Blogi
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)
Cierpliwość kluczem do zwycięskiego życia (Kwiecień 16, 2018 1:43 pm)
Wierzmy, że posiądziemy Ziemię Obiecaną (Kwiecień 5, 2018 10:08 pm)

Głos Prześladowanych Chrześcijan

20141003_GPCh_1000

Rozmowa z Maciejem Wilkoszem, prezesem Stowarzyszenia Głos Prześladowanych Chrześcijan i pastorem Zboru Wspólnota Ewangelii Kościoła Zielonoświątkowego.

 

Nie należy podchodzić do tematu protekcjonalnie, czyli odklepać parę zdań „za tych biedaków”, traktując ich z góry. Nie użalajmy się nad nimi, bo ci uciskani bardzo często noszą brzemię modlitwy za prześladowców i marzą o ich zbawieniu. Na tym im najbardziej zależy.

 

CEL: Proszę powiedzieć, jak powstało stowarzyszenie Głos Prześladowanych Chrześcijan?

Maciej Wilkosz: Od dziesięciu lat wraz z żoną nosimy w sercu potrzebę rozwoju służby na rzecz prześladowanych chrześcijan na całym świecie. W 2007 roku oficjalnie zarejestrowaliśmy stowarzyszenie, przyłączyli się do nas bracia i siostry z różnych kościołów ewangelicznych.

 

CEL: Czy jest to samodzielny projekt?

M.W.: Nie. Jesteśmy częścią sieci misji The Voice of the Martyrs. Jej założycielem był Richard Wurmbrand, rumuński pastor luterański. Od 1948 do 1964 roku spędził w komunistycznym więzieniu ponad czternaście lat (w dwóch okresach). Był torturowany, maltretowany i cudem przeżył to piekło. Po wydostaniu się z Rumunii badali go lekarze na Zachodzie, stwierdzając, że nie ma prawa żyć, uwzględniając obrażenia ciała, choroby i niedożywienie.

 

CEL: Co zainspirowało Richarda do założenia misji?
M.W.: Najważniejszym czynnikiem były własne przeżycia przy równoczesnej ignorancji zachodnich społeczeństw, elit nimi rządzących i mediów. Ich świadomość prześladowania wierzących była nikła. Wurmbrand zaczął głośno mówić o tym, jak faktycznie wygląda życie za Żelazną Kurtyną.

 

CEL: Czy poza Rumunią mógł się czuć bezpiecznie?

M.W.: Absolutnie nie. Rumuńska Securitate groziła Richardowi śmiercią, jeżeli zacznie opowiadać o tym, co widział i słyszał. Nie były to groźby bezpodstawne. Służba bezpieczeństwa znana była ze skutecznego porywania ludzi do Rumunii i wykańczania ich tam. Jednak Richard nie przestraszył się i zaczął na całym świecie opowiadać o sytuacji prześladowanych chrześcijan.

 

CEL: Jak słuchacze reagowali?

M.W.: Większość z nich była totalnie zaskoczona. Chrześcijanie w wolnych krajach nie byli świadomi dramatów, jakie przeżywają ich bracia i siostry w innych częściach świata. Spontanicznie zaczęły powstawać misje na całym świecie. Kilkanaście działa do dzisiaj. Nasza misja jest stosunkowo młoda, ponieważ do niedawna to Polska była celem niesienia pomocy, ale obecnie Polacy są zaangażowani w niesienie pomocy w innych krajach.

 

CEL: Jakie to kraje?

M.W.: Naszymi działaniami objęta jest praktycznie cała Azja, połowa Afryki, takie kraje jak Kuba, Kolumbia.

 

CEL: Jaki jest bieżący zakres działań Stowarzyszenia?

M.W.: Strategia jest niezmienna, odzwierciedla ją nazwa. Jesteśmy głosem prześladowanych, nie mówimy w swoim imieniu, ale w imieniu cierpiących. Dowiadujemy się, co oni chcieliby nam powiedzieć, gdyby tu byli. Tak więc podstawowym zadaniem jest informowanie, co się z nimi dzieje, jakie jest świadectwo ich wiary tak, aby Polacy – również niewierzący – dowiedzieli się, co to znaczy być prześladowanym za wiarę w Chrystusa. Wykorzystujemy do tego wszystkie dostępne kanały przekazu informacji: Internet, portale społecznościowe, Youtube, mailing, ulotki, książki, wywiady w radiu, telewizji, czasopismach, na konferencjach…

 

CEL: Co przez to osiągacie?

