Homeopatia… czyli spór o cukrową granulkę

3 września 2013
Comments off
2 733 Odsłon

Tekst: Majad

Spór o homeopatię trwa nie tylko w środowisku lekarzy, ale i chrześcijan. Czy naprawdę jest o co się kłócić?

Terapia homeopatyczna staje się w państwach rozwiniętych coraz bardziej popularna. Z rad specjalistów w tej dziedzinie korzystają ludzie, którzy zawiedli się na medycynie konwencjonalnej lub po prostu trafiali na nieodpowiednich lekarzy. Wśród jej zwolenników są też i entuzjaści tzw. medycyny holistycznej, a więc leczenia opartego na całościowym spojrzeniu na człowieka – na jego ciało, duszę i ducha, a nie tylko badania bezpośrednich przyczyn choroby i szybkiego usuwania jej skutków. Do homeopatów zgłaszają się ludzie starsi, mamy z dziećmi, zapracowani mężczyźni, nastolatki.

Z drugiej strony w środowisku chrześcijan można zetknąć się z poglądem, że łykanie preparatów homeopatycznych to uczestnictwo w praktykach okultystycznych. Jaka jest więc prawda o homeopatii?

  • Źródła homeopatii są związane z okultyzmem.

Niestety tak. Podręczniki homeopatii przesycone są filozofią, którą dziś nazywamy ogólnie New Age i spirytyzmem. Oczywiście nie każdy zwolennik homeopatii traktuje serio te doktryny, powołując się raczej na „naukowe”, „materialne” sposoby oddziaływania specyfików homeopatycznych na ludzki organizm. Niemniej jednak idea tego sposobu leczenia z pewnością związana jest z nurtem New Age.

  • Homeopatia to niekonwencjonalna, lecz potwierdzona naukowo metoda leczenia.

Absolutnie nie. Żaden szanujący się badacz nie nazwie jakąkolwiek terapią czegoś, co nie przynosi kompletnie żadnych rezultatów. Statystyki są nieubłagane. Żadne standaryzowane badania kliniczne – a było ich dużo – w ciągu ostatnich kilkunastu lat przebadano w nich około 20 tys. ludzi – nie potwierdziły skuteczności stosowania leków homeopatycznych. Poprawę zdrowia u części pacjentów przyjmujących preparaty homeopatyczne tłumaczy się działaniem tzw. efektu placebo, a więc polepszaniem samopoczucia na skutek wiary w dobroczynne działanie „leku”, który tak naprawdę jest substancją obojętną dla organizmu (np. odrobiną cukru). Przy tak szeroko zakrojonych badaniach efekt „zero procent skuteczności” powinien przekonać nawet największych zwolenników homeopatii, że… po prostu dają się nabijać w butelkę!

Także same zasady homeopatii przeczą zdrowemu rozsądkowi. Choćby trochę chemii i fizyki: Jak sobie przypominamy, preparaty homeopatyczne przygotowuje się, rozcieńczając w nieskończoność cząstki różnego rodzaju substancji (roślinnych, zwierzęcych, mineralnych) w wodzie lub rozcierając je w cukrze. To rozcieńczanie jest tak dalekie, że nie da się nawet wyróżnić tych cząstek w substancji rozcieńczonej. Więc niby jaki wpływ miałyby mieć na organizm? Lub sławny sposób: „podobne lecz podobnym”, który ma prowadzić do „zaszczepienia” organizmu przeciw danej chorobie lub do ogólnego wzmocnienia systemu odpornościowego. Ale niby dlaczego podanie rozcieńczonego do nieskończoności proszku z kamienia nerkowego miałoby mieć jakikolwiek wpływ na usunięcie takiego kamienia z przewodu moczowego? Na takich i innych przeczących zasadom fizyki i chemii dziwactwach opierają się idee tego leczenia.

  • Lekarze homeopaci to niebezpieczni szaleńcy.

