​Tożsamość z wyboru

28 stycznia 2013
Comments off
4 197 Odsłon

Tekst: Wiesław Lipski

Problem alkoholowy dotyka ponad 4 mln Polaków. Istnieją różne terapie i rządowe programy przeciwdziałania alkoholizmowi, jednak tak naprawdę mówimy o dwóch kierunkach wychodzenia z uzależnienia – z Bogiem lub bez Niego.

Schwytani w nałóg
Wspólnym kanonem zarówno świeckiej, jak i chrześcijańskiej psychoterapii uzależnień jest medyczny dogmat stwierdzający, że kto raz uzależni się od jakiejkolwiek substancji psychoaktywnej, będzie zagrożony nią do końca życia. Dlaczego? Ponieważ traci on kontrolę nad przyjmowaniem środka psychoaktywnego, który spowodował uzależnienie. Jedyną rzecz, jaką można zrobić, to całkowicie zaniechać jego przyjmowania.

Taki stan spowodowany jest tym, że w momencie zażycia substancji psychoaktywnej uzależniony abstynent natychmiast, mimowolnie, przestawia sposób myślenia z „trzeźwego” na „pijany”. „Popijający” czy „popalający” na ogół nie dostrzega, aby przez kilka kolejnych prób kontrolowanego zażywania substancji, od której jest uzależniony, działo się cokolwiek złego. Wkrótce jednak, na ogół ze zdziwieniem, stwierdza, że wrócił na „swoje dno”. Prawda, niestety, jest taka, że zachowując abstynencję nawet przez wiele lat, nikt uzależniony nie może wrócić do poprzedzającej uzależnienie psychofizycznej normalności.

Drugim wspólnym obszarem zarówno psychoterapii świeckiej, jak chrześcijańskiej jest nastawienie na mentalne uporządkowanie pacjenta. Uzależnienie fizyczne zostaje w psychice obudowane wieloma mitami i naciąganymi usprawiedliwieniami, a to daje specyficzne poczucie bezpieczeństwa. Zniewolony człowiek jest tym bardziej sam wobec siebie i innych zakłamany, im mniej panuje nad swoim życiem i im bardziej kogoś przez to krzywdzi. Alkoholik, narkoman, palacz czy hazardzista za wszelką cenę nie chce zobaczyć złych skutków swojego nałogowego postępowania. Każdy, kto postanawia wrócić do normalności, musi zrewidować swoje poglądy i wartości oraz tak wszystko od nowa poukładać, żeby było logiczne i jednoznaczne moralnie.

Rozdroże
Doszliśmy tu do momentu, kiedy drogi terapii świeckiej i chrześcijańskiej się rozchodzą. Chrześcijańskie podejście dość znacznie różni się od leczenia świeckiego – jego cechą najważniejszą, najwspanialszą i decydującą o większej skuteczności jest nastawienie terapeutów i pacjentów na współpracę z Bogiem i oczekiwanie od Niego cudów. – Tak zwyczajnie. Jako specjalista psychoterapii miałem okazję pracować zarówno w świeckim, jak i w chrześcijańskim lecznictwie odwykowym i mogę poświadczyć, że efekty Bożych interwencji zawsze wykraczają poza przyziemne ludzkie wyobrażenia.
W terapii świeckiej pacjentowi pomaga terapeuta, zaś w chrześcijańskiej Bóg oraz terapeuta… któremu pomaga Bóg… Nie można oczywiście odebrać terapii świeckiej profesjonalizmu, a „świeckim” terapeutom serca i zaangażowania. Gdy jednak tak zwana „wyleczalność” (zaliczana, gdy pacjentowi udaje się utrzymać abstynencję przez minimum 2 lata) w świeckim lecznictwie odwykowym wynosi średnio ok. 30-35 proc., w chrześcijańskim sięga nawet 70 proc. (przy czym „chrześcijańskiego” pacjenta uważa się dopiero za „rokującego”, gdy wytrwa w abstynencji przez minimum 5 lat). Ale też prawdą jest, że skuteczność chrześcijańskich ośrodków może znacznie zmaleć, gdy do takich miejsc wkrada się oziębłość duchowa i prywata. Dlatego jest tak ważne, żeby zawodowy personel ośrodków chrześcijańskich trwał w modlitwach i był jak najbliżej Pana. Tylko ktoś, kto żyje Bożym Słowem i trwa blisko Boga, ma realną szansę, by pomóc potrzebującym. Dopiero wówczas chrześcijański terapeuta może liczyć na Boże prowadzenie i nadnaturalne wsparcie, które niejednokrotnie objawia zaskakujące sprawy i otwiera niezbadane obszary ludzkich dusz.

