Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Czy Bóg wybiera tych, których chce uzdrowić?

24 lutego 2022
Comments off
421 Odsłon

Gdy byłam dzieckiem, wykryto u mnie skoliozę kręgosłupa. Chodziłam na ćwiczenia korekcyjne, zaczęłam też swoją przygodę z tańcem towarzyskim, potem nowoczesnym. Ruch był nieodłącznym elementem mojego życia i na tamten czas nic szczególnego nie dokuczało mi ze strony kręgosłupa. Pierwsze bóle zaczęły pojawiać się po osiemnastym roku życia, gdy już od jakiegoś czasu pracowałam jako hostessa, a później kelnerka. Praca „na nogach” po wiele godzin dziennie, dźwiganie skrzynek, beczek itp. spowodowały, że zaczęłam mieć coraz dotkliwsze bóle stawów i kręgosłupa. Na ćwiczenia nie miałam czasu. Czas wypełniała szkoła i praca. Dodatkowo towarzyszył mi spory stres, który powodował automatyczne spinanie się całego ciała.

Chciałam iść na studia, ale sytuacja finansowa w tamtym czasie nie pozwoliła mi ich rozpocząć. Bardzo chciałam się uczyć nieprzerwanie, więc na dwa lata poszłam do szkoły policealnej na kierunek technik masażysta. To właśnie tam dowiedziałam się, jak źle jest z moim kręgosłupem. Nauczyciel masażu odesłał mnie na badanie rezonansu i okazało się, że są liczne wypukliny i przepukliny kręgosłupa. Powiedział mi wtedy, że w takim stanie nie popracuję długo w zawodzie.

Kolejne lata nie były łatwiejsze. Pracowałam w wielu kawiarniach i restauracjach, wciąż dźwigając, a potem jako masażystka w ośrodku rehabilitacyjnym. Miałam po około 18-20 pacjentów na zmianie. Pod koniec pracy było już tak źle z moim kręgosłupem, że płakałam idąc do niej i wracając do domu. Z bezsilności i bólu. Zaczęłam faszerować się lekami przeciwzapalnymi i przeciwbólowymi, by móc przetrwać dzień. A to i tak nie były jedyne leki, które brałam w tamtym okresie. Organizm zaczął słabnąć, zaczęły pojawiać się silne bóle głowy, żołądka, trzustki (nieraz prowadziły do cofania treści pokarmowej). Wiele godzin przepłakałam, nie mogąc się pogodzić z tym, że w tak młodym wieku, jestem wrakiem człowieka.

Żeby zminimalizować ból psychiczny i fizyczny, coraz częściej sięgałam po alkohol, który powodował chwilowe rozluźnienie, w związku z czym odczuwałam ulgę w bólu. Nie zauważyłam nawet, że zaczęłam sięgać po niego coraz częściej.

Na tamten czas nie miałam pojęcia, że Jezus umarł na krzyżu także za moje cierpienia i choroby. Nie wiedziałam o Nim nic poza kilkoma faktami z filmów, które obejrzałam i z lekcji religii w szkole. Czułam, że On istnieje i że jest ktoś, kto mnie trzyma przy życiu, i opiekuje się mną – jednak wielokrotnie to odrzucałam. Byłam bardzo zła na Boga, że – jak mi się wtedy wydawało – sprowadził na mnie tyle cierpienia.

Moje życie wyglądało jak ciągła walka. Ból narastał, budził mnie w nocy, leki przestawały pomagać, brałam coraz silniejsze.

Gdy oddałam swoje życie Jezusowi pod koniec 2020 roku, nie wiedziałam jeszcze, co się z tym wiąże. Usłyszałam i przeczytałam, co dla mnie zrobił. Brakowało mi jednak wiary, by to przyjąć. Tyle lat zmagałam się z chorobą, że nie docierało do mnie, co mogę wziąć od Niego i zacząć ogłaszać nad swoim życiem. Pojawiły się coraz większe wyzwania zdrowotne. Przez cały czas narzekałam na silny ból kręgosłupa i głowy, nie mogłam się skupić na pracy. Walczyłam z prawdą i nie umiałam odpuścić mojej cielesności.

Wierzyłam w cudowne uzdrowienia ludzi, wielokrotnie modliłam się za kogoś i Bóg wysłuchiwał moich modlitw, ale w głowie miałam myśl, że na mnie to nie zadziała.

Nadszedł dzień, gdy naprawdę miałam dosyć tej walki. Chodziłam już jakiś czas do kościoła i ze łzami zadawałam w głowie pytanie: „Dlaczego mnie nie uzdrowisz tak jak innych?”.

Przełom.

To stało się podczas wizyty pastora Davida Ndlovu.

To właśnie wtedy, po uwielbieniu i cichej, lecz żarliwej modlitwie w sercu, wyszłam do ołtarza z wiarą i pewnością, że właśnie teraz jest mój czas uzdrowienia. Mało tego, czułam na sobie nawet napieranie na ciało, by wyjść w tamtej chwili do modlitwy.

Przy ołtarzu upadłam na kolana. Duch Święty tak silnie na mnie spłynął, że nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Podczas gdy klęczałam, czułam, jak po moim ciele rozchodzi się ciepło od głowy w stronę nóg i z powrotem. Zaczęłam płakać i dziękować Bogu za to, co dla mnie robił w tamtej chwili. Nie pamiętam, czy w ogóle pastor David podszedł do mnie, by położyć ręce i się pomodlić. Nie było to istotne, bo czułam, jak swoje ręce kładzie na mnie sam Jezus. Poczułam Jego ogromną miłość i spokój. Gdy wstałam z kolan, nie czułam już żadnego bólu. Mogłam poruszać swobodnie głową i rękami. Do tamtej pory nie odczuwam bólu kręgosłupa. Nie biorę już leków, nie obawiam się, czy uda mi się podnieść z łóżka następnego dnia. Zostałam uzdrowiona!  Czuję ogromną wdzięczność i radość.

Teraz i ja wiem o tym, że Bóg nie ma względu na osobę. Każdego z nas kocha tak samo, dla każdego chce uzdrowienia, uwolnienia, szczęśliwego życia i gdy tylko otworzymy przed Nim swoje serce i poprosimy, On spełni nasze pragnienia 🙂

Chwała Panu!

Comments are closed.