Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

​Uwielbiaj, jak nigdy

20131029_Worship_1000

Tekst: Wojciech Wieja

Człowiek chory stał się zdrowy w jednej chwili. Od razu zaczął chwalić Pana podskakując w świątyni – domyślam się – jak cielę. O nie! Na pewno nie mogę w kościele podskakiwać jak jakiś byczek!

Retrospekcja
Toczy się typowe nabożeństwo metodystyczne w latach 80. XX wieku – takie odbywały się regularnie w moim rodzinnym domu w Wiśle. Ciocia Zuzia z zapałem przygrywa na fisharmonii, żeby lepiej się śpiewało hymny – a musiała mieć niezły wigor, bo fisharmonia wymagała pedałowania w celu pompowania powietrza, z którego brały się dźwięki. Pamiętam wezwanie: uwielbiajmy Pana tak, jak tego wcześniej nie robiliśmy!

Kilka lat później – młodzieżówka ewangelicka. Był czas, że na spotkania piątkowe przychodziła ponad setka młodzieży i trzeba było przyjść co najmniej 15 minut przed czasem, żeby zająć miejsce siedzące (jak zacząłem tam grać na fortepanie, to mój problem z miejscówką wyparował). Znów wezwanie: chwalmy Boga w sposób, jaki do tej pory tego nie czyniliśmy!

Mijają kolejne lata – przyjmuję chrzest wodny, chrzest w Duchu Świętym, więc poszerzył się krąg moich znajomych o zielonoświątkowców. Zgadnijcie, co? Ponownie słyszę wezwania: Uwielbiaj Go, jak nigdy przedtem!

Wspólny mianownik
Jaki jest wspólny mianownik tego pobieżnego wspomnienia? Tak, to wezwanie brzmi w moich uszach nieustannie: uwielbiaj Pana, jak nigdy przedtem. Może nie było ono wygłaszane z nadmierną częstotliwością, ale zapamiętałem je z jednego powodu: nic się po nim nie zmieniało. Uczestnicy spotkań, jak siedli na początku z założonymi na piersiach rękami, tak siedzieli do końca. Inni stanęli i stali nieruchomo. Ktoś nieśmiało podniósł (to za dużo powiedziane) dłoń tak z boczku, żeby zbyt wiele osób nie zobaczyło. Nie osądzam (byłem jednym z nich), ponieważ mogło być tak, że nikt im nie pokazał i nigdy nie widzieli ludzi zaangażowanych w uwielbienie. Jakkolwiek chociażby ten, który wzywa do nowej jakości i świeżości chwalenia, powinien ciutkę bardziej się postarać.

Widzę to tak: mówienie uwielbiajmy, jak nigdy wcześniej, módlmy się, jak nigdy dotąd, służmy Bogu, kochajmy ludzi w nowy sposób – brzmią jak puste hasła, które nic nie wnoszą, poza dobrym, pobożnym życzeniem. Rzadko mówiący tak rzeczywiście robią coś w nowy, świeży sposób. Próbują zaklinać rzeczywistość. Może ktoś pomyśli, że narzekam bez powodu i szukam dziury w całym. Jednak słyszałem to od dziecka – u metodystów, ewangelików, baptystów, zielonoświątkowców i innych. Chroń nas, Panie Boże, przed utopieniem się w takich niewiele wartych sloganach!

Zmiany? Oj, boli!
Zmienić się musi coś wewnątrz. Inaczej i tak nikt nie porzuci swojego religijnego pudełka, w którym przechowuje egoistyczne skarby pod tytułem: wstydzę się, nie jestem godzien, co inni pomyślą, u nas się tak nie robi itp.

Co się dzieje, gdy ktoś odważnie wzywa do uwielbiania z całych sił, z całej duszy i z całego serca? O nie! Musiałbym się zmienić! Mam przecież swój świat, swoją kwaterę, M1, ćwierć metra kwadratowego w zborowej ławce. Wiem i rozumiem, że czasami jest ciasno między ławkami czy rzędami krzeseł. Jednak należy odpowiedzieć sobie na pytanie: po co nam w ogóle uwielbienie, po co zmieniać utarte postawy i schematyczne odgrywanie niedzielnej roli?

Niechęć do zmian jest aż nadto widoczna nie tylko w kościele, ale również w życiu codziennym. Nie znam ludzi, którzy byliby od niej całkowicie wolni. Sam nie jestem. Punkt wyjścia jest jednak precyzyjny: „Nie wspominajcie dawnych wydarzeń, a na to, co minęło, nie zważajcie. Oto ja czynię rzecz nową: już się rozwija, czy tego nie spostrzegacie? Tak, przygotowuję na pustyni drogę, rzeki na pustkowiu” (Izaj.43:19). Bóg mówi, że należy zapomnieć o przeszłości, o bagażu doświadczeń, które nas uziemiają, i spojrzeć w przyszłość, która zaczyna się tu i teraz, jak na najlepsze lata obfitości. Lata, które może i były suche, ale Pan je nawadnia! Z tej perspektywy prościej jest oderwać stopy od podłoża, wyciągnąć ręce z kieszeni i podnieść je wysoko w stronę nieba.

