Wakacyjny portfel

19 sierpnia 2013
Comments off
2 006 Odsłon

Tekst: Piotr Liskiewicz

Wakacje już niemal za nami. Jak co roku, przez całe lato telewizja serwowała nam reportaże z kurortów: turyści gęsiego chodzący po szlakach turystycznych albo plażowicze na zatłoczonych plażach. I jak zwykle słyszymy narzekania, że wszędzie drogo, a standard niski.

Trudno, by w szczycie sezonu było tanio, kurorty świeciły pustkami, a sprzedawcy i restauratorzy poświęcali każdemu turyście wystarczająco dużo uwagi – gdy turystów jest akurat na pęczki. Od dość dawna zastanawiałem się: dlaczego właściwie Polacy wybierają się na wakacje tylko latem? Przebywając zimą na Krecie, rozmawiałem z kilkoma właścicielami tamtejszych biznesów. Część hotelarzy, którzy podpisali umowy z polskimi biurami turystycznymi narzekała, że mają pełne obłożenie w lipcu i sierpniu, a w kwietniu, maju, czerwcu, wrześniu i październiku hotele są puste…

Właśnie – rozumiem, że rodziny z dziećmi w wieku szkolnym muszą wyjeżdżać w lipcu/sierpniu. A cała reszta? Widocznie lubią wydawać więcej pieniędzy za gorszy standard. Poza szczytem sezonu turystycznego ceny spadają, i to dość mocno. Łatwiej o tanie wycieczki last-minute, łatwiej jest się targować o lepszą cenę noclegu (w wypadku wyjazdów indywidualnych), na plażach jest więcej miejsca i nie ma się uczucia, że jest się w ludzkim mrowisku, ceny wynajmu samochodów spadają. Poza tym łatwiej rozmawia się z „tubylcami”, kiedy jest się jednym z nielicznych turystów, niż kiedy przybywa się wraz ze „stonką turystyczną”.

Co więc zrobić, żeby zafundować sobie najtańsze i najlepsze wakacje? To całkiem proste.

A może za granicę? 
Duża część Polaków tradycyjnie jeździ nad Bałtyk, na Mazury lub w góry – bo „nie stać ich wyjechać za granicę”. Być może opcja namiot, konserwy, zupki z proszku i autostop (dla młodych dorosłych) będzie tańsza od jakiegokolwiek wypadu zagranicznego. Ale jeżeli już chce się mieszkać w czterech ścianach – i to najlepiej przyzwoitych, bez zestawu mebelków wypoczynkowych á la późny Gierek, zjeść przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie (czasami w restauracji) – tańsza będzie wycieczka last-minute lub samodzielny wyjazd za granicę. Jakiś czas temu wraz z pięcioma kolegami wyjechaliśmy do Turcji, miała to być wyprawa jak najbardziej niskobudżetowa (czyli właśnie autostop, konserwy, najtańsze lokalne bary, tanie hostele i pola namiotowe). Cała wyprawa trwała trzy tygodnie, a wydałem 300 dolarów. Ceny wszędzie wzrosły, lecz sądzę, że dziś udałoby mi się to powtórzyć za 1200-1400 zł. Jechaliśmy na południe pociągami, granice przekraczaliśmy pieszo – lub autostopem – żeby nie płacić najdroższych biletów międzynarodowych. Na miejscu okazywało się, że mogliśmy wynająć za grosze pokój w kompleksach hotelowych na turystycznym południu – za ułamek zwykłej ceny. Wraz z wyżywieniem płaciliśmy 500 zł za osobę za dwa tygodnie; normalni turyści płacili 2100 zł za to samo – oni też wydawali 500 zł za pokój, tyle że dopłacali 1600 zł za samolot…

Jeśli zakładamy, że chcemy zatrzymać się w hotelu lub pensjonacie i jeść normalne trzy posiłki dziennie – jakby nie patrzeć, za podobny poziom zapłacimy taniej w turystycznych rejonach Europy. Tam jest więcej hoteli trzy- i czterogwiazdkowych, większa jest konkurencja między nimi, więc ceny są niższe. Również jedzenie jest tańsze niż w Polsce (o porównywalnej jakości), nie tylko w supermarketach.

A może poza sezonem?
Największe oszczędności poczynimy, gdy zdecydujemy się wyjechać poza sezonem. A najlepiej zupełnie poza sezonem… Kilka przykładów? Na wspomnianej już Krecie za studio, którego wynajęcie latem kosztuje około 50 euro – płaciłem 16 euro, za wynajęcie samochodu zapłaciłem 99 euro tygodniowo (250 euro latem), do samych Aten można się było dostać samolotem za 400 złotych w obie strony. I poza tym ma się wrażenie, że jest się jedynym turystą w rejonie – co jest dość ważne, o ile chce się odpocząć od zgiełku miasta.
Wtedy także nie ma problemów z przebieraniem w tanich ofertach last-minute (które latem są znacznie rzadsze). Jednak nie ma róży bez kolców – wyjeżdżając na południe Europy pomiędzy listopadem a marcem, nie powinniśmy się nastawiać, że cały czas będzie świecić słońce, a morze będzie ciepłe (chyba że zamiast na południe Europy wybieramy się na wybrzeże Morza Czerwonego do Egiptu lub – to niestety droższa opcja – na Wyspy Kanaryjskie). Poza tym – jeśli ktoś jest amatorem wypoczynku w tłumie i źle się czuje, kiedy wokół niego nie kręci się masa turystów – powinien sobie darować wakacje poza sezonem.

