Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Foodbaal, czyli jest nas dwóch: ja i mój brzuch

30 września 2013
Comments off
2 344 Odsłon

Tekst: Agata Wartak

Zapewne są miedzy nami tacy giganci duchowi, którzy potrafią zjeść dwudaniowy posiłek, a następnie rozkoszować się Bożą Obecnością. Ja natomiast obserwuję swoje ciało – świątynię Ducha Jezusa i widzę, że po obiedzie, choćby jednodaniowym, jakże przyjemnym dla moich zmysłów, staję się ociężała i ospała. Innymi słowy: duchowo „numb”, co w języku angielskim oznacza zdrętwiała, bez czucia.

Wiele razy obserwowałam cudowne poruszenie Boże, Jego ciężką obecność w atmosferze chwały oraz narastający głód Boga u Jego ludzi. Po czym przyszła pora obiadowa i wszystko trzeba było budować od początku. Co zatem sprawia, że w tak ważnych momentach, kiedy Bóg pragnie mówić do nas, uwalniać nowe rzeczy w naszym życiu, prowadzić nas do przeznaczenia, my… „musimy” zjeść.

Wytłumaczeń jest wiele i wszystkie bardzo logiczne, ale napisano: „Nie samym chlebem, żyje człowiek, ale każdym słowem, które wychodzi z ust Bożych”. To Bóg jest źródłem naszego życia, to Jego Słowo odżywia każdą komórkę naszego ciała. My tymczasem jesteśmy tak wkorzenieni i ugruntowani w… naszych nawykach żywieniowych, że czasem zapominamy o naszej nowej tożsamości w Chrystusie. Jako nowe stworzenia, kapłani, jak to nas Bóg nazywa, możemy przeciwstawiać się systemowi tego świata, żeby móc sprawować swoją służbę, napełnieni Duchem. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek oskarżać, niech każdy je i pije według własnego sumienia. Jesteśmy wolni, możemy wszystko. Natomiast ta wolność oznacza także, że nie jesteśmy i nie możemy być niewolnikami jedzenia.

Spójrzcie na Daniela. Będąc u króla Nebukadnesara mógł jeść ze stołu królewskiego oraz pić wino, które pił sam król. Jednak Daniel poprosił o jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Przełożony nad sługami dworskimi martwił się, że król zauważy, że twarz Daniela i jego towarzyszy jest chudsza od twarzy pozostałych młodzieńców. Jednak ostatecznie okazało się, że wyglądali lepiej i byli tężsi na ciele niż wszyscy młodzieńcy, którzy jadali pokarm ze stołu królewskiego. W kolejnym wersecie jest napisane, że Bóg dał Danielowi, Ananiaszowi, Miszaelowi i Azariaszowi znajomość i rozumienie wszelkiego pisma i mądrości, a Daniel znał się na wszelkiego rodzaju widzeniach i snach.

Jestem pewna, że jest jakiś powód, dla którego Biblia o tym wspomina.

Paweł tłumaczył Koryntianom, że wysiłek jest potrzebny, aby zdobyć nagrodę. Pisał: „Czy nie wiecie, że zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko JEDEN zdobywa nagrodę. Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli. A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nieznikomy”. Jeżeli zdobycie nagrody wymaga zmiany diety lub wykopania ducha obżarstwa to czemu nie.

Wiemy przecież, że aby wziąć udział w maratonie, musimy się do tego odpowiednio przygotować. Zajęcie miejsca na podium wymaga wielu wyrzeczeń, treningów, specjalnej diety. Pamiętajmy jednak, że nasza nagroda nie jest znikoma, to nie jest złoty medal, czy wpłata na konto. Bóg mówi: „Narody dam wam w posiadanie”. Naszą nagrodą jest oglądanie ludzi wyprowadzanych na wolność, uzdrawianych, żyjących w zwycięstwie i obfitości.
Kiedy pisałam swoją pracę magisterską, musiałam odmawiać moim znajomym spotkań, zwłaszcza przez ostatnie dwa miesiące przed obroną, w przeciwnym razie nie skończyłabym pracy. Obrona i tak by się odbyła, po prostu beze mnie.

Musimy zrozumieć, że w tym czasie, kiedy my inwestujemy nasze życia dla Chrystusa, ludzie robią mnóstwo innych rzeczy, które my też moglibyśmy robić: uczyć się nowego języka, uzyskać tytuł MBA czy zwiedzać świat. To wszystko wymaga naszego wysiłku, inwestycji czasu i pieniędzy. Jednak jakość życia jest niewspółmierna do tego, co otrzymujemy, żyjąc w przyjaźni z Bogiem. Jestem pewna, że nikt z nas nie chce się obudzić za pięć lat, nie wiedząc, czy służy Bogu, czy religii, powątpiewając w sercu, czy Bóg w ogóle istnieje. Bóg jest realny, żywy i wierny. Inwestując w relację z Nim, możemy oczekiwać, że „zwrot z inwestycji” będzie większy niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie. To jest interes naszego życia.
Ostatnio coraz bardziej dociera do mnie, że Kościół nie jest wypełniaczem czasu, na pewno nie jest też kółkiem wzajemnej adoracji. Jest to natomiast odpowiedzialność, ponieważ dysponujemy czymś, czego potrzebuje świat i ludzie wokół nas.

Jeżeli decydujemy się biec za Bogiem, to pośród wszystkich tych, którzy biegną, bądźmy tymi, którzy zdobędą nagrodę.

Tags

Comments are closed.