Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Z kim jadasz swój lunch?

MP_150Tekst: Marcin Podżorski

„…owych czterystu pięćdziesięciu proroków Baala i czterystu proroków Aszery, którzy jadają u stołu Izebel(1Krl. 18:19b).

Gdy bowiem Izebel kazała tępić proroków Pana, Obadiasz zgromadził stu proroków, ukrył ich po pięćdziesięciu w pieczarach i żywił ich chlebem i wodą” (1Krl.18:4).

W ostatnich latach zrobiono bardzo wiele, by przekonać chrześcijan wychowanych w kulturze zachodniej, iż podstawowym miernikiem Bożego błogosławieństwa dla działalności kościoła są pieniądze generowane przez daną służbę i liczba ludzi zgromadzonych przy tej służbie lub w tym kościele.

OK, zdarzają się sytuacje, w których liczba ludzi czy generowana kasa jest potwierdzeniem błogosławieństwa nad kościołem czy też Bożego poruszenia w mieście czy narodzie. Ale nie możesz tego wziąć za pewnik, bo się po prostu ośmieszysz. Przyjmując ten tok rozumowania, musielibyśmy uznać, ze najbardziej błogosławione są liberalne kościoły, które wyparły Ewangelię Królestwa socjalną papką w miłym opakowaniu.

Gdyby tak było, jak próbuje się nas przekonać, to w świecie zachodnim mielibyśmy eksplozję przebudzenia. A tak niestety się nie dzieje. Bardzo często te tzw. megakościoły budują swój wzrost na byciu miłym i niekontrowersyjnym i przyciąganiu ludzi z małych kościółków i zborków, dla których udział w takim zgromadzeniu jest nobilitacją. Dawniej ludzie chodzili do kościoła na spotkania w sale zborowej bez klimatyzacji, a teraz postęp – mamy nowoczesne sale z klimą i telebimami. Dawniej spotkanie w gronie 20 osób, teraz setki i tysiące. Dawniej pieśni śpiewane z książeczek, teraz słowa pieśni na wielkich ekranach. Wielki świat.

Ikony rynku chrześcijańskiego sprzedają w milionowych nakładach swoje książki, poradniki chrześcijańskie, pojawiają się cyklicznie  w rankingach najlepiej sprzedawanych autorów, tyle tylko że na nic się to nie przekłada w kontekście przebudzenia. Wychowano sobie pokolenie, które jest coraz mniej zainteresowane rzeczami duchowymi. Co uczciwszy głoszący zaczynają z tego grona zaczynają dostrzegać mizerny owoc ostatnich powiedzmy 20 lat różnych działań chrześcijaństwa świata zachodniego i nie bardzo potrafią się z tego wytłumaczyć.

Dlatego też dziś piszę praktyczny artykuł, żebyśmy w naszym życiu nie rozminęli się z Bogiem i zamiast zjeść lunch z prorokami Pana nie zjedli posiłku z prorokami Baala i Aszery na dworze Izebel, tylko dlatego że zjemy go złotą łyżką.

Duch Prawdy – duch błędu
Biblia nazywa Ducha Świętego – Duchem Prawdy, który wprowadza nas we wszelką prawdę. Duch Święty jest nam dany nie tylko, by nas pocieszać, ale również objawiać prawdę Słowa Bożego. Biblia przeciwstawia Ducha Prawdy duchowi błędu (fałszu). Rolą Ducha Świętego (Ducha Prawdy) jest niesienie objawienia Słowa Bożego w celu zrozumienia rzeczywistości duchowej. Duch błędu działa odwrotnie – powoduje zaciemnienie prawd biblijnych, w taki sposób, żebyś miał błędne wyobrażenia o rzeczach duchowych. Pokazuje nam inne cele niż biblijne, w ten sposób wykrzywiając proste z natury drogi Pańskie.

Jak działa duch błędu na gruncie chrześcijańskim? Najprościej rzecz ujmując, poprzez kwestionowanie roli i pozycji Chrystusa. Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach w chrześcijaństwie zza kazalnicy nie powie: „Jezus nie jest Bogiem” , ale wszędzie wokół można zobaczyć w praktyce działanie ducha błędu poprzez kwestionowanie mocy i wielkości Namaszczonego (tj. Chrystusa).

Jak wytłumaczysz funkcjonujące nurty w chrześcijaństwie, które nie są zainteresowane mocą Bożą? Jak wytłumaczysz pastorów, którzy odradzają „swoim” owieczkom interesowanie się rzeczami duchowymi? Co powiesz o ludziach, którzy nie uznają chrztu w Duchu Świętym, darów duchowych, strasząc wiernych, że można mieć języki od diabła? Co powiesz o pastorach, którzy nie są zainteresowani namaszczeniem, obecnością Ducha Świętego na spotkaniach? Wreszcie co powiesz o przywódcach, którzy przyjmują do kościołów młodych, głodnych Boga wierzących, a po paroletniej obróbce duchowej wypuszczają cyników, którzy w nic nie wierzą i mają wszystko w… nosie?

Na tym polega właśnie praca ducha błędu. Oślepiać ludzi, tak by nie szli za prawdą. Boża perspektywa wynikająca z Biblii jest zastępowana ludzką perspektywą. Boże cele ludzkimi celami. Nie mamy obecności Bożej, nie szkodzi, ale mamy ładną salę. Nie mamy wizji z nieba, nie szkodzi – mamy socjalne programy angażujące chętnych. Nie mamy słowa od Boga, kto by dziś sobie zaprzątał głowę czymś takim? Pastor nie wie, gdzie prowadzi kościół ? A kto to w ogóle rozpozna?

Skutkiem działania ducha błędu jest miejsce, gdzie Chrystus i realne podążanie za Chrystusem jawią się nam jako coś nieatrakcyjnego dla zwykłych śmiertelników. W rezultacie przychodzi myśl – po co się wysilać, jak można mieć i ludzi, i ich pieniądze w prostszy sposób. Tyle, że to właśnie jest zwiedzenie.

Nie ma próżni
Jeżeli nie chcemy Ducha Prawdy w Kościele, to miejsce to zajmą inne duchy. W rezultacie w kościele możemy mieć i ludzi, i pieniądze – i jednocześnie być całkowicie kontrolowani przez te inne duchy. Po czasie może i chciałbyś coś zmienić, ale odkryjesz, że nie masz już żadnej siły… Stałeś się marionetką.

Zacząłem ten artykuł od przypomnienia sytuacji za czasów Eliasza. Prorocy Pana jedli wodę i chleb poukrywani w jaskiniach, zaś prorocy Baala i Asztery jedli u stołu królewskiego na dworze Izebel. W czasach, które przychodzą, każdy będzie się musiał opowiedzieć, przy którym stole zasiądzie, aby zjeść swój lunch.
Nie da się być zarówno przy jednym, jak i drugim stole.

Wiele ludzi „woła” o przebudzenie, „pracuje” na rzecz przebudzenia tak długo, jak nie wymaga to od nich ofiary i nie narusza stanu posiadania. Czy jesteś gotowy opuścić pałac Izebel i przesiąść się na chleb i wodę?

Comments are closed.