M.W.: Wiedza, wiadomości to jedno. Co z tym zrobimy, to drugie. Budujemy most łączący uwięzionych i prześladowanych z tymi, którzy funkcjonują w bardziej cywilizowanych okolicznościach. Skutkiem tego jest konkretna pomoc płynąca w stronę potrzebujących. Pierwsza zawsze jest modlitwa, dlatego dostarczamy wiarygodnych informacji, o co i kiedy się modlić.

 

CEL: Przepraszam, że przerwę, ale zalewani jesteśmy różnego rodzaju prośbami (łańcuszkami) modlitewnymi – jak w tym wszystkim znaleźć prawdę?

M.W.: Przestrzegam przed różnymi mailami, SMS-ami z niepotwierdzonych źródeł, zawierającymi informacje o jakimś niewyobrażalnym, spektakularnym zagrożeniu dla chrześcijan i nawołującymi do modlitwy.

 

CEL: Jak zatem weryfikować źródła informacji? Jak w ogóle zdobywa się dane z takich państw jak Korea Północna, gdzie szczelność granic jest wysoka?

M.W.: Nie ma takiego państwa na świecie, gdzie ktoś jakoś nie mógłby się dostać. Misje z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem stworzyły ogromną sieć kontaktów, które wielokrotnie są weryfikowane. Oczywiście nigdy nie ma stuprocentowej pewności.

 

CEL: Czyli ta sieć kontaktów działa jak wywiad?

M.W.: Tak. Wspomniałeś o Korei Północnej, więc powiem, że nasi południowokoreańscy przyjaciele opracowali tak gęste sito weryfikacji, że nie podają do publicznej wiadomości żadnej informacji nie potwierdzonej przez trzy niezależne źródła. Nie mogę zdradzić więcej szczegółów, ale to pokazuje, że istnieje możliwość potwierdzenia danych z terenu Korei Północnej, tak bardzo stłamszonej przez reżim. Najpewniejszym źródłem są chrześcijanie, to od nich dostajemy informacje. Techniczne możliwości są duże, można przesyłać zdjęcia, dzieje się to znacznie szybciej niż kiedyś, wyprzedzamy nawet media światowe. Zdarzyło się nawet, że po naszej interwencji polskie media zmieniały informacje wcześniej błędnie podane.

 

CEL: Dlaczego zatem, pomimo dostępu do wiarygodnych wiadomości, państwa Zachodu nie reagują lub reagują opieszale?

M.W.: Problem prześladowanych chrześcijan nie za dobrze wpisuje się w tzw. wielką politykę. W większości przypadków cierpią ludzie z ubogich warstw społecznych, którzy nie mają wpływów w danym kraju. Ale nawet w takim Egipcie, gdzie około 10% to chrześcijanie, niekiedy w miarę dobrze sytuowani materialnie, nic to nie zmienia ze względu na ogromną presję islamską. Chrześcijanie nie są partnerami w geopolityce i w makrobiznesie. Gdyby przykładowo iraccy chrześcijanie „trzymali rękę” na ropie, reakcja światowych potęg byłaby zgoła odmienna.

 

CEL: Prawdopodobnie nie byłoby takiej rzezi, jaka obecnie jest w Iraku…

 M.W.: Zdecydowanie tak! Tak zwane Państwo Islamskie nie zdążyłoby powstać. Jakkolwiek, powód do nękania chrześcijan zawsze by się znalazł, ponieważ prześladowania są wpisane w wiarę w Jezusa. Wszyscy z prawa i lewa występują przeciwko wierzącym. Jest to obecnie najbardziej dotknięte tym problemem wyznanie na świecie. Powinniśmy apelować do rządów różnych państw, aczkolwiek w niektórych przypadkach wygląda to jak próba namówienia Piłata czy Sanhedryn, żeby stanęli w obronie Jezusa. Nawet potencjalni wrogowie (Herod i Piłat) stali się w jego sprawie przyjaciółmi, więc tutaj nie możemy mieć złudzeń. Dlatego głównie zwracamy się do Kościoła, Ciała Jezusa, bo to Kościół, który dobrze się ma, powinien zadbać o tych, którzy cierpią, a modlitwa jest największą bronią.

