Polecamy
Sound of Glory for kids: Superktoś! – CD (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

All inclusive*

23 września 2013
Comments off
2 689 Odsłon

Rozpaczliwie potrzebujemy Ducha Świętego, bo współczesna duchowość ugrzęzła gdzieś pomiędzy „zachowaniem wiary ojców” a liberalnym bagatelizowaniem proroctw. I choć znam wielu, którym ten stan nie odpowiada, musimy ciągle się pobudzać do wołania i nie ustawać! Pakiet, który „kupiliśmy” w dniu przyjęcia Zbawienia, zawiera element pójścia w poprzek usypiającego mainstreamu.

Wybaczcie, że tak banalne skojarzenie z hotelarstwem, wczasami i ogólnie „byczeniem się” wykorzystam do głębszych duchowych refleksji.

Nie ulega wątpliwości, że turystyczna oferta all inclusive zawierająca wszystkie możliwe atrakcje i opcje do wykorzystania w pakiecie, musi sporo kosztować. Nie miałem tej rozterki, jaką opcję na wakacje wybrać, gdyż najlepiej pasująca do moich możliwości nie zawierała surfingu, żeglarstwa czy golfa, nie mówiąc o nocowaniu w kilkugwiazdkowym hotelu.
Ale do rzeczy, czyli do duchowych refleksji.

Zbawienie to oferta all inclusive. Musi taka być. Zawiera wszystko, co jest potrzebne do życia w obfitości i pobożności. Tak, teraz jest ta chwila, kilka sekund dla malkontentów, którzy mogą gromy ciskać. Ale ich rozczaruję, bo mój artykuł nie jest o negatywnie przez niektórych kojarzonym prosperity, ale o cenie!

Zbawienie kosztuje
Wszystko kosztuje, nawet zbawienie. Niech nikt nie mówi, że zbawienie jest darmowe. Ktoś za nie zapłacił. Jezus.

Ceną za ofertę Zbawienie jest życie Jezusa. Ceną za dostępność tej oferty w moim życiu jest moje posłuszeństwo Bogu. Tu zaczynają się schody. Zbawienie nie polega tylko na tym, że Bóg coś fajnego dla mnie uczynił. Zbawienie uzdalnia mnie i obliguje do uczynienia czegoś dla Niego (czy raczej z Nim), co często powoduje niedogodności (całkiem poważne w przypadku ludzi postawionych przed wyborem: albo zaparcie się Jezusa, albo śmierć). Posłuszeństwo okupione jest pewną ofiarą z mojej strony.

Niedawno słuchałem kazania, w którym była mowa o skutkach wypełniania woli Bożej. Próby i doświadczenia dotykają zarówno posłusznych, jak i nieposłusznych. Posłuszny cieszy się z nich, bo wie, że powodują wytrwałość i możliwość dojścia do doskonałości (Jak.1:2-4). Nieposłusznemu nie pomagają w niczym, nic go nie uczą (porównaj z historią Jonasza).

Padło słowo i co dalej?
Właściwe rozpoznanie woli Bożej prowadzi do właściwej postawy w modlitwie i odpowiednich praktycznych działań.

W tymże kazaniu głoszący wskazał na dwa przykłady reakcji ludzi na proroctwo od Pana. Izraelici w Egipcie nie słuchali Mojżesza z powodu upadku ducha i ciężkiej pracy (2Mojż.6:9), mimo iż już Abrahamowi Bóg zapowiedział wyprowadzenie z niewoli z wielkim dobytkiem po określonym czasie (1Mojż.15,13-14). Jednak nikt się nie przejął faktem, że owe czterysta lat minęło i należało upomnieć się u Boga o wypełnienie Jego słów. Dopiero doprowadzeni do skrajnej rozpaczy, zaczęli jęczeć i wołać do Pana o wybawienie.

Lekcję z niewoli egipskiej wzorowo odrobił Daniel i jego pokolenie, rozpoznając czas, jaki Pan wyznaczył ustami Jeremiasza. Gdy minęło siedemdziesiąt lat wygnania w Babilonie, zaczęli wołać do Boga w postach o wypełnienie się Jego słowa.

