Blogi
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)
Noe – sprawiedliwy przed Bogiem (Wrzesień 15, 2017 12:12 pm)
Boża wola (Wrzesień 7, 2017 1:18 pm)
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)

Szkoła Reformatów

16_Angels_1000

Tekst: Adam Kamiński

Chrześcijańska groteska

Żaden naród i nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby dysponować, ani polegać na armii  charakteryzującej się tym, że jest byle jak wyszkolona, źle wyposażona, komicznie uzbrojona i fatalnie dowodzona. Ani jeden kraj na świecie nie posyła swoich żołnierzy na linię frontu w kuloodpornych kamizelkach wyprodukowanych z watoliny albo w czołgach z dykty. Nikt z gorliwych polskich patriotów nie może sobie wyobrazić sytuacji wojennej, w której nasze eskadry samolotów podrywają się z lotnisk i lecą zaatakować siły wroga. Ale kiedy już nadlatują nad cel, zamiast ładunków niszczących z luków bombowych wyrzucają waciki, żwirek z kociej kuwety i śliwki ulęgałki. Pożoga w domu i zagrodzie, na poligonie i na polu walki. Widok żałosny, absurdalny, przerażający…

Jednakże temu podobne rzeczy mają miejsce, lecz nie w naturalnym świecie. Tak właśnie w boju duchowym prezentuje się i sprawuje przeważająca część populacji „naśladowców” Jezusa. Tak wygląda „wojowanie” chrześcijan i ich „blitzkrieg” na piekło. W wyniku przeprowadzenia tego typu „inwazji” z całą pewnością całe ono drży w posadach…, ale ze śmiechu. Obserwujące je demony mogą być co najwyżej krótkotrwale obezwładnione szokiem wywołanym eksplozją nieopanowanego chichotu prześmiewczego. Mają niezliczoną ilość powodów, by z ludzi określających się mianem „chrześcijan” drwić i szydzić. One nie tylko w Boga wierzą i przed Nim drżą (Jk. 2:19), ale też nie mniej widzą, że tzw. „wierzący”, potrafią być zaślepieni i ogłuszeni, otępieni i ogłupieni, stłumieni, zalęknieni i wycofani. Przy tym wszystkim jeszcze krnąbrni, nieposłuszni, niezdyscyplinowani i nieodpowiedzialni, a na domiar złego pyszni i zarozumiali. To wzbudza w nich pogardę dla nas. Będąc dziećmi takiego Ojca, dysponując Jego potencjałem, możemy być postrachem demonicznych hord. W normalnych warunkach trzoda piekła powinna przed nami uciekać, rażona gromami posyłanymi celnie w Imieniu Jezusa. Jednak najczęściej, nie stanowimy dla niej żadnego zagrożenia. Zmagamy się bowiem zbyt często z chroniczną bezsilnością, bezbronnością i bezradnością. Coś takiego Bożej Dzieciarni wręcz nie przystoi, a jednak…