 

CEL: Opisując sytuację w Iraku, należy wspomnieć, że są narody, które bez rozgłosu powstrzymują dżihadystów.

 M.W.: Tak, Kurdowie na północy Iraku powstrzymują Państwo Islamskie. Stworzyli bezpieczną enklawę dla uciekinierów różnych wyznań i narodowości.

 

CEL: Czy można oszacować liczbę ludzi zmuszonych do opuszczenia swoich domów?

M.W.: Szacuje się, że w wyniku działań ISIS około dwóch milionów ludzi musiało się gdzieś przemieścić. Do Kurdystanu przedostało się około 60 tysięcy chrześcijan z okolic Mosulu i Niniwy, czyli miejsc gdzie chrześcijaństwo zaistniało sześćset lat przed islamem. Różne misje – również nasza – dostarczają tam obecnie pomoc humanitarną.

 

CEL: Jak wygląda podróżowanie po Iraku? Czy można łatwo dotrzeć do różnych miejsc i dostarczać potrzebne rzeczy jak również Pismo Święte?

M.W.: Kurdystan, Bagdad… te rejony są stosunkowo spokojne. Najwięcej chrześcijan schroniło się w kurdyjskim mieście Irbil. Jest tam sporo kościołów chrześcijańskich, które aktywnie pomagają uchodźcom.

 

CEL: Co z Żydami w Iraku?

M.W.: Żydów w Iraku jest garstka. To, co islamiści robią z chrześcijanami począwszy od upadku reżimu Saddama Husajna, z Żydami działo się od połowy XX w.. Niemal wszyscy uciekli do Izraela. .

 

CEL: Czy obalenie Saddama Husajna było błędem?

M.W.: Saddam był bezwzględnym dyktatorem. Po jego obaleniu wytworzyła się próżnia, którą niestety bardzo szybko wypełnili różnej maści islamiści, „Arabska Wiosna” i obalanie reżimów w oczach Europejczyków jawiło się jako postęp demokratyzacji państw arabskich . Niestety otrzeźwienie, jakie teraz przeżywamy, może być spóźnione. Zachodni establishment i społeczeństwa nie rozumieją, że demokracja mogła się u nas zadomowić tylko dlatego, iż została posiana na gruncie chrześcijaństwa. W realiach islamu jest to niemożliwe. Islam i demokracja nie mogę ze sobą współistnieć. Możemy się łudzić pewnymi przesłankami o w miarę udanej demokratyzacji Indonezji czy Malezji, ale już na Bliskim Wschodzie, a w szczególności w państwach arabskich, jest to praktycznie niemożliwe.

 

CEL: Nie widać możliwości sensownego rozwiązania bliskowschodnich problemów…?

M.W.: Widzimy, co się dzieje w Libii po odsunięciu Kadafiego od władzy. Islamistom prawie udało się podpalić rewolucją Egipt – w tym przypadku wojsko trzyma ich w ryzach.. Musimy być świadomi, że w krajach islamskich jest inna specyfika społeczna, polityczna, kulturowa i na demokrację w naszym wydaniu szanse są bliskie zeru. Na to wszystko nakłada się jeszcze konflikt z Izraelem. Jednego możemy być pewni: Biblia wyraźnie wskazuje, kto zaprowadzi ostateczny pokój na Bliskim Wschodzie. Izrael, Asyria (czyli współczesny Irak) i Egipt będą błogosławieństwem na ziemi (zob. Iz 19,24-25).

 

CEL: Arabia Saudyjska i inne tak zwane umiarkowane państwa islamskie odgradzają się fizycznie i politycznie od dżihadystów. Czy jest szansa, aby te kraje przymusiły islamskich harcowników do spuszczenia z tonu?

