Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Do trzech razy sztuka ? Czy może jest lepsza droga?

16 maja 2022
Comments off
201 Odsłon

Już od najmłodszych lat spotykamy się z pierwszymi zauroczeniami, pierwszymi miłościami. Mówi się, że okres dojrzewania jest jednym z tych burzliwych momentów miłosnego uniesienia, które może prowadzić do niewłaściwych decyzji.

Przecież powinniśmy uczyć się na błędach, kosztować życia i nabierać doświadczenia. Czy na pewno? Jak właściwie wygląda Boża wizja relacji damsko-męskich? Czy można przejść przez okres nastoletni bez burz emocjonalnych, często nieszczęśliwych wzniesień i wielu innych rzeczy, których doświadczają dzisiaj młodzi ludzie? Uważam, że tak. Z tego powodu zapraszam do dalszej części artykułu. Na podstawie własnych doświadczeń opowiem o trzech różnych typach relacji, z którymi może się spotkać nie tylko młoda osoba, ale tak naprawdę każdy z nas. Mam nadzieję i wierzę w to bardzo mocno, że wielu z was dostanie odpowiedź na nurtujące w tej kwestii pytania.

Relacja #1

Swoje „życie miłosne” rozpoczęłam w wieku 15 lat. To był dla mnie czas wielu zmian, a najważniejsza z nich dotyczyła mojej świadomej decyzji o podążaniu za Bogiem. Właśnie wtedy, podczas jednej z wiosennych nocy zawołałam do Boga. Na tamten czas nie wiedziałam, co znaczą pojęcia „oddać życie Bogu” czy „nawrócić się”. Budząc się w nocy i mając świadomość rzeczy, które się wydarzyły, oraz mnóstwo pytań dotyczących tego, co mnie otacza, powiedziałam Bogu, że jeśli istnieje, niech zrobi coś z moim życiem, bo ja już sama nie daję rady. Długo czekać nie musiałam. Zaledwie trzy miesiące później na mojej drodze stanął młody wierzący chłopak. Wtedy właśnie zaczęła się nasza relacja, której pierwszym owocem było moje nawrócenie. Cudownie, prawda?

Jednak nie zachęcam do wykorzystania mojej historii jako potwierdzenia dla siebie sytuacji, w której być może teraz jesteś lub będziesz. Jeśli  zdecydujesz się być z osobą niewierzącą, to nie myśl, że twoim szlachetnym i cudownym wyrazem miłości do Boga i do tej osoby będzie przyprowadzenie jej przed tron Boga. Słowo Boże mówi o tym, że nie wiemy, czy naszego małżonka doprowadzimy do tego miejsca, a w tym przypadku nawet nie mówimy o żonie czy mężu, ale o chłopaku czy dziewczynie. Zdarza się czasem, że druga osoba przychodzi do kościoła, robi pewne rzeczy tylko dlatego, że nie chce cię stracić – nie ze względu miłość do Boga i nie dlatego, że podjęła szczerą decyzję o podążaniu za Nim, ale po prostu ze względu na ciebie. Jest to czasem krzywdzące, ale prawdziwe. Ja nawróciłam się dzięki wierzącemu chłopakowi i do dzisiejszego dnia jestem z Bogiem, jednak w rzeczywistości tylko Bóg, chłopak i ja wiemy, jak wyglądało tych siedem lat.

Jeśli mam być szczera, to gdybym miała wybór, dziś nie zrobiłabym tego jeszcze raz. Nie ze względu na tego chłopaka, który jako wierzący wykonał Bożą pracę i przyprowadził mnie do kościoła, ale ze względu na to jaka ja wtedy byłam. Bagaż doświadczeń, zranień, odrzucenia i nieprzemienionego umysłu wpłynęły na nas i decyzje, które podejmowaliśmy. Do tego jeszcze doszedł moment, w którym podjęłam decyzję, że jednak nie chcę być w kościele, bo kilka osób ze społeczności zraniło mnie.

