Po co komu wzrost w kościele?

9 września 2013
Comments off
2 375 Odsłon

Tekst: Mirosław Szatkowski

Każdy, kto poważnie myśli o skutecznym ewangelizowaniu Polski, nie może być obojętny na wzrost swojej lokalnej społeczności.

Wzrost Kościoła!!! Uważam, że to powszechne wyzwanie dla chrześcijan w Polsce. Jedną z pilniejszych rzeczy, jakich potrzebujemy dla rozwoju Królestwa Bożego, to kościoły mające zdolność do wzrastania. Człowiek nie jest w stanie spowodować tego rozwoju, ponieważ jest on wynikiem Bożej łaski. Niech to jednak nie będzie naszą wymówką, jeśli to zagadnienie jest nam obojętne.

Na chwałę Bogu

Jezus, który pomnaża liczbę zbawionych, daje swoje błogosławieństwo tam, gdzie jest pragnienie. W obszarze wspólnot, do których należymy, musimy połączyć swoje pragnienia, zdolności i siły, aby modlić się i współpracować z Bogiem dla celu wzrostu swojego kościoła. Każda wspólnota, która chce wzrosnąć, musi przekroczyć granicę, z którą się zmaga. Jej przekroczenie wymaga synergii, ta zaś powstaje tylko w jedności.
W tym artykule podam kilka powodów, dla których wzrost kościołów jest ważny.

  1. Wzrost Kościoła przyczynia się do powiększania chwały dla Boga.

„Wszystko to czynimy dla was, aby łaska pomnożona na skutek wzrastającej liczby wiernych spotęgowała dziękczynienie na chwałę Bożą (2Kor.4:15; Biblia Poznańska).

Zwróćmy uwagę na dwie prawdy, jakie znajdują się w powyższym fragmencie. Po pierwsze wzrastająca liczba wiernych jest manifestacją pomnażania się łaski, a więc przez wzrost Kościoła demonstruje się dobroć i bogactwo Boga. To z kolei powiększa obfitość dziękczynienia i chwały dla Niego. Liczba ludzi, którzy doświadczyli zbawienia i żyją z tego powodu we wdzięczności dla Boga, ma znaczenie dla wielkości i jakości chwały dla Boga. Przywykliśmy do myślenia, że liczy się serce i szczerość. Oczywiście, że tak, ale jednocześnie liczy się, czy tych szczerych serc jest trzy, czy trzysta. Celem chwały jest demonstracja Bożego majestatu. Cechą tego majestatu jest wielkość. Biblia wzywa do oddania Bogu wielkiej chwały. Co jest miernikiem tej wielkości? Odpowiedź na podstawie Biblii wydaje się prozaiczna. Po pierwsze chodzi o głośność – głośno śpiewajcie i grajcie Bogu, na dodatek jeszcze z okrzykiem radosnym. Po drugie chodzi o ilość – wszystkie narody oddajcie chwałę Bogu. Kościół, który zgromadza się, aby oddawać chwałę Bogu, powinien dawać poczucie wielkości. Pomyśl, czy liczba ludzi na takim zgromadzeniu może przyczyniać się do zrobienia takiego wrażenia? Zgromadzenia pełne ludzi z podniesionymi rękoma do Boga, wyrażających Mu wdzięczność, honorujących Jego panowanie, są widocznym znakiem majestatu i chwały, które znajdują się przed Bożym tronem w niebie. Wzrost Kościoła jest ważny ze względu na chwałę Bożą. Dlatego musi nam na tym zależeć.

2. Wzrost Kościoła jest znakiem rozszerzania się Królestwa Bożego na ziemi.

„Chwała króla polega na liczebności ludu, lecz gdy ludzi braknie, księciu grozi upadek” (Przyp.14:28).