W moim odczuciu powinniśmy podobnie zareagować na pewne starotestamentowe proroctwo, wypowiedziane przez proroka Joela:A potem wyleję mojego Ducha na wszelkie ciało, i wasi synowie i wasze córki prorokować będą, wasi starcy będą śnili, a wasi młodzieńcy będą mieli widzenia. Także na sługi i służebnice wyleję w owych dniach mojego Ducha. I ukażę znaki na niebie i na ziemi, krew, ogień i słupy dymu. Słońce przemieni się w ciemność, a księżyc w krew, zanim przyjdzie ów wielki, straszny dzień Pana. Wszakże każdy, kto będzie wzywał imienia Pana, będzie wybawiony…” (Joel.3:1-5a). Jest to proroctwo, na które powoływał się Piotr w dniu zesłania Ducha Świętego. Wszystko wskazuje na to, że jest to najdłużej aktywnie wypełniające się proroctwo, bo trwa do dzisiaj i będzie trwało do przyjścia Pana! Wypełnia się wbrew opiniom, że spektakularne działanie Ducha dotyczy tylko czasu pierwszych apostołów. Pan jednak wylewa Ducha nieprzerwanie w różnych rejonach, daje tzw. przebudzenia czy poruszenia Ducha.

Przebudzenie?
Samo słowo przebudzenie wywołuje skrajne reakcje. Dyskutowałem ostatnio z wierzącymi (?), którzy uważają, że przebudzenie to ułuda, a powszechne wylanie Ducha Świętego to wymysł tzw. przebudzeniowych głosicieli „robiących kasę”. Do tych bzdur dołożyli stwierdzenie, że w kontekście czasów ostatecznych Biblia mówi tylko o odstępczym Kościele, głoszeniu Ewangelii na całej ziemi i o sądzie. Na pytanie, czy to właśnie ten odstępczy Kościół będzie głosił Ewangelię na całej ziemi, nie uzyskałem odpowiedzi.

Mógłbym być mocno zdziwiony, ale nie jestem. To się nazywa all inclusive. W pakiecie ze zbawieniem jest wylanie Ducha, ale również odrzucenie, niezrozumienie, przerzynanie piłą… Do tego dołóżmy mniej snu, więcej modlitwy i postu oraz ciężar wstawiania się. Kto się na to decyduje? Są chętni? Przebudzenie to nie „kasa”, ale zaparcie się swojego „ja”!

Moi adwersarze tworzą kuriozalne sojusze. Oto wielbiciel Pink Floydów ramię w ramię z przeciwnikiem wszelkiej „skakanej”, rytmicznej muzyki bratają się, aby przekonać współbraci o czyhającym ze strony „przebudzeniowców” niebezpieczeństwie. I każdy z nich kreuje się na zdroworozsądkowo myślącego chrześcijanina!

Przypinanie wszelkim przejawom obecności Ducha Świętego łatki „na pewno ktoś na tym zarabia” jest i śmieszne, i niebezpieczne. Owszem, trafiają się naciągacze, ale nie można sądzić z pozoru. Bo nierzadko nawet ten uśmiechnięty, wcale niebiedny i wyglądający na pozbawionego jakichkolwiek zmartwień kaznodzieja, przeszedł kiedyś dolinę cierni. Hmmm, tak na marginesie, ciekawe skąd wzięło się przekonanie, że tylko ten skrzywdzony wcześniej przez los jest wiarygodnym świadkiem Chrystusa? I dlaczego tylko ten, kto chorował i został uzdrowiony, może głosić i praktykować uzdrawianie? Jakoś nie zauważam tego na przykładzie apostołów, uczniów Jezusa. W tym miejscu znów należy przypomnieć słowa Joela, a może też Izajasza (rozdział 61). To Duch Święty powoduje uzdrawianie i uwalnianie, a nie czyjeś wcześniejsze doświadczenia życiowe. One się przydają, ale nie decydują o kształcie służby. Model nowotestamentowy pokazuje drogę od napełnienia Duchem Świętym do nawróceń, uzdrowień, uwolnień, więzień, chłosty i wspomnianego wcześniej przerzynania piłą, a nie odwrotnie.