Oczywiście po pewnym czasie wróciłam. Zrozumiałam, że jestem z Bogiem i przychodzę na spotkania nie ze względu na ludzi, ale na Niego. Piszę o tym, aby zachęcić cię do rozpoznania realiów, jakie potrafią pojawić się w momencie, kiedy zaczynasz być z kimś, kto nie żyje jeszcze z Bogiem lub dopiero rozpoczął swoją podróż z Bogiem. Moja na tamten czas pełna była gór i dolin, wzlotów i upadków. Jeśli więc osoba, którą jesteś zainteresowana/y, jest w tym samym momencie, dajcie sobie czas i przestrzeń. Unikniecie wielu zranień, niewłaściwych słów.

Siedem lat zajęło nam zrozumienie pewnych rzeczy. Widzieliśmy oboje, że nasze drogi zaczęły się rozjeżdżać w dwóch różnych kierunkach. Byliśmy już zaręczeni, zatem pojawiały się rozmowy o ślubie i innych z tym związanych rzeczach, ale przez niewłaściwy fundament, który od początku postawiliśmy, wszystko się posypało. Nie bez powodu Bóg mówi nam o budowaniu na skale, czyli na Nim. Czy w tym wszystkim nie słyszałam, jak Bóg mówił „nie”? Czy dopiero pod koniec naszej relacji zaczął mi pokazywać właściwy kierunek? Albo może to ja nie na tyle otworzyłam swoje uszy, żeby móc usłyszeć, co tak naprawdę do mnie mówi? Czy poznanie tego chłopaka nie było więc Bożą wolą? Było, jak najbardziej. Dziś jestem dzięki temu w relacji z Bogiem. Jednak wiele razy przekroczyliśmy granice, doświadczyliśmy wielu zranień, niemocy, żalu i bólu, dlatego nasza relacja nie miała  już szans na dalszy rozwój. I przyznam się, że większość z tych sytuacji, była z mojej winy.

Zatem pierwszą rzeczą, którą musimy rozróżnić, jest to, z jakiego powodu dana osoba pojawia się na naszej drodze i na jaki czas. Czy po to, by przyprowadzić nas po prostu do Boga, czy może chodzi o coś więcej. Zdecydowanie dziś mogę powiedzieć, że jeśli ktoś jest nam przeznaczony przez Boga, a my stawiamy Jezusa na pierwszym miejscu, to „książę” czy „królewna” nie ucieknie. Daj Bogu przestrzeń, by przede wszystkim On mógł działać. Nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć relacje przyjacielskie, poznawać się, modlić się i czytać razem Słowo. Zobaczyć, w jakim kierunku razem idziecie i czy oboje szczerze chcecie iść za Bogiem. Zobaczyć, jak wyglądają wasze rozmowy i na jaki temat. Kiedy Ty żyjesz dla Boga i „jesteś w Ogniu dla Jezusa”, naturalną rzeczą będzie to, że będziesz chcieć znaleźć partnera mającego tak samo płomienne serce dla Boga, lub nawet bardziej. Przekonaj się, czy przychodzi do kościoła ze względu na ciebie, czy na wiarę, która w nim powstała. To właśnie Bóg powiedział mi na koniec naszej relacji. „KOCHAĆ TO ZNACZY IŚĆ W TYM SAMYM KIERUNKU”. Nie można iść razem, dopóki się najpierw tego nie uzgodni. Jeśli więc druga strona nie chce szczerze iść za Bogiem i budować życia na Nim, to bez względu na to, jak bardzo będziesz się starać i stawać na głowie, nie uda się to. Tak samo jest z powołaniem. Jeśli widzisz, że oboje macie inne rzeczy na sercu, idziecie z Bogiem w totalnie innym kierunku, to lepiej będzie, jeśli przerwiecie tę relację. Bóg powiedział: „Uczynię dla niego pomoc” – ale jak być pomocą dla drugiej osoby, jeśli się z nią nie zgadzamy i nie akceptujemy kierunku, w którym idzie? Jest to niemożliwe. Będziemy się męczyć i frustrować. Będziemy chodzić w butach, które nie są dla nas – są za małe, za duże, obcierają nas, są niewygodne.

