Od złości, narkotyków, rapu, do Miłości. Krótka historia o tym, jak poznałem Jezusa.

2 września 2021
Comments off
591 Odsłon

Moją historię zacznę nietypowo – nie od momentu, kiedy poznałem Jezusa i powierzyłem mu swoje życie, ale od dnia, kiedy jako nastolatek, w złości i bólu powiedziałem mu, że nie chcę Go znać. Pamiętam ten dzień, gdy postanowiłem radzić sobie w życiu sam, bez niczyjej pomocy, bez proszenia o wsparcie. Tego dnia poczułem, że zostałem sam, chwilowo przerażony, bo miałem wrażenie, że cały świat nagle na mnie napiera, a miałem dopiero 12 lat! Nie zdawałem sobie sprawy, jak moja decyzja 12-latka naznaczy kolejne 16 lat mojego życia.

Przestałem się modlić, czytać Słowo Boże – a wcześniej robiłem to bardzo regularnie. Zauważyłem, że ludzie, którzy wcześniej mnie odrzucali, ze względu na moją wiarę, zaczęli zabiegać o moje towarzystwo. W tamtym czasie nie miałem pojęcia czemu tak jest, ale postanowiłem to wykorzystać. Powoli stawałem się jakby innym człowiekiem, bez wiary w Boga.

Już w kilka miesięcy, po mojej decyzji o buncie, przyjąłem bardzo dużo złych nawyków. Mój język stawał się wulgarny, agresywny, nieprzyzwoity. Wtedy myślałem, że taka ma być moja droga. Pierwszy raz sięgnąłem po alkohol w wieku 15 lat. Potem, regularnie zacząłem brać narkotyki. Narkotyki stały się moim źródłem dochodu, zacząłem być dealerem. Największe zdziwienie wtedy – miałem pełny dostęp do młodzieży i dobrze sytuowanych ludzi. Każdy z nich witał mnie z uśmiechem, nikt mnie nie oszukał, zawsze płacili. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu, przez 3-4 lata takiego życia, unikałem policji. Któregoś dnia zostałem zatrzymany przez policjantów z wydziału antynarkotykowego, rozebrany na ulicy i przeszukiwany. Nie miałem wtedy „towaru” i śmiałem się, że jestem mądrzejszy niż oni wszyscy. Brnąłem w świat zła, jednak miałem kilka zasad moralnych: nie bij słabszych, szanuj dziewczyny, nie sprzedawaj „dragów” dzieciakom. Reszta nie miała znaczenia.

Zacząłem się inspirować amerykańskim rapem, który był przesiąknięty treściami o klubach, zabawie, seksie bez zobowiązań, narkotykami, nienawiścią do policji, odrzuceniem przez społeczeństwo, czy grupy. Gdy wracałem do domu słyszałem od mojej mamy, że moje oczy tracą blask i radość, a stają się mroczne i tajemnicze. Wtedy bawiło mnie to, bo taki był plan. Zacząłem w dziwnych okolicznościach poznawać ludzi z „półświatka”, którzy widzieli we mnie „potencjał”. Takie towarzystwo bardzo mi imponowało; ludzie odrzuceni przez społeczeństwo, prowadzący mroczne życie, bez ograniczeń, mający wpływy. Prowadzili kluby, lokale. Wtedy zdecydowałem, że jeśli mam brnąć w przestępczy świat, to muszę być sam. Wiedziałem, jakie zagrożenie płynie z bycia z kimś w relacji. Żeby być samemu, potrzebowałem wyzbyć się naturalnych uczuć, więc wmawiałem sobie, że “moje serce, od teraz, będzie skute lodem, a ja stanę się bezwzględny, bo tylko tacy ludzie sobie radzą”.

W tym czasie zagrałem też pierwszy koncert hip-hopowy. Niesamowita energia, ludzie nosili mnie na rękach, krzyczeli nazwę naszego zespołu, barman stawiał kolejki za darmo, bo ściągnęliśmy do klubu więcej ludzi, niż mogło się pomieścić. Odkryłem, że muzyka jest trochę lepsza, niż szlajanie się po melinach. Pewne rzeczy robiłem w ukryciu, a oficjalnie zająłem się pisaniem tekstów, nagrywaniem płyt – to przyciągało ludzi, którzy na swój sposób „ubóstwiali” mnie.