Wierzący – wiary nie praktykujący

Nowonarodzeni chrześcijanie (wg Ewangelii Jana 3:5-8) trzymają w rękach Słowo przez samego Boga „natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany” (2 Tym. 3:13-17). Bywa zaś, że większy użytek mają z niego buszujące w kurzu bibliotecznych półek roztocza. Zrodzili się z Ducha, dlatego w osobistej przestrzeni duchowej uchodzą za Nowe, Odrodzone do Życia Stworzenia. Na ogół jednak, jako nieprzemienieni nie umieją odnaleźć się w odwiecznym konflikcie pomiędzy naturalnym ciałem i zintelektualizowaną psychiką (umysłowością), a nadnaturalnym duchem, bowiem „człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać” (2 Kor. 5:17, 1 Kor. 2:12-16, Gal. 5:16-21). Otrzymali Ducha Wiary (2 Kor. 4:13), a nie wierzą prawdom, postanowieniom i obietnicom Tego, Który Jest najbardziej wiarygodną w świecie Istotą (zatrzymali się na etapie wiary tylko w istnienie Boga oraz faktu zbawienia w wyniku nawrócenia, i tyle tego…). Stąd też, ci „wierzący”, nie znajdują w sobie krzepy do tego, by te wszystkie Boże błogosławieństwa nad sobą ogłaszać i ustanawiać (zupełnie jakby nie mieli w co wierzyć…). Nadana im została nowa tożsamość, nie tylko Dzieci, ale i Dziedziców Bożych (Rz. 8:14-17). Mimo to funkcjonują jak sieroty i żebracy. Są Obywatelami Nieba, wszak Ojczyzna ich jest w Niebie (Flp. 3:20), a zachowują się jak bezpaństwowcy lub nawet kosmopolici. Zostali uhonorowani nieziemskim posagiem (Ef. 4:8; 1 Kor. 12:7-13), lecz hojność Ojca nie jest dla nich realna i namacalna. Mają duchową pozycję (Ef. 2:6) oraz specjalne uprawnienia do działania w mocy, egzekwowania Bożej władzy na ziemi (Łk. 10:19). Co z tego, skoro z przywilejów tych nie korzystają. Potem zaś, zalegając na zgliszczach swojego życia, widzą w sobie tylko nieszczęsne ofiary agresji złowrogiego świata. Mają wolny i nieograniczony dostęp do Bożej Zbrojowni oraz wszelki arsenał na wyciągnięcie ręki. Jako świetnie uzbrojeni mogą skutecznie miażdżyć siły nieprzyjaciela, odnosić zwycięstwo za zwycięstwem, chodzić w Bożej chwale i zwiększać wpływy własnego Królestwa (Ef. 6:13-18; 2 Kor. 2:14). Jednak bardziej podnieca ich zabawa w pacyfizm i polityczną poprawność (niebezpieczne, kwieciste utopie), które tak dumnie kroczą przed niekończącymi się później narzekaniami i rozpaczą z powodu poniesionych klęsk. Mogą dobrze wiedzieć, jaka jest nadzieja, do której Bóg ich powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie Jego, i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nich (Ef. 1:18-23), jednak pogrążają się w ignorancji. Zostali powołani do wolności (Gal. 5:13), a siedzą spętani w klatkach religijnego matrix, upajając się tylko jej „wyobrażeniem”. I wreszcie, orzeczeniem Pana zostali przeznaczeni do uczniostwa – bycia Jego uczniami – a zamiast tego snują się po chrześcijańskiej szachownicy jak pionki zdalnie sterowane i popychane przez religijnych funkcjonariuszy to tu, to tam. Tak oto w skrócie prezentuje się kalejdoskop „chrześcijańskich” absurdów. A wszystkie one wynikają z jednego pnia problemu – typowo ludzkiej, no i niestety chrześcijańskiej niereformowalności. Wprawdzie reformować każdy by chciał, ale wszystko i wszystkich wokół, tylko nie siebie samego…

SBL kontratakuje …

Z założenia chrześcijaństwo ma być Szkołą Charakteru, w której cechy Ojca aplikowane są w strukturę osobowości Jego Dzieci. Ewangelia niesie w sobie przecież Boże DNA, dzięki któremu na oczach świata możemy stawać się „uczestnikami Jego Boskiej Natury” (2 P. 1:4). Przezwyciężanie, przemienianie i odnawianie siebie, jest niezbędne dla poświadczenia swego chrześcijańskiego pochodzenia. Dlatego sztandarowym hasłem SBL (Szkoły Bożych Liderów), wprawdzie nieoficjalnym, ale przebijającym z wszelkiej aktywności edukacyjnej, jest: CZAS NA ZMIANY!

Nawet jeśli człowiek rodzi się w inkubatorze, to jednak w którymś momencie z niego wychodzi. Najbardziej rozbudowany i ulubiony plac zabaw też nie jest miejscem docelowym, gwarantującym człowiekowi dalszy, ciągły rozwój. Z piaskownicy – również tej duchowej – wypada w końcu wyrosnąć. Są, jak widać środowiska i stany, w których zbyt długie przebywanie grozi niedorozwojem, pokurczem i deformacją. O takich właśnie zagrożeniach różnej maści oraz pożądanych w Jezusowym uczniostwie, wartych pozyskania cechach, atutach i walorach jest mowa na wykładach Szkoły Bożych Liderów.

Studenci SBL są uczeni głównie – w teorii i praktyce – pielęgnowania i umacniania duchowej relacji z Bogiem (zgodnie z Ewangelią Jana 4:21-24). Ale z nie mniejszym zapałem formowany jest w nich Boży charakter. Wpajane jest im, że chrześcijański Lider – jak nazwa wskazuje – jest głową, a nie ogonem (V Moj. 28:13), i to najpierw dla siebie, a potem dopiero dla innych. Inaczej mówiąc, dobrze zna swoje pochodzenie (niebiańskie), godność (Dziecka Królewskiego), Tego, którego reprezentuje oraz autorytet w Imieniu którego występuje (2 Kor. 5:20). Stąd też w swojej aktywności na rzecz Królestwa bardzo śmiało sobie taki poczyna (2 Kor. 3:12). Jednocześnie wyraźnie zaświadcza, że przerobił lekcję z 13 rozdziału 1 Listu do Koryntian (rzecz o miłości, w. 1-13). Dlatego dobrze wie, że choćby i góry wiarą przenosił, a miłości by nie miał, nic mu to nie pomoże.