Oczywiście musimy na to stwierdzenie spojrzeć z właściwej perspektywy. Władza Jezusa nie jest zależna od liczebności ludzi. Jednak jeżeli chodzi o miernik, w jakim stopniu Królestwo Boże rozszerzyło się na ziemi, to jest nim liczba ludzi, którzy uznali Jego władzę nad swoim życiem. Tacy ludzie znajdują się w Kościele. Kościół jest nazwany królewskim narodem, co między innymi oznacza, że jest społeczeństwem Królestwa Bożego na ziemi. Liczebny wzrost tego społeczeństwa jest znakiem tego, że powiększyła się liczba osób, które odwróciły się od władzy diabła, aby uznać nad sobą panowanie Jezusa. Jest to również demonstracja zwycięstwa Jezusa nad diabłem. Zwróćmy uwagę, że w wyżej zacytowanym fragmencie Biblii liczebność ludu nazwana jest chwałą króla. Jest to bowiem znak powodzenia, skuteczności i rozwoju Jego królestwa. Dlatego każdemu, kto pragnie widzieć, jak Królestwo Boże demonstruje się dzisiaj na ziemi, musi zależeć na wzroście jego lokalnego kościoła.

3. Wzrost Kościoła jest miernikiem ewangelizacji i wypełnienia Wielkiego Nakazu Misyjnego.
W Dziejach Apostolskich wzrost Kościoła jest odnotowany jako owoc skutecznie prowadzonej ewangelizacji. Pamiętam, jak osoba kierująca pewnym projektem ewangelizacyjnym powiedziała: „Jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość nawróceń wykazanych w raportach misjonarzy, to Polska znajduje się na drodze dynamicznego wzrostu liczby chrześcijan”. Cóż. Misjonarze w raportach podawali liczbę osób, które modliły się o przyjęcie Jezusa. Nie podważając wartości takich modlitw, chcę stwierdzić, że wiarygodnym miernikiem powodzenia ewangelizacji jest raczej to, o ile wzrosły kościoły. Jezus uczył o wydawaniu trwałego owocu. Trwałość owocu ewangelizacyjnego to liczba ludzi przyłączających się do lokalnego kościoła i pozostająca w nim. Trwałość ta jest osiągana przez to, że zewangelizowani ludzie są wszczepieni w lokalny kościół, aby uczestniczyć w procesie uczniostwa. Istnienie Kościoła i jego wzrost jest wynikiem wypełniania Wielkiego Nakazu Misyjnego. W 2. rozdziale Dziejów Apostolskich mamy opisane, że w wyniku kazania Piotra zostało pozyskanych 3 tys. osób, które następnie nauczano, formując z nich wspólnotę. Tak powstał pierwszy zbór.

Na ile Polska jest zewangelizowana? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na wielkość naszych kościołów. Dla każdego, kto pragnie ewangelizowania Polski, ważnym jest więc wzrost jego lokalnego kościoła.

4. Wzrost Kościoła powiększa siłę jego wpływu na rzeczywistość.
Im większy jest nasz kościół, tym większa jest siła jego wpływu na środowisko, w jakim się znajduje. Wyraża się to w bardzo praktyczny sposób. Większy kościół dysponuje większą ilością pieniędzy. A więc może on wysyłać więcej opłacanych misjonarzy, zatrudnić więcej ludzi oddanych w pełnym etacie do służby, organizować większe akcje charytatywne. W końcu, co nie oznacza, że najmniej ważne, większy kościół to większy elektorat, który może decydować o tym, jacy ludzie rządzą lokalną społecznością, a w szerszym wymiarze – krajem. Uważam, że jest niemożliwe dokonanie widocznych zmian w Polsce bez wzrostu Kościoła. Dlatego musi stać się to dla nas zagadnieniem strategicznym.

Co stoi na przeszkodzie?
Zanim podam przyczyny, z powodu których kościoły nie wzrastają, chcę wyjaśnić, że nie jestem ekspertem wzrostu Kościoła i to, co napiszę, nie jest wynikiem moich badań naukowych. Piszę z perspektywy pastora, który w obszarze swojej służby spotyka się z realnymi trudnościami powodującymi przeszkodę we wzroście. Tak więc moja opinia może być subiektywna i nie wyczerpuje całości zagadnienia, i tak ją należy traktować.
Uważam, że są dwie grupy przeszkód do wzrostu Kościoła. Przeszkody zewnętrzne, znajdujące się poza Kościołem, i przeszkody wewnętrzne.

