Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Walka o wiarę w uzdrowienie

3 sierpnia 2022
Comments off
173 Odsłon

List Judy 1:3b-4a

„… Uznałem za konieczne napisać do was i napomnieć was, abyście podjęli walkę o wiarę, która raz na zawsze została przekazana świętym. Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie…”

Wywodzę się z rodziny, w której było dużo chorób tak zwanych cywilizacyjnych. Zaraz po moim nawróceniu zabiegałam o objawienie na temat uzdrowienia, a tak naprawdę trwania w darowanym mi przez Boga zdrowiu. Przez kilkanaście lat całkiem dobrze to działało, jednak potem pojawiły się okoliczności, które stawiły czoła mojej wierze. Wróciłam czasowo do rodzinnego domu, zaczęłam spędzać więcej czasu ze starszymi ludźmi, między innymi opiekując się członkami mojej rodziny. Niektórzy zapadli na szereg chorób, jednak nie do końca podzielali moją wiarę w nadprzyrodzone uzdrowienie. Nie chodzi nawet o to, że wszyscy byli negatywnie nastawieni, bo mój umierający ojciec w ogóle nie narzekał (w przeciwieństwie do niektórych znajomych chrześcijan!). Jednak ciągłe wizyty w szpitalach, czekanie na SOR-ze, patrzenie na ludzkie cierpienie i wady systemu służby zdrowia oraz rozmowy o chorobach zrobiły swoje. Modliłam się o uzdrowienie różnych osób regularnie, wyglądało to jednak tak, jak gdyby modlitwy nie działały.

Dostałam od Pana w tym kontekście wiele obietnic, na przykład w Księdze Izajasza 33:24a przeczytałam, że „żaden mieszkaniec nie powie: jestem chory”. „Dobrze Boże – pomyślałam – ale tutaj są sami chorzy ludzie. Jakie są jednak okoliczności tego stanu? (Proponuję w tym celu zapoznać się z dłuższym fragmentem: Izajasza 33:13-24). Zrozumiałam, że mamy „patrzeć na króla w jego piękności–na Jezusa – a nie na dzieła przeciwnika (Izajasza 33:15 – „… kto zamyka oczy, aby nie patrzeć na zło”). Nawet na pustyni Mojżesz kazał zbuntowanemu ludowi patrzeć na miedzianego węża, który był typem ofiary Chrystusa. Izajasz mówi: „obwisły twoje liny” – co może oznaczać, że nie trzymamy się wiarą pewnych aspektów życia, że nasz okręt nie płynie w dobrym kierunku. Trzeba to poprawić, jeśli tak się dzieje. Jednak Bóg jest jak ogień, który trawi i pożera nie tylko przeciwnika i jego dzieła. Konsumuje też to, co jest niewłaściwe w nas.

Wróciłam do Warszawy i było jeszcze gorzej, ponieważ symptomy chorób rodzinnych zaczęły atakować również mnie. Tak naprawdę na nic poważnego nie zachorowałam, jednak dokuczały mi na przykład bóle brzucha, drętwienie nóg czy dziwna, jakby nienaturalna słabość. I jakieś pryszcze, które na wyraźny rozkaz „wynosić się” wynosiły się, owszem, ale w inne miejsce na ciele. Tak jakby w moim organizmie próbowało zainstalować się negatywne dziedzictwo przodków.

Zawsze w takiej sytuacji oczywiście modliłam się i większość tych boleści przechodziła po około dwóch godzinach. Również objawy nowej choroby będącej przyczyną epidemii. Już to wskazywało, że jest to raczej atak niż organiczna choroba. Wtedy zrozumiałam, że muszę zawalczyć o wiarę za pomocą Słowa Bożego. Nie żebym nie słuchała go albo nie czytała wcześniej, po prostu musiałam wgłębić się w konkretny temat. Trzymam się nauczania mojego kościoła na temat uzdrowienia i nie porównuję go z innymiDlatego przeczytałam coś z klasyki – książkę F.F. Bosthwortha „Chrystus Uzdrowiciel”. Łącznie 3 razy w przeciągu kilku miesięcy, tyle bowiem trwała moja walka o wiarę. Rozważałam też i wyznawałam słowo na określony temat – Boskiego zdrowia. Podczas postu kościoła i na spotkaniach nieraz adresowałam ten temat. I wiecie co? Podziałało. Symptomów już nie ma.

Nie obyło się bez przygód. Na przykład pewnego razu, pakując kołdrę do pawlacza, straciłam czucie w nogach i spadłam. Runęłam na kręgosłup i głowę i poczułam, jakbym weszła w Bożą obecność. Zaczęłam się modlić i na początku oprócz nóg zaczęły drętwieć mi ręce. Wyznawałam znane mi wersety i nagle zobaczyłam Jezusa, któremu przebito nogi i ręce. W tym momencie wszystko minęło.

Miałam też okazję wielokrotnie, również podczas wyjazdu wakacyjnego, sprawdzić znaną zasadę: „Im więcej Słowa Bożego, tym więcej siły do życia”. Poleciałam za granicę w niezbyt dobrej kondycji z postanowieniem czytania codziennie siedmiu rozdziałów z Biblii (i niewybierania najkrótszych). Nagle okazało się, że mogę wszystko – włóczyć się w upale po kilka godzin dziennie, pływać, łazić po jaskiniach. Nie przespałam urlopu, nie przespałam też czasu nawiedzenia, szansy, aby zbudować się duchowo, zanim problemy eskalują. I za to ostatnie jestem najbardziej wdzięczna Bogu. W ostatnich tygodniach udało mi się przyjąć uzdrowienie z choroby ucha, gdzie oprócz przeziębienia skorygowana została też niewielka wada. Modliła się za mnie wstawienniczka z mojego kościoła, a ja byłam przygotowana, aby to uzdrowienie przyjąć. I stało się. Moje ucho jest zdrowe.

Comments are closed.