Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Szpital Wolski

20150721_Mariachi_1000

Tekst: Gabriela Pikul

Pełni ekscytacji w oczekiwaniu na to, co Bóg będzie dzisiaj robił, spotykamy się przed wejściem do szpitala. Omawiamy strategię podboju serc, modlimy się o Boże prowadzenie, mądrość, objawienie się Jego chwały. Ruszamy. Wchodzimy na pierwszy oddział – Choroby Wewnętrzne. Ani chwilę się nie zastanawiamy, gdy widzimy kobietę leżącą na łóżku w rogu, w odosobnieniu na korytarzu. – Dzień dobry. Jesteśmy wolontariuszami, modlimy się o ludzi, bo wierzymy, że Bóg ma moc uzdrowić każdą chorobę – zaczyna Zuzia od energicznego wstępu. Pani się uśmiecha. Jest chętna, otwarta. Dzieli się z nami tym, co jej dolega. Kładziemy na nią ręce, modlimy się w imieniu Jezusa. Mówi, że pierwsze, co zrobi po wyjściu ze szpitala, to powie swojemu mężowi, żeby poszedł kupić Pismo Święte. Zostawiamy ją radosną, zadowoloną, pełną pokoju. Michał chce iść na oddział dziecięcy. Długo nie możemy go znaleźć, kluczymy po ponurych, opuszczonych szpitalnych korytarzach. Gdy w końcu go znajdujemy, drzwi okazują się zamknięte. Oddział niedostępny dla ludzi z zewnątrz. Nie poddajemy się, szukamy innego wejścia. Wjeżdżamy windą na najwyższe piętro. Wciąż zamknięte… ale na korytarzu są rodzice z dziećmi czekający na zabieg. Podchodzimy, mówimy kim jesteśmy. Dzieci patrzą się na nas, trochę się wstydzą, ale rodzice są otwarci na modlitwę. Wierzymy, że już nigdy ponownie nie przyjdą do tego miejsca. Postanawiamy spróbować wejść na oddział.

Dzwonimy. Czekamy. Otwiera nam jakaś mama. Obok niej drepta jej synek. Choroba jest widoczna w całym jego ciele. Odnajdujemy lekarza dyżurnego i prosimy go o przychylność. Lekarz bez żadnych przeszkód pozwala nam działać. Chce nawet udostępnić nam pokój, gdzie moglibyśmy się modlić o uzdrowienie. Modlimy się o chłopca, który wraz ze swoją mamą otworzył nam drzwi. Klękamy przy nim, kładziemy ręce. Łamiemy przekleństwo choroby, nakazujemy ciału prawidłowo funkcjonować, a guzom w mózgu odejść. Dodajemy otuchy mamie, która uważnie nas słucha. Dziękuje nam. Zuzia wchodzi na salę chorych, gdzie leży dwóch chłopców, obok nich ich mamy. Obaj mają padaczkę, która w nocy przynosi destrukcję w mózgu. Przedstawiamy się, oferujemy modlitwę. Jedna z mam szczerze przyznaje, że brak jej wiary i nadziei, że Bóg jest i wysłuchuje modlitw, ale w imieniu swojego synka prosi o wsparcie w modlitwie. Chłopiec oczami wielkimi jak guziki wpatruje się w Michała, który zaczyna wkładać słowa życia do jego wnętrza. Kobieta jest widocznie dotknięta, jej oczy zabłysły. – Wszystko we mnie się poruszyło. Robi to pan dla mojego dziecka ze szczerego serca i jestem za to wdzięczna. Podchodzimy do drugiego chłopca, który tylko na to czeka. Podnosi się i słucha słowa. Mówimy, że Bóg jest dobry, jest żywy i prawdziwy, że wyciąga swoją rękę. Michał modli się również o mamy. Na twarzach chłopców pojawia się uśmiech, serdecznie nas żegnają.

Na korytarzu czeka na nas kobieta z wózkiem. W wózku siedzi dziecko cierpiące na podobne schorzenie. Kobieta chętnie słucha tego, co Michał mówi. Przyjmuje Jezusa do swojego serca, zostawia kontakt. Pochylam się nad dzieckiem, chwyta jego nóżki i modli się. Zuzia w tym czasie odwiedza trzy dziewczyny na innej sali. Jednak nie wszędzie ludzie są tak otwarci. W jednej z sal nie możemy nic zrobić – rodzice pełni beznadziei i zranień odrzucają naszą propozycję. Wchodzimy jeszcze na oddział pełen niemowląt. Dzieci śmieją się do nas, wesoło podnoszą stópki. Za przyzwoleniem mam usługujemy modlitwą, rozmawiamy, dodajemy otuchy, wzbudzamy nadzieję. Miłość Boża się rozlewa. Opuszczamy szpital w oczekiwaniu na dobre raporty. Cieszymy się z otwartych serc, dzielimy się swoimi odczuciami i już planujemy kolejną taką akcję.

Tags

Comments are closed.