Blogi
Nie samym chlebem żyje człowiek (Listopad 25, 2017 10:38 pm)
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)

Z chaosu do światłości

20150612_jezyki_1000

Tekst: Urszula Matan

„A ziemia była pustkowiem i chaosem; ciemność była nad otchłanią, a Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód. I rzekł Bóg: Niech stanie się światłość. I stała się światłość. I widział Bóg, że światłość była dobra. Oddzielił tedy Bóg światłość od ciemności.” I Moj. 1:2-4

Wyobraźmy sobie dom, stary, np. 200-letni, w którym od dawna nikt nie sprzątał strychu. Dziesiątki rodzin po kolei składały na tenże strych niepotrzebne rzeczy, sterty puszek po farbach piętrzą się pod sufit, niektóre przewróciły się i rozlały, a farby zaschły na kamień. Pająki uwiły kilometry pajęczyn, kurz poosiadał wszędzie, myszy powygryzały dziury w meblach i materiałach, roznosząc trociny po całym strychu. Wąskie ścieżki do chodzenia między rzeczami pozwalają tylko na wejście i dorzucenie kolejnych gratów. Ten smutny obraz to niestety symboliczny widok wnętrza większości chrześcijan.

Można w tym stanie próbować wierzyć, przebaczać, wzrastać, służyć, ale nic dziwnego, że nie ma się zbyt wielu sukcesów i ochoty do życia. Znalazłam podobny obraz w Biblii, mówiący o stanie świątyni za czasów królów Hiskiasza, potem Jozjasza, kiedy kapłani, aby oczyścić świątynię, musieli wynosić z niej nieczystości(!), usuwać obce bóstwa, komnaty nierządników itp. ( II Król. 23 i II Kronik 30). Jesteśmy świątynią w której przebywa Duch Święty. Też potrzebujemy oczyszczać naszą świątynię, żeby boże życie płynęło obficie przez nas i na zewnątrz. Odkryłam, że wcale nie jest tak, że jak słuchamy Słowa, uwielbiamy czy głosimy innym to automatycznie pojawia się potężne namaszczenie i dzieją cuda jak w dniach dziejów apostolskich. Więc może, idąc tym tropem, coś blokuje swobodny przepływ i potrzebujemy udrożnienia?

Bogu niech będą dzięki, że dał nam taki cudowny sposób, taki duchowy „czyścik”, którym jest – tak! – modlitwa w duchu, czyli innymi językami. Różnymi. Zaczynamy się modlić, w tym „stanie strychu”, chodzimy sobie po pokoju, modlimy w językach, aż tu nagle – jakby ktoś przebił dziurkę w zastałym kawałku starej farby – trach – i robi się przestrzeń. Nagle Bóg jest odrobinę większy, troszkę nadziei prześwituje. Modlimy się dalej – nagle pojawia się wdzięczność za zbawienie, zachwyt dla stworzenia, więc napieramy śmielej dalej – bam – rozpada się depresyjka, pojawia radość, aż chce się śpiewać i skakać. Więc wchodzimy w te korytarze głębiej i odskrobujemy dalej – modląc się coraz głośniej i mocniej, zaczynamy czuć odrazę do tej sterty głupich programów oglądanych co dzień w tv, do plotek przez telefon itp. itd., co kto tam miał w zanadrzu. Ogarnięci falą modlitwy coraz śmielej sobie poczynamy – zmieniają się nam języki, zaczynamy walczyć i sprawia nam to frajdę – bo nagle widzimy Boże plany przed sobą, czujemy ekscytację w duchu, rozwalamy różne paskudne rzeczy, nad którymi dotąd kiwaliśmy z oburzeniem głowami, oj, takie czasy, ostateczne…

Ale cóż to – nagle przychodzą idee i wizje, zaczynamy wypowiadać prorocze słowa nad sobą, rodziną, innymi, miastem, itd. itd. Bóg jest na tronie, radość nas rozpiera, wiara wydaje się łatwa, pokuta zajmuje sekundę, kochamy cały świat! W dodatku całym sercem chcemy być posłuszni Bogu i Mu służyć.

Całą tę historię dedykuję wszystkim, którzy kwestionują ten najprostszy boży dar, dar języków, mówiąc, że nie wszyscy… że oni przeżyli przecież już chrzest Duchem Świętym, 5 lat temu, ale nie modlą się językami, że można być chrześcijaninem i bez; a jak się i czasem modlą, to szemrzą w koło te same trzy słowa, a już w żadnym wypadku głośno się nie pomodlą w językach, bo to jakieś diabelstwo, to agresywne jakieś takie…

Proponuję spróbować, jak dobry jest Bóg, że dał nam tak wspaniały dar, takie narzędzie, którego POTRZEBUJEMY codziennie, żeby właśnie nie stawać się jak stary strych, żeby nic nie blokowało bożego życia w nas, żeby poszerzać się w swoim wewnętrznym człowieku, doświadczać przełomów, zwycięstw, wizji, odświeżenia. I tak jak duchowy człowiek do duchowych rzeczy przykłada duchową miarę, tak ducha ludzkiego budujemy i poszerzamy duchowymi środkami, na czele z modlitwą w językach. I jeszcze jedno – Bóg dał nam różne języki, abyśmy mogli dostosować narzędzia do celu pracy. Język uwielbienia, wstawiennictwa, walki duchowej, język zradzania w duchu, język wypowiadania proroczego rzeczywistości, jest całe bogactwo świata języków Ducha Świętego – czemu mielibyśmy się nie rozwijać w tym, co jest nam dane, dla każdego wierzącego, ktokolwiek zechce… W tym możemy się ćwiczyć, po prostu jak najczęściej się modląc, jak to zresztą poleca nam apostoł Paweł, w swoich listach. W 14 rozdziale I listu do Koryntian stwierdza, że „ Dziękuję Bogu, że ja o wiele więcej językami mówię, niż wy wszyscy”. Czy w Liście do Efezjan 6:18 – „ W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych…”.

No a co z tym chaosem i światłością? Chaos, pomieszana dusza z duchem, emocje z wiarą, i tym podobne stany są wielkim wrogiem chrześcijaństwa. Szatan jest autorem chaosu, również w naszym życiu i potrzebujemy uporządkowania. To także, a może w pierwszej kolejności czyni modlitwa językami – rzeczy z głowy są stawiane na nogi. Nie wierzysz? Spróbuj, zacznij się modlić, śmiało i konkretnie, zamknij się w pokoju czy idź do lasu i zacznij się głośno modlić językami, a doświadczysz, co to znaczy, kiedy chaos ustępuje i Bóg wprowadza Swój ład. Wtedy każde Słowo z Biblii nabiera właściwego znaczenia, jest jak światło zapalane w ciemnym pomieszczeniu. Natychmiast je przyjmujesz i zasiewasz w sercu. Tego wszyscy potrzebujemy, przez całe nasze życie z Bogiem.

Kochani bracia i siostry! Módlmy się językami, jak najwięcej, odważnie, a zmienimy naszą rzeczywistość i poszerzymy Jego królestwo. To jest takie proste, a jednak budzi wciąż tyle sprzeciwu, jakby komuś zależało, żeby nas zatrzymać. Ciekawe, komu…?

Comments are closed.