Co zatem zrobić, kiedy ktoś pojawia się na Twojej drodze? Daj czas i przestrzeń Duchowi Świętemu, aby On mógł działać.

Niestety, podobnych historii jak moja jest więcej. Wśród osób, które znam, takie niefortunne relacje ciągnęły się nawet przez dziesięć lat. Dziewczyna, kiedy chłopak był w nią wpatrzony, początkowo była z Bogiem, ale później już nie. Chcąc ją uratować, zgadzał się na kompromisy, zdrady, zranienia. Finalnie po tak długim okresie podjął decyzję o przerwaniu relacji. Czy bolało go to? Oczywiście. Dusza, emocje bolały, ale on wiedział, że podjął dobrą decyzję. Zakończył coś, co już dawno powinno być zakończone. Wiedz, że Bóg nie zaplanował takich relacji dla ciebie! Lepiej więc dłużej poczekać i zobaczyć, czy dana osoba naprawdę chce być z Bogiem, niż wchodzić w wodę, która stanie się dla nas bagnem, a środowisko chaosem.

Relacja #2

Drugą osobą, która pojawiła się na mojej drodze, był chłopak niewierzący. W tym przypadku to ja byłam wierząca, a on nie. Ta relacja była kolejnym przykładem tego, czego nie robić i czego unikać. Ja niestety tego nie zrobiłam.

Muszę zacząć przede wszystkim od tego, że oficjalnie nie byliśmy w związku. Jeśli więc jesteś dziś w takiej sytuacji – uciekaj, zostaw to lub określ, co jest między wami, ustanawiając Boże standardy. Jak czytamy na początku Księgi Rodzaju, z chaosu powstała forma, coś z niczego, zatem nigdy nie pozwól, by rzeczy w twoim życiu, a w szczególności w relacji z Bogiem, były w zawieszeniu czy chaosie.

Na początku naszej relacji wszystko wyglądało pięknie. On poszukiwał kobiety marzeń, która pomoże mu się podnieść, a ja postanowiłam być bohaterką dla strapionej i umęczonej życiem duszy, Bożym narzędziem do tego, by przyprowadzić go do Chrystusa. Wszystko z początku wyglądało dobrze. Dużo rozmawialiśmy, oczywiście również o Bogu. On wydawał się być wszystkim zainteresowany i chciał skończyć z nałogami – alkoholem i narkotykami. Normalnie w takich sytuacjach powinno się zaświecić w głowie czerwone światełko i napis „ALERT”, ale ja nie widziałam tego jako problemu. Myślałam: „Ok, damy radę. Ze wszystkiego Bóg uwalnia. Przecież on ma takie dobre serce. Niemożliwe, żeby Bóg go nie uratował”.

Jeśli jesteś osobą, która dziś tak mówi, to wiedz, że Bóg uratuje człowieka, ale on musi tego chcieć. Próba czasu pokazała, że on tak naprawdę nie chciał Bożych rzeczy. Nie chciał zrezygnować z chwilowych przyjemności życia, które go niszczyły, mimo że Bóg spotkał się z nim dwa razy. Tak, miał dwukrotnie swoje spotkanie z Bogiem podczas snu. Modliłam się o to, co go tak niszczyło i wierzyłam, że gdy to się stanie, on szczerze się nawróci. Mimo że zobaczył, jak będzie wyglądać jego życie, jeśli się nie nawróci, to i tak pozostał w miejscu. Nie zakładaj więc z góry, że jeśli ktoś doświadczy działania Bożego w swoim życiu, to przejdzie ze śmierci do życia.