Lider umie równoważyć negatywne impulsy wewnętrzne (nieboże myśli, pragnienia, wyobrażenia). Panuje nad sobą – ciałem, emocjami, językiem – tzn. nie podlega odruchom, ale określa swoje reakcje (Prz. 16:32). Jest otwarty na korektę, a jego współczynnik reformowalności przewyższa wszelkie światowe normy. Dba więc gorliwie o to, aby postępy jego były widoczne jak owoce na urodzajnym drzewie (1 Tym. 4:15). Jest uniżony i pokorny (wywyższa Boga, nie siebie), bezinteresowny (zależy mu na chwale Bożej, nie własnej), nieukładowy (nie wchodzi w koterie) i bezkompromisowy (nie rozwadnia Ewangelii). W swej odwadze nie unika konfrontacji, dlatego też zdecydowanie uchodzi za separatystę, a nie „ekumenistę”. Odseparowuje się bowiem od bałwochwalczych i demonicznych niebożych klimatów duchowych. Nie chodzi więc w zamroczeniu i nie brnie w religijne oczarowania (o czym jednoznacznie pisze apostoł Paweł w 2 Kor. 6:14-18: „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi (…) Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan i nieczystego się nie dotykajcie (…)”.

Boży lider i tym ma się wyróżniać, że jest odporny na wysokie ciśnienia (sytuacyjne), napięcia (relacyjne), presje (demoniczne) oraz przekierowania (próby wytrącenia z nurtu Życia). Powinien być rozpoznawalny i znany z tego, że jest innego Ducha, (jak Kaleb opisany w IV Moj. 14:24). Działa ofensywnie, znosi przeciwności. Nie ogląda się na resztę, nie czeka na „wyroki losu”, ale robi swoje, wypełniając Bożą wolę. Bierze z Ojcowego Skarbca to, czego inni nie wzięli. Zaczyna tam, gdzie inni się zatrzymali i skończyli. Obiera kierunki, w których inni nie podążają. Dochodzi do miejsc, do których inni nie dotarli i nawet o nich nie marzyli. Trwa tam, skąd inni uchodzą. W pionierskiej pracy, służbie i walce kreuje nową Bożą rzeczywistość. Potrafi jednoczyć, aktywować, inicjować, wymyślać, tworzyć, komponować. Dokonuje reformacji, wzbudza przebudzenie, prowadzi innych do odrodzenia. Doświadcza życiowych przełomów, odbierając diabłu uprzednio zagrabione przez niego terytoria, sfery życia, zasoby ludzkie i materialne. Sam wyszkolony, szkoli kolejnych. Przyjmuje odpowiedzialność za życie ludzi. Zrywa krępujące ich kajdany, wyprowadza więźniów na wolność. Leczy rannych, pokąsanym przez węże i skorpiony podaje odtrutkę, reanimuje „chrześcijańskich” zombi. I co ważne – zbłąkanych nie zostawia „samopas” na ulicy, czy w fazie „sobiepaństwa”, ale przyprowadza ich do miejsca schronienia, czyli do Kościoła Bożego, zbiorowego Ciała Chrystusa, budowanego według Ef. 4:11-16. Tym samym współtworzy regularne formacje w armii Królestwa (sieć sprzymierzonych zborów lokalnych), bo dobrze wie, że wolnych strzelców łatwo odstrzelić, a pospolite ruszenie rozproszyć.

Drogi bracie i siostro!

Osobiście zaznałem w swoim życiu Bożego podniesienia i restytucji. Groziło mi wyginięcie, ale mój Dowódca i Jego Ludzie przywrócili mnie do stanu i godności, przewidzianych dla mnie w pierwotnym planie stworzenia. Teraz moją pasją jest Boże Życie, Odnawianie, Budowanie i Ratowanie tego, co z woli diabła ma zaginąć i przepaść. Zechciej i Ty być człowiekiem Reformacji i Przebudzenia, korzystającym z Pełni, którą mamy w Chrystusie (Kol. 2:9-10). Bądź Jego wiernym odzwierciedleniem (Kol. 3:10), a nie budzącą odrazę i kpinę karykaturą chrześcijanina. Zaufaj Mu. Oddaj się w ręce Jego i tych, których On namaścił do wykonania specjalnego zadania – uratowania Ciebie. On i Jego Spece od walki duchowej odpowiednio Cię wyklepią, podetną, wyszlifują, nastroją i uzbroją. Staniesz się Samobieżną Fortecą Królestwa, gotową do tego, by wzorem Pana Jezusa niweczyć dzieła diabła (1 Jana 3:8). Każdego dnia bierz od Niego wszystko, ile tylko „grabki” twoje do siebie zgrabić zdołają! Nie krępuj się. Zasoby Bożych dóbr i amunicji są niewyczerpalne (Treny, 3:22). Bierz coraz to więcej, bo każdego dnia jest do wzięcia więcej i więcej. Wiedz, że zmieniając siebie, zaczniesz zmieniać wszystko wokół. I niech nic już wtedy tego nie zatrzyma…


Szkoła Bożych Liderów rusza już od 19.09! Informacje oraz ankieta tutaj

Comments are closed.