​Więcej niż small talk

23 lipca 2013
Comments off
4 376 Odsłon

Tekst: Justyna Ambroziak

– Co słychać? – Aaa… Jakoś leci. A u ciebie? – Po staremu. Oto dobrze znany nam wszystkim przykład dialogu powtarzanego na początku większości rozmów. Pytania typu: „Co słychać?”, „Jak leci?”, „Jak żyjesz?” i te utarte, standardowe odpowiedzi: „Jakoś leci”, „Po staremu”, „W porządku”. Jest to tzw. small-talk, który służy zagajeniu rozmowy, nie tylko zresztą w Polsce, ale również i w innych społeczeństwach.

Nie ma nic złego w tego typu pytaniach pomocnych w podjęciu rozmowy. Jednak często dalsza część konwersacji nie różni się poziomem od jej początku. Potrafimy godzinami rozmawiać o rzeczach, które nie mają większego znaczenia, i trudno przejść nam na wyższy poziom rozmowy. Tematy dyżurne to m.in. polityka, gospodarka i służba zdrowia. Oczywiście wiadomo, że nie z każdym rozmawia się tak samo. To, jak i o czym rozmawiamy, zależy od rodzaju i poziomu relacji, jakie łączą nas z innymi ludźmi. Inaczej rozmawia się z przyjacielem, a inaczej z nowo poznaną osobą. Co jednak, jeśli któregoś dnia zdamy sobie sprawę, że większość relacji, jakie posiadamy, to te płytkie, powierzchowne znajomości, które tak naprawdę nie wnoszą za wiele do naszego życia? Bo czyż dwa zdania zamienione w biegu na klatce schodowej lub po niedzielnym nabożeństwie można nazwać relacją?

Stworzeni do relacji
Bóg stworzył człowieka nie po to, aby uprawiać z nim small-talk, ale po to, aby mieć z nim bliską, zażyłą relację. Szatanowi natomiast zależało na tym, aby pozbawić człowieka więzi ze Stwórcą i udało mu się to w ogrodzie Eden. Bóg jednak tak bardzo ukochał człowieka, że postanowił odbudować zniszczoną relację, posyłając swojego syna Jezusa Chrystusa na krzyż. W Chrystusie znów mamy bezpośredni dostęp do Boga i przyjaźń z Nim. Jednak złemu będzie również zależało na tym, aby pozbawić nas wartościowych i trwałych więzi z ludźmi lub nie dopuścić do ich stworzenia. Jakie przeszkody stoją więc na drodze do ich pogłębienia?

Powiedz to jasno
Nie trzeba długo szukać. Bardzo często napotykamy na problemy już w sferze komunikacji międzyludzkiej. Wystarczy drobne nieporozumienie w jakiejś kwestii i problem gotowy. Tak błaha sprawa, jak wysłany SMS czy e-mail, który nie wiadomo, z jakich powodów nie dotarł do odbiorcy, może wprowadzić niepotrzebne zamieszanie i podważyć zaufanie do danej osoby. A nam, ludziom, niewiele potrzeba, i jeśli w miarę wcześnie tego nie wyjaśnimy, już taka sytuacja wystarczy, aby nabrać dystansu i zaniechać próby nawiązania bliższej relacji. Dlatego tak istotne jest jasne i klarowne wyrażanie swoich opinii, aby ktoś nie odebrał opacznie tego, co chcieliśmy przekazać. Wskazane jest też upewnić się, czy na pewno dobrze nas zrozumiano.

