Blogi
Pozwól Bogu być Zbawicielem (Maj 23, 2017 1:11 pm)
Wyjść na wolność (Maj 17, 2017 1:03 pm)
Skąd jesteś, dokąd podążasz? (Maj 3, 2017 12:23 pm)
Modlitwa: prosto w cel! (Kwiecień 25, 2017 2:19 pm)
Kto tu rządzi? (Kwiecień 18, 2017 3:01 pm)
Odbudowanie ołtarza Słowa (Kwiecień 11, 2017 3:03 pm)

Szeregowiec w zwycięskiej armii

28_Powolanie_1000

Tekst: Ula Matan

„I rzekł Pan do Abrama: Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę. A uczynię z ciebie naród wielki i będę ci błogosławił, i uczynię sławnym imię twoje, tak że staniesz się błogosławieństwem. I będę błogosławił błogosławiącym  tobie, a przeklinających cię przeklinać będę; i będą w tobie błogosławione wszystkie plemiona ziemi.” (I Moj. 12:1-3)

Jakże potężne i chwalebne  są słowa obietnicy powołania Abrama. Człowieka, z którym sam Bóg Wszechmogący zawarł przymierze, przez które uzyskał prawny dostęp do ziemi i ludzi. Tak – Bóg dał władzę nad ziemią człowiekowi, a ten przez grzech przekazał ją diabłu, więc Bóg musiał wejść w przymierze z jakimś choć jednym człowiekiem, aby znów zyskać dostęp do ziemi i ludzi. Przymierze krwi mówiło przecież – od tej chwili wszystko co moje jest twoje, a wszystko co twoje, jest moje.

I znalazł Abrama. Już wcześniej tak naprawdę mówił do serca jego ojca Teracha, bo Terach wziął rodzinę i wyruszył z Ur chaldejskiego do Kanaanu, ale utknął po drodze w Haranie. Więc jeszcze raz mówi Bóg do Abrama i ten posłusznie wyrusza w drogę swojego przeznaczenia. Przeznaczenia, które ma zmienić losy całej ludzkości. W trakcie całej swej wędrówki do Kanaanu i po tej ziemi Abram spotykał się z Bogiem wiele razy, coraz bardziej precyzyjnie słysząc głos Boży i posłusznie wykonując Jego polecenia. Nie mając potomka, uwierzył, że stanie się ojcem wielu narodów, zawarł z Bogiem Wszechmogącym przymierze krwi, nie przyjął darów od króla Sodomy, za to dał dziesięcinę Królowi Salemu Melchisedekowi, przez wiarę przyjął posłańców – aniołów i otrzymał obietnicę syna, wreszcie po 25 latach czekania, urodził mu się wymarzony potomek, rodzony syn obietnicy – Izaak.

Obietnica spełniona, syn jego i Sary, syn z wiary, jedyny warunek, aby wypełniło się Słowo powołania, które nazywało go błogosławieństwem narodów. I oto nagle przychodzi moment największej próby – Abraham (już nie Abram – Bóg zmienił jego imię na ”Ojciec wielu narodów”) ma złożyć tego jedynego syna obietnicy w ofierze Bogu! Tylko Bóg znał serce Abrahama i to, co się w nim działo przez trzy dni wędrówki na górę Moria z synem, który miał umrzeć, a wraz z nim wszelka nadzieja .

A jednak Abraham posłusznie poszedł, położył syna na ołtarzu i podniósł nóż ofiarny. Oczywiście wiemy, że Bóg wstrzymał jego rękę i dał zwierzę na ofiarę, a Izaak stał się kolejnym patriarchą i ojcem Jakuba, z którego wywodzi się 12 plemion Izraela. Tak więc obietnica i powołanie Abrahama wypełniło się, bo z tego Izraela, z pokolenia Judy tysiące lat potem przyszedł nasz Zbawiciel Jezus.

Abraham nie tylko stał się ojcem wiary i wzorem  zaufania Bogu dla tysięcy pokoleń po nim, ale też pokazał, że istnieje coś ważniejszego niż sama obietnica i powołanie. A jest nim Bóg.

To nie powołaniu służymy tak naprawdę, ale służymy Bogu.

On jest naszym celem . To ten cel mamy mieć przed oczami, kiedy z całego serca staramy się wypełnić powołanie dane nam od Boga. Kiedy jest inaczej, kiedy samo powołanie staje się celem – stać się może po jakimś czasie bałwanem. Nasza służba, pozycja w kościele, tzw. „ministry”, jeśli jest celem samym w sobie, może nas zaprowadzić do niebezpiecznego miejsca. Tam, gdzie jest Bóg i Jego obecność, tam jest i życie. A tam, gdzie boże życie, tam jest zawsze przyszłość.