Pamiętacie historię o bogatym i biednym? Oboje umarli i trafili na łono Abrahamowe. W tej sytuacji bogaty prosił Abrahama, by posłał Łazarza, sądząc, że jeśli ktoś z umarłych do nich pójdzie, upamiętają się. Ojciec Abraham odrzekł mu, że jeśli nie zareagowali na słowo, które teraz już mają i na proroków, to nawet umarli nie spowodują, że się nawrócą. Są osoby, które mają tak zatwardziałe serca, że największe cuda nie zmienią ich postawy czy wyborów. Choćbyś stawał na głowie i modlił się o tę osobę, to i tak pozostanie w miejscu, w którym sama chce być. Ludzie mają przede wszystkim reagować na Słowo. Cuda i spotkania z Bogiem są wynikiem relacji z Nim.

Inną podstawową rzeczą, na którą zwróciłam uwagę w tej relacji, był sposób patrzenia na tę osobę. Nie możemy być ślepi na okoliczności i udawać, że nic nie widzimy. Nie możemy też pozwolić, by dana osoba była ponad Bogiem. Niestety zdarza się, że ludzie stawiają swoich partnerów, małżonków ponad Słowem Bożym. Jest to bardzo niebezpieczne. Bóg mówi, by nie mieć innych bogów poza nim. Wiemy, że bogiem mogą być pieniądze, rzeczy materialne, ale też relacje rodzinne czy koleżeńskie.

Przez to, że chciałam dobrze dla tej osoby, stawiałam ją ponad to, co mówił mi Bóg. Zaczęłam naginać swoje granice i standardy Bożego Królestwa. Tak zależało mi na tym, by jego życie się zmieniło, że nie zauważyłam, kiedy uzależniłam się od tej relacji. Brak kontaktu z nim tygodniami powodował, że „chorowałam”. Po przyzwoleniu wejścia w jego życie i dawaniu tego, co najlepsze ze swojej strony, nagle zaczął się okres manipulacji i odrzucenia. Były tygodnie, gdy osoba ta nie odzywała się do mnie i kontakt nagle się urywał. Zanim się z tego podniosłam, trwało to chwilę. Kiedy chciałam już zaczynać nowy sezon, powtarzał się ten sam schemat. Dawałam się nabrać na to trzy razy. W końcu, po około dwóch latach, kiedy naprawdę oddałam tą relację Bogu i zrozumiałam, że nie mogę być jedną nogą w Królestwie, a drugą w relacji z tym człowiekiem, zaczęłam prawdziwie widzieć rzeczy. Łuski z oczu spadły, uszy się otworzyły. Bóg uwolnił moją duszę z przywiązania do tej osoby.

Słowo mówi o Dawidzie i Jonatanie, których dusze przylgnęły do siebie. Skoro może to mieć pozytywny skutek, to i także negatywny. W takich relacjach musimy być ostrożni i ogłaszać Bożą wolność, by nie poprowadziły nas w emocjach do miejsca, w którym nie chcielibyśmy się znaleźć. Oczywiście w końcu potrafiłam stanąć w miejscu i uznać przed Bogiem, że ta osoba zdecydowanie nie jest dla mnie. Tym razem to ja zakończyłam relację definitywnie i na zawsze. Jeśli są takie relacje w twoim życiu, w których czujesz się związany, uzależniony czy manipulowany, powinieneś zrobić to samo. Odcięcie się od tych, którzy ci szkodzą, będzie najlepszą decyzją. Pozwól Bogu zająć się ludźmi. Sami o własnych siłach i staraniach nic nie zdziałasz.

Pan jest Pasterzem. On wie, kogo najlepiej ustanowić stróżem nad twoim życiem. Odcinając się od ludzi, na których ci zależy, a wiesz, że potrzebują pomocy, módl się także o odpowiednie osoby, które ich poprowadzą. Porozmawiaj z liderami kościoła, przedstaw sytuację. Zapewniam cię, że pojawi się najlepsze rozwiązanie. Ludzie, którzy patrzą z innej perspektywy niż Ty, nie będąc związani emocjonalnie z tymi osobami, podejdą do tematu z dystansem i Bożą mądrością, znajdując najlepsze rozwiązanie. Kiedy chcesz wolności i modlisz się o nią, Bóg ci odpowie. Nie bój się, że przyjdzie z kamieniem czy wężem w kieszeni. Apostoł Paweł mówi w Liście do Filemona o Onezymie, który wcześniej był mało użyteczny, a dla niego stał się bardzo użyteczny. Choć Filemon utracił go na chwilę, to zyskał go na wieki. Jeśli myślisz, że Bóg nie ma najlepszego rozwiązania dla ciebie i że coś stracisz, to wiedz, że jesteś w błędzie. Póki Mu nie zaufasz i nie puścisz steru życia, On nie będzie mógł zainterweniować.

