Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Transfer Boży – a zaczęło się od konferencji kobiet

zdj70

Tekst: Aleksandra Nikodem

Odkąd się nawróciłam, szukałam Boga i kochałam Go całym sercem. Wzrastaliśmy z mężem we wspólnocie chrześcijańskiej, tam się ochrzciliśmy w wodzie, budowaliśmy relacje, czuliśmy się jak w rodzinie. Po dwóch latach od naszego nawrócenia, wspólnota weszła pod autorytet kościoła katolickiego. Wciąż odbywały się spotkania niedzielne z uwielbieniem i głoszeniem. Wspólnota przeniosła się z neutralnego gruntu na teren parafii. Dokładnie rok temu, w środę popielcową, moja córka wróciła ze szkoły i zapytała mnie: – Mamo, czy my też pójdziemy do kościoła sypać głowę popiołem? Przecież tak się robi…

To pytanie wierciło mi głowę kilka dni. Skoro sama nie idę drogą tradycji – a nie szłam, nie brałam udziału w sakramentach, nie chodziłam na mszę – to jak mogę na nią wpychać moje dziecko. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie ja tak naprawdę idę? I dokąd prowadzimy nasze dzieci?

Zaczęłam pytać Boga, jak wychowywać swoje dzieci, czy w tradycji katolickiej, gdy ja sama de facto jej nie praktykowałam? Czy mogę wychowywać dzieci stojąc gdzieś w rozkroku – będąc we wspólnocie idącej za Jezusem, która jednocześnie daje szeroką możliwość wyboru własnej drogi – bo w jej szeregach byli i katolicy i protestanci – i w co ja tak naprawdę wierzę?  Jaki jest fundament Słowa Bożego w moim życiu?

Zaczęłam dramatycznie wołać: „Boże, co mam robić? Chcę być integralna – robić to, co wypływa z mojej wiary! Tylko w co ja wierzę? Nie mówię o podstawowych prawdach o Zbawieniu i chrzcie Duchem Świętym. Chcę wiedzieć, którędy mam iść? Nie poprowadzę dzieci drogą, którą sama nie idę.”

Byłam gotowa, aby przesłuchać nauczań nawróconych księży i znaleźć dla siebie teologię, która uspokoi mojego ducha, byle tylko znaleźć odpowiedź.

Pewnej nocy przyśnił mi się sen, w którym jako panna młoda wyciągam z samochodu pudełko z butami, w którym są 3 pary mniejszych butków (dziecięcych) i para kobiecych. Bóg dał mi zrozumienie, że szykuje się zmiana w moim życiu i w życiu moich dzieci. Pokazał mi werset, którym zaczęłam się modlić i wołać o pasterza, który nakarmi mnie i moją rodziną: „(…) Gdzie pasiesz swoje stada, gdzie postój wyznaczasz w południe, abym nie musiała błąkać się wśród stad twoich towarzyszy? Jeśli tego nie wiesz, o najpiękniejsza wśród kobiet, to idź śladem owiec i paś swoje koźlęta przy szałasach pasterzy.” (PnP 1.7-8)

Kilka dni później, dowiedziałam się o Konferencji dla Kobiet w Kościele Chwały. Gdy tam poszłam, przez pierwszą godzinę nauczania, moja głowa pękała z bólu. Ale czułam, że mój duch karmi się Słowem, które trafia prosto do mojego serca.

Po pierwszej sesji, liderki modliły się o mnie, natychmiast ból głowy i cały zamęt, lęk, ciężar szukania prawdy, wołania, niepewności przed Bogiem – odszedł. Zapanował pokój, jakby ktoś uciszył burzę. Czułam się bezpiecznie.

To był najważniejszy dzień  w zeszłym roku – i jak się okazało, pod wieloma względami przełomowy dla naszej rodziny. Od tej pory, Bóg naznaczył szybko moją ścieżkę – skracając wątek Bożego prowadzenia  – w ciągu miesiąca „przesadził nas” z całą rodziną do Kościoła Chwały, zaczął proces oczyszczania mnie od wszelkiej zmazy ciała i ducha (2 Kor. 6.7). Skończyłam Szkołę Bożych Liderów, zaczęłam służyć w Kościele, przykładać rękę do pługa, przynosić owoc, kształtować charakter, rozciągać się do granic możliwości.

Teraz jestem szczęśliwą, stabilną osobą w Bogu. Rozpoznaję autorytet duchowy pasterza domu, chcę rosnąć i jestem coraz bardziej głodna Bożego Słowa i Jego obecności, która zmienia całą naszą rodzinę. Z chwiejnej trzciny osadzam się coraz bardziej w Słowie, które jest radykalne i oczyszcza nas z wszelkich brudów i teorii. Idę dalej, ku swojemu powołaniu i wiem, że zmierzam w tym kierunku. Chcę być człowiekiem wizji i mogę ją wypełnić w tym kościele.

Pastor Janusz Szarzec na pierwszych zajęciach Szkoły Służby, która miała inaugurację w minioną sobotę w Kościele Chwały, tak mówił do sali zgromadzonych ludzi:

„Ludzie prawdziwie powołani będą znani z tego, gdzie zmierzają. Trzeba spełnić kwalifikacje, żeby ponieść wizję. Jezus wiedział dokąd idzie i znał ciężar, który musiał ponieść. Ale po to jesteś człowiekiem wizji, aby nieść ciężary. Jeśli chcesz rozwijać się w Bogu, to jest ścieżka wyznaczona. Ale jeszcze węższa ścieżka prowadzi do służby. Bóg szuka ludzi pełnych ducha, dzielnych,  o których może powiedzieć, że sprawdzili się. To od nas zależy, czy spełniamy kwalifikacje, czy jesteśmy dzielni, bogobojni, nieprzekupni, czy nie damy się wypchnąć z miejsca powołania. Bóg szuka ludzi, którzy całym sercem trwają przy Nim, a jak ich znajdzie, to wyposaży. ”

Czuję wewnątrz ciężar wizji i powołania, które Bóg włożył we mnie. Wiem, że Bóg wręcz zaaresztował naszą rodzinę i osadził w Kościele Chwały. Zrobił to ze względu na Królestwo Boże. Na to co się finalnie liczy i co będzie miało trwały wymiar. Wszystko zaczęło się od tego, że przyszłam rok temu na konferencję kobiet… Podłączyliśmy się całą rodziną do życia, które płynie. Jesteśmy rodziną przebudzoną, w której płonie ogień dla Jezusa.

Wiem, jakie jest moje dziedzictwo w Bogu

Comments are closed.