Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Uzdrowienie Natalii

Uzdrowienie - ciąża

Tekst: Ewelina Słotwińska

Ciąża to piękny czas, oczekiwanie, radość, tym bardziej, że „bycie w ciąży” poprzedziła długa i trudna walka o nią.

Pierwsze USG, pierwsze mdłości, pierwsze ruchy, przygotowania do przywitania dwójki maluchów. Tak! Bliźniaki a raczej dwojaczki, bo w moim brzuchu zamieszkały, można powiedzieć dwie ciąże, chłopiec i dziewczynka.

Ciąża książkowa, wszystko idealnie.

USG w ostatnim trymestrze tuż przed „wielkim dniem”, lekarz mówi, że widzi coś niepojącego u dziewczynki, jej pęcherz rósł i rósł, mimo iż normalnie pracował, to był on za duży. Płacz, łzy, strach, oczekiwanie na kolejne USG i kolejne i kolejne…

Decyzja lekarza jest taka, że jeśli nie przestanie rosnąć kończymy ciążę wcześniej lub podajemy lekarstwa prenatalnie, ale wtedy chłopczyk też je otrzyma. Szukamy innych lekarzy, opiniujemy, konsultujemy. Jest decyzja, że czekamy aż do rozwiązania.

Maluszki przyszły na świat w 38 tygodniu, zdrowe – 10 pkt., tylko ja, mój mąż i lekarz wiedzieliśmy, że następnego dnia nasza Malutka pojedzie na szczegółowe USG. Diagnozy były różne, co lekarz to inna wizja, ale my czekaliśmy nadal na rozwój wydarzeń.

Powrót do domu, uspokoiliśmy się, że z malutką nic się nie działo przez 4 tygodnie, więc będziemy monitorować „problem” i czekać na rozwój wydarzeń. To był czas, gdy ja z żalem i złością modliłam się do Boga, zarzucając mu, że to on na naszą córeczkę zesłał chorobę. Nie znałam Boga, nie byłam nawrócona, nie wiedziałam, że mogę walczyć modlitwą o dziecko.

Kontrola moczu naszej maleńkiej pięciotygodniowej Natalii wykazała, że jest źle, szpital, oddział nefrologii dziecięcej. Musiałam zostawić w domu jej małego braciszka, męża i starszą córkę. Płakałam z bezsilności, z żalu, ze złości. Ale nie przyszło mi do głowy, aby w imieniu Jezusa prosić o uzdrowienie mojego dziecka.

Co działo się w szpitalu? Dzieł szatana nie wychwalam, a są one duże! Tak ogromne jak wielkie są szpitalne korytarze i sale ze zrozpaczonymi rodzicami i ich dziećmi, które czekają na każde słowo lekarza jak na wyrok.

Wyszliśmy ze szpitala z ogromną rozpiską kolejnych badań, adresów specjalistów i schematów postępowań na każdą okoliczność. Wyszliśmy też z jeszcze większym żalem do Boga o to, że nas to spotkało.

Kolejne zakażenia układu moczowego pojawiały się co jakiś czas. Leczenie pod okiem lekarzy, wizyty u nefrologów itd.

Od nas wymagało to także pracy w domu nad specjalną higieną Natalii oraz cotygodniowe pobranie moczu, nie jest to łatwe u takich małych dzieci zrobić to zgodnie z procedurą, ale ja wiedziałam, że muszę, bo inaczej czeka nas znów szpital.

I tak żyliśmy przez 8 miesięcy, z chorobą, bez Boga, bez Jezusa, bez modlitwy, pochłonięci czekaniem na kolejne zakażenie.

W lutym 2015 r., Bóg postawił na mojej drodze ludzi, którzy powiedzieli mi o tym, że Jezus żyje i uzdrawia.

Nawróciłam się wraz z moją starszą córką, zaczęłyśmy czytać Pismo Święte, modlić się i uczestniczyć w nabożeństwach. Po dwóch tygodniach od naszego nawrócenia przyszło zmierzyć się mi po raz kolejny z chorobą Natalii.

Zdecydowałam się modlić o uzdrowienie, o wypędzenie z jej ciała wszystkiego, co nie jest Boże, bo choroba nie pochodzi od Boga!

Wyniki skakały jak szalone. Moja wiara także, przeciwnik wrzucał obrazy, myśli, koszmary. Ale modliliśmy się, kładłam na nią swoje ręce i czytałam wersety z Biblii.

Po dużej poprawie nastąpiło pogorszenie. Miałam żal do siebie, że nie umiem się modlić, że Bóg mnie nie słyszy przez to. Podaliśmy pierwsze lekarstwa, ale nadal modliłam się i wyrzucałam sobie, że musiałam ustąpić szatanowi. Pamiętam ten dzień, miał być wykonany posiew, aby sprawdzić czy lek, który podajemy jest skuteczny, próbka oddana. Wróciłam do domu i płacząc modliłam się, ogarnęła mnie złość i gniew na chorobę, na szatana. Modliłam się, utulając ją do snu, nie mogłam przestać płakać, moje serce było poruszone.

Od mojej rodziny otrzymałam przekaz, że Bóg podczas modlitwy dał im Słowo dla Natalii i, że jest Ona już uzdrowiona.  Ogromna radość i miłość zalała moje serce. Wciąż modliłam się, kładąc na niej ręce a na niedzielnym nabożeństwie wyszłam z Natalią do modlitwy. Następnego dnia zrobiłam kontrolne badanie- zakażenie ustąpiło! Chwała Panu!!! Chwała Jezusowi!!!

Po dwóch dniach były wyniki posiewu, lekarstwo, które podawaliśmy nie było nawet ujęte w wykazie leków, jakie mogłyby być zastosowane przy tej bakterii. Gdy zapytałam o to lekarza, nie mógł mi wytłumaczyć tej sytuacji, co chwila zmieniając zdanie, że czasem na wykaz nie dają tego lekarstwa, że może próbka była źle pobrana i to nie ta bakteria, itd.

Ale my wiedzieliśmy!!!!! Jezus!!!!

CUD!! Na imię Jezus każda choroba musi zginąć! Bóg słyszy każde wołanie, każdą modlitwę. Musimy wierzyć, nie dopuszczać przeciwnika do nas, modlić się, kłaść ręce i nakazywać w imieniu Jezusa wynieść się chorobie, a pozostanie nam wtedy ogłosić uzdrowienie na Chwałę Panu!

Comments are closed.