Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Bilet w jedną stronę …

prawda1000

Tekst: Anna Kulig

Narodziłam się na nowo poza moim rodzinnym miastem, którym jest Częstochowa. Tak naprawdę świadomie i z determinacją opuściłam je, robiąc wszystko, by do niego nie wracać, nigdy więcej nie mieszkać w nim. Nie lubiłam tego miasta od dziecka, drażniła mnie jego „fałszywa świętoszkowatość”. Już w drugiej klasie liceum podjęłam decyzję o wyjeździe na studia do Lublina. Ukończyłam tam wybrany kierunek, wyszłam za mąż, urodziło nam się dwóch synów. Nawet nowe mieszkanie, które miałam w Częstochowie (w kryzysie lat 80-tych to było marzenie wielu!) zamieniłam na dużo mniejsze, starsze i mniej komfortowe w Świdniku pod Lublinem. Tam odnalazł mnie Bóg i nawróciłam się.

Przełom lat 80-tych i 90-tych był czasem totalnego kryzysu, padały zakłady pracy, a nie było jeszcze zbudowanego systemu ochrony bezrobotnych, szalała inflacja. Byłam już nawróconą osobą, ale bezrobocie i bardzo trudna sytuacja materialna nie ominęły naszej młodej rodziny. Wychowywałam dwoje małych dzieci, a mój mąż musiał wyjechać do Warszawy. Mimo jego ciężkiej i oddanej pracy było nam bardzo trudno.

Kiedyś podczas codziennej modlitwy Bóg pokazał mi, aby zabezpieczyć i nakazać zwrot oszczędności, i wkładów mieszkaniowych, które ludzie gromadzili latami, a które pochłonęła w oka mgnieniu inflacja (przykładowo za wieloletnie oszczędności, które teściowie systematycznie odkładali mojemu mężowi od dziecka, mogłam zakupić jemu parę spodni!).

Modliłam się o to,  jak o wiele innych spraw, nie spodziewając się, że za niedługo Bóg użyje tej modlitwy, by błogosławić nas. Wzrastałam szybko w wierze na zdrowym nauczaniu i mimo trudnej sytuacji nawet nie myślałam, by wyjeżdżać ze Świdnika. Miałam tam kościół, wierzących przyjaciół, ale Bóg powiedział mi wyraźnie, że chce, bym wróciła do Częstochowy. Pomyślałam: „Tylko nie to! Tylko nie powrót tam! Po tylu latach starań, by żyć poza tym miastem, gdy znalazłam moje miejsce i Ciebie Boże tutaj”. Ale odpowiedziałam  – „Dobrze,  tylko Boże przekonaj teraz mojego niezbawionego męża do pracy tam i kolejnej już naszej przeprowadzki, przenieś nas tam”.

Zaczęłam modlić się i wierzyć Bogu o wszystko, co było nam do tego potrzebne. Szybko otworzyły się dla męża drzwi do lepszej pracy w Częstochowie. Pozostawała sprawa mieszkania, a zamiana małego mieszkania spółdzielczego nawet na podobnej wielkości tylko w innym mieście, wiązała się z dopłatą, zgodami itd., a chętnych na przeprowadzkę w tych trudnych czasach z miasta wojewódzkiego do powiatowego w Polsce „B” i tak nie było. Pozostawała tylko opcja wykupu posiadanego lokum, następnie jego sprzedaż i kupno nowego, ale to wiązało się z kosztami, które wykraczały poza granice jakichkolwiek naszych naturalnych możliwości.

Pojawiła się sposobność wynajmowania przez rok mieszkania w Częstochowie, ale nie mogliśmy zamknąć na klucz naszego mieszkania w Świdniku i tak po prostu wyjechać (tym, którzy nie pamiętają tamtych czasów wspomnę, że ktoś mógł zgłosić do spółdzielni mieszkaniowej fakt istnienia „spółdzielczego pustostanu”  i starać się skutecznie o jego zajęcie). Wynajmowanie też było nielegalne i miało podobne konsekwencje – groziło utratą mieszkania na rzecz „życzliwego” sąsiada.