All inclusive
Dość popularną opcją jest wykupywanie wczasów all inclusive, gdzie turysta otrzymuje trzy posiłki dziennie (i przekąski) w hotelu. Na pewno jest to tańsza opcja, niż gdybyśmy chcieli jadać w lokalnych restauracjach, ale… Czy na pewno ją wykorzystamy? Czy będziemy w hotelu na obiad – to znaczy czy nie planujemy żadnych wycieczek, wyjazdu po śniadaniu i powrotu wieczorem? W takim wypadku może okazać się, że all inclusive nie jest najlepszym pomysłem. Poza tym jadając wszystkie posiłki w hotelu, nie poznamy prawdziwego smaku lokalnej kuchni. Hotelowe stołówki mogą serwować smaczne jedzenie – ale nie można powiedzieć, by te dania powalały na kolana, ani by w pełni oddawały lokalne upodobania kulinarne.

I kolejna sprawa – w gruncie rzeczy hotele oferujące all inclusive podkopują infrastrukturę turystyczną danej miejscowości – turyści nie muszą nigdzie wychodzić, nic kupować, nie wydają pieniędzy w małych, rodzinnych firmach. W pewnym momencie w takim miejscu zostają same turystyczne molochy – a czy chcemy, by tak wyglądały miejscowości turystyczne?

Koszt ubezpieczenia
Jeśli mamy taką możliwość – ubezpieczajmy się na własną rękę. Różnica cenowa między ubezpieczeniami wakacyjnymi oferowanymi przez biura podróży a tymi, które wykupujemy sami, może dochodzić nawet do 40 złotych tygodniowo. Ubezpieczenie jest bardzo ważne i nie warto bez niego wybierać się w żadną zagraniczną podróż, nawet do krajów UE. Jeśli nie mamy czasu, aby chodzić i pytać po ubezpieczycielach – warto zainteresować się ubezpieczeniami oferowanymi w Internecie (na przykład przez internetowe oddziały banków). Są zwykle konkurencyjne cenowo – i nie musimy marnować czasu.

Tańsze, ale czy warto? 
Gdy już podsumujemy wszystkie planowane wydatki (koszt samej wycieczki, ewentualnie opłaty lotniskowe, paliwowe, ubezpieczenia etc.) – zastanówmy się, czy warto wybrać najtańszą opcję. Często są to takie kraje jak Egipt, Tunezja itd. Pamiętajmy, że w tego typu państwach będziemy musieli jeść tylko w hotelu, a jeśli zjemy coś poza nim – ryzykujemy kłopoty żołądkowe (wersja optymistyczna) lub to, że wylądujemy w szpitalu (wersja mniej optymistyczna), co zrujnuje nam wakacje. A czasami i zdrowie. Takie wypadki tłumaczy się „odmienną florą bakteryjną” danego rejonu. Może i tak, ale dlaczego izraelski Ejlat, położony dość blisko egipskiego kurortu Taba, nie ma takich problemów? O wiele bezpieczniejsze (szczególnie jeśli jedziemy z dziećmi) są kraje nie tak obce nam kulturowo: Grecja, Włochy, Hiszpania – czyli południowa Europa.

Kolejny aspekt, na który powinny zwrócić uwagę kobiety. Jeśli jadą do krajów arabskich same z koleżankami, powinny się nastawić na częste nagabywanie, a także nachalne wpatrywanie się – szczególnie, gdy jest się w stroju kąpielowym. Widziałem już Arabki kąpiące się w czadorach, zasłonięte od stóp do głów, w nie z kolei wpatrują się cudzoziemcy… Więc jeśli nie ma się ochoty wysłuchiwać komentarzy pana od ręczników typu: „Habibi, jakie masz piękne oczy, pójdziesz ze mną na kawę? Dasz mi swój telefon?” – warto pojechać gdzie indziej. Ale zakładając, że już wylądowaliśmy w arabskim kraju, a okazuje się, że jednak nie czujemy się tam swobodnie – są jeszcze prywatne plaże (np. będące własnością ośrodków dla nurków), gdzie ogromna większość osób to turyści. Na takich plażach można spokojnie się poopalać. Niestety – zwykle trzeba za to zapłacić, ale czasami lepiej to zrobić, niż wrócić z poczuciem, że zmarnowaliśmy urlop.

Singiel płaci dwa razy
Osoby wyjeżdżające na wakacje samotnie muszą się nastawić na to, że wydadzą więcej – głównie w postaci dopłaty do pojedynczego pokoju oraz braku możliwości rozdzielenia części kosztów (np. wypożyczenia samochodu) na kilka osób. Mimo to są ośrodki, które nastawiły się na obsługę singli – przede wszystkim miejsca oferujące turystykę aktywną. Jeśli więc chcielibyśmy spróbować surfingu, windsurfingu czy kitesurfingu, wyjazd do wyspecjalizowanej bazy sportowej może okazać się strzałem w dziesiątkę. Tam dopłat od osoby samotnej nie pobierają, posiłki są zwykle wliczone w cenę, a samochodu wypożyczać nie trzeba, bo i tak wolny czas spędza się na desce na plaży, obok której znajduje się ośrodek.

Wakacje wcale nie muszą doszczętnie spustoszyć naszych portfeli. Jeśli je dokładnie zaplanujemy, przeanalizujemy, czego oczekujemy po urlopie, i poszukamy tanich rozwiązań – możemy wrócić do domu zadowoleni i ze zregenerowanymi siłami. Miłego planowania urlopów!

Comments are closed.