M.W.: Muzułmanie cały czas walczą między sobą. Najważniejszy podział dotyczy spuścizny po Mahomecie: szyici walczą z sunnitami i na odwrót. Zwalczają się praktycznie tak samo agresywnie, jak czynią to wobec innych religii. Zresztą, liczą się przede wszystkim strefy wpływów. Jeszcze niedawno Arabia Saudyjska wspierała oddziały walczące z reżimem Assada w Syrii. Po proklamacji Państwa Islamskiego karta się odwróciła.

 

CEL: A Ameryka?

M.W.: USA wspierały Bractwo Muzułmańskie w Egipcie, które z kolei sprzyjało ISIS. Teraz ISIS urosło w siłę i zaskoczyło wszystkich. Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, niż się powszechnie sądzi. ISIS narusza obecnie interesy USA w regionie, a takie kraje jak Arabia Saudyjska muszą być w sojuszu z USA pomne na zagrożenie, jakie płynęło z Iraku jeszcze za Saddama.

 

CEL: Bliski Wschód to nie tylko Irak i Syria, ale również Iran. Po zmianie prezydenta dociera do nas przekaz ocieplający wizerunek tego kraju.

M.W.: Prezydent się zmienił, to prawda, ale poza tym wszystko jest po staremu. Próbuje się nam wmówić, że Hasan Rowhani zmienił kurs zapoczątkowany przez jego poprzednika Mahmuda Ahmadineżada, jednakże realną władzę w Iranie sprawują szyiccy duchowni na czele z Ajatollahem Alim Chamenei. Według naszych informacji prześladowania chrześcijan zintensyfikowały się pod rządami Rowhaniego. Zmieniła się tylko retoryka.

 

CEL: Malujemy tutaj czarny obraz krajów Bliskiego Wschodu. Może jest coś optymistycznego, o czym warto powiedzieć?

M.W.: Zdecydowanie tak! Tysiące Irańczyków nawraca się do Chrystusa. Czasy się zmieniły, młodzi mają dostęp do technologii, komputerów, Internetu. Oficjalnie nie można mieć anteny satelitarnej, ale mnóstwo ludzi ją ma. Oglądają zagraniczne programy, docierają do nich również przekazy z Ewangelią. Władza nie jest w stanie kontrolować wszystkich 80 milionów obywateli. Reżim utrzymuje się dzięki wojsku i służbie bezpieczeństwa. Jest grupa trzymająca władzę i pewien procent ludności ją popierający. Jednak większość ludzi ma serdecznie dość islamu. Przecież mieliśmy masowe zamieszki po reelekcji Ahmadineżada. Społeczeństwo wyszło na ulice, mając uzasadnione podejrzenia o sfałszowanie wyników wyborów. Oni nie protestowali przeciwko jednej osobie, która tak naprawdę niewiele znaczy, ale przeciwko islamowi, rządom duchownych i uciskowi. W wielu krajach muzułmanie są zdziwieni i rozczarowani tym, co ich współwyznawcy robią w imię Allaha.

Kościoły, które mogą działać na przykład w Syrii, powiększają się. Coraz więcej ludzi przychodzi na nabożeństwa, bo zauważają, że jedynie Jezus może wskazać im drogę w tym chaosie.

Zwłaszcza nowo nawróceni z islamu bardzo wiele ryzykują. Na przykład w Iranie obowiązuje kara śmierci za apostazję. Po kilku próbach skazania pastorów na śmierć, z Zachodu odezwały się mocne głosy sprzeciwu i zmieniono strategię. Za działalność misyjną można dostać się do więzienia pod absurdalnymi zarzutami, gdzie utrzymywanym się jest na krawędzi życia i śmierci. Oprawcy często boją się zabić, ale znęcają się niemiłosiernie nad więźniami. Złe odżywianie, brak opieki medycznej i zagrożenie życia ze strony współwięźniów – to powszechnie stosowane w irańskich więzieniach metody nękania więźniów… Wyroki są przy tym na tyle niskie, że opinia publiczna już tak mocno się nie sprzeciwia.

Faktem jednak jest, że Iran jest najbardziej otwartym na Ewangelię krajem muzułmańskim na świecie.

 

CEL: Są prowadzone statystyki w tym temacie?

