Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Jak czytać Pismo Święte

24 września 2013
Comments off
3 334 Odsłon

Tekst: Adam Piątkowski

Każda religia ma święte pisma, z zawartymi w nich zasadami i regułami. Ma też znawców od ich interpretowania. To oni decydują, korygują i przekazują to, w co powinno się wierzyć. Czy wiara chrześcijańska różni się pod tym względem od innych religii? Odpowiedź na to pytanie może na zawsze zmienić nasze podejście do Biblii. 

Więcej niż litera
Pierwszą rzeczą, jaką odkryłem, było to, że Biblia to coś więcej niż reguły podane przez Mistrza. W 2 Liście Pawła do Tymoteusza czytamy: „Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2Tm.3:16-17).

Z tego fragmentu wynika, że Pismo jest namaszczone przez Boga. Słowo „namaszczenie” oznacza wypełnienie Duchem. Zrozumiałem, że Słowo to nie tylko litera, ale Duch. Nie jest martwe, lecz żywe („On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia”, 2Kor.3:6). Zobaczyłem, że Słowo żyje („Żywe bowiem jest Słowo Boże, skuteczne…”, Hbr.4:12).
W tym czasie studiowałem teologię. Pewnego wieczoru wracałem po zajęciach do domu. Czekałem na tramwaj na przystanku, a w ręku trzymałem Biblię. W języku teologicznym Pismo Święte najczęściej określa się mianem objawienia. Modliłem się zatem tymi słowami: „Boże, dziękuję Ci za Twoje objawienie. Dziękuję Ci za to, że mam przywilej trzymać Je teraz w swoim ręku”. I wówczas zrozumiałem, że Biblia nie jest objawieniem. Biblia to treść objawienia. Znałem już wtedy wielu ludzi, którzy zgłębili Pismo Święte lepiej niż niejeden gorący chrześcijanin, a jednak nie żyli z Bogiem. Wysnułem prosty wniosek: poznanie litery nie oznacza otrzymania objawienia. Pismo Święte to książka zawierająca tylko treść objawienia. Gdybym nauczył się go na pamięć, dalej byłoby to tylko treścią objawienia, z tą różnicą, że zawartą już nie tylko w książce, ale i w mojej głowie. Trochę wyjaśniło mi to, dlaczego faryzeusze, mimo że znali Pisma, nie poznali Jezusa.

Dla każdego
Pojąłem, że tylko słowa zapisane w sercu stają się objawieniem. Problem polega na tym, że jedynie Bóg przez Ducha Świętego może je przenieść z głowy do serca. Kiedy Bóg w Księdze Jeremiasza obiecywał Nowe Przymierze, powiedział: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem” (Jr.31:33).
Tylko Duch Święty ma moc, by utwierdzić w nas Słowo Boże, a nawet uczynić nas słowem, i to bardziej czytelnym niż książka. Na tym też polega bycie świadkiem Jezusa. To nie tylko wydarzenia w naszym życiu są świadectwem, ale my sami nim jesteśmy. Chrześcijaństwo wyróżnia właśnie to, że głównym autorem, jak i interpretatorem Pisma jest sam Duch Święty, a nie człowiek, w jakiś specjalny sposób wyznaczony przez Boga.

A co z kaznodziejami?  
Oczywiście wierzę, że Bóg powołuje kaznodziejów. Aby dać właściwe zrozumienie roli kaznodziei, podzielę się pewnym doświadczeniem. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku w Polsce było dostępnych wiele książek zachodnich autorów. Wszystkie one motywowały i zachęcały do chrześcijańskiego życia. Problem jednak pojawiał się, gdy zawierały przeczące sobie tezy. Człowiek zmuszony był do dokonywania wyborów. W moim wypadku wybory nie zawsze były słuszne. Czytałem kolejną książkę, która podważała poprzednią. Najbardziej krytyczny moment nastał, gdy przeczytałem książkę, której autor wszystko uznał za zwiedzenie. Doszedłem do wniosku, że jest on zwiedziony – zwiedzeniem. To był trudny okres w moim życiu. Zastanawiałem się, czy to wszystko ma sens. Kiedy tak się zamartwiałem, Bóg bardzo wyraźnie powiedział do mnie: „Czemu się smucisz?”. Odpowiedziałem: „Jak to czemu, przecież wszyscy się mylą – ze mną na czele. Kogo mam słuchać”? I wtedy Bóg odpowiedział: „Właśnie ci pokazałem, że jeden jest Nauczyciel”. To mnie ocaliło. Zrozumiałem, że nawet najlepsi Boży kaznodzieje będą się mylić, ale nas ma to tylko nauczyć, jak wyraźniej słuchać Boga. Przyswoiłem sobie dwie rzeczy: po pierwsze to, że człowiek ma prawo się pomylić, a po drugie, że moja osobista relacja z Bogiem jest kluczowa do odczytania Bożego Słowa i zinterpretowania go w kontekście mojego życia.

