Blogi
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)

Umywać nogi jak Jezus

O znieczulicy w kościołach oraz trudnym dochodzeniu do miejsca powołania rozmawiamy z Dorotą Kamińską, członkiem zarządu ds. działalności charytatywnej Fundacji Nadzieja dla Przyszłości, inicjatorką programu KALEB.

Redakcja: Skąd wzięła się idea powołania służby KALEB?

Dorota Kamińska: Od momentu nawrócenia, zanim jeszcze odcisnęła na mnie piętno moja własna tragedia małżeńska, zawsze mocno leżało mi na sercu, by pomagać innym. Po moim pojawieniu się w Kościele Chwały, pewnego razu przyśnił mi się ogromny kościół. W tym śnie weszłam do środka i poza wieloma przestronnymi, pięknie urządzonymi pomieszczeniami zobaczyłam, że jeden z korytarzy miał brudne ściany i było w nim ponuro. Postanowiłam zgłosić pastorom, aby i ten zakątek zborowego budynku mógł być odpowiednio odświeżony i zagospodarowany. Wtedy usłyszałam głos – „oni już dali z siebie wszystko i zapłacili swoją cenę”. Przyszło wówczas do mnie takie tego zrozumienie, że to moim zadaniem jest zająć się tą sprawą i na mnie spoczywa odpowiedzialność za oczyszczenie i odmalowanie tego korytarza. Zdecydowałam więc, że ja również – tak, jak to wcześniej uczynili moi pastorzy – chcę dać coś z siebie dla rozwoju tego kościoła. Też chcę zapłacić swoją cenę za  budowanie jego wspólnoty. Oczywistym było, że dokonam tego realizując się we własnym powołaniu.

Kiedy byłam młodą wierzącą, bardzo poruszył moje serce fragment Bożego Słowa z Listu Jakuba: „Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat” (Jak.1:27). Gdy przeczytałam te słowa po raz pierwszy, nie byłam jeszcze świadoma, jak mocno wyznaczą one kierunek dla mojego życia.

Czy wcześniej sama doświadczyłaś braku wrażliwości w kościele?

Niestety tak. Będąc samotną mamą, doświadczałam obojętności ze strony opływających w dostatek ludzi wierzących. Bywało, że unikano zainteresowania moją sytuacją. Nie miałam przy sobie  kogoś, kto by z troską pomyślał, jak sobie w ogóle z moim życiem radzę. Nie pytano mnie, czy mam środki na opłacenie rachunków albo np. na buty dla syna, by w szkole – jako dziecko chrześcijanki – wyglądał przyzwoicie. Często wobec mnie słyszałam… milczenie. Już samo w sobie wydaje się to być przykre. Mnie zaś bolało tym bardziej, że nie robiąc z siebie tzw. „ofiary”, ciężko pracowałam (nawet nocami), żyłam bardzo skromnie, a co więcej, zabiegałam jeszcze o innych. Robiłam im zakupy, przekazywałam żywność, organizowałam ubrania, itp. To wówczas, ze względu na niewielką skalę moich możliwości, zaczęłam nieśmiało myśleć i marzyć o założeniu fundacji, która była by odpowiedzią na potrzeby ludzi w podobnych sytuacjach.

Co według Ciebie jest przyczyną takiej postawy?

Myślę, że przede wszystkim trzeba by tu odwołać się do słów Jezusa. Zapowiadał On przecież, że  w czasach ostatecznych z powodu rozmnożenia się bezprawia, miłość wielu oziębnie (Mat. 24:12). I tak się dzieje. Musimy być tego mocno świadomi. Nie jest tak, że skłonność do koncentrowania się na samym sobie omija chrześcijan szerokim łukiem. Również dla, oparcie się temu stanowi poważne wyzwanie. Z przykrością stwierdzam, że nawet nawróceni wierzący jako świadomi chrześcijanie mają z tym problem.