Do przeszkód zewnętrznych zaliczam duchową atmosferę, w której znajduje się Kościół w Polsce. Mówiąc bardzo ogólnie – nie pracujemy jeszcze w naszym kraju w atmosferze przebudzenia, charakteryzującej się otwartością ludzi na Ewangelię, łatwością nawróceń – i to masowych, eksplozją cudów. Wyrazem duchowej rzeczywistości, w której żyjemy, są ludzie związani religijną tradycją. Nawet jeżeli osobiście nie prowadzą aktywnego życia religijnego, to ich sposób myślenia jest na tyle obciążony tą tradycją, że stanowi to barierę do prowadzenia życia w prawdzie Bożego Słowa.

Atmosfera ta jednak nie może być wymówką dla chrześcijan, dla braku wzrostu Kościoła. Wierzę bowiem, że Kościół powinien wzrastać – nawet jeżeli nie bardzo szybko, to jednak stale. W naszych realiach za sukces należy uważać, jeżeli kościół przez pięć lat wzrasta rocznie od 5 do 10 proc. Biorąc jednak pod uwagę wspomnianą już atmosferę duchową, wzrost ten nie nastąpi samoistnie i spontanicznie. I tutaj dochodzimy do drugiej grupy przeszkód dla wzrostu, jaką jest wewnętrzny stan kościołów. Żeby kościół mógł się przebić przez te bariery zewnętrzne, potrzebne jest jednomyślne skupienie się na celu. Na podstawie moich osobistych doświadczeń uważam, że jest to najtrudniejsza rzecz do osiągnięcia, gdyż wzrost nie przychodzi spontanicznie, a jest efektem pracy. Jakiej? Po pierwsze modlitwy – w jednym duchu wszystkich członków wspólnoty o wzrost, po drugie zaś ich oddaniu w jedności wspólnej strategii prowadzącej do wzrostu.

Okazuje się, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste. Utwierdzone poglądy chrześcijan stanowią poważną barierę do jednomyślnego oddania się wszystkich sprawie wzrostu kościołów, co poważnie osłabia ich skuteczność. Oto niektóre przykłady takich schematów myślowych:

  • Ponieważ to Pan daje wzrost naszemu kościołowi, to my nie jesteśmy w stanie nic w tej sprawie zrobić.

Moje pytanie brzmi: czy to, że obecnie twój kościół nie wzrasta, jest wolą Bożą?

  • Skupmy się na uwielbianiu i Bożej obecności, a ludzie sami przyjdą do naszego kościoła.

Moje pytanie: dlaczego więc nakaz misyjny brzmi „idźcie”, a nie „czekajcie”?

  • Teraz nie jest czas na ewangelizację.

Na ewangelizację zawsze jest czas, ponieważ w każdym czasie i w każdym pokoleniu są ludzie, którzy giną, a Bóg chce ich uratować.

  • Musimy bardziej się uświęcić, żeby móc ewangelizować.

Czy tutaj, na ziemi, kiedykolwiek dojdziemy do stanu, kiedy nie będziemy musieli się bardziej uświęcać? W każdym zborze tak jak w organizmie dokonują się złożone procesy. W ciele wszystkie układy funkcjonują równocześnie: trawienia, oddychania, krążenia itp. Tak samo dotyczy każdego kościoła. Jego rozwój dokonuje się wtedy, gdy funkcjonuje w nim równocześnie proces modlitwy, uświęcenia, uwielbienia i ewangelizacji. Kiedy któregoś z nich brak, następuje zachwianie równowagi i zdrowia.

Rozbudźmy w sobie pragnienie wzrostu naszych kościołów dla chwały Bożej. Pragnienie to przełóżmy na jasno określoną strategię wzrostu i oddajmy się w całości harmonijnemu i jednomyślnemu współdziałaniu zgodnie z tą strategią. I chcę podkreślić na zakończenie – jednomyślność osiągnięta w obrębie kościoła jest kluczem do sukcesu.

Tags

Comments are closed.