Wiele wiele lat później,  za czasów króla izraelskiego Saula, młody, namaszczony na jego następcę Dawid zawarł przymierze z synem Saula – Jonatanem. Saul i Jonatan mieli królewską pozycję w tym czasie, ale to przed Dawidem była przyszłość. To on był wybrańcem według Bożego serca i po latach tułaczki został królem. Mimo wielkiej miłości i braterstwa, mimo przymierza, mimo świadomości, że Saul jest skończony i Bóg wybrał następcę – Jonatan nigdy nie zdecydował się opuścić swej królewskiej pozycji i dołączyć do Dawida. Gdyby tak zrobił, jeszcze wiele lat może by się tułał jako wygnaniec, wyrzutek, po pustyni, po jaskiniach, jak Dawid. Ale miałby przyszłość. Ponieważ jednak wybrał pozycję „tu i teraz” – zginął ze swoim ojcem.

Pozycja i powołanie są zaszczytnym miejscem, ale jeśli idziesz w nich w świeżym, prawdziwym Bożym poruszeniu, w posłuszeństwie Bogu. Jeśli jednak twoja pozycja trzyma cię w starym namaszczeniu, w śmierci, z dala od bożych rzeczy, to masz wybór. Albo zostawisz zaszczytne miejsca i pozycje, być może skazując się na niezrozumienie nawet przez najbliższych-rodzinę, przyjaciół (wstaw sobie kogo chcesz, kto był dotąd ważny dla ciebie), ale będziesz w Bożych rzeczach, które Bóg teraz robi na ziemi albo możesz pozostać ze względu na prestiż, pozycję, sentymenty, relacje i … umrzeć w religii.

Wybór Abrahama oznaczał śmierć dla siebie samego i swojej duszy. Taki sam wybór stał przed Jonatanem. Jeden całkowicie zaufał Bogu i On stał się jego jedynym celem, drugi  … Nie znamy do końca motywów działania Jonatana. Tylko Bóg je zna, ale nikt pewnie z nas nie chciałby umrzeć w połowie swoich dni i to po stronie haniebnej. Pragniemy zwycięstw, Bożej obecności, przebudzenia. W życiu każdego z nas może przyjść moment decyzji, co jest tak naprawdę najważniejsze dla nas.

Lepiej być szeregowcem w zwycięskiej armii, niż oficerem w przegranej.

Czasem, żeby wejść w Boże świeże poruszenie, trzeba będzie stanąć z tyłu kolejki, jako zwykły wierzący, zaczynać od początku, może w nowym rozdaniu, nowym miejscu, przemieniając swój umysł, wywracając do góry nogami całe swoje dotychczasowe życie. To duża cena, ale jakże wielka nagroda! Znacznie to lepsze, niż sytuacja Izraela, który gdzieś po drodze swego odstępstwa i kary za nie „zgubił” Arkę Przymierza. Kiedy Izraelici wrócili z niewoli babilońskiej i odbudowali świątynię w Jerozolimie, wznowiono służbę świątynną. Kapłani znów składali ofiary, arcykapłan znów raz do roku wchodził poza zasłonę… tylko że tam już nie było Arki. Nie było Bożej obecności!

A kiedy Jezus, sam Bóg w ludzkiej postaci, przyszedł do nich – nie przyjęli Go!  W wielu kościołach na całym świecie dokonuje się tej samej celebry co niedziela, tylko że tam nie ma Bożej obecności… Jeśli stamtąd nie wyjdziesz i nie pójdziesz do miejsc, gdzie jest obecność Boża, umrzesz.

Coraz mocniej wieje wiatr z nieba – wiatr oczyszczenia, wiatr niosący Bożą prawdę, pragnienie Boga prawdziwego, a nie fikcji religijnej. Ciężko jest iść pod wiatr. Jeśli pragniemy jeszcze choć trochę czegoś autentycznego, wiatr będzie wiać w nasze plecy. Jeśli pragniemy „tu i teraz”, uznania i prestiżu, będzie wiał nam w twarz. On wzbiera i za chwilę może już być jak huragan a potem jak tornado z nieba. Jeśli nie chcemy jutro zostać marionetkami odgrywającymi cotygodniowy teatr religii, musimy podjąć dziś decyzję. Odpowiedzmy na świeże Boże poruszenie i jak Rut zawołajmy „… dokądkolwiek ty pójdziesz i ja pójdę. Gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam.” Niech dzisiejsza pozycja stanie się jak nicość w porównaniu z tym, co Bóg ma dla nas w przyszłości, którą niesie ze sobą boże przebudzenie.

Tags

Comments are closed.