Widywałam, jak często tworzą swoje własne, dosyć hermetyczne towarzystwa wzajemnej adoracji, w których ku własnej uciesze upajają się Bożym błogosławieństwem. Ale to swoje szczęście przeżywają w bezpośredniej bliskości i sąsiedztwie innych nowonarodzonych chrześcijan, którzy akurat nie umieją wyrwać się z więzów traumatycznej przeszłości o własnych siłach. Czytałam Biblię i wiedziałam, że Bóg w ten sposób z nami nie postępuje. Nie tak On to wszystko zaplanował i nie tego od swoich dzieci wymaga, lecz oczekuje znacznie więcej.

Człowiek zapatrzony w Jezusa powinien w oczach innych uchodzić za pierwszego adresata wołania o pomoc. Odnawianie siebie przez odnowienie umysłu (Rzym. 12:2), polega również na wypieraniu egocentryzmu i zastępowaniu go dyspozycją do dawania, udzielania siebie innym.

Jeśli chcemy doczekać się przebudzenia, to jestem przekonana, że jednym z warunków jego przyjścia jest nasze odważne skonfrontowanie się ze stanem naszych serc. Próżno będziemy wyczekiwać poruszenia Ducha, jeśli nie dojrzejemy do jakości Chrystusowej w tej kwestii. W Kościele Bożym (pośród wierzących jednego zboru) bywają ludzie, którzy mają wszystko, są też tacy, którzy cierpią niedostatek. Jeśli ta sytuacja nie jest wynikiem ich niedbałości, lekceważenia i lenistwa, a sami zainteresowani wykazują determinację, to w wielu przypadkach można temu zaradzić. Do tego potrzebni są zarówno odpowiedni dawcy, ale i właściwie przygotowani odbiorcy. Dawać i pomagać trzeba umieć, bo też nie wszyscy gotowi są do przyjęcia stosownej pomocy.

Co masz na myśli?

Bogu nie chodzi o to, aby uderzać w próżnię i inwestować w studnię bez dna, a przez to marnotrawić czas, siły, środki i potencjał. Pomoc ma być skuteczna, a nie doprowadzać do wypalenia się ofiarodawców i zaangażowanych w służbę. Z praktyki wynika, że nie wszyscy bezdomni, ubodzy i nieszczęśliwi są w stanie przyjąć miłość, troskę, opiekę, zaopatrzenie, aby właściwie je spożytkować, wytrwać i na koniec poszczycić się zwycięskim życiem. Takich jest mniejszość. Dla wielu ludzi przejście z „dna” życia na jego wyżyny, to zbyt daleki dystans. Dla wielu koszt tej podróży jest zbyt wysoki, a świat uchodzący za normalny, zbyt obcy. To jednak wcale nie podważa sensu prowadzenia służby miłosierdzia i dobroczynności. Dowodzi jedynie jej wymogów, trudów i ceny, jaką trzeba płacić za zbliżanie się do ludzi.

Apostoł Paweł wyjaśniał, jak ma wyglądać model pomocowy. Według niego, we wspieraniu i ratowaniu ludzi chodzi o równość, którą też odpowiednio rozumiał. Do Koryntian pisał: „w obecnym czasie niech wasz nadmiar wyrówna ich niedostatek, by i ich nadmiar służył na pokrycie waszego niedostatku, ażeby była równość, jak napisano: Kto wiele zebrał, nie miał za wiele, a kto mało, nie miał za mało” (2 Kor. 8:13-15). Zatem liczy się nasza jednakowa gotowość do udzielania sobie pomocy nawzajem, w razie wystąpienia takiej potrzeby. „Ja pomogę Ci dziś, ale też wiem, że jeśli jutro ja się potknę albo coś mnie powali, to w takim samym stopniu mogę liczyć na Ciebie” – tak by można tę zasadę streścić. Paweł dobrze wiedział, że nadmiar (i beztroska), jak i niedostatek (nieszczęścia), degradują człowieka w równym stopniu.

