Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Dziś jest dzień, w którym można zmienić wszystko!

29 kwietnia 2014
Comments off
2 001 Odsłon

W powietrzu jest tak cudowna atmosfera, że nogi same podskakują. Radość i lekkie rozproszenie, co chwila plączę słowa piosenek i wybucham śmiechem. Ale dzieje się dokładnie to, o czym śpiewamy.

19.02.2014

Marysia:

Idziemy znowu Chmielną – stajemy na placyku vis à vis klubu, w którym regularnie imprezowałam na studiach. Śpiewamy z Agatą a capella, bo chwilowo nasze nagłośnienie odmawia posłuszeństwa. Mija nas starszy pan, z którym Agatka chwilę rozmawia. Znowu działają mikrofony, więc zaczynamy mówić do przechodniów: Dziś jest ten dzień, w którym można zmienić wszystko! – Odwraca się dwóch obcokrajowców, po twarzach widać, że nie rozumieją, więc tłumaczę na angielski. Grecy – jak się zaraz okazało – przyjechali tu na wakacje. Jeden jest kabalistą, a drugi wierzy w Jezusa i słucha uważnie naszych świadectw. Okazuje się, że ma specyficzną odmianę choroby Gravesa, którą podobno ma tylko kilka osób na świecie. Wskutek nadczynności tarczycy cierpi na wytrzeszcz oczu. Zgadza się bez wahania, byśmy się o niego pomodlili. Agata prowadzi modlitwę, by wypełnił go Duch Święty i nakazuje uzdrowienie w imieniu Jezusa. Wszystkiemu przygląda się jego przyjaciel Stefanow. Dziękują nam obaj serdecznie, ze łzami wzruszenia w oczach. Ściskamy się mocno na koniec i życzymy im dobrej podróży. Chyba zapamiętają ten szczególny wieczór w Polsce…
Idziemy Nowym Światem. Zagaduję jedną dziewczynę, która szybciutko ucieka. Śmieję się i mówię: Niedoczekanie! Już nikt więcej nam nie odmówi! –  I w tym momencie podchodzi do nas chłopak z żartobliwym pytaniem: „Co reklamujecie?”. Nie „co?”, tylko „Kogo?” – odpowiadamy radośnie. Artur jest ze Śląska, a tutaj przyjechał tylko w odwiedziny do znajomych. Mówi, że w kościele brak mu poczucia wspólnoty; tego, że razem się coś robi, poznaje ludzi itd. Dołącza do nas, niesie głośnik przez resztę ewangelizacji. Zapraszamy go na ewangelizację i konferencję przebudzeniową w Rudzie Śląskiej za dwa tygodnie – na którą faktycznie potem przyjedzie. Mamy wrażenie, że trochę bardziej w celach towarzyskich niż w celu poznania Boga, ale przy okazji dostał porządną porcję ewangelii od wielu osób.
Wracając na Nowy Świat, idziemy dalej, znowu śpiewamy „Nadejdzie dzień” TGD, na co z uśmiechem i lekkim zdziwieniem na twarzy odwracają się dwie dziewczyny, po czym bez chwili wahania też do nas dołączają. Nasz wesoły korowód jest coraz liczniejszy. Po chwili mijamy przyglądającego się nam mężczyznę. Ela zagaduje – a on również rusza z nami. Niby jest ateistą, ale chce słuchać o Bogu! Razem z Elą rozmawiamy z nim przez ponad pół godziny, a w tym czasie pozostali grają i śpiewają nieopodal. Na koniec modlimy się o niego i wymieniamy się kontaktami. Pan Marcin chce przyjść do nas na modlitwę. Umawiam się, że go podwiozę. Kiedy nadchodzi piątek, piszę SMSa, żeby potwierdzić – niestety odwołuje, zmienił zdanie. Bóg się upomniał o swego syna, ale syn potrzebuje więcej czasu. – Jak dobrze, że ten potężny Stwórca wszechrzeczy, Bóg Wszechmogący, Pan nieba i ziemi, jest zarazem naszym Ojcem, nieskończenie dobrym i tak cierpliwym względem nas – myślę sobie i przypomina mi się, jak długo musiał czekać na mnie…

