Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Kuloodporni

Tekst: Paweł Ciosmak

Diabeł chodzi wkoło jak lew ryczący, to prawda. Ale prawdą jest też, że większy jest Ten, który jest w nas, niż ten, który jest na tym świecie. Zobacz, jak Jezus chroni swoich wybranych i że Boża ochrona jest częścią przymierza. Miej wiarę w Tego, który wybawia i nie daj się niczemu zastraszyć.

Bóg wielokrotnie ratował mi życie, także przed moim nawróceniem. Jedno z takich wydarzeń miało miejsce, gdy pracowałem w delegacjach, montując sieci elektryczne i logiczne w Warszawie. Wówczas mój szef, kierując samochodem przy prędkości ok 140 km/h zjechał na przeciwny pas, wprost na jadącą z naprzeciwka ciężarówkę. Szczęśliwie samochód odbił z powrotem na nasz pas. Po kilku miesiącach, gdy na skutek nieukładającej się współpracy z szefem, postanowiłem odejść z pracy, tego samego dnia, gdy wysłałem mu informację, że nie przychodzę, moi koledzy mieli wypadek – tam, gdzie zwykle siedziałem jeżdżąc w teren, samochód został zmiażdżony.

Gdy kupiłem swoje pierwsze auto i szliśmy ze znajomymi na miasto, coś mnie tknęło i wróciłem, aby sprawdzić, czy zamknąłem drzwi. Wtem jakiś pijany kierowca, który wjechał z pełną prędkością na chodnik, rozbił się ok. 10 metrów przed nami, a nie na nas – co mogłoby się wydarzyć, gdybym nie wrócił do samochodu. To jeszcze nie koniec „samochodowych świadectw” – gdy pewnego razu nad ranem razem z kolegą wracaliśmy samochodem z imprezy, na ulicę wyskoczył pies. Kolega kierujący samochodem wykonał gwałtowny manewr, próbując go ominąć, co skończyło się dachowaniem. Uratowało mnie to, że nie siedziałem, ale leżałem na tylnej kanapie, próbując złapać nieco snu. Z wypadku wyszedłem bez ani jednego złamania – zarówno telefon w mojej kieszeni, jak i ja sam nie doznaliśmy uszczerbku. Pamiętam, jak przyjaciółka ze studiów, która odwiedziła mnie w szpitalu, powiedziała: „Ile jeszcze razy Bóg będzie ratował Ci życie. Czekam z niecierpliwością, jaki ma plan co do Ciebie”. Wówczas uwierzyłem, że Bóg ma co do mnie jakiś plan.

Pamiętam jeszcze jedno wydarzenie, gdy już jako chrześcijanin jechałem rowerem wzdłuż drogi i nagle kierowca ciężarówki nadjeżdżającej z naprzeciwka gwałtownie zjechał na mój pas. Uratowało mnie błyskawiczne zeskoczenie z roweru. Również tym razem, poza bólem nadgarstka, ani włos nie spadł z mojej głowy.

Podążałem dalej za Bogiem, który objawiał mi w snach swój plan dla mnie dotyczący misji na Filipinach i potwierdzał to na różne sposoby. Pierwszym krokiem, który wykonałem w wierze, choć w chwili objawienia nie miałem na to ani środków, ani czasu, był wyjazd na Filipiny po kobietę mego życia, która była i jest dla mnie kluczowa, a dla naszej misji w tym kraju – wręcz strategiczna.

Opowiem Wam o trzech wydarzeniach z mojego wyjazdu na Filipiny, z których zostałem cudownie ocalony. Pewnego dnia w hotelowym pokoju obudziłem się z piskiem w uchu. Po wstaniu z łóżka zachwiałem się, a chwilę później zobaczyłem dziwne chmurki przed oczami. Czując, że dzieje się coś niedobrego, zbiegliśmy z Shellą na dół i wskoczyliśmy do tricykla, aby za moment znaleźć się w szpitalu. Mój stan się stale pogarszał, pociłem się, na całym ciele widziałem czarne plamy, choć pielęgniarze szybko uwijający się wokół mnie przeczyli temu, mówiąc, że to dzieje się tylko w mojej głowie. Gdy przestałem widzieć, krzyknąłem do Shelli, która płakała stojąc koło mnie: „Nie płacz, módl się!”. Ja sam byłem w stanie tylko powiedzieć: „Boże, ratuj mnie!”, nawet nie dałem rady się modlić. Gdy zacząłem tracić oddech, przeleciała mi przez głowę myśl, że to już koniec, szybko zrobiłem retrospekcję, czy moje ostatnie tygodnie życia były dla Boga gorące czy tylko ciepłe… ze smutkiem stwierdziłem, że tylko ciepłe. Nagle w jednej sekundzie wszystko minęło. Zostałem na obserwacjach w szpitalu, ale żadne badania nie wskazały przyczyny mojej nagłej choroby. Lekarze również nie podali mi żadnej cudownej substancji. Wiem, że uratował mnie tylko Bóg!

Diabeł na tym nie skończył, niedługo potem, pewnej nocy nadeszła powódź, a nasz niski budynek hotelowy zdawał się być wysepką pośród szalejącej wody, której nurt niósł ze sobą części domów i samochody terenowe. Po historii ze szpitalem wiedziałem, że diabeł nas nie zabije. Poszedłem po Shellę i modliliśmy się. Nad ranem wody przestało przybywać, a około południa całkowicie opadła.

Pod koniec mojego studniowego pobytu na Filipinach, postanowiłem oświadczyć się Shelli. Wybrałem do tego celu szczyt na najwyższej górze poza miastem i zaplanowałem wspólną wspinaczkę. Gdy dotarliśmy już prawie na sam szczyt, poczułem, że odpływam z gorąca – doznałem udaru słonecznego. Taki rodzaj udaru, gdy ciało człowieka nagrzewa się błyskawicznie, w warunkach bez pomocy lekarskiej mógł skończyć się śmiercią. Nagle, zupełnie znikąd, pojawił się motor typu Cross, a na nim siedział wysoki mężczyzna, co jest dość nietypowe dla Filipińczyków. Zaproponował pomoc. Zjechaliśmy w milczeniu na sam dół, wiatr ożywił moje ciało i poczułem się lepiej. Gdy podjechaliśmy pod sam hotel, nie chciał wynagrodzenia, co również jest rzadkie w tych stronach i bez słowa odjechał, nie pozwalając mi nawet podziękować. Zostałem uratowany z pewnej śmierci. Nieznajomy ostrzegł mnie, żeby nie zapuszczać się więcej w tamte rejony, omijane nawet przez tubylców.

Wielu z nas wyobraża sobie, że być błogosławionym przez Pana i być częścią Jego planu to tylko sielanka. Lecz Jezus obiecywał nam sukces „wśród ucisków”. Nie chcę być jednym z tych, o których Jezus mówił w przypowieści o siewcy: „a gdy przychodzi ucisk, gorszą się”.

Dwa miesiące temu, dostałem kolejne zadanie, stworzenia od podstaw nowej służby w kościele. Nie spodziewałem się wówczas, jak wiele wysiłku mnie czeka. Oprócz wytężonej pracy spotykam się z różnymi reakcjami ludzi, a dodatkowo „przypadkiem” pojawiły się trudności w sprawach prywatnych: m.in. odkryto złą historię kredytową sprzed lat, dotkliwie obniżono moją pensję w pracy, a sprawy dotyczące dokumentów potrzebnych do naszego ślubu bardzo mocno się pokomplikowały. Co to dla mnie oznacza? Kompletnie nic!

Diabeł uciska i straszy – i tylko tyle może! Ja dalej wykonuję powierzone mi zadania, wiedząc, że „większy jest Ten, który jest we mnie, niż ten, który jest na świecie”. Bóg dalej do mnie mówi, a to jest najbardziej wartościowe, co mam w życiu!

Znam mojego Boga! Jest to Bóg, który dba o swoje dzieci! Jest przykładem najlepszego pracodawcy! Bóg, który staje w mojej obronie! Bóg, który nie da się z siebie naśmiewać! Jestem pewien, że wkrótce będę mógł złożyć świadectwo o tym, jak Bóg dał mi mieszkanie, żonę i lepsze finanse – i nie będziesz długo na to świadectwo czekać!

Pomyślisz: „Bracie, ryzykujesz taką bezkompromisową odwagą!”.

Wiedz, że wiara jest pewnością! Zatem nic nie ryzykuję!

Brak pewności oznacza strach i wycofanie, czyli brak wiary. Bóg wie, że nie pożądam tego wszystkiego dla siebie, lecz dla Niego. Wie również, jak to wykorzystam: „Cokolwiek sobie postanowią – uda im się”. Nie straszne mi więc próby, czy uciski. Nie myśl więc, że praca w służbie dla Boga zawsze będzie rajem tu, na ziemi. Nie gorsz się w chwilach ucisku, one są nieodłączną częścią powołania i Bożego życia w Tobie. Jeśli jednak pomimo ucisków, nie zgorszyłeś się i trwasz przy Bogu – ciesz się, już wygrałeś!

Comments are closed.