Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Nowe narodzenie i co dalej?

14 kwietnia 2022
Comments off
369 Odsłon

„A gdy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, wędruje po miejscach bezwodnych, szukając ukojenia, a gdy nie znajdzie, mówi: Wrócę do domu swego, skąd wyszedłem. I przyszedłszy, zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wówczas idzie i zabiera z sobą siedem innych duchów, gorszych niż on, i wchodzą, i mieszkają tam. I bywa końcowy stan człowieka tego gorszy niż pierwotny” (Łk 11:24-26; BW).

Nowe narodzenie to z pewnością najważniejszy moment w życiu każdego chrześcijanina – otrzymujemy w darze życie wieczne. Ale, jak pokazuje moja historia, ważne jest również to, co zrobimy dalej. Czy wykorzystamy szansę na szczęśliwe życie z Bogiem już tu, na ziemi?

Urodziłam się w rodzinie, w której religia kojarzyła się jedynie z polską tradycją. Zostałam ochrzczona, obchodziliśmy chrześcijańskie święta, chodziłam na religię, ale w moim domu nikt tak naprawdę nie wierzył. Przeciwnie, ojciec otwarcie deklarował ateizm. Ja jednak, od kiedy sięgam pamięcią, interesowałam się światem duchowym. Byłam pewna, że Bóg istnieje. Przez wiele lat szukałam Go w kościele katolickim, jednak bez spektakularnych rezultatów. Chodziłam na roraty, różańce i rozmaite inne nabożeństwa, lecz w moim życiu nic się nie zmieniało. Bóg ciągle był dla mnie obojętnym, odległym starcem, który nie jest zainteresowany życiem takiej zwykłej dziewczyny jak ja.

Pewnego dnia już jako dorosła kobieta, wybierałam się w podróż. Postanowiłam wstąpić do dworcowego empiku, żeby kupić jakieś czasopismo. Moje oko przyciągnął kolorowy, pięknie wydany magazyn chrześcijański „Cel”, tak bardzo różniący się estetyką od znanej mi prasy katolickiej. Zakup gazety to drobiazg, ale dla mnie stał się on inspiracją do pierwszego z punktów zwrotnych w moim życiu. Nie mogłam oderwać się od lektury artykułów, chłonęłam po kolei wszystko – jak przysłowiowa gąbka – a moje duchowe oczy szeroko się otwierały. Poznałam prawdę: Jezus żyje, jest blisko nas, interesuje się naszym życiem! Możemy Mu powierzyć wszystkie nasze sprawy! Kiedy tylko dotarłam do domu, zamówiłam prenumeratę „Celu”, zaczęłam studiować Biblię, a po pewnym czasie oddałam w modlitwie swoje życie Jezusowi.

Niestety, nie włożyłam wystarczająco dużo wysiłku w znalezienie dla siebie i swoich dzieci duchowego domu. Nie poszłam za głosem, który tak wyraźnie usłyszałam i nadal żyłam jak do tej pory. Kilka razy uczestniczyłam w nabożeństwie pobliskiego kościoła, ale nie odczuwałam tego poruszenia, które towarzyszyło mi przy czytaniu lub odsłuchiwaniu nauczania z Kościoła Chwały, szybko więc zrezygnowałam. Ten stan rzeczy trwał 10 lat. To były najgorsze lata mojego życia. Moją codziennością były depresja, nałogi, myśli samobójcze, bieda, a w końcu bezdomność. Rozpadała się moja rodzina, a ja czułam jedynie bezradność. Szatan znowu okłamywał mnie, że Bóg jest kochającym Ojcem dla innych, dla ludzi lepszych, a nie dla kogoś tak nieudanego jak ja.

Na szczęście On nigdy nie zapomniał moich modlitw i pomógł mi wrócić na właściwą ścieżkę. Przyszedł dzień, w którym wylałam przed Nim całe swoje serce, oddałam Mu całą gorycz, smutek i wszystkie zranienia. Krzyczałam w duchu, że nie chcę już dłużej tak żyć! Ten dzień stał się moim drugim punktem zwrotnym. Chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, a wielu terapeutów uznałoby to wręcz za niemożliwe, w jednej chwili zostałam uwolniona z wieloletniego alkoholizmu. To był jednak dopiero początek. Znalazłam pracę, wynajęłam mieszkanie, odbudowałam relacje z synem. Wkrótce w pobliskiej miejscowości powstała placówka Kościoła Chwały. Tym razem nie zastanawiałam się ani chwili. Chciałam służyć Jezusowi całym sercem i codziennie lepiej Go poznawać!

Od kilku lat żyję z Bogiem. Moje życie wcale nie jest pozbawione trosk, a mimo to panuje w nim pokój, radość, nadzieja. Kiedyś czułam, jak ciężary życia przyciskają mnie do ziemi, teraz szybuję jak balon wypełniony helem, omijając razem z Bogiem wszelkie przeciwności. Depresja zniknęła, w zamian pojawiły się plany na przyszłość. Nie potrafię nawet opisać uczucia szczęścia i wdzięczności, które odczuwam, uwielbiając Boga razem z moją wspólnotą. Często jednak wracam myślami do tych 10 lat, które zmarnowałam. Odcisnęły one swoje piętno nie tylko na moim życiu, ale również na życiu moich najbliższych. A przecież można było wszystkich tych tragedii uniknąć, gdybym tylko poszła za głosem, który mnie wzywał…

Dziś już wiem, że każda pozytywna zmiana w duchu wywołuje natychmiastową reakcję Bożego przeciwnika. Nawróciłam się, mogłam z Bogiem osiągnąć wszystko, dlatego Szatan postanowił to uniemożliwić. Wykorzystał moją ówczesną bierność i na dobre rozgościł się w moim życiu. Dlatego, Drogi Czytelniku, jeśli teraz Ty jesteś w miejscu, w którym musisz dokonać wyboru, proszę Cię – wybierz życie. Nie wahaj się, nie rozkminiaj, nie pozwól sobie na to, aby stać się obojętnym. Wybierz właściwie, buduj swoje życie z Bogiem, czerp z tej relacji siłę i odwagę. Nie pozwól Bożemu przeciwnikowi okradać Cię z tych wszystkich cudownych rzeczy, które przygotował dla Ciebie Bóg!

Comments are closed.