Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Życie dla Bożej Chwały

AJedl

Tekst: Anna Kobus

Początek mojej historii sięga 2013 r. Wśród katolików rok ten okrzyknięto rokiem wiary i mimo, że teraz z tym wyznaniem nie mam już wiele wspólnego, ale wówczas ten rok stał się takim i dla mnie.

Wtedy to straciłam dwa filary pozornie stabilnego, wygodnego życia. W przeciągu kilku miesięcy moje małżeństwo runęło, niczym dom budowany na piasku, pod wpływem lekkiego podmuchu wiatru. Z gorzką refleksją przyznaję, że na kruchych podwalinach, a nawet ich braku, budowałam swoje 7-letnie małżeństwo. Z rozwodami jest już tak, że w miarę upływu lat i głębokiej refleksji na temat życia, nie do końca jest klarowne, kto rzeczywiście „zawinił”.

W moim przypadku, mąż okazał się człowiekiem prowadzącym przez pół roku podwójne życie. W momencie, gdy się o tym dowiedziałam, byłam zdruzgotana. Rozczarowanie i ból przeplatały się ze złością i goryczą. Poczucie honoru kazało mi jak najszybciej zakończyć ten rozdział w życiu. Złożenie pozwu dało mi paradoksalne poczucie zwycięstwa w wielkiej przegranej mojego życia.

Po wyprowadzce męża, odeszłam też z pracy, z którą wiązałam ogromne nadzieje, a która okazała się wyniszczająca dla mojej psychiki. Szefowa wykorzystywała mnie jako pionek w personalnej rozgrywce pomiędzy dwoma działami. Zjawisko mobbingu w pracy stanowiło dla mnie chleb powszedni. Czułam, że znalazłam się w sytuacji beznadziejnej.

Utrata dwóch mocnych filarów życia wiązała się z olbrzymią dawką stresu i poczucia totalnej destabilizacji. Na terapii dowiedziałam się, że mogę spokojnie poddać się depresji, gdyż okoliczności, w jakich się znalazłam, mnie do tego uprawniają!

Zastanawiacie  się  pewnie, gdzie w tym wszystkim umiejscowić Boga i jaka była wówczas moja relacja z Nim? Otóż, dopiero w momencie kryzysu, zaczęłam go szukać gorliwie i z desperacją.

Nigdy nie poddałam się poczuciu depresji i beznadziei. Z wiarą patrzyłam w przyszłość.  On w swej ogromnej miłości, mimo mojego upadku, był cały czas przy mnie. Stawiał na mojej drodze ludzi, okoliczności, wydarzenia zmierzające do całkowitego odbudowania mojego życia.

Gdy wpuściłam Jezusa do swojego serca, On uwolnił mnie z poczucia skrzywdzenia, wyzwolił od gniewu i  nieprzebaczenia. Proces uzdrawiania nie należał do łatwych. Często nazywam go tzw. „obdzieraniem ze skóry”, gdyż dowiadywanie się prawdy o sobie czasem boli. Stara natura człowieka musi umrzeć, aby to, co czyste i dobre mogło znaleźć swój szlachetny pojemnik. Trzeba zmierzyć się ze wszystkim, co chowało się w piwnicy przez długie lata. Duch Święty daje mądrość do odnajdywania w sobie rzeczy kwalifikujących się do oderwania, warstwa po warstwie. To tylko twoja decyzja, czy chcesz się pozbyć tego od razu, czy dalej chować w piwnicy, ale wtedy pamiętaj – będzie śmierdzieć.

Ja wybrałam drogę radykalnych zmian. Jezus nadal pomaga mi w odrywaniu kolejnych warstw. W ciągu dwóch lat moje życie zmieniło się nie do poznania. Odnowiłam przyjaźń z mężczyzną, który był moim przyjacielem w liceum. Nasza relacja przerodziła się w wielką miłość. Myślę, że już w wieku 15 lat nasze spotkanie nie było przypadkowe. Brak pokory odciągnął jednak nieco Boże plany w czasie.

Nasz związek przeżywał wiele wzlotów i upadków. Drzemało we mnie jeszcze sporo lęków i uprzedzeń z poprzedniego życia. Łukasz też borykał się z własnymi problemami, aczkolwiek dzięki nadprzyrodzonej sile i wsparciu, płynącym prosto z Nieba, wyszliśmy z tej walki zwycięsko.

Po 1,5 roku odnowionej znajomości, wzięliśmy ślub. Jesteśmy dla siebie przyjaciółmi, kochankami, a przede wszystkim braćmi w Chrystusie. Obydwoje mamy głód Boga. Uwielbiam nasze rozmowy o Bogu, czytanie Pisma i dyskusje o duchowych sprawach. Nasze małżeństwo budujemy na najmocniejszym fundamencie – Bożym Słowie. Mamy pragnienie służenia Bogu. Chcemy mu podziękować za to, jak w dwa lata, w cudowny sposób odbudował nasze życie.

Bożych cudów jeszcze nie koniec. Po korporacyjnym doświadczeniu, Bóg dał mi pracę, w której w końcu wykorzystuję swoje talenty. Zaczęłam od tak zwanej pracy z doskoku, na umowę zlecenie, a po pół roku otworzono dla mnie nowy etat. Bóg daje mi wiele wskazówek, jak mam postępować w pracy. Poprzez sny objawia mi swoje plany, strategie działania przy kolejnych projektach. Włożył w moje serce plan restrukturyzacji całego działu.

Wraz z mężem otrzymujemy ogromne finansowe błogosławieństwo. Wierzymy, że jest to część większego Bożego planu dla nas.

Jesteśmy bardzo wdzięczni pastorom i liderom Kościoła Chwały. Tzw. „Boży przypadek” przyprowadził nas w to miejsce. Nauczyliśmy się tutaj duchowych praw, już wiemy czym jest duch tradycji i religii, na czym polega duchowa walka i jak stać w Bożym autorytecie. Wiemy, że jeszcze wiele przed nami, ale czujemy, że potężny fundament został  wylany.

Szczere wierzę , że Bóg chce, aby Kościół Chwały był miejscem oddawania Jemu prawdziwej chwały. Wiem, że w naszym kościele jest wiele osób po przejściach. Gromadzimy się tutaj, aby oddać cześć Bogu za to, że w cudowny sposób odbudowuje nasze życie. W pewnym momencie wzrastania w Nim dochodzimy do pragnienia, żeby całe nasze życie złożyć na ołtarzu Jego Chwały, Mocy i Majestatu.

Chwała Panu!

Comments are closed.