Jak zmienić świat? Porozmawiajmy o systemie…

18 lutego 2013
Comments off
3 145 Odsłon

Tekst: Wojciech Kuleczka

W potocznej mowie często używamy stwierdzeń: „otacza nas system”, „to system tego świata”, „winien jest system”. Najczęściej myślimy wówczas o jakiejś niewerbalnej przestrzeni, złych zasadach, które nas otaczają, a którym trudno stawiać opór. W końcu czujemy się mimo woli uczestnikami niektórych funkcjonujących mechanizmów – zupełnie jak w Matriksie.

Ludzie niewierzący w Boga zazwyczaj godzą się ze zjawiskiem „wszechobecnego” systemu, jednocześnie obarczając winą za skutki, które on wywołuje, jakąś bliżej nieokreśloną grupę. Najczęściej winni są: bogacze, Żydzi, masoneria, źli politycy lub też bieżące zjawiska, takie jak np. globalizacja.

Walka z wiatrakami
Zazwyczaj jednostki narzekające nie podejmują nawet walki o zmianę rzeczywistości, uważając wszelkie starania za bezcelowe, w końcu pełne goryczy godzą się ze smutną rzeczywistością, której, ich zdaniem, nie można zaradzić. Natomiast co „gorliwsi” chrześcijanie to uczestnicy duchowych natarć, niepoddający się, dzielnie toczący chrześcijański bój wiary przeciwko złym sprawom na ziemi. Jednak w fizycznym świecie często nie widzimy wymiernych efektów ich działania, a jedynie wysiłek. Inicjatywa taka, choć szczytna w celach, podobna jest niestety do walki Don Kichota z powieści Miguela de Cervantesa.

Realne rozwiązania realnych problemów
Dzięki przykładowi Jezusa Pismo Święte pokazuje, że Bóg szuka człowieka, który trwając w modlitwie i Jego woli, stanie się realnym wykonawcą Bożego planu na ziemi, biorąc konkretną, fizyczną (nie tylko duchową) odpowiedzialność za sprawę Bożą. Skorzystajmy więc z doświadczenia Salomona, który tak mówi o mądrości: „U mnie jest rada i zdrowy rozsądek; mam rozum, mam także moc, dzięki mnie królują królowie i władcy wydają sprawiedliwe prawa” (Prz.8:14). Mówiąc obrazowo, najskuteczniej sprzeciwimy się chorobie, jeżeli poznamy jej nazwę, objawy, skutki, które wywołuje, i metodę właściwego jej zwalczania. Podobnie łatwiej zwyciężyć wroga, jeżeli pozna się jego strategię działania. By zatem oszczędzić sobie trudu, warto zastanowić się, kim jest ten wielki „Goliat”, zwany „systemem”, i co go kształtuje.

Miniwykład o trudnych sprawach
Aby rozwiązać tę zagadkę, sięgnąłem do nauk politycznych, które za podstawę tworzącą rozwiązania systemowe uważają ustrój społeczno-gospodarczy. Mamy więc do czynienia ze społeczeństwem – ludźmi, którzy w wyniku swojej aktywności, przekonań i poglądów tworzą oraz określają zasady funkcjonowania gospodarki. System stworzony demokratycznie, rękoma reprezentantów ludu – urzędników i polityków, reguluje i kreuje powszechnie panujące normy prawne, zasady i reguły postępowania wszystkich uczestników procesu gospodarczego. Główne elementy kształtujące system to zasoby i środki wytwórcze. To, w czyich rękach pozostają, państwa czy prywatnych, ma zasadniczy wpływ na określanie celu i zasad korzystania z nich. Natomiast główne podmioty kształtujące system społeczny to gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa. System jest sumą wielu czynników.
Biblia w Liście do Efezjan 2:2 mówi o ludziach, którzy przed swoim nawróceniem chodzili „według modły” tego świata. Słowo Boże, zwracając uwagę na chodzenie według jakiejś „modły” (słowo „modła” z języka greckiego można przetłumaczyć także jako „system”), pokazuje, że człowiek sam z siebie, bez biblijnego poznawania Boga, generuje jedynie niedoskonałą, grzeszną jakość, która – jako wynik posłuszeństwa rządzom ciała i grzechowi – tworzy system upadłych wartości.