Relacja #3

Ostatnią relacją, o której chcę napisać, jest związek z moim obecnym mężem. Tak, tym razem ta historia ma szczęśliwy happy end, przede wszystkim dlatego, że tym razem mocno stanęłam na fundamencie słowa i wiary. Zbudowałam solidny dom na skale, którą jest Chrystus. Tym razem wiedziałam, czego chcę z Bogiem i czego oczekuję od mojego przyszłego męża. Z bagażem wcześniejszych doświadczeń i nieudanych związków miałam już dosyć płytkich relacji. W momencie, kiedy ktoś pojawił się w zasięgu mojego życia, pierwszą rzeczą, którą robiłam, to patrzyłam na świadectwo życia danej osoby. Wiedziałam, że Bóg chce dać mi osobę wierzącą i stojącą na fundamencie Słowa. Przerobiłam to z Nim na tyle dobrze, że już wiedziałam, kogo dla mnie przygotował. Jak to przerobiłam? W modlitwie, poście, ogłaszaniu Bożych obietnic i finansowym sianiu. Modlitwa o przyszłego męża nie była dla mnie priorytetowa. Dlaczego? Bo zrozumiałam, że kiedy stawiamy Królestwo Boże na pierwszym miejscu, Bóg da nam to, czego potrzebujemy. Jeśli więc marzysz, by założyć rodzinę, to wiedz, że Bóg da ci właściwą osobę we właściwym czasie. Nie przyspieszaj tego procesu na siłę. Bóg wie, kiedy dokładnie jest twój czas i nie próbuj tworzyć własnego kalendarza, ponieważ Jego jest dla ciebie najlepszy.

Po tych wszystkich perypetiach podjęłam decyzję, by w końcu postawić na Królestwo. Bardzo szybko zaczęłam wtedy wzrastać. Bóg otworzył drzwi do wielu relacji i sytuacji, w których mogłam szerzyć Boże Królestwo. Wiedz, że to, o czym marzysz – służba dla Pana, chodzenie w Duchu Świętym –  są na wyciągnięcie ręki. Rzeczy te wynikają z relacji z Bogiem, więc wystarczy, że przybliżysz się do Niego. Ja postawiłam na to i nie zawiodłam się.

Kiedy „stawiasz” na Boga, nigdy się nie zawiedziesz. Nie martw się, że coś się nie uda. Z Nim możesz przeskoczyć każdy mur. Moim wyborem na tamten czas była Szkoła Bożych Liderów – czteromiesięczna szkoła biblijna. Wiedziałam, że potrzebuję zdrowego nauczania i umocnienia się w Bogu. To były dla mnie wspaniałe miesiące regularnego czytania Słowa, w obecności Boga. Czas, który radykalnie pchnął moje życie do przodu. Nie tylko duchowo, ale i w relacji. Właśnie w tej szkole poznałam mojego obecnego męża. Tak naprawdę mieliśmy niewiele czasu, by się poznać. Przerwy między wykładami trwały około 30 minut, a później praca. Poznaliśmy się w połowie marca, końcem kwietnia byliśmy już razem, a na koniec czerwca odbyły się zaręczyny. Oboje wiedzieliśmy, czego chcemy. Decyzja o związku wynikała z tego, że oboje kochaliśmy Boga, pragnęliśmy  Mu służyć i nie chcieliśmy już „bawić się” w chodzenie, sprawdzanie, czy to jest „to”, czy nie. Modliliśmy się, pytaliśmy Boga o potwierdzenie, a kiedy On powiedział „tak”, sprawy potoczyły się naturalnie. Na pierwszą randkę poszliśmy po zaręczynach. Wcześniej nie mieliśmy na to czasu. Czy zdarzało nam się szlifowanie charakteru, nieprzyjemne sytuacje, czas napięć i innych rzeczy? Oczywiście. Niektórzy myślą, że relacja z drugim człowiekiem, z którym chcemy się związać, życie usłane jest kwiatami i nie wymaga wyrwania chwastów. Do wszystkiego trzeba przyłożyć wysiłek i pracę. Jeśli chcesz zdrowej relacji z drugą osobą, pracujesz nad sobą i nad tą relacją. Korzystasz ze Słowa, modlisz się, pościsz i ustanawiasz rzeczy u siebie i u drugiej połowy. Przed ślubem jak i po, przez cały czas pielęgnujecie ogród marzeń, by nie zarósł chwastami. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Z tego powodu przed małżeństwem modliliśmy się, aby Bóg odpowiednio nas przygotował do życia razem i oczyszczał wszystko, co musi być usunięte. Jeszcze dzień przed ślubem Bóg pokazał nam pewne rzeczy, abyśmy zawierając związek małżeński nie wchodzili z bagażem problemów z przeszłości i nie przerzucali go na drugą osobę.

