Blogi
Nie samym chlebem żyje człowiek (Listopad 25, 2017 10:38 pm)
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)

Trump(olina) prawicy – koszmar establishmentu?

Donald Trump

Tekst: Janusz Szarzec

Jak ziemia długa i szeroka, gruchnęła wieść: Donald Trump wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dla przeciętnego zjadacza chleba to rzecz całkiem akceptowalna, niektórzy wręcz wiążą z tym wyborem spore nadzieje (pomimo, iż wspomniany kandydat, delikatnie mówiąc, do idealnych nie należy), podczas gdy dla innych to spełnienie najgorszych koszmarów.

Zwłaszcza wszechobecne zachodnie media „głównego nurtu” prześcigają się w kreowaniu wizji apokalipsy tzw. wolnego świata. „Koniec Zachodu jaki znamy”, „prezydent elekt to demagog z autorytarnymi zapędami”, „Donald Trump pogrzebał nadzieje na to, że USA mogą być przykładem państwa demokratycznego”, „Trump marionetką Putina” – to tylko nieliczne z haseł głoszonych przez zachodnioeuropejskie, opiniotwórcze środki masowego przekazu. Niemieckie gazety podkreślają przy okazji, iż Kanclerz Angela Merkel w pierwszej rozmowie telefonicznej z prezydentem elektem udzieliła temu ostatniemu „lekcji” na temat „liberalnej demokracji”, która rzekomo stanowi podstawę stosunków europejsko-amerykańskich. Oprócz górnolotnie brzmiących i ogólnikowych haseł o  demokracji, wolności i poszanowaniu rządów prawa na koniec doprecyzowała nieco w czym rzecz. Chodzi m.in. o poszanowanie godności człowieka niezależnie od koloru skóry, płci czy orientacji seksualnej. Rzeczywiście, ksenofob, rasista, homofob lub, jak go portretują niektórzy – neofaszysta, Trump ma się od kogo uczyć demokracji…

Przenieśmy się na chwilę do Ameryki, gdzie kilka dni temu rozpętała się ta liberalno-demokratyczna histeria. Przed wyborami wszystko wydawało się jasne. Mainstreamowe media nie kryły się ze swoimi sympatiami wyborczymi. Jedynie słuszna kandydatka miała wygrać, by zjednoczyć kraj  rozdarty podziałami rzekomo podsycanymi przez nienawistnego, żądnego krwi emigrantów, gejów, lesbijek erotomana i oszusta podatkowego Trumpa. W sukurs przychodziły sztucznie pompowane sondaże dające kilku a nawet kilkunastoprocentowe prowadzenie Hilllary  Clinton. Doszło do tego, iż spora część Amerykanów ukrywała swoje wyborcze preferencje w obawie przed wyśmianiem w gronie znajomych czy miejscu pracy. Przedmiotem troski wielu komentatorów sceny politycznej pozostawał fakt, czy Donald Trump w ogóle uzna swoją porażkę i czy nie wyprowadzi swoich zwolenników na ulice, by destabilizować porządek w kraju…

Cóż, jakże przewrotna okazała się być rzeczywistość. Po wyborczej katastrofie Demokratów rozlała się po USA fala protestów kontestujących… demokratyczny wybór Amerykanów. Wspomagani przez media „zawodowi protestujący”(jak celnie określił ich Donald Trump) wyprowadzili na ulice tysiące młodych ludzi wyrażających swój gniew, oburzenie i nienawiść do prezydenta elekta (m.in. porównując go do Hitlera). Przy okazji demolowano ulice, wybijano szyby samochodów, musiała interweniować policja aresztując setki łamiących prawo demonstrantów. Jeden z przechodniów (o zgrozo Latynos) zagadnięty przez reportera sieci CNN o komentarz do tych wydarzeń, zdołał zdziwiony wykrztusić z siebie: „Wydaje mi się, że wybory były w pełni demokratyczne, więc nie wiem o co chodzi tym demokratom”.

Mimo porażki wyborczej swego kandydata wciąż wielu nie daje za wygraną. Oprócz organizowanych ulicznych strajków, trzy i pół miliona osób podpisało się pod petycją do elektorów (specyficzny dwustopniowy system wyborczy w USA), by ci ostatecznie nie głosowali za wyborem Donalda Trumpa, co byłoby sytuacją bez precedensu w historii tego kraju.

Wspomniane media są przerażone wizją nadchodzącej prezydentury, a w mediach społecznościowych wyborcy Hillary Clinton dają popis lewicowej tolerancji, nawołując nawet do zamachu na prezydenta elekta! Niczym rozjuszone rozkapryszone dzieci, którym zabrano ulubioną zabawkę (czytaj: władzę).

Wracając na grunt europejski, powiało również grozą wśród politycznych elit Unii Europejskiej. Widmo utraty władzy w kluczowych państwach unijnych zajrzało w oczy niektórym rządzącym. Wcześniej zwycięstwa partii prawicowych w niektórych krajach, Brexit, teraz zwycięstwo Trumpa w USA wywołały strach przed uruchomieniem zasady domina. Stąd straszenie demonami nacjonalizmu, prawicowych populizmów.

Europa pada ofiarą fałszywej ideologii poprawności politycznej, w której nie wypada mówić wprost o problemach nękających społeczeństwa, nie nazywa się rzeczy po imieniu, nie mówiąc już o znajdywaniu racjonalnych rozwiązań na realne zagrożenia. Oderwanie od rzeczywistości jest standardem dla rządzących establishmentów, co przyznał ostatnio w wywiadzie sam Donald Tusk (Przewodniczący Komisji Europejskiej), sugerując, by nieco odejść od oderwanej od życia polityki na rzecz realnej komunikacji z ludźmi. Być może trzeba było kogoś takiego jak Donald Tramp, który mówiąc wprost i bez ogródek, nazywał rzeczy po imieniu tak, jak myśleli o tym przeciętni Amerykanie. Tylko nie odważyli się o tym mówić. Może to nie Trump jest kandydatem „z księżyca”, ale świat Zachodu zabrnął w ślepą uliczkę liberalno-lewicowej demagogii, z której trudno się teraz wycofać?

Photo credit: Gage Skidmore via Foter.com / CC BY-SA

Comments are closed.