Dwóch nauczycieli
Podczas każdego wykładu Pisma słuchamy w rzeczywistości dwóch kaznodziejów. Pierwszy to ten stojący za kazalnicą, a drugi to ten, który jest w nas i interpretuje nam wszystko, co słyszymy. Jako osobie nauczającej wydawało mi się kiedyś, że ludzie dokładnie słyszą i rozumieją, co do nich mówię. Dzisiaj nie mam żadnych złudzeń, wiem, że słyszą tylko to, co interpretują. Dlatego tak ważne jest, abyśmy nauczyli się dopuszczać do głosu Ducha Świętego, aby to On był tym, który przekazuje nam interpretacje. Czytając Słowo lub słuchając go, mamy tendencję do słyszenia tego, co chcemy usłyszeć. W ten sposób pozbawiamy je mocy i nie ma ono na nas zbyt wielkiego wpływu. Dlatego niezmiernie ważne jest właściwe przygotowanie się do czytania Biblii. Po pierwsze, należy przygotować się do tego w modlitwie. Nie powinniśmy z marszu siadać do czytania. Oczywiście jeśli chcemy wzrastać w sferze intelektualnej, to czytajmy, ile się da i gdzie się da. To jest dobre. Gdy jednak chcemy znaczącego wpływu Bożego działania, musimy zaprosić autora i interpretatora Bożego Słowa – Ducha Świętego. Dajmy Mu miejsce, niech On mówi do nas, uszanujmy Go. Módlmy się, aby to On nas nauczał. Na tę modlitwę otrzymasz odpowiedź. Pan Jezus powiedział: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe” (J.16:13).

Po drugie, nie czytajmy Biblii jak książki (co oczywiście możemy robić, kiedy studiujemy Pismo). Przeczytajmy fragment lub werset i dajmy sobie czas, aby go rozważać i aby Duch Boży mógł nam coś pokazać.

Po trzecie, zapisujmy wnioski. To, co otrzymamy, niech będzie dla nas wartościowe. Nie lekceważmy tego. Jeśli uszanujemy objawienie, będzie ono dla nas działać. I po czwarte, bądźmy posłuszni temu, co usłyszeliśmy od Boga w czasie studiowania Pisma. Nie możemy czytać Biblii jak zestawu ciekawostek. To Słowo jest skierowane do naszego życia, aby je zmieniać. Biblia mówi, że jeśli nie wykonujemy Słowa, a tylko się przysłuchujemy, to tak jakbyśmy wybudowali swój dom na piasku. Nie ostoi się. Tak samo nie będzie trwałe Słowo w nas. Wypiszmy sobie zadania wynikające z naszego przeżycia ze Słowem.

Uwaga!
Słowo nie zawsze będzie dla nas przyjemne. To nie oznacza, że atakuje cię diabeł, ale że zostałeś skonfrontowany z Bożym Słowem. Bóg chce wyprostować nasze ścieżki, a nie godzić się na krzywizny. On cię kocha, dlatego cię koryguje: „…karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości” (Hbr.12:11).

Więcej niż raz
Jezus nazywa spotkanie ze Słowem „obmyciem” („…aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo”, Ef.5:26). Jest to porównanie do chrztu przez zanurzenie. Chodzi o całkowite „wykąpanie” w Słowie. Nie o delikatne pokropienie kilkoma wersetami. Nie wystarczy tylko poznać jakiś werset. Jeśli chcemy doświadczyć prawdziwej przemiany, musimy czasem „popracować” z jakimś wersetem dłużej. Nie mówmy, „a to już znam”, zastanówmy się raczej, czy to już działa w naszym życiu! Często kierujemy się stereotypami myślowymi. Biblia nazywa to warowniami (2Kor.10), jakie powstawały w nas przez lata. Zmiana sposobu myślenia jest walką i trzeba poświęcić na nią czas. Oręż do burzenia warowni to właśnie Słowo Boże. Nie opuszczajmy danych fragmentów Biblii do czasu, aż nie zobaczymy rezultatów. Zmiana na pewno przyjdzie!

Tags

Comments are closed.