M.W.: Mówi się nawet o milionie nawróceń w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Nawracają się głównie ludzie młodzi, wykształceni, poszukujący alternatywy. Społeczeństwo irańskie nie jest monolitem. Takie możemy mieć tylko wrażenie na podstawie przekazu medialnego. To tak, jakby powiedzieć, że w PRL-u wszyscy Polacy byli komunistami. To jest nieprawdziwy stereotyp. Wielu szuka prawdy i ją znajduje. Po nawróceniu zapraszają rodzinę, sąsiadów, znajomych i razem oglądają program chrześcijański z satelity. W ten sposób rozrasta się kościół domowy.

 

CEL: Czy opinia publiczna w demokratycznych państwach ma istotny wpływ na działania podejmowane przez polityków w kierunku ukrócenia zbrodniczych reżimów?

M.W.: Jeszcze na szczęście resztki empatii pozostały w ludziach, aczkolwiek jest to krótkotrwałe. Przykładem jest porwanie ponad dwustu dziewcząt w północnej Nigerii. Na całym świecie odezwały się głosy oburzenia. Zainicjowano akcję Bring Back Our Girls. Michelle Obama i inni celebryci pokazywali się publicznie z ulotkami, ale niewiele to dało i sprawa ucichła. Jacyś doradcy wojskowi pojeździli po okolicy, jakieś drony polatały i nic… Nie wierzę, że nie da się zrobić więcej przy obecnej technologii. Nie wierzę, że kilkaset osób nagle rozpłynęło się w powietrzu.

 

CEL: W jakim my świecie żyjemy?

M.W.: Należy sobie zadać pytanie: jakim zapleczem dysponują rodziny tych porwanych dziewcząt? Jaki mają wpływ, jakie znaczenie w geopolityce? Nie mają nic. Niestety północna Nigeria nie ma strategicznego znaczenia. Bogactwem Nigerii jest ropa, ale złoża znajdują się na południu i są kontrolowana przez establishment, w którym bardzo istotną rolę odgrywają muzułmanie z północy. Tak więc działalność Boko Haram i innych grup terrorystycznych (np. pasterzy z ludu Fulani) nie zagraża żadnym globalnym interesom. Z kolei rząd nigeryjski nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa obywatelom.

 

CEL: Już wiemy, że grupy interesów nie przejmują się „jakimiś tam” chrześcijanami. Co my możemy zrobić w tej sytuacji?

M.W.: Przede wszystkim musimy znaleźć w sercu współczucie i miejsce dla prześladowanych chrześcijan. Nie chodzi o to, aby się teraz „nawracać na prześladowanych” i o niczym innym nie myśleć. Nie należy również podchodzić do tej sprawy protekcjonalnie, czyli odklepać parę zdań „za tych biedaków”, traktując ich z góry. Nie użalajmy się nad nimi, bo ci uciskani bardzo często noszą brzemię modlitwy za prześladowców i marzą o ich zbawieniu. Na tym im najbardziej zależy. Najważniejsza jest modlitwa. Wszystko inne to jest dodatek.

Są też takie drobne sprawy, z pozoru nieistotne, a jednak o kolosalnym znaczeniu. Jedną z nich jest pisanie listów do więźniów. Mamy wzory listów, adresy więzień… Kilka słów wsparcia, pocieszenia itp. W większości przypadków te listy nie trafiają bezpośrednio do adresata. Przychodzą jednak do więzienia, więzień się o nich dowiaduje i to mu często wystarcza – ta świadomość, że przysłano do niego kilkaset lub nawet kilka tysięcy listów. Ma to też wpływ na oprawców, w końcu cenzura przegląda listy i je czyta.

Zachęcamy więc chrześcijan, aby modlili się, pisali listy, wspierali finansowo projekty pomocy dla prześladowanych wyznawców Chrystusa… Zapraszam na naszą stronę internetową www.gpch.pl i nasz profil na Facebook’u, gdzie umieszczamy aktualne informacje z różnych miejsc. Nie zbieramy pieniędzy dla siebie, nie promujemy swojego kościoła czy jakiejś innej organizacji. Zgodnie z nazwą, jesteśmy Głosem Prześladowanych Chrześcijan.

 

 

Z Maciejem Wilkoszem rozmawiał Wojciech Wieja

Comments are closed.