Zaufałam Bogu, prosiłam Go o przychylność u władzy, która jest Jego narzędziem  i wystąpiłam do spółdzielni o legalną zgodę na wynajem. To był wówczas ewenement. Prezes był zaskoczony, ale uszanował moją postawę. Decyzję w takiej sprawie mógł podjąć tylko cały Zarząd Spółdzielni, który zbierał się dwa razy w roku! Okazało się, że zebrał się w ciągu dwóch tygodni i wydał mi legalną zgodę na wynajem mojego mieszkania na okres 2 lat. Mogłam spokojnie wyjechać i zostawić mieszkanie w rękach najemcy, mając dodatkowo fundusze na wynajem w Częstochowie.

W międzyczasie weszła w życie wymodlona ustawa o rewaloryzacji wkładów mieszkaniowych, otwierająca drogę do wykupu mieszkań dla wielu ludzi i dla nas też. Nie dysponowaliśmy wtedy żadnymi, nawet najmniejszymi oszczędnościami. Pamiętam, że kiedyś jechałam do Świdnika  załatwić jakieś kolejne formalności i miałam pieniądze na bilet kolejowy tylko w jedną stronę – to był wtedy cały mój kapitał jakim dysponowałam (nie chciałam pożyczać pieniędzy od nikogo, chociaż mogłam).

To małe mieszkanie w Świdniku okazało się ze względu na swój wiek prawie w pełni zamortyzowane i rewaloryzacja książeczki męża wystarczyła, by je wykupić na własność oraz opłacić wszelkie formalności z tym związane. Jednak różnice cen między porównywalnymi mieszkaniami w Częstochowie i Świdniku były znaczne, nawet do 35%. Dałam ogłoszenie o sprzedaży i zgłosił się jeden klient, a zaproponowana przez niego oferta nie gwarantowała nam możliwości zakupu 2-pokojowego mieszkania o podobnym standardzie. Ponowiłam ogłoszenie. Zgłosiła się znowu ta sama osoba, ale podniosła swoją wcześniejszą ofertę o prawie 25 %, będąc absolutnie przekonana, że mam kilku innych oferentów. W krótkim czasie dopełniliśmy transakcji. W Częstochowie zrewaloryzowałam jeszcze jedną książeczkę mieszkaniową. Siostra oddała mi w prezencie swoją część wkładu  i w ten sposób mogliśmy praktycznie bez gotówki  zakupić na własność nasze obecne mieszkanie, które znajduje się w bardzo ładnym miejscu, i w dzielnicy, która ma opinię najładniejszej w mieście.

Bóg użył jednej zdawałoby się „przypadkowej” modlitwy i wielu swoich sposobów działania: okoliczności, zmian w prawie, przychylności władzy i zwykłych ludzi, by umieścić mnie z całą rodziną w miejscu, w którym On chciał bym się znalazła.

Dał mi też łaskę i serce, by  modlić się o to miasto, o Boże życie i  nawiedzenie dla niego.

Niech ta historia z mojego życia zaświadczy o tym, co znaczy u mojego Boga, gdy mówi (parafrazy): we wszystkim współdziałam ku dobremu, z tymi, którzy mnie miłują [przyp. aut. bardziej niż siebie, swoje pragnienia, plany, cele, przyjaciół itd.] (List do Rzymian 8.28) oraz nie troszczcie się o nic (Fil. 4.6), złóż swoją troskę na mnie, bo ja czule troszczę się o ciebie, zależy mi na tobie (1Pt. 5.7).. i mogę daleko więcej niż to, o co mnie prosisz lub o czym myślisz (Ef.3.20)… nie zwlekam ze swoją odpowiedzią (2 Pt. 3.9, Ps. 40.18)…

To czym się dzielę, nie ma tylko wymiaru jakiegoś wyrwanego z kontekstu błogosławieństwa finansowego. Bóg powołuje nas do swego przeznaczenia, do miejsc, czasów, działań, które On naznaczył dla nas. Wszystko, czym nas błogosławi na tej drodze, nawet Jego ochrona naszego życia (tego też wielokrotnie doświadczyłam) ma temu służyć. Jeśli to rozumiemy, żyjemy z Nim na innym poziomie wiary, posłuszeństwa i odpowiedzialności.

Comments are closed.