Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Tu i teraz

zdjęcie4

Tekst: Maria Brzezińska

Sycylia i wyjazd służbowy – jestem tu, by robić zdjęcia, ale Jezus jest wszędzie, w pracy też –  nie daje o sobie zapomnieć, kochany! 🙂

Pierwszego dnia zwiedzamy tutejszy park tematyczny, oprowadza nas dyrektor i parę innych osób, które dopiero co poznaliśmy. Jedna z nich, Laura, kicha, robi się czerwona, co chwila wyciera nos. Odwracam się i pytam, czy to przeziębienie – na co Laura odpowiada, jak można było się spodziewać, że to alergia. Mam kilka sekund, by zareagować, w środku mała burza myśli i emocji: Jak? Tutaj? Teraz?

Dziwnym „trafem” nagle okazuje się, że jesteśmy obie trochę z tyłu, a pozostali parę kroków przed nami. Nie czekam i wypalam: – Czy mogę się o ciebie pomodlić? Dodaję szybko kilka słów wyjaśnienia, ale dosłownie kilka, bo wiem, że nie mamy czasu. Dziewczyna zaskoczona, ale zgadza się. Nie pytam już, czy mogę położyć rękę na nią, po prostu to robię i nakazuję alergii zniknąć w imieniu Jezusa. W pośpiechu plus po angielsku, więc język mi się plącze i modlitwa brzmi trochę niezdarnie, ale wiem, że to nie szkodzi. Uśmiecham się i idziemy dalej, dołączając już do pozostałych. Po kilkunastu minutach Laura szepcze do mnie: – No wiesz? Zupełnie mi przeszło! Śmieję się i dziękuję Bogu.

Kilka dni później pytam w SMSie, jak się czuje. Alergia się całkowicie skończyła, cudowny nasz Bóg! 🙂

Wczoraj wchodziliśmy na Etnę. Dziesiątki zdjęć, wiele kilometrów pod górę w pyle wulkanicznym, na przemian w gorącym słońcu i lodowatym wietrze. Kiedy schodzimy z wulkanu, mam pęcherze na stopach i ledwo powłóczę nogami. Marzę o wyciągnięciu się na łóżku, a jesteśmy dopiero w połowie zejścia. Nagle przed oczami widzę coś, czego bym się nie spodziewała w takim miejscu. Trzy osoby: matka i ojciec trzymają między sobą nastoletnią dziewczynkę po porażeniu mózgowym. Ledwo idzie, ale próbują. Mijają mnie, a ja stoję, zaszokowana, zasmucona, a zarazem pełna podziwu dla ich samozaparcia. Nie wiem, co robić. Kolega z pracy patrzy na mnie i pyta, o co chodzi. Nie odpowiadam. Po chwili mówię, że muszę zawrócić. Idę pod górę, przyspieszam kroku, doganiam ich. To Francuzi, na szczęście mówią po angielsku. Pytam, czy mogę się pomodlić o Dominique, opowiadam, że w moim kościele jest chłopiec z podobnym problemem i dzięki modlitwom pięknie się rozwija, jest z nim coraz lepiej. Mówią, że są niewierzący. Odpowiadam, że to nie szkodzi, naprawdę! Moja wiara wystarczy! Czy mogę się pomodlić? Znowu powtarzają to samo, po czym dodają jeszcze gorsze słowa: – Już nie będzie lepiej, ta choroba postępuje coraz bardziej. – Nie! Tak nie musi być! – odpowiadam. Widzą moją niezgodę na tę sytuację i współczucie w sercu. Wahają się. Patrzą na córkę, a ona kiwa głową na znak, że chce! Kładę rękę i uwalniam życie. Mówię STOP do tej choroby, powstrzymuję jej rozwój i nakazuję, by się wycofała. Modlę się, by Duch Święty wypełnił Dominique, by napełnił ją pokojem i radością. Mówię, że Bóg chce ją błogosławić, że bardzo, bardzo ją kocha. Że chce spełnić to, co obiecał. Dziewczynka zaczyna szlochać. Rodzice ją przytulają, dziękują i odchodzą.

Kiedy schodzę dalej, sama z trudem powstrzymuję łzy. Nienawidzę cierpienia, które powoduje diabeł. Nienawidzę tego, że oszukuje ludzi! W przejęciu zapomniałam poprosić o mail do Dominique. Modlę się, żeby Bóg objawił jej się i potwierdził, że to, co się wydarzyło, to On. Jej prawdziwy Ojciec. Wiem, że pośle jej kolejne osoby, które dokończą to, co On dla niej zaplanował.

sycylia
Tags

Comments are closed.