Ważne jest, aby kościół zajął się tego typu pracą jeszcze z kilku innych powodów. Kiedy bogaci spotykają się z problemami, to dają sobie radę dzięki swoim zasobom finansowym, za które wykupują świadczenia lekarskie lub opłacają terapeutów. Bezdomnymi zajmuje się państwo i pozarządowe organizacje charytatywne. Chorymi w szpitalach opiekują się ich rodziny, lekarze, no i oczywiście odwiedzają ich także wierzący, wnosząc do ich pełnego cierpienia życia nadzieję, a często uzdrowienie. Więźniowie też ponoć nie najgorzej się mają. Mnie natomiast interesują „zwykli” chrześcijanie żyjący w tłumie innych chrześcijan. Ja zwracam uwagę na tych, którzy chcieliby, ale nie umieją sobie poradzić z własnym życiem nawet po nawróceniu, wstydzą się prosić o pomoc, albo nawet nie znajdują braci i sióstr w Chrystusie, do których z taką prośbą mogliby się zwrócić.

Zauważyłam kiedyś jeszcze jedną prawidłowość. Zazwyczaj za brakiem gotowości serc do materialnego i organizacyjnego wspierania potrzebujących, „wiernie” podąża niemoc i bezradność wobec jeszcze trudniejszych, duchowych opresji, stojących za kulisami ludzkich nieszczęść. To daje wiele do myślenia…

Jak rodził się Program KALEB?

Bóg, chcąc przygotować mnie do wypełnienia mojego powołania, stawiał przede mną coraz to nowe wyzwania. Jednym z nich było przyjęcie do domu sieroty i wdowy w jednej osobie. Mieszkała ona ze mną i synem 2 lata, będąc na moim utrzymaniu. W międzyczasie rozpoczęłam pracę w szpitalu na oddziale opiekuńczo – pielęgnacyjnym. Obsługując starsze osoby w ciężkich stanach chorobowych, uczyłam się miłości praktycznej, czyli dosłownie: cierpliwości, łagodności, uniżenia, zapierania się siebie, umierania dla swoich pragnień i potrzeb, rezygnowania ze swoich racji, dobroduszności, błogosławienia, oddawania dobrem za złe. Przez cały ten czas Bóg troszczył się o naszą rodzinę, a pomimo tego, że nie było łatwo utrzymać się, nigdy nam niczego nie brakowało.

Po mojej przeprowadzce z Mazur – skąd pochodzę – do Warszawy, brałam czynny udział w działalności Kościoła Ulicznego. Angażowałam się też w prowadzenie „Kolacji z Jezusem” (wieczorów adresowanych do kobiet dotkniętych ubóstwem i bezdomnością). Cały czas uczyłam się kochać ludzi oraz skutecznej pomocy. Ukończyłam ponadto odpowiedni kurs do pracy z ludźmi uzależnionymi. Po latach modlitw o wzbudzenie służby zdolnej do kompleksowego działania w zakresie miłosierdzia i dobroczynności, Bóg przyprowadził mnie do Kościoła Chwały. W efekcie całej tej pracy i naszych zabiegów w 2014 r. powstała Fundacja Kaleb. W kolejnym roku, jej działania przejęła Fundacja Nadzieja dla Przyszłości, która w ramach Programu KALEB kontynuuje misję miłosierdzia.

Dziś mogę pomagać ludziom realizując się w pracy prowadzonej na znacznie większą skalę. Gromadzimy i przekazujemy wszystko, co jest potrzebne człowiekowi do godnej egzystencji (ubrania, żywność, sprzęt, pieniądze). Otaczając opieką, pomagamy naszym podopiecznym rozwiązywać im ich złożone problemy życiowe, prostować ścieżki, łagodzić i naprawiać relacje z innymi ludźmi. Prowadzimy też placówkę (nazwaliśmy ją: Nasz Dom – Emanuel), w której mieszka i odnawia swój życiorys 6 osób. Jestem pewna, że nic tak bardzo nie motywuje do zmiany życia, jak Boża miłość rozlana „w sercach naszych przez Ducha, który jest nam dany” (Rzym. 5:5). Dziś wiem, że Ona jest! Ona istnieje! Ona jest rzeczywistością, ale też  potężnym orężem, wobec którego przeciwnik nie jest w stanie wystawić broni równorzędnej.

Wraz z zespołem KALEB pragniemy, by osoby, które znajdują się pod opieką Fundacji czuły się utulone, zaasekurowane, akceptowane i bezpieczne.