Kolejną rzeczą, o której na koniec chcę wspomnieć, są marzenia i pragnienia względem osoby, z którą mamy spędzić resztę życia. W moim przypadku było tak: wiedziałam, że mój mąż będzie wierzący i gorliwy dla Pana. Wiara jest pewnością tego, że Bóg uczyni daną rzecz. I wiedziałam, że w kwestii relacji z Bogiem mojego męża tak będzie. Drugim punktem na mojej liście była kwestia gotowania. Modliłam się i ogłaszałam, że mój przyszły mąż będzie gotował. Moje umiejętności kulinarne do dziś są mocno ograniczone i Bóg zna moje możliwości. Bóg spełnił tę kwestię. Mój mąż gotuje, ale przede wszystkim zdrowo. Dwa w jednym. Moje żywienie w tamtym czasie wyglądało naprawdę źle i gdybym kontynuowała ten styl życia, różnie mogłoby się to skończyć, a to nie było Bożym zamiarem. Gdy się poznaliśmy, modliłam się o uzdrowienie, ale Bóg powiedział mi, że muszę zmienić swój sposób życia i odżywiania się. Były też inne rzeczy, o które się modliłam w kwestii mojego męża. I Bóg je wysłuchał. Niektóre od razu, inne wykonały się po ślubie, ale na każdą szczerą i zgodną ze Słowem Bożym modlitwę Bóg odpowiedział.

Nie rób niczego pod wpływem miłosnych uniesień. Nie ma w nich nic złego, dopóki pochodzą z Bożego źródła. Bóg na początku mojej relacji z Nim powiedział mi, że daje mi swoje Słowo, bym mogła je czytać i uczyć się na błędach innych. Czas, który masz, możesz wykorzystać w inny sposób niż budowanie niewłaściwej relacji. Nie poddawaj się presji rówieśników. To, że ludzie z twojej klasy, szkoły, pracy czy rodziny mają kogoś, nie znaczy, że Ty też musisz. Presja, aby być dzisiaj z kimś, jest tak ogromna, że ludzie podejmują decyzję, by związać się z kimkolwiek, nie szanując przy tym siebie. Pamiętaj to, co Bóg powiedział w swoim Słowie; „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu” (Rodzaju 2:25). Nie możesz przy drugiej osobie wstydzić się czegokolwiek, a tym bardziej tego, kim jesteś. Jeśli druga osoba szydzi z Twojej wiary, miłości do Boga, to wiedz, że nie jest od Boga. Stań na fundamencie Jego Słowa, zaufaj Mu, a On doprowadzi cię zawsze do odpowiednich drzwi. Nie zawsze wyglądają one atrakcyjnie, ale idąc z Bogiem, słuchając, co tak naprawdę mówi do ciebie, nigdy nie zbłądzisz.

Comments are closed.