Po co komu Bóg?
Jak widzimy z krótkiej analizy czynników tworzących system społeczno-gospodarczy, istnieją jednostki wpływające na jego budowę bezpośrednio bądź tworzące go pośrednio. Ci, którzy mają zasadniczy wpływ na tworzenie systemu, to właściciele, a więc ludzie zamożni. Rozpatrując tu aspekt duchowy – niestety, nie bez powodu badania potwierdzają, że ludzie bogaci, wykształceni i mieszkający w wielkich miastach są najbardziej „strzeżoną” przed Ewangelią grupą w społeczeństwie (źródło – badanie CBOS 2006, Znaczenie religii w życiu Polaków). W większości znajdują oni swoje oparcie życiowe we własnych, ludzkich, ziemskich możliwościach, sile i władzy, zapominając, że życie dość szybko mija…

Muszę wyjaśnić, że nie jestem wrogiem bogacenia się czy zdobywania wiedzy, wielkich miast może trochę, natomiast zaobserwowałem pewne konsekwencje złych zasad – polegania na sobie samym, na ograniczonym ludzkim rozumie i umiłowania bogactwa. Przypomina mi się historia z Księgi Przypowieści Salomona (Pzyp.Sal.9:14), która opowiada o mędrcu, który mógłby swoją mądrością wybawić miasto, niestety nikt go nie słuchał, ponieważ był biedakiem [historię tę najlepiej oddaje tłumaczenie Towarzystwa Biblijnego – przyp. red].

Ustrój idealny
Uruchommy wyobraźnię: co by było, gdyby Polacy: bogaci, uczeni oraz mieszkający w wielkich miastach byli biblijnie wierzącymi chrześcijanami, tymi, którzy poznali Jezusa osobiście i szukają Go całym swoim sercem, znają też i czytają Boże Słowo? Myślę, że choć ustrój demokratyczny zapewne zostałby zachowany, konsekwencją jednak byłaby rewolucyjna zmiana systemu w pracy, wartości w biznesie, handlu, polityce, obyczajów ludzi kultury i mediów. W pojęciu ogólnym, na pewno żyłoby się lepiej. Opierając się na faktach z przebudzonych regionów świata, to rzeczywistość, jakiej warto zapragnąć. Bynajmniej, nie zachęcam do tworzenia modelu państwa religijnego, bardziej natomiast do wzoru kraju opartego na zasadach Biblii: prawa do wolnego myślenia, wolnej prasy, wolnych, niemanipulowanych i nietendencyjnych mediów, wolnej edukacji i szkolnictwie elastycznym w swojej formie, opartym przede wszystkim na odpowiedzialności rodziców, nie systemu. Kraju sprawiedliwego, w którym politycy służą społeczeństwu, gdzie szybko osądza się popełniane wykroczenia, w kraju odpowiedzialnych i aktywnych ludzi, pozostających gotowymi do pomocy ubogim, do obrony, posiadających poczucie swojej wartości, godności, wzajemnych więzi, tożsamości z uczuciem patriotyzmu (nie nacjonalizmu) w sercu. Czy nie o takim państwie wszyscy marzymy?
Atrybuty dzisiejszej demokracji: wolność, źle rozumiana tolerancja i siła to z drugiej strony narzędzia niebezpieczne, jeżeli znajdują się w rękach ludzi, którzy zapomnieli o Bogu.

W tym miejscu nasuwa się tylko jeden wniosek: polski Kościele, powstań tworzyć rzeczywistość zgodną z Bożą wolą na ziemi, aby zbudować nowy system nie z tego świata. Drzwi są otwarte!

Comments are closed.