26.02.2014

Marysia:

Ruszamy spod bramy UW. W powietrzu jest tak cudowna atmosfera, że nogi same podskakują. Radość i lekkie rozproszenie, co chwila plączę słowa piosenek i wybucham śmiechem. Ale dzieje się dokładnie to, o czym śpiewamy:

Me serce aż się rwie, by krzyczeć właśnie to,
o wielkich cudach Twych, jak starłeś przeszłość mą!
Ze wszystkich dachów chcę, wołać na cały głos,
że Bóg mój ze mną jest, nie muszę się już bać!

Idzie z nami Mateusz, przyjaciel Agaty. Dudni bęben, pięknie brzmi gitara, ludzie się śmieją. Na Placu Zamkowym co chwila jest okazja, by z kimś porozmawiać. A to trójka młodych dziewczyn, które stają jak wryte, gdy nas widzą, a to cała grupa obcokrajowców z Libii, których Agata pozdrawia w ich ojczystym języku. Potem śpiewamy dla dwóch chłopaków i dziewczyny, siedzących pod drzewem. Dorotka jest wyraźnie wzruszona. Jest chora na stwardnienie rozsiane – widać, że bardzo chce modlitwy, ale krępuje się przy znajomych. Znajdujemy się na Facebook’u, żeby nie urwał się kontakt – jeszcze przyjdzie czas. Potem pisze, że bardzo poruszyło ją spotkanie z nami – super jest patrzeć, jak Bóg upomina się o swój lud! Dochodzimy do rynku Starego Miasta. Kolejny raz mijamy szlachcica, który zaprasza do jednej z restauracji. Śpiewamy dla niego, po czym spotykamy bezdomnego chłopaka, który dopiero co wyszedł z więzienia. Michał idzie z nim, by kupić mu coś do jedzenia. Po drodze rozmawiają – okazuje się, że chłopak zabił czterech ludzi. Przyjmuje Słowo, płacze i nawraca się. W tym czasie idziemy z Agatą zaśpiewać dla ludzi na lodowisku, ale po drodze zatrzymuje nas dwóch Francuzów. Zamiast flirtu, jest Ewangelia. Jeden jest wyraźnie zbity z tropu i najchętniej wywinąłby się z sytuacji jak najprędzej, ale jego przyjaciel zaczyna zażarcie z nami dyskutować. Nie wierzy w Boga, a w tym samym momencie obrzuca Go epitetami nie do powtórzenia. Ciężko jest powiedzieć cokolwiek, z trudnością dopuszcza nas do słowa. Mówię podniesionym głosem, że Bóg nie będzie przychodził do niego nieskończoną ilość razy, że być może dziś jest ten ostatni. Kończę rozmowę z poczuciem, że nie powiedziałam do końca tego, co powinnam. Czuję narastający wewnątrz głos Ducha Świętego, że ten człowiek potrzebował ostrego napomnienia. Że kroczy prostą drogą na zatracenie. Dlaczego nie usłyszałam tego wcześniej? Najwyraźniej za bardzo się skupiłam na rozmowie „po ludzku”. Ważna lekcja, jak bardzo trzeba się wsłuchiwać w wewnętrzny głos i być mu posłusznym, nie zastanawiać się, czy aby na pewno właśnie to mam zrobić? Pomimo że – a w zasadzie, właśnie dlatego – że z ludzkiej perspektywy wydaje się to „niewłaściwe”.
Wracamy, ale po drodze znowu widzimy „naszego” szlachcica, przyjaźnie się do nas uśmiechającego. Chcemy umilić mu pracę i jeszcze raz śpiewamy dla niego. Po chwili pojawia się drugi szlachcic, z sumiastym wąsem. Zatrzymuje się grupa nastolatków – gdy słyszą, że śpiewamy za darmo, zaczyna się koncert życzeń. Wyjaśniamy szybko, że śpiewamy z naszego repertuaru – i zaczynamy mini koncert przeplatany opowieściami o tym, jak Bóg działa na co dzień. Przed nami stają kolejne osoby, z którymi za chwilę zaczynamy rozmawiać.
Agatę i Michała zagaduje młody chłopak, zaskoczony naszym repertuarem.