Biblia uczy nas, że mamy czynić innym tak, jak byśmy chcieli, aby nam czyniono (Mat. 7:12). W ten właśnie sposób staramy się traktować ludzi, których Bóg stawia na naszej drodze. Daje nam tym samym przywilej i zaszczyt uczestniczenia w odbudowywaniu ich życia. Ale tego samego – tj. takich Bożych standardów, jak miłość, ofiarność, wspieranie potrzebujących – uczymy naszych podopiecznych. Ten, który otrzymuje, sam może obdarowywać. Zaopiekowany też może udzielać opieki. Podnoszony – może podnosić. Choć skala  działania jest różna, lecz charakter ten sam.

Czynimy przy tym jedno zastrzeżenie. Najlepsze rzeczy, których człowiek w życiu może doświadczyć, mają swoje źródło nie w nim samym (i w humanizmie), ale w Bożej Miłości i Jego Duchu. To nie ludzkie światło jest w stanie oświecić najciemniejszą okolicę. To nie ziemska sól może przyprawić niebiańskim smakiem jałowe czy pełne toksyn owoce funkcjonowania w oderwaniu od Stwórcy. To nie poematy romantyków przemieniają i ożywiają to, co świat uznał za martwe. Inicjatorem, sprawcą i dokończycielem wszystkiego jest Bóg (Hebr. 12:2). Nam ludziom wystarczy, jeśli zaufamy Mu, uchwycimy się mocno Jego ręki i wiernie będziemy z Nim współpracować pod Jego kierownictwem.

Apelujesz do chrześcijan o otwarcie serc?

Wiem, co to znaczy być zdradzoną, odrzuconą, rozwiedzioną. Znam smak samotności i samotnego rodzicielstwa. Jako Dorota Kamińska mam ograniczone pole do działania, ale jako członek zarządu Fundacji Nadzieja dla Przyszłości mam głos i pragnę go dobrze wykorzystać w kościele. Jestem pewna, że gdy stanę kiedyś przed Bogiem, nie będzie mnie pytał, ile razy przeczytałam Biblię, lecz jak wypełniłam w praktyce to, co w niej wyczytałam. Już dziś muszę wiedzieć, jaka będzie moja odpowiedź jutro. Jezus wciąż od nowa zadaje to samo pytanie kolejnym pokoleniom: „czy nakarmiłeś mnie, gdy byłem głodny?”, „czy podałeś mi kubek wody, gdy usychałem z pragnienia?”, „czy przyodziałeś mnie, gdy przyszedłem do ciebie w śmierdzących łachmanach?”, „czy opatrzyłeś moje rany, gdy znalazłeś mnie pobitego?”. Jeśli jest tak, że okazując miłość ludziom, okazuję ją samemu Jezusowi, to i nie inaczej ten, który przyjmuje ode mnie miłość, otrzymuje ją od Jezusa, który jest we mnie. Czy to nie jest cudowne?… Dlaczego i Ty miałbyś nie pomóc?…

Kiedy modliłam się: „Boże, porusz serca ludzi na potrzeby innych”, usłyszałam: „to ty je porusz”. Dlatego staram się uwrażliwiać ludzkie serca. Jeśli masz pełną rodzinę, to cieszę się, ale proszę pamiętaj, że możesz Bogu okazać swoją wdzięczność przez wspieranie rodzin niepełnych. Jeśli masz ojca, proszę nie zapomnij tego, że są dzieci bez ojców. Masz dom? Chwała Bogu, ale też możesz pomóc nam organizować i finansować tworzenie Domu dla tych, którzy nigdy go nie mieli.

Słowa Pana Jezusa skomentowano kiedyś w ten sposób: „twarda to mowa, któż jej słuchać może?” (Ew. Jana 6:60). Ja też chcę dziś nieco twardziej, niż zwykle przemówić. Bóg sprawia w nas chcenie i wykonanie (Fil. 2:13). „Wykonanie” zaś oznacza, że nie On będzie za nas pracował, a nam przypadnie jedynie rola obserwatorów zachwycających się Bożymi cudami. To my mamy się uaktywnić, będąc biegłymi nie tylko w słowie, ale i czynie (1 Jana, 3:18).