Zaczęły się problemy w szkole, później na studiach. Po narkotykach, które przyjmowałem przez lata, mój umysł był słaby, nie mogłem się skupić. Wpadałem w depresje, nikt nie umiał mi pomóc. Byłem zablokowany, bo przecież postanowiłem radzić sobie sam. Unikałem coraz częściej ludzi. Coś mrocznego rozrywało mnie od środka, gdy zostawałem sam. Uciekałem z domu, „kombinowałem z dragami”. Żeby poradzić sobie z „klimatem”, piłem wódkę z butelki, z nadzieją że może się już nie obudzę. Cierpiałem w środku i nie wiedziałem dlaczego – przecież miało być super! Zostawiłem moich kolegów z zespołu, w czasie, gdy byliśmy bardzo rozpoznawalni w mieście. Uciekałem od wszystkich i od wszystkiego. Wiele razy dostawałem zapaści po narkotykach. Następnie pojawiły się choroby nerek i koszmarny ból. Po roku byłem odporny na leki przeciwbólowe. Miałem wypadek i uszkodziłem sobie kręgosłup – traciłem czucie w nogach. Mając depresję i nerwicę, zacząłem słyszeć głosy, które mówiły, że już zawsze będę sam, albo zginę.

Udawałem szczęśliwego człowieka, a w środku byłem pusty. Nie mogłem myśleć o Bogu, moja duma stanowiła barierę. Wypełniała mnie agresja. Gdy miałem 16 lat, pobiłem jakiegoś chłopaka do nieprzytomności, odwróciłem się i zacząłem odchodzić, ale coś we mnie się odezwało. Wiedziałem, że jeśli odejdę, to stanę się naprawdę złym człowiekiem. Pomogłem mu wtedy dojść do przytomności i oddaliłem się – nękany wyrzutami sumienia.

W wieku 28 lat byłem wrakiem człowieka, zdruzgotanym emocjonalnie i fizycznie. Wtedy zobaczyłem moją Biblię w szufladzie i otworzyłem ją, zacząłem czytać – jak Bóg ratował ludzi, uzdrawiał, dawał dosłownie nowe życie. Pomyślałem jednak, że to nie dla mnie, bo robiłem okropne rzeczy. Wtedy usłyszałem głos, że Jezus umarł za mnie i że Bóg mnie kocha i nigdy mnie nie skreślił. Pomodliłem się pierwszy raz od wielu lat, powiedziałem Bogu, że jeśli mnie wyciągnie z tego bagna, oddali od tych ludzi, którzy mnie osaczali, ciągnąc ku złemu, to ja będę służył Bogu z całych sił i całym sercem. Znalazłem się na spotkaniu chrześcijan, gdzie pastor pomodlił się o mnie – zostałem uwolniony. Pół roku później, Bóg uzdrowił moje nerki, kręgosłup, żołądek, jelita, odzyskałem czucie w nogach, w rękach.

Aktualnie jestem w Kościele Chwały. Założyłem rodzinę, pracuję i zarabiam legalnie, moje sumienie jest czyste. Poznaję Bożą obecność, Jego miłość, opiekę – to sprawiło, że niektórych rzeczy ze „starego życia” nie pamiętam. Bóg zabrał ciężar przeszłości. Jestem szczęśliwy każdego dnia, niezależnie od okoliczności. Wiem, że otacza mnie Boża miłość i doświadczam, jak potężny jest Bóg. On jest moim Ojcem, który chroni, leczy, pociesza. Każdy dzień „nowego życia” jest jak wynurzenie się i zaczerpnięcie oddechu. Stare, podwójne życie odeszło. Wokół mnie są teraz ludzie, którzy pokazują, jaka jest miłość – i o jakiej Miłości mówi Słowo Boże. Nie muszę zabiegać o akceptację, zmagać się, izolować, wspomagać się używkami, aby być „szczęśliwym” – jestem wolny.

Moje stare życie odeszło, jest dla mnie jak scenariusz filmu, który z trudem mogę odtworzyć. Chyba jedynie po to, by mówić innym: twoja decyzja ma znaczenie! Bóg nigdy nie rezygnuje z ciebie! Jestem świadkiem, że Bóg w odpowiedzi na moją modlitwę pomógł i zmienił moje życie. Nie ma we mnie piętna starych dni, jestem całkowicie nowym człowiekiem i każdego dnia współpracuję z Bogiem, aby być tym, kim On chce, abym był.

Możesz spotkać się Bogiem. Czy odważysz się przyznać, że jest Ktoś większy? Bóg jest zainteresowany, aby być twoim Ojcem. On zawsze był i zawsze będzie. Zrób pierwszy krok, wyznaj swoje grzechy, poproś o przebaczenie, a następnie zawołaj, aby Jezus stał się Twoim Panem i Zbawicielem. Odwróć się od złych rzeczy i zechciej żyć na nowo. Bóg ma wspaniały plan przygotowany dla ciebie. Decyzja należy do ciebie!

Autor: Darek

Comments are closed.