Jeśli nie dziś, to kiedy?
Będziemy się użalać nad sobą, mówiąc, jak to Pan prowadzi nas do pełni Ducha od przypadku do przypadku rzekomo budującego naszą wiarę, czy wzorując się na Danielu (i wielu innych mężach Bożych) rozpoznamy czas określony w proroctwach i zgodnie z nimi zawołamy o wypełnienie się Słowa Pana? Słowo wyraźnie mówi o wylaniu Ducha w owych dniach. Jeśli dzisiaj nie są te dni, to kiedy?

Rozpaczliwie potrzebujemy Ducha Świętego, bo współczesna duchowość ugrzęzła gdzieś pomiędzy „zachowaniem wiary ojców” a liberalnym bagatelizowaniem proroctw. I choć znam wielu, którym ten stan nie odpowiada, musimy ciągle się pobudzać do wołania i nie ustawać! Pakiet, który „kupiliśmy” w dniu przyjęcia zbawienia, zawiera element pójścia w poprzek usypiającego mainstreamu.

Dlaczego użyłem słowa „kupić”? Radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś sie wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się. Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną.. Zwycięzcy pozwolę zasiąść ze mną na moim tronie, jak i ja zwyciężyłem i zasiadłem wraz z Ojcem moim na jego tronie. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów” (Obj.3,18-22). Nie mam zamiaru diagnozować, że Kościół jest w tzw. okresie laodycejskim czy jakimś innym, jest letni, czy zimny… Zgubiłem się trochę w interpretacjach. Wolę skupić się na kluczu, który daje zwycięstwo: słuchanie.

Jezus zachęca do nabycia (kupienia) jego skarbów. Można dyskutować, czy nabycie równa się kupienie, jakkolwiek cena za owe skarby została wyznaczona: słuchaj, co Duch mówi do zborów. Bo jeśli usłyszysz i otworzysz drzwi serca, to będziesz miał udział w zwycięstwie Jezusa!

A ta wieczerza z Jezusem nie jest spotkaniem towarzyskim zaspokajającym psycho-emocjonalne potrzeby, ale oznacza wywrócenie wszystkiego do góry nogami – wywrócenie religijności, poprzewracanie stołów wekslarzy i handlarzy, zaprzestanie obmowy, pustej gadaniny itp. Takiej wieczerzy doświadczył na przykład Zacheusz. Następuje zamiana z ja, mi, moje na: „Mów Panie, bo sługa Twój słucha”.

W tym momencie słuchanie, co Duch mówi, przestaje być tylko powtarzaniem sobie w sylwestra tego samego od kilkunastu lat słowa na Nowy Rok. Może nawet co roku jest inne. Może nawet jest od Pana, a nie z duszy – podobnie jak w Babilonie Pan zachęcał swój lud do osiedlania się, budowania domów, zakładania biznesów itp. Ale nadszedł czas – dopełniło się zapowiadane wcześniej siedemdziesiąt lat i rodzaj proklamowanego słowa i modlitwy musiał się zmienić. Mężczyźni tak wołali, że wyglądali jak kobiety podczas porodu!
Także nasz czas się wypełnia. Bóg nie odwołał proroctwa o wylaniu Ducha, bo Jezus jeszcze nie powrócił po Kościół!

Posłuszeństwo Panu jest kluczowe dla życia, ponieważ kto gardzi Słowem, ten ginie” (Przyp.13:13)!

*oferta ważna od teraz na wieki, Królestwo Boże nie zwraca kosztów zakupu dodatkowych atrakcji niezwiązanych z pakietem Zbawienie, prosimy również o rozważne dokonywanie wyborów, ponieważ pośmiertne reklamacje nie będą uwzględniane.

Comments are closed.