Zmiana może boleć, wymaga również wysiłku. Dalej w tym rozdziale Izajasz prorokuje: „A jednak nie wzywałeś mnie Jakubie, ani z powodu mnie się nie trudziłeś, Izraelu” (Izaj.43:22). Leniwe chrześcijaństwo bez wysiłku nie ma prawa przetrwać w obecnych czasach. Właściwie to nigdy nie mogło. Z lenistwa biorą się wymówki typu: jak mnie Pan nie dotknie, to nie będę głośno śpiewał czy klaskał, o tańcu nie wspominając.

Tańczyć, nie tańczyć…
Właśnie, z tym tańcem ciągle coś jest nie tak. Przecież pieśni śpiewamy z reguły z rozpędu, bez zastanowienia. A jak ktoś zasugeruje taniec przed Panem, to uważamy, że Duch Święty musi nas dotknąć w specjalny sposób i wtedy nie ma zgorszenia itd. bla bla bla. Z jakiego jajka wykluło się przekonanie, że ranga tańca jest tak wysoka, że lepiej nie tańczyć? To jest herezja z piekła rodem!

Niech taniec, radosne podskakiwanie, pląsanie stanie się tym elementem, który można nazwać „uwielbieniem jak nigdy przedtem”!

Dlaczego upieram się tak przy tym tańcu? Przecież nie mogę przeakcentować jednego elementu uwielbienia. Tak to już jest, że dziedziny, które są zaniedbane, trzeba przeakcentować, aby zafunkcjonowały normalnie. Historia pokazuje pewną prawidłowość – po Wiekach Średnich następują skokowe przebudzenia: najpierw zbawienie z łaski, potem chrzest wiary, potem uświęcenie, potem języki, potem uzdrowienie itd., a po drodze jeszcze pomniejsze zmiany. Za każdym razem, w każdym z tych przebudzeń, kładziono zwiększony nacisk na konkretne objawienie, jakie Duch Święty poddawał, aby mogło się przebić do świadomości. Zdarzało się oczywiście, że dane objawienie stawało się jedynym wyznacznikiem czyjejś odrębności (sekciarstwa), ale to jest osobny temat.

Jak w tym towarzystwie umiejscowić świeże, nowe, dynamiczne uwielbienie? Czy aby na pewno jest nowe? Spójrzmy do Biblii. Instrumenty się trochę zmieniły i gramy zdecydowanie plugged! A poza tym nic nowego. Mamy tam śpiewaków, szarpidrutów, bębniarzy, dęciaków… Jedynie klawiszowcy mogą się poczuć niedowartościowani. W Biblii znajdziemy również tancerzy (dla niektórych może lepiej zabrzmi pląserów, pląsaczy – sam już nie wiem…). Tak naprawdę, niezależnie od formy oddawania czci, wystarczy tylko zastosować zasadę: z całej siły, myśli i serca!

Prawie koniec
Trochę inny schemat artykułu sobie obmyśliłem przed rozpoczęciem pisania, ale jak zwykle zapędziłem się w kontrowersyjne tematy. Zatem jeszcze o tańcu będzie.

Prorok Malachiasz pisze tak: „Ale dla was, którzy boicie się mojego imienia, wzejdzie słońce sprawiedliwości z uzdrowieniem na swoich skrzydłach. I będziecie wychodzić z podskakiwaniem, jak cielęta wychodzące z obory” (Mal.3:20). Proroctwo to zaczęło się wypełniać, kiedy Piotr i Jan dokonali cudu uzdrowienia chromego przy bramie świątyni (Dz.Ap.3). Człowiek chory stał się zdrowy w jednej chwili. Od razu zaczął chwalić Pana podskakując w świątyni – domyślam się – jak cielę. O nie! Na pewno nie mogę w kościele brykać jak jakiś byczek!

No dobrze, powyższy przykład jest przesłanką, że niekonwencjonalne zachowanie usprawiedliwione jest szczególnym cudem, znakiem, manifestacją mocy Ducha Świętego. No cóż, nie zgadzam się! Często spotykam się z taką argumentacją ze strony ludzi, którzy równocześnie kładą wielki nacisk na to, żeby obniżyć rangę znaków i cudów w relacji do dzieła zbawienia. Tak, zbawienie, życie wieczne nie mają sobie równych. Tu pojawia się mój haczyk. Skoro biblijną reakcją na cud uzdrowienia jest radosne podskakiwanie, to o ileż wyżej powinniśmy podskakiwać po przyjęciu zbawienia, hę?! Nie, nie jestem przewrotny. Próbuję tylko logicznie poukładać za i przeciw.

Miałem okazję zobaczyć kiedyś zdjęcie zrobione w chińskim kościele podziemnym. Kilkaset osób uwielbiało Pana w ekstatycznej radości. Podpis pod zdjęciem informował, że chińscy wierzący w taki sposób zareagowali na wieść o zamordowaniu jednego ze współbraci. Tam na pewno było niebo otwarte nad nimi i widzieli chwałę Bożą tak, jak widział ją kamienowany Szczepan.

Okay, koniec
Uwielbiajmy Boga, jak nigdy wcześniej! Naprawdę.

Comments are closed.