Biblia – podręcznik psychoterapeuty
Życie osób uzależnionych, które się nawróciły, zmienia się z reguły w sposób radykalny i trwały. Jest tak, ponieważ warunkiem chrześcijańskiej terapii według Biblii, jako podstawowego podręcznika psychoterapeuty, jest wymóg porzucenia przez pacjenta wszelkich nałogów i ryzykownych przyzwyczajeń oraz zaprezentowania widocznej zmiany w stosunku do otoczenia. Mając zamknięte takie furtki do uzależnienia, jak papierosy, kawa czy agresja i wulgarne słownictwo, dominujący nałóg ma mniejsze szanse na to, by znów mógł powrócić. Terapia świecka natomiast trwa na stanowisku dokładnie odwrotnym. Uważa się, że pacjent, który rozpoczął abstynencję od alkoholu czy narkotyków, „może psychicznie nie wytrzymać” (czego – dokładnie nie wiadomo) w sytuacji pozbawienia go dodatkowo możliwości palenia i picia kawy. Nietrudno się domyślić, że wobec takiego przyzwolenia „świeccy” pacjenci od momentu podjęcia abstynencji jako rekompensatę „łykają” tytoniowy dym i wypijają hektolitry kawy. Nałogowa osobowość nie ma warunków, żeby uwolnić się od nałogowego reagowania. Między innymi dlatego większość pacjentów po zakończeniu świeckiej terapii wkrótce wraca do swojego głównego nałogu.

Ja – uzależniony
W świeckiej terapii uzależnień nowa tożsamość pacjenta to tożsamość: „ja – uzależniony”. Wykształca się ona w trakcie fazy terapii uświadamiającej uzależnionemu, na czym polega jego problem, ale niestety, statystyczny pacjent świeckiej terapii na takie myślenie o sobie przestawia się w sposób trwały. Tacy abstynenci żyją podporządkowani lękowi przed powrotem do nałogu i dla zwiększenia poczucia bezpieczeństwa angażują się w samopomocowe społeczności anonimowych uzależnionych. Z początku jest to dobre, ale spotykając się we własnym gronie, latami rozpamiętują czasy własnego upadku oraz liczą zgromadzone lata abstynencji. Metoda ta powstrzymuje część z nich od powrotu do czynnego nałogu, ale z drugiej strony wielu uniemożliwia dojście do takiego stopnia rozwoju, jaki potencjalnie jest dla nich do osiągnięcia. Samo niepicie i przebywanie w hermetycznym środowisku abstynenckim to przeważnie zbyt mało, by się wystarczająco dobrze odnaleźć w życiu.

Ja – chrześcijanin
Nieco inaczej rzecz ma się z pacjentami po terapii chrześcijańskiej – ich tożsamość to: „ja – chrześcijanin”. Jedną z piękniejszych rzeczy, jaką można przeżywać, pomagając uzależnionym na sposób chrześcijański, jest obserwowanie w ludziach błyskawicznych zmian na lepsze, od momentu gdy zawierzają swoje życie Bogu i decydują się za Nim podążać. Gdy decyzja taka jest naprawdę szczera, ludzie, których już dawno przekreślono lub którzy nawet przekreślili sami siebie, w krótkim czasie wychodzą z problemów uzależnień i kolizji z prawem. W większości pozostają abstynentami i z czasem stają się wręcz „innymi osobami”. Pogodni, uczciwi i wyzbyci dotychczasowych kompleksów nie muszą już niczego udowadniać. W ich rodzinach obowiązują diametralnie inne niż wcześniej standardy życia i wzajemnych relacji. Również u domowników, którzy zgodnie z obietnicą Słowa Bożego, kolejno się nawracają, zanikają nałogi, kłamstwa, przekleństwa i zdrady. Dzieci odzyskują wiarę w autorytet rodzicielski, znika wiele problemów, które wcześniej wypychały je na margines społeczny. Uzdrowieniu ulegają całe rodziny.

Życie, które prostuje Bóg
Obserwowanie, jak, dosłownie z dnia na dzień i z miesiąca na miesiąc, pacjent przez wiarę, modlitwę i Słowo Boże zmienia się w oddanego Bogu i uczciwego, normalnego człowieka, jest czymś, co po prostu zapiera dech w piersiach. Dla zobrazowania, podam kilka przykładów:

Sławek kilka lat przepił i kilka lat odsiedział. Po terapii poszedł do szkoły, by zrobić maturę. Zajął się pracą z dziećmi ulicy. Podobnie Tomek, który przybył do ośrodka uzależniony od narkotyków, zagubiony i z masą kompleksów. Obaj ze Sławkiem, w tej samej miejscowości, zajmują się trudnymi dziećmi. Daniel, 18-letni samouk informatyk z dobrą znajomością angielskiego. Parę lat był na prochach. Wierząca matka wymodliła dla niego Boże dotknięcie i znalazł się w ośrodku. Podczas terapii zapragnął nauczyć się gry na gitarze, żeby muzyką uwielbiać Pana. Nauczył się szybko i dobrze. Po powrocie do domu podjął pracę, ożenił się. Gra w grupie uwielbieniowej. Daniel i Kinga. Para młodych ludzi uzależnionych od narkotyków. Aby pokonać nałóg, w tym samym czasie, zgłosili się do dwóch chrześcijańskich ośrodków. Zrobili to, żeby ratować swój związek. Przylgnęli z całych sił do Jezusa i On zmienił ich życie. Po terapii pobrali się. Pracują, mają własne mieszkanie, plany na przyszłość i wolność od nałogu. Takie przykłady można mnożyć bez końca, ale tak naprawdę wszystkie one mówią o tym samym. O zmienionym życiu zwykłych ludzi, które kiedyś się poplątało, ale Bóg nie zostawił ich bez pomocy.

W chrześcijańskiej terapii obowiązuje hasło: oddaj życie Bogu, wylecz się i bądź chrześcijaninem, a chrześcijanin nie ma czasu i potrzeby oglądania się za siebie.

Comments are closed.