Blogi
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)
Cierpliwość kluczem do zwycięskiego życia (Kwiecień 16, 2018 1:43 pm)
Wierzmy, że posiądziemy Ziemię Obiecaną (Kwiecień 5, 2018 10:08 pm)

Kumpel Mamon

mamon1000

Tekst: Aneta Szuba

Dzieci zanim poznają Boga (nawet jeżeli następuj to wcześnie) już bardzo dobrze od najmłodszych lat zaznajomione są z bożkiem Mamonem.

Słowa: pieniądz umożliwia wszystko bardzo szybko przesiąkają dziecięcą naturę. Oczywiście wiedzą wiele o Wszechmogącym Bogu, jednak o ile w moc Mamona nie wątpią, o tyle Boża wszechmoc budzi wiele wątpliwości.

Skąd taki stan rzeczy? Zbyt często świadomie wierzący ludzie nie zdają sobie sprawy z faktu, że w ich domu jest zbudowany ołtarz chwały i uwielbienia nie temu bogu co trzeba.

Prosty przykład: (…) którzy bóstwu szczęścia zastawiacie stół, a bogini losu podajecie kielich… (Iz. 65.11). Zbyt dobrze znane są powiedzenia: ale miałem szczęście, los się do mnie uśmiechnął, tylko, że stoją one w całkowitej opozycji do prawdy Ewangelii i faktu, że w Chrystusie otrzymaliśmy pełnię łask i błogosławieństw. Dodatkowo nie tylko wykrzywiają obraz Boga, ale i są „pieśniami pochwalnymi” bożkom (o grach losowych nie wspomnę).

Przykład II: Gdy dzieci oczekują od nas, że zaspokoimy ich pragnienie, marzenie, żeby nie powiedzieć kaprys, zachciankę – zbyt często wzbudzane przez zwykłą pożądliwość – a nas na to nie stać. To nie dość, że nasze noty jako rodziców gwałtownie idą w dół, to zamiast ogarnąć temat w mądrości, być wdzięcznym, to sami rodzice popadają w frustrację, rozgoryczenie, o pretensjach do Boga nie wspomnę. Inna równie smutna postawa to rodzice, którym stan posiadania pozwala odpowiadać na „potrzeby” swoich pociech i niestety bez najmniejszego zgrzytu w sumieniu inwestują w swoje „naddzieci”.

Kościoły przesiąknięte są religią, a wierzący duchem tego świata.

Mały test: komu bardziej wierzysz: Słowu Bożemu, czy … swojej umowie o pracę? Dlaczego nie mamy wątpliwości, że pierwszego wpłynie wypłata, a uzdrowienie tak trudno przyjąć? Jak to jest, że podpis obcego, niewierzącego człowieka – naszego pracodawcy – gwarantujący dane wynagrodzenie i świadczenia jest pewnikiem, nad którym nawet się nie zastanawiamy. Ile razy czytamy swoją umowę z pracodawcą? A ile razy studiuje się jeden werset, by uwierzyć.

Skąd taki stan rzeczy?

„Przestrzegaj tego, co Ja dzisiaj nakazuję tobie. Oto ja wypędzę przed tobą Amorejczyka (…). Wystrzegaj się, byś nie zawierał przymierza z mieszkańcami ziemi, do której idziesz, by się nie stali dla ciebie pułapką. Przeciwnie, zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki, wytnijcie ich święte drzewa”. (2 Mojż. 34,11-13)

Żyjąc na/w tym świecie, nie jesteśmy z niego. Nasza ojczyzna nie jest stąd. Wszystko czym ten świat się karmi, czym żyję, jego priorytety stoją w całkowitej sprzeczności do Boga. Pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha życia (oraz marzenie o tym – świadome, czy podświadome) nie zaprowadzą nas do nieba. Diabeł kocha chrześcijan, którzy za ”30 srebrników” szybko zapomną o Jezusie Chrystusie.

Pierwszym krokiem jest uwierzenie Słowu i osobiste zaangażowanie w rozpalenie ognia Ducha Bożego w sobie. Kosztując Bożej obecności, doświadczając Bożej mocy, dobrowolnie zdetronizujemy nie tylko Mamona, ale i inne bożki – dając świadectwo naszym dzieciom (i wszystkim innym).

Tags

Comments are closed.