Zaproponuj spotkanie
Inną przeszkodą w kontaktach z drugim człowiekiem jest zwykła niekonsekwencja w działaniu i brak inicjatywy. Ileż to razy słyszymy lub sami powtarzamy, umawiając się z kimś: „No to się zdzwonimy!”, „Będziemy w kontakcie”. Czas mija, a do spotkania jakoś nie dochodzi. Jeśli naprawdę zależy nam na spotkaniu, już umawiając się, najlepiej miejmy przy sobie kalendarz, zanotujmy datę, godzinę i miejsce. Bądźmy konkretni. Możemy nosić w sobie pragnienie relacji, ale jeśli nie mamy inicjatywy, nic się nie wydarzy. Zamiast więc czekać, aż ktoś w końcu przejawi chęć spotkania z nami, to my zaprośmy daną osobę na obiad!

Nie daj się egocentryzmowi
Powierzchownym relacjom sprzyja fakt, że ulegamy światowym modom także i w dziedzinie kontaktów międzyludzkich. Świat gloryfikuje indywidualizm, egocentryzm, bycie singlem, karierę zawodową w miejsce rodziny. W modzie są postawy, których motto przewodnie brzmi: „Nikogo nie potrzebujesz”, „Sam dasz sobie radę”. Tymczasem jest to kolejne kłamstwo szatana, który dąży do tego, aby człowiek czuł się osamotniony i niepotrzebny. Jednak Bóg nie zaplanował dla człowieka samotności i wyobcowania. Całe chrześcijaństwo opiera się na relacjach międzyludzkich i współpracy. Kościół, ciało Chrystusa, to nie jednokomórkowiec, ale tętniący życiem organizm składający się z milionów komórek, z ludzi. „Albowiem i ciało nie jest jednym członkiem, ale wieloma” (1Kor.12:14).

Podziel się swoim życiem
Nie traktujemy relacji jako inwestycji na przyszłość. Żyjemy małym życiem i często wystarczy nam to, co już mamy. Nie myślimy o tym, żeby poznać kogoś bliżej, nie inwestujemy w relacje. Niektórzy z nas wynieśli takie postawy z domu rodzinnego, kiedy to bliscy, mający sami złe doświadczenia, zasiewali w nas lęk przed zaufaniem ludziom. Powielając takie wzorce, nie wiemy, co tracimy. Od innych możemy się wiele nauczyć, uzyskać wsparcie, poradę. Drugi człowiek może stać się dla nas inspiracją, podsunąć ciekawy pomysł. Może dać nam cenną wskazówkę i spojrzeć na nasz problem z innej perspektywy. Czy nie jest lżej, kiedy ktoś dzieli się z nami doświadczeniem podobnym do tego, które sami przeżywamy? Tak więc możemy zamknąć się w sobie ze swoim problemem lub też podzielić się tym, co nas gnębi, z innymi i spróbować znaleźć rozwiązanie.

Szukaj blisko siebie
Lekceważymy to, co mamy blisko. Powiedzenie: „Cudze chwalicie, swojego nie znacie” można śmiało zastosować do kwestii relacji. Są osoby, które nawiązują kontakty z ludźmi wszędzie, tylko nie wokół siebie. Znakomitym tego przykładem jest niepokojąco wysoka liczba zawieranych przez internet wirtualnych znajomości. Atutem dla wielu jest tutaj anonimowość i brak jakichkolwiek zobowiązań. Mamy mnóstwo znajomych na całym świecie, a nie znamy osób, które mieszkają z nami drzwi w drzwi na tej samej klatce. Wydaje nam się, że sąsiad czy osoba ze wspólnoty niekoniecznie jest dobrym kandydatem do bliższego poznania. Na wszelki wypadek wolimy pozostać na dystans do ludzi, których spotykamy na co dzień. Nasze serce jest z biednymi w Afryce, ale nigdy nie zainteresowaliśmy się tym, co się dzieje w życiu sąsiada. Tymczasem Słowo Boże mówi: „Lepszy jest sąsiad blisko niż brat daleko” (Przyp. 27:10).
Odważmy się więc szukać przyjaciół i podejmujmy próby budowania relacji, a znajdziemy prawdziwą wartość pośród tego, co płytkie i powierzchowne.

Tags

Comments are closed.