Michał:

Chłopak zastanawia się, o co nam chodzi? Zaczynam mu mówić, jak Bóg jest realnie obecny w moim życiu. Co robi, jak uzdrawia, jak zmienia rzeczywistość. Na początku twierdzi, że zna Boga – ale kiedy mówię, że Jezus jest realnie obecny w moim życiu – w pracy, na studiach, jak uzdrawia, uwalnia, zmienia relacje i sytuacje rodzinne – oczy robią mu się niemal jak pięciozłotówki. Słucha uważnie. Rozmawiamy przez dobre dziesięć minut.

Marysia:

Rozmawiam z taksówkarzem, który zapowiada, że koniecznie przyjdzie na nasz wiosenny koncert w kościele. Potem mam długą, dobrą rozmowę z pewnym katolikiem. Tym razem idę dokładnie za prowadzeniem Ducha Świętego. Nie chcę mówić nic od siebie. A Bóg mówi wyraźnie, że tym razem nie chodzi o opowiadanie o Nim, bo ten człowiek szuka Go szczerze i zaczyna poznawać. Że ma usłyszeć po prostu prawdę. I choć zazwyczaj unikamy klasyfikowania się czy podkreślania różnic między szeroko pojętym protestantyzmem a katolicyzmem, teraz jest inaczej. Krok po kroku opowiadam, w których miejscach ludzie zaczęli iść za tym co ludzkie i odchodzić od Bożego Słowa. Tłumaczę wszystko po kolei przez dobrych dwadzieścia minut. Odchodząc, mam poczucie, że dla tego chłopaka był to ważny dzień i to, co usłyszał, rozpocznie proces zmian.

28.02.2014

Marysia:

Jedziemy do Rudy Śląskiej na cały dzień ewangelizacji – razem z Agnieszką, która coraz częściej dołącza do nas, by pofilmować i porobić zdjęcia. Wzięliśmy wolne w pracy, mamy świetny humor, pogoda przepiękna, przygrzewa słońce. Do tego jedziemy z Norbertem i Tadeuszem wygodnym vanem. Nie dość, że nas zabrali, to jeszcze przygotowali ogromną siatkę „prowiantu”!
Na miejscu dołącza do nas Karol, chłopak, który przyjechał aż spod Kutna. Chodzimy cały dzień, zapraszając na wieczorny koncert ewangelizacyjny. Agnieszka śpiewa, czasem filmuje, wbiega do sklepów i zaprasza sprzedawczynie na koncert. Michał opowiada, jak Bóg uzdrawia; ja dodaję, jak bardzo kocha i ile cudownych rzeczy ma dla nas – niepostrzeżenie mija godzina za godziną. Śpiewamy dla ludzi na przystankach i w oknach bloków, zagadujemy pod Biedronką i na ulicy. Niektórzy słyszeli o kościele, w którym będzie koncert – i widać, że się boją, że jak niekatolickie, to pewnie sekta. Że na pewno coś podejrzanego. Szkoda, gdy pomyślę, jak wiele mogliby wziąć, jak blisko mają, a jednocześnie tak daleko. Inni reagują tak, że aż sami jesteśmy zaskoczeni. Młoda kobieta z dzieckiem odpowiada zwięźle:  Tak, przyjdę! [Faktycznie przyszła].
Zbliża się godzina koncertu, Michał idzie na próbę, a my z Agnieszką bierzemy jeszcze raz głośnik i idziemy na ostatnią pętlę po Rudzie Śląskiej. Widzimy boisko z grającymi chłopakami – po jednej stronie nastolatkowie, po drugiej stronie dzieci. Stawiamy głośnik, puszczamy na cały głos piosenkę Newsboys „God’s not dead”, po czym opowiadam o Bogu. Nastolatkowie nie przerywają, za to dzieci tak. Jeden chłopiec ma może 10 lat. Staje i słucha, z przejęciem na twarzy. Do takich należy Królestwo Boże. Tym razem to ja jestem bardzo wzruszona…

Tags

Comments are closed.