Jak zawsze – nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Wielu lekarzy homeopatów (czyli lekarzy, którzy na specjalistycznych kursach dokształcali się właśnie w tej dziedzinie) to po prostu osoby, które patrzą – i chyba słusznie – na leczenie nie tylko przez pryzmat medycyny konwencjonalnej, lecz uznają również inne, naturalne metody leczenia. Do leczenia włączają odpowiednią dietę, zioła, ćwiczenia fizyczne. Pogłębiają wiedzę i – zgodnie z najnowszymi trendami – próbują oddzielić stosowanie preparatów homeopatycznych od jakiejkolwiek filozofii. Naprawdę, nie są wariatami. Z drugiej strony – są też i tacy, którzy po wejściu pacjenta do gabinetu, natychmiast chcą sprawdzać jego „bioprądy”, „aury” itp. albo każą podporządkowywać się zasadom feng shui. Problem więc raczej w tym, że nigdy nie wiadomo, na kogo trafimy – na lekarza, który postanowił wypróbować niekonwencjonalną metodę leczenia (wielu z nich przepisuje preparaty homeopatyczne z powodu efektu placebo), czy też – co jest raczej bardziej prawdopodobne – na wariata. Homeopatów omijajmy więc raczej szerokim łukiem. A jeżeli jesteśmy zwolennikami medycyny naturalnej – a widząc, jak wiele wspaniałych leków dał nam nasz Bóg, mamy do tego pełne prawo – ważne, abyśmy szukali porady w odpowiednich miejscach. Warto skorzystać raczej z diagnozy naturoterapeutów przyjmujących w placówkach prowadzonych choćby przez mnichów zakonów o bogatej tradycji ziołolecznictwa (np. bonifratrów) czy apiterapii, poszukać lekarza wśród braci w Chrystusie albo po prostu popytać znajomych, niż wybierać w ciemno.

  • Kupując środki homeopatyczne, angażujemy się w okultyzm.

Najpierw coś wyjaśnijmy… Produkcja i sprzedaż leków homeopatycznych to bardzo intratny interes. Nie dziwi więc fakt, że badacze – zwolennicy tej metody terapii – starają się znaleźć nie tylko naukowe dowody na pozytywne działanie środków homeopatycznych na ludzki organizm, ale także oddzielić homeopatię w świadomości społecznej od jej mistycznych korzeni. Dlaczego? – Żeby więcej sprzedać, np. przekonać do zakupu preparatów homeopatycznych tych, którzy newage’owskie hasła uważają albo za śmieszne, albo – jak chrześcijanie – za niebezpieczne. Homeopatia wpadła więc w machinę ekonomii i zaczęła żyć własnym życiem. Mamy zatem rady i stowarzyszenia lekarzy homeopatów, szpitale homeopatyczne (jak choćby znany brytyjski szpital pod patronatem księcia Karola), w niektórych krajach nawet wydziały na uczelniach medycznych, koncerny farmaceutyczne produkujące preparaty homeopatyczne i potężny rynek zbytu.
Środki homeopatyczne są produkowane zgodnie z procesami produkcji leków, przy zastosowaniu zasad tzw. Dobrej Praktyki Produkcyjnej i pod ścisłym nadzorem. Biorąc pod uwagę skalę i technologię produkcji, trudno sobie wyobrazić, aby podczas procesu miały miejsce jakieś tajemne praktyki. Dlatego straszenie, że kupując w aptece preparat homeopatyczny, możemy dostać się pod działanie sił demonicznych, jest chyba przesadzone. Jednak – jak mówi Pismo: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne”. No właśnie – czy pożyteczne jest wydawanie otrzymanych od Boga pieniędzy na „lek”, który nie działa (bo jest de facto granulkami glukozy albo wodą)? Czy pożyteczne jest wspieranie biznesu w najlepszym razie opartego na oszustwie – a w najgorszym poddanego ludziom zaangażowanym w okultyzm? Czy Bóg nie dał nam skutecznych i bezpiecznych metod leczenia, że musimy sięgać po jakieś żałosne podróbki? Na te pytania musimy sobie odpowiedzieć, zanim sięgniemy po leki homeopatyczne. Można stosować homeopatę. Można też chodzić zimą w sandałach. Tylko… Po co?

Tags

Comments are closed.