Czas powiedzieć NIE

7 lutego 2013
Comments off
2 434 Odsłon

Tekst: Jacek Słaby

Wszystkie media, wiele środowisk, w tym znaczny (jeśli nie cały) procent chrześcijan  w naszym kraju śledzi na bieżąco wydarzenia związane z projektem ustawy o związkach partnerskich oraz wypowiedzi posła Johna Godsona z Łodzi. Opinia publiczna jest podzielona. Do wielu trafiają liczne argumenty na temat tolerancji, likwidacji barier prawnych stojących na drodze do szczęścia związkom partnerskim, w tym związkom homoseksualnym. Przecież każdy ma prawo do szczęścia, czyż nie? Bo nowoczesne społeczeństwo kieruje się dobrą zasadą poszanowania praw mniejszości. Dlaczego więc mamy stać na przeszkodzie, by jakiś niewielki odsetek ludzi w Polsce mógł podpisywać umowy o zawarciu związku partnerskiego? Przecież to nie uchodzi!

Przeciętnemu Polakowi nietrudno się zgodzić z taką argumentacją, tym bardziej że jest ona lansowana w gazetach, na portalach, w telewizyjnych i radiowych programach publicystycznych. Wszystko to brzmi wzniośle i pięknie, problem w tym, że jest takie tylko z pozoru.

Początek lawiny
Historia walki o prawa mniejszości seksualnych jako żywo przypomina inną historię – rewolucji proletariackiej. Ci z nas, którzy pamiętają czasy PRL-u, mogą przypomnieć sobie apele szkolne, w czasie których śpiewano Międzynarodówkę. Były tam takie słowa: „Bój to jest nasz ostatni, krwawy skończy się trud, gdy związek nasz bratni ogarnie ludzki ród”. – Nie dajmy się zwieść pozorom, że po przeforsowaniu związków partnerskich przez środowiska je propagujące nastanie pełnia szczęścia i zadowolenia wśród par jednopłciowych. Przykład krajów Europy Zachodniej pokazuje, że tak się nie stanie (ostatnio widać to na przykładzie Francji), gdyż po jakimś czasie, po 10-15 latach, pojawiają się nowe postulaty dotyczące praw mniejszości seksualnych. Moja babcia miała swoje powiedzonko: „Dać kurze grzędę, to ona wyżej siędę”. I takiej samej postawy możemy spodziewać się po kręgach homoseksualnych i genderowych. Walka z ich strony będzie trwać tak długo, parafrazując słowa Międzynarodówki, aż „bój będzie ostatni”, a ich „związek ogranie ludzki ród”.
Warto, aby wszyscy, którzy w tej chwili popierają wprowadzenie nowego prawa w imię walki z nietolerancją, nierównym traktowaniem itp., zastanowili się głębiej nad konsekwencjami takiej ustawy. Przecież wielu z tych ludzi ma swoje własne dzieci (lub będzie je miało) i nie wiem, czy będą szczęśliwi, gdy w szkole za 10 czy 15 lat ich dzieci będą się uczyły definicji płci w oparciu o filozofię genederową, kiedy programy szkolne będą układane przez zwolenników postępu społecznego rozumianego w myśl nowej moralności, której przedsmak czujemy teraz w mediach i polskim Parlamencie. Nikt z nas nie wie, jakie skutki społeczne to przyniesie do codziennego życia za 20 lat. Jak będzie wyglądało życie społeczne, kiedy rodzina stanie się czymś innym niż jest obecnie. Pewien obraz może dać nam sytuacja społeczna w Szwecji (polecam film na ten temat na portalu You Tube), lecz osobiście uważam, że ze względu na tempo działań, nacisk polityczny i przykłady innych krajów nasza rzeczywistość „ogólnonarodowej tolerancji” może wyglądać jeszcze bardziej niebezpiecznie (warto pamiętać, że Szwecja pierwsze zmiany osłabiające biblijny model rodziny zaczęła wprowadzać jeszcze w latach 70. XX wieku).

Czas się odezwać
Dlatego tak ważne jest, by chrześcijanie, bez względu na przynależność kościelną i teologię, mocno i zdecydowanie zabrali głos w obronie naturalnej rodziny i związku między kobietą i mężczyzną. Jeśli zależy nam na przyszłych pokoleniach, nie możemy milczeć. Liderzy i przywódcy kościołów oraz wspólnot powinni zebrać się na odwagę i powiedzieć, jakie są standardy obowiązujące w życiu społecznym, tak by naród mógł nie tylko przetrwać, ale być błogosławieństwem dla innych. Pierwszy sekretarz KPZR Michaił Gorbaczow powiedział niegdyś słowa, które idealnie pasują do obecnej sytuacji: „Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?”. Tak, moi drodzy Czytelnicy, nie jest to jakaś literacka metafora, ale konieczność historyczna, jaka spoczywa na nas, wierzących. To musimy być my i to musi być teraz. Jeśli nie podniesiemy wspólnie głosu, to jedynym sprawiedliwym będzie tylko polski poseł pochodzący z Nigerii – John Godson. Chyba stać nas na więcej?

Comments are closed.