Mam głęboką świadomość własnej, indywidualnej odpowiedzialności każdego człowieka za swoje życie. Nie chodzi mi o niefrasobliwe przerzucanie konsekwencji własnych błędów na innych. Uważam jednak, że jak roszczeniowością i pretensjonalnością potrafią grzeszyć „nędznicy”, tak egoizmem i narcyzmem lubią porażać „szczęściarze”. Ewangelia w tej kwestii znajduje równowagę i wskazuje rozwiązanie. Zaleca, by jedni drugich brzemiona nosili, wypełniając w ten sposób Prawo Chrystusowe (Gal. 6:2). Paweł Apostoł pobudzał ludzką wrażliwość tymi jeszcze słowy: „niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze. Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom” (Fil. 2:4-7). Paweł akcentuje w ten sposób postawę wzajemnej troski, okazywanej przede wszystkim „domownikom wiary”. Oni wobec siebie mają przyjąć postawę sług, jak Jezus stał się Sługą dla nich samych. Tak prezentuje się Boża norma.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Wszystko, co robimy w KALEB-ie dziś, to wciąż tak niewiele. Chcemy w naszej służbie sięgnąć dalej, pochwycić więcej, przyprowadzając do Boga spragnionych Jego Życia i głodnych Chrystusa, sparaliżowanych (patologią), a nawet uśmierconych (za życia). Boże ożywcze tchnienie stawia na nogi każdego. Uczymy się tego gorliwie dziś, by jutro pomagać na jeszcze większą skalę. Zabiegamy o to, by nasza pomoc była coraz bardziej profesjonalna i wszechstronna. W planach na przyszłość mamy organizowanie szkoleń i konferencji, by naszą pasję przekazywać innym.

Mój mąż, Adam, współtworzy ze mną ten program i wspiera mnie na co dzień. Po pracy przyjeżdża ze mną do fundacji, spędzamy tam wiele czasu na rozmowach i modlitwach z podopiecznymi. Wspólnie też marzymy, prześcigając się w tych naszych – często prozaicznych – planach na przyszłość. Ja marzę o domu, w którym znalazłoby schronienie i opiekę kilkadziesiąt osób. Mąż natomiast – bardzo praktycznie – o większym samochodzie, bo każdą przeprowadzkę, czy przewożenie worków z ubraniami lub żywnością odbywamy własnym, niewielkim samochodem. Wspólnie zaś chcielibyśmy doczekać się przede wszystkim ludzi z odciśniętymi przez Boga na sercach podobnymi marzeniami. Do zrealizowania naszej wizji, wielopokoleniowego Domu dla kobiet, wdów i sierot, potrzebujemy nie tylko środków finansowych, ale przede wszystkim wiernych, oddanych „robotników”. Sami nie zrobimy wiele, ale wierzę, że Bóg mówi dzisiaj w kościele (i do kościoła): „rozejrzyj się wokół, zobacz, kto jest obok ciebie!”. Może Jezus chce komuś pomóc akurat przez Ciebie. Dlatego też, korzystając z darowanego mi głosu, wołam: „Wy również czyńcie innym to, co byście chcieli, aby Wam czyniono!”. Pamiętaj – Ty też możesz umywać innym nogi. Zupełnie tak samo, jak Jezus…

Dziękujemy za rozmowę

Od redakcji:

Dziś ogłaszamy akcję zbierania finansów na paczki świąteczne dla osób z Kościoła Chwały, które korzystają z Funduszu Pomocy. To specjalne konto dla osób, które zmagają się z różnymi, trudnymi sytuacjami w życiu (utrata pracy, choroba, wychodzenie z nałogów). Darowizny można wpłacać na konto NDP – Program KALEB.

Za wszelką pomoc serdecznie dziękujemy.

Zapraszamy do śledzenia nas na FB programu KALEB. Aktualne informacje na temat naszych działań znajdują się również na stronie internetowej Fundacji, zakładka Program KALEB

Poniżej przypominamy opublikowane na portalu CEL świadectwa życia i wiary podopiecznych Programu KALEB – w cyklu KALEBOWE ŻYCIORYSY – STUDIUM PRZYPADKU. 

NINA

DOMINIKA

ADAM

Comments are closed.