Blogi
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)
Cierpliwość kluczem do zwycięskiego życia (Kwiecień 16, 2018 1:43 pm)
Wierzmy, że posiądziemy Ziemię Obiecaną (Kwiecień 5, 2018 10:08 pm)
Rozbicie więzów religii (Kwiecień 5, 2018 2:52 pm)

Pierwsze koty za płoty. Jesteśmy razem i co dalej? (cz.2)

Fishing_Logo250

Tekst: Marysia i Adrian Ostrowscy

Ostatnio poznaliście historię Marysi i Adriana, dziś dowiecie się, jak wyglądał okres narzeczeństwa.

 

Marysia:

Zaręczyliśmy się po 3 latach przyjaźni i przyznam, że początkowo nie wiedzieliśmy, jak nasza relacja ma dalej wyglądać. Miałam 19 lat, a Adrian był o trzy lata starszy. Przez pierwszy rok narzeczeństwa cieszyliśmy się sobą nawzajem. Dużo rozmawialiśmy oraz wspólnie się modliliśmy. To był czas, w którym ja powoli zaczęłam otwierać swoje serce przed narzeczonym i opowiadać mi różne rzeczy z przeszłości – miłe wspomnienia i trudne sprawy. Chodziliśmy też na kurs dla narzeczonych i małżeństw, który miał przygotować fundament pod nasze wspólne życie, począwszy od finansów, marzeń, planów, przyszłego rodzicielstwa itd. Był to czas lepszego poznawania się oraz planowania przyszłości. Z tym wiązały się również pewne wyzwania… coraz mocniej pojawiały się w nas potrzeba fizycznej bliskości. Im bardziej zbliżaliśmy się do siebie duchowo, tym bardziej czuliśmy potrzebę fizycznego zbliżenia. O tą sferę toczyła się walka. Ustawiliśmy pewną granicę, której nie chcieliśmy przekroczyć. Przede wszystkim staraliśmy się, aby nigdy nie zostać sam na sam. Wszędzie zabieraliśmy ze sobą przyjaciół – do kina, do restauracji. Opiekowało się nami pewne małżeństwo. Modlili się za nas i bardzo nas wspierali.

Adrian:

Powiedziała „TAK” – super! „Rezerwacja” zrobiona. Miriam odtąd już wie, że moje plany wobec niej są konkretne i przemyślane i że naszą relację traktuję bardzo poważnie. Wiedziałem, że mogę się teraz skoncentrować na skończeniu studiów, znalezieniu pracy i na przygotowaniach do ślubu. Od samego początku wiedziałem również, żeby uważać na tzw. „granice”. Mój dobry przyjaciel razem z żoną zgodzili się, aby nas w pewien sposób poprowadzić w czasie narzeczeństwa. Spotykaliśmy się razem z nimi, modliliśmy się, czytaliśmy wspólnie ciekawą książkę przeznaczoną dla narzeczeństw. Mój przyjaciel przyjął nowy pseudonim „Kapitan Szlaban” – mieliśmy zasadę: „cała prawda całą dobę”, ostro mnie pilnował, abym nie zrobił rzeczy, której będziemy żałować. Wiedziałem, że im większe „granice” postawimy sobie przed ślubem, tym większa radość będzie po ślubie… krótko i na temat.

Czas narzeczeństwa trwał 3 lata (niektórym może się wydawać że to bardzo długo), ale dla mnie to był potrzebny czas: skończyłem studia, dostałem pracę, przez ten cały czas mogliśmy z Marysią się dużo lepiej poznać – braliśmy udział w ewangelizacjach, wyjazdach, różnego rodzaju akcjach – ogólnie dużo się działo, a wszystko to powoli prowadziło do ślubu…

Od redakcji: Za tydzień: Małżeństwo – zmiany, zmiany, zmiany…


Cykl o miłości:

Czy to On? Czy to Ona? (cz.1)

Małżeństwo: zmiany, zmiany, zmiany (cz.3)

Tags

Comments are closed.