Doktor nauk przyrodniczych. 57 lat, żonaty, dwoje dzieci. W PTKr działa od 1994 r. W latach 1974-1994 naukowiec Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Warszawskiego. W 1982 r. w Instytucie Ekologii PAN obronił pracę doktorską (specjalność: ekologia środowiskowa). Obecnie kontynuuje działalność naukową w ramach prywatnych przedsięwzięć badawczych. Związany z wydawnictwem Megas.

Comments are closed.