Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

Synowie Gromu

20130730_Boaneges_1000

Z Piotrem Frezą, prezydentem Chrześcijańskiego Klubu Motocyklowego Boanerges, rozmawiamy o ewangelizacji, przyjaźni i motocyklowym świecie.

CEL: Skąd wziął się pomysł, by założyć klub Boanerges?
Pomysłodawcą – inspiratorem powstania służby Boanerges był oczywiście Pan Bóg. Wizja powstania klubu wierzących motocyklistów pojawiła się w Polsce ok. roku 1995. Od razu było wiadomo też, jak będzie się ten klub nazywał. Jednak nikt z nas, założycieli, jeszcze o tym nie wiedział. Ponad rok później tę wizję pochwycił pochodzący z Krotoszyna Jacek Cegielski oraz, zupełnie niezależnie, ja w moim rodzinnym Tczewie. Bóg dał nam się spotkać i nabrać przekonania, że pozostawionym przez nas w starym życiu kumplom trzeba powiedzieć, jak rzeczy się mają. Motocykl mógł być naturalnym środkiem dostarczenia im Ewangelii. Wkrótce ogłosiliśmy, że nie chcemy być w tym myśleniu sami i poszukujemy innych wierzących motocyklistów. Tak doszło do pierwszego zlotu motocyklistów chrześcijańskich podczas festiwalu SLOT w Giżycku w 1997 r. To był początek Klubu, oczywiście pod tą objawioną nazwą Boanerges. Jej tłumaczenie – Synowie Gromu – bardzo nam pasowało, nie tylko że było biblijne, ale że było dudniące i miało jakiś metaliczny posmak. To było w sam raz dla nas i dla naszych motocykli. Pasowało też do „poetyki” obowiązującej w motocyklowym światku.
Zwykle kluby powstają dzięki pasji chłopaków z jednego podwórka. Tak było i w naszym przypadku. Wszyscy jesteśmy z „podwórka Pana Boga”, choć jest ono bardzo rozległe – obejmuje całą Polskę, a nawet rozciąga się poza jej granicami. Jeden z nas – Bill – pochodzi z Kanady. Zdradza go jego piękny, „kresowy” akcent. Wychodzą z tego czasem śmieszne sytuacje. Pewnego razu na Woodstocku ktoś spytał Billa, skąd jest. Usłyszawszy, że z Kanady, zadał pytanie: – To którędy przyjechałeś?

CEL: Co jest dla Was najważniejsze?
Najważniejsze jest bycie żywym świadectwem Boga w środowisku motocyklistów – ewangelizacja przez relacje, służenie, bycie pomocą. Tylko tyle… i aż tyle.

CEL: Czy jesteście bardziej grupą znajomych, których łączy ta sama pasja, czy grupą ewangelizacyjną? Jeśli to drugie, to kto jest Waszą „grupą docelową”?
Jesteśmy służbą ewangelizacyjną – grupą ludzi z pasją, lecz nie towarzystwem wzajemnej adoracji. Wspólne zainteresowania techniką motocyklową i jazdą ułatwiają i upraszczają nasze relacje, ale często wspólny czas mamy właściwie dopiero w służbie. Dlatego bardzo ważne są relacje z naszymi lokalnymