Blogi
Moja droga do Szkoły Bożych Liderów (7 lutego, 2019 3:52 pm)
Teologia Boża a teologia Jonasza (18 czerwca, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (7 czerwca, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (23 maja, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (10 maja, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (30 kwietnia, 2018 2:34 pm)

Języki wzięte na języki

Tekst: Janusz Szarzec

Chrzest Duchem Świętym i towarzyszące mu nadprzyrodzone znaki, jak mówienie innymi językami i prorokowanie, dla wielu chrześcijan stały się kością niezgody. To tym dziwniejsze, że dla apostołów i pierwszego kościoła doświadczenia te były jak najbardziej naturalne i zgodne z Bożą wolą.

U progu XX w. małe amerykańskie miasteczko Topeka [1] w stanie Kansas (choć samo miejsce w całej tej historii ma co najwyżej trzeciorzędne znaczenie) było mimowolnym świadkiem narodzin duchowego fenomenu, który niebawem miał rozprzestrzenić się prawie na cały świat. W ciągu kolejnych kilku, kilkunastu lat ogień duchowego przebudzenia przemieszczał się wśród chrześcijan z kontynentu na kontynent, przekraczał granice państw, przełamując społeczne i kulturowe bariery. Zaczął nawet przenikać przez religijne zasieki tzw. historycznych, skostniałych kościołów. Chyba najbardziej istotną konsekwencją tego zjawiska, oprócz przyrostu liczebnego świadomie wierzących wyznawców Chrystusa, było ożywienie ruchu misyjnego na rzadko spotykaną w historii skalę. Zastępy żarliwych, oddanych Bogu ludzi często samorzutnie, bez ludzkiej ingerencji powierzały swe życie sprawie ewangelizacji narodów ziemi. I gdyby nie wybuch I a potem II wojny światowej, kto wie, w jakim kierunku potoczyłyby się losy np. Europy.
Jednak cała ta historia ma dalszy ciąg. Gdy ustały okropności II wojny światowej, tamten duchowy fenomen ponownie zaczął przenikać przez kolejne chrześcijańskie formacje i kościoły – już niekoniecznie tylko protestanckie i ewangeliczne. W latach 60. XX w. za wiedzą m.in. papieży Jana XXIII i Pawła VI zwłaszcza młodzież rzymskokatolicka częściowo otworzyła się na nowe doświadczanie Ducha Świętego. Niczym grzyby po deszczu zaczęły powstawać Odnowy w Duchu Świętym. I do dnia dzisiejszego nieprzerwanie na wszystkich kontynentach świata pokolenia wierzących chrześcijan, bez względu na swoją kościelną przynależność, mają okazję doświadczyć tego samego. Jest to zarazem chyba jedyny w swoim rodzaju czynnik tak silnie i głęboko jednoczący duchowo oraz zbliżający do siebie chrześcijan różnych ras, kultur, wyznań. Trudno przy tym negować, że coś, co przynosi takie efekty, musiało zaistnieć z Boskiej inspiracji.

Zbiorowa histeria czy Bóg?
Z biegiem czasu pamiętne wydarzenia z początku XX w. zaczęto nazywać przebudzeniem zielonoświątkowym od fenomenu chrztu w Duchu Świętym (albo napełnienia Duchem Świętym), doświadczanego wtedy masowo przez chrześcijan, a który swym rodowodem sięga dnia Nowotestamentowej Pięćdziesiątnicy, czyli momentu powstania Kościoła w ogóle.
Co więcej, dokładnie tak jak na początku historii chrześcijaństwa, i tamtemu powszechnemu wylaniu Ducha towarzyszyły manifestacje nadprzyrodzonych znaków w postaci m.in. mówienia innymi językami (tzw. glosolalii). Oznaczało to ni mniej, ni więcej to, że pod wpływem Ducha Świętego osoby nieznające obcych języków – zaczęły się nimi nagle posługiwać. I nie działo się to pod wpływem hipnozy czy w transie – ludzie ci cały czas potrafili całkowicie kontrolować swoje zachowanie. Amerykańscy językoznawcy badający tę sprawę zanotowali w Topeka fakt posługiwania się tam około 20 różnymi znanymi językami świata przez osoby, które naturalnie nie potrafiłyby w nich sklecić choćby zdania. Spora liczba spośród tych chrześcijan wykorzystała później tę nowo nabytą umiejętność do zwiastowania Ewangelii w różnych językach. Oprócz rozpoznawalnych języków i dialektów używanych wówczas przez chrześcijan, filolodzy zidentyfikowali także inne, będące w użyciu, których jednak nie byli w stanie przetłumaczyć. Dziś większość chrześcijan ochrzczona Duchem Świętym posługuje się właśnie takimi niezrozumiałymi w ludzkiej mowie językami. Podobnie zresztą jak sam apostoł Paweł, który opisując to doświadczenie na przykładzie swoim i chrześcijan I w. stwierdza, że ów „język nieba” jest nieprzyswajalny dla ludzkiego rozumu (1Kor.14:2,14,15,16-19,23).
Dla postronnego obserwatora tego fenomenu wydawać by się on mógł czymś w rodzaju zbiorowej histerii, jednak dla przeciętnego czytelnika Pisma Starego i Nowego Testamentu ta historia „nie z tej ziemi” jako żywo przypomina identyczną sprzed 2 tys. lat zapisaną w Dziejach Apostolskich. I być może właśnie dlatego, że upłynęło zbyt wiele czasu od tamtych wydarzeń, tak że mroki historii spowiły ich pamięć – Bóg zdecydował o nich przypomnieć.
Poza tym nowotestamentowe chrześcijaństwo w świetle tekstów biblijnych i praktyki pierwszych chrześcijan nie ma racji bytu bez towarzyszącej mu nadprzyrodzonej mocy. O tym wydaje się zapomniało wielu, zwłaszcza przywódców religijnych. I chyba najważniejsze – według słów Jezusa – bez tego chrztu (napełnienia się) Duchem Świętym chrześcijanie nie mogą w pełni skutecznie realizować ich posłannictwa bycia świadkami Chrystusa (Dz.Ap.1:8). Skoro to rzecz najwyższej wagi, tak żywotna dla właściwej egzystencji Kościoła chrześcijańskiego, to powinna być powszechnie znana i akceptowana. Niestety jak to zwykle w życiu bywa, każde działanie rodzi opozycję. Chrzest w Duchu Świętym, a szczególnie związany z nim dar mówienia innymi językami, od zawsze budził żywe kontrowersje i zyskał sobie niezasłużenie grono zaciekłych krytyków, wywodzących się przede wszystkim z grona wierzących chrześcijan. Skala zarzutów jest rozległa, począwszy od negacji chrztu w Duchu Świętym jako doświadczenia osobnego od nawrócenia, a skończywszy na przypisywaniu temu zjawisku inspiracji demonicznej.

Co na to Słowo Boże?
Idea chrztu w Duchu Świętym podobnie jak i chrztu wodnego jest całkowicie nowotestamentowa. Kilkakrotnie w Nowym Testamencie słowo „chrzest” wiązane jest z Duchem Świętym (J.1:33; Dz.1:5; 11:16; Łk.3:16; Mt.3:11; Mk.1:8), w każdym z wymienionych wyżej przypadków chrzest oznacza pełne zanurzenie w Duchu Świętym, napełnienie człowieka Jego obecnością aż do przelewu. Zapowiedział to sam Jezus jeszcze przed swoim zmartwychwstaniem, mówiąc o nadejściu czasów, kiedy każdy człowiek pragnący Boga będzie mógł wypełniać się Duchem Świętym i przekazywać ten dar innym (J.7:37-39). Z kolei Stary Testament u proroka Joela zawiera jedną wzmiankę o takim wylaniu Ducha na wszelkie ciało (a zatem również nie-Żydów) i o towarzyszących temu znakach (Jl.2:28-32). Do tego fragmentu odwołał się apostoł Piotr, komentując wydarzenia Pięćdziesiątnicy (Dz.2:14-21). Ze zrozumiałych względów (Duch Święty wówczas nie był jeszcze dany) starotestamentowe pisma nie wspominają niczego na temat daru Ducha Świętego w postaci mówienia innymi językami. Chociaż przykłady używania wszystkich pozostałych ośmiu darów Ducha Świętego są w Starym Testamencie obecne. Raz jeden prorok Izajasz mgliście napomyka, że: „przez ludzi obcego języka i przez usta obcych mówić będę do ludu tego” (Iz.28:11-12). Na tę również wypowiedź powołuje się z kolei apostoł Paweł w swojej lekcji  skierowanej do kościoła w Koryncie na temat używania „innych języków” (1Kor.14:21-22).
Zatem chrzest w Duchu Świętym i dar mówienia innymi językami przynależy całkowicie do Nowego Testamentu i dotyczy Kościoła od początku jego istnienia. Tak naprawdę Kościół narodził się przez chrzest w Duchu Świętym ze znakami temu towarzyszącymi. W listach apostolskich na próżno by jednak szukać rozwiniętej doktryny na ten temat, a to dlatego że owo wypełnienie Duchem Świętym miało charakter na wskroś praktyczny. W tamtych czasach dla wszystkich nowych wierzących naturalnym było podążanie śladami doświadczenia pierwszych 120 uczniów z górnej izby (Dz.1:13-14; 2:1-4). Tym bardziej że apostoł Piotr w Dzień Zielonych Świąt w swoim kazaniu jednoznacznie uczynił to wylanie Ducha dostępnym dla wszystkich tam obecnych, ich rodzin oraz tych, których Bóg w przyszłości miał jeszcze powołać. Dar Ducha Świętego wymienia jednym tchem obok upamiętania i chrztu wodnego – obowiązkowych pierwszych kroków w duchowym życiu wszystkich nowo nawróconych (Dz.Ap.2:37-39).

Nowe narodzenie a chrzest w Duchu Świętym
Skoro zatem doświadczenie chrztu w Duchu Świętym było niegdyś powszechne i związane bezpośrednio z nawróceniem człowieka, to czy nie jest tak, że w chwili uwierzenia każdy automatycznie otrzymuje pełnię Ducha Świętego? Czy nowe narodzenie i chrzest w Duchu Świętym dzieją się jednocześnie?
Choć może zaistnieć sytuacja, kiedy te dwa różne od siebie wydarzenia  duchowe w życiu człowieka następują bezpośrednio po sobie, to zwykle istnieje między nimi czasowa różnica.  Dzieje Apostolskie dostarczają tu ciekawych przykładów. W Samarii, gdzie zwiastował Ewangelię diakon Filip, ludzie byli uwalniani od złych duchów, uzdrawiani, a w końcu dawali się ochrzcić w wodzie (Dz.8:5-13). To oznaczało, że musieli wcześniej uwierzyć (Mk.16:16; Dz.8:36-37). A mimo to dopiero po przybyciu do Samarii Piotra i Jana z Jerozolimy ci już odrodzeni duchowo ludzie otrzymywali dodatkowo dar Ducha Świętego (Dz.8:14-19).
Saul z Tarsu, późniejszy apostoł Paweł, doświadczył dramatycznego doświadczenia na drodze do Damaszku, gdzie spotkał się z samym Jezusem (Dz.9:3-9). Z dalszej relacji dowiadujemy się, że ów Saul modlił się po tym wydarzeniu, miał wizję od Boga, a gdy jeden z miejscowych chrześcijan – Ananiasz odwiedził go w domu, gdzie przebywał, nazwał go bratem Saulem. Wniosek narzuca się sam, Saul już wtedy musiał być wierzącym w Chrystusa. A przecież dopiero, gdy Ananiasz włożył na niego ręce, został uzdrowiony i napełniony Duchem Świętym (Dz.9:10-18). Ten sam apostoł Paweł około 30 lat później w Efezie spotkał gromadkę chrześcijan, którzy nie dość, że nie byli ochrzczeni Duchem Świętym, to nawet nie byli ochrzczeni w wodzie po swoim nawróceniu. Na standardowe pytanie, czy zostali napełnieni Duchem Świętym po uwierzeniu, odparli, że nawet nie mają pojęcia o Jego istnieniu (podobnie zresztą jak i dziś wielu chrześcijan nie doznało działania Ducha Świętego, ani nawet o Nim nie słyszało). Paweł najpierw ochrzcił tamtych w wodzie, a potem poprzez włożenie jego rąk zstąpił na nich Duch Święty (Dz.19:1-7). Aby zostać ochrzczonym Duchem Świętym, najpierw trzeba być osobą odrodzoną przez Ducha Bożego. Taką kolejność przedstawił sam Jezus, wspominając o znakach, jakie mają towarzyszyć tym, którzy już uwierzyli. Wśród nich znajduje się także dar „innych języków” (Mk.16:16-17). Zanim uczniowie Jezusa przeżyli swoją Pięćdziesiątnicę, zmartwychwstały Chrystus tchnął w nich Ducha Świętego (J.20:21-22). Apostoł Piotr trzymał się później tej kolejności w swoim pierwszym kazaniu (Dz.Ap.2:38).

Dla każdego wierzącego
Chrzest w Duchu Świętym jest niczym nadprzyrodzona pieczęć Boga, potwierdzająca wcześniejszą przynależność człowieka do ciała Chrystusowego. Duch Święty już wcześniej jest obecny w sercu takiej osoby (od momentu nowego narodzenia), daje pewność zbawienia, wpływa na życie wierzącego, stara się go prowadzić (Rz.8:9-11; 14-17). Natomiast chrzest Duchem Świętym jest dodatkowym doświadczeniem, kiedy to Duch Święty zstępuje na człowieka, udzielając mu mocy potrzebnej do prowadzenia nadprzyrodzonej służby dla Boga (Dz.1:8). Odtąd przed napełnionym Duchem Świętym wierzącym otwierają się drzwi do nowego wymiaru życia duchowego, ze znakami temu towarzyszącymi, jak mówienie innymi językami, prorokowanie, dar uzdrawiania itp. W zasadzie zawsze napełnienie Duchem Świętym skutkuje natychmiastowym powierzeniem się chrześcijanina Bogu, wewnętrzną pasją do ewangelizacji, której nikt z zewnątrz nie musi pobudzać, oraz przejawami nadprzyrodzonego działania Bożego, tak jak było to na początku (Dz.4:31-33; 5:12-16). I choć chrzest w Duchu Świętym nie jest panaceum na wszystkie problemy chrześcijanina, daje każdemu szereg korzyści – m.in. związanych z nowym językiem modlitewnym dostępnym dla wierzącego.

Korzystaj z darów
Apostoł Paweł, który był niestrudzonym użytkownikiem tego niezrozumiałego języka (1Kor. 14:14-18; Ef.6:18), zachęcał wierzących, by starali się rozwijać w życiu różne dary duchowe (1Kor.12:31; 14:1). Porównując je z doskonałą Bożą miłością, nie pomniejszał on ich znaczenia dla chrześcijanina, jak czynią to dziś niektórzy, próbując deprecjonować znaczenie darów duchowych. Mówił natomiast, iż modlitwa językami jest doskonałym środkiem komunikacji z Bogiem (1Kor.14:2; 16-17) danym do osobistego rozwoju i nadprzyrodzonego wzmocnienia (1Kor.14:3; por.Jud1:20). Paweł z jednej strony gani chrześcijan w Koryncie za bezmyślne używanie darów Ducha Świętego, zwłaszcza „innych języków”, bez zachowania jakiegokolwiek porządku na wspólnych nabożeństwach (na których prawie w ogóle nie posługiwali się zrozumiałym dla słuchaczy językiem – 1Kor.14:6,9,19,23,33,40). Z drugiej strony zamiast zabraniać używania „języków”, jak to jest u niektórych współczesnych chrześcijan w zwyczaju, każe nie ograniczać korzystania z nich. Więcej: oczekuje, że posiadacze tego daru Ducha pójdą krok dalej i zaczną wykładać (tzn. tłumaczyć na język zrozumiały) to, co wypowiadali pod natchnieniem Ducha Świętego (1Kor.14:5,12-13,15,39). Uważa bowiem, że „języki”, jeśli są wykładane, stają się znakiem właśnie dla niewierzących ku temu, aby uwierzyli (1Kor14:21-22).
Czy można jednak mówiąc o chrzcie w Duchu Świętym pominąć obecnie niewygodny dla wielu dar języków, a pozostać przy pasji dla Boga, dobrym życiu, ewentualnie innych darach Ducha Świętego, np. uzdrawianiu? Czy zawsze znakiem napełnienia Duchem Świętym jest mówienie innymi językami? Otóż wydaje się, że nawet jeśli osoba napełniona Duchem Świętym nie od razu zacznie mówić innymi językami, to i tak ostatecznie nie ma innego wyjścia, jak pozwolić wypłynąć z siebie „rzekom Bożego życia” (J.7:38-39) i to właśnie przez usta, jako że z obfitości serca, MÓWIĄ usta (Mt.12:34).
Nie mieli co do tego wątpliwości pierwsi wierzący w Chrystusa, którzy po chrzcie w Duchu Świętym zaczęli mówić innymi językami (Dz.2:4). Do tego stopnia było to dla nich istotne, że kiedy we wspomnianej wcześniej Samarii przez ręce Filipa dokonywały się uzdrowienia, znaki i cuda, a ludzie uwierzyli Ewangelii Chrystusowej, apostołowie wysłali tam Piotra i Jana, aby upewnić się, że ci nowi wierzący zostaną wypełnieni Duchem Świętym. Gdy apostołowie kładli na nich ręce, nawet Szymon czarnoksiężnik widział, że naprawdę coś otrzymują. Nie było to symboliczne przekazanie czegoś nierealnego, zgodnie z niektórymi współczesnymi normami kościelnymi. Musiały temu towarzyszyć konkretne znaki (Dz.8:14-21). Najprawdopodobniej działo się tam to samo, co w przypadku apostoła Pawła, który w Efezie kładł ręce na ludzi, a ci zaczęli mówić innymi językami i prorokować (Dz.19:6). Gdy apostoł Piotr przemawiał w domu rzymskiego setnika Korneliusza w Cezarei, tym razem już bez udziału ludzkiego, Duch Święty zstąpił na słuchających i wypełnił, tak że zaczynali mówić innymi językami (Dz.10:44-46). Dla Piotra i towarzyszących mu braci z Jerozolimy był to znak, który utwierdził ich w przekonaniu, że tamci otrzymali Ducha Świętego. Tak też tłumaczył się apostoł przed żydowskimi braćmi żądającymi wyjaśnień, na jakiej podstawie uznał, że poganie  otrzymali Ducha Świętego. Uspokoiło ich wyjaśnienie, że zstąpił On na pogan (nieżydów) tak samo jak na nich w czasie Pięćdziesiątnicy, czyli ze znakiem mówienia innymi językami (Dz.11:15-18).
Wszędzie tam, gdzie uczniowie wypełniali Jezusowy nakaz głoszenia Ewangelii: w Jerozolimie, w Judei, w Samarii i po krańce ziemi, Duch Święty zstępował na wierzących i wypełniał ich swoją mocą, czemu towarzyszyły nadprzyrodzone znaki. Chrzest w Duchu Świętym wraz z mówieniem językami nie przeminął, jak życzyliby sobie tego jedni. Nie jest również udziałem tylko nielicznych, jak twierdzą drudzy. To doświadczenie należy do całego ciała Chrystusa na ziemi, jako droga jego inicjacji do nadprzyrodzonych darów Ducha Świętego. Nieliczne nadużycia, których dopuszczają się na tym obszarze pojedynczy chrześcijanie, nie usprawiedliwiają ignorancji większości. Wszak największym nadużyciem z Bożej perspektywy jest w tym przypadku nieużywanie tego daru. Wszystko zatem wskazuje na to, że zanim ogień przebudzenia po raz kolejny będzie mógł zapłonąć na ziemi, chrześcijanie zgodnie z biblijnym wzorem będą chrzczeni Duchem Świętym i ogniem.


[1] Topeka to miasto w stanie Kansas w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 1900 r. rozpoczęło się przebudzenie, które dało impuls do największego ruchu ewangelizacyjnego naszych czasów. Zgromadzeni chrześcijanie doświadczyli chrztu w Duchu Świętym, któremu towarzyszyło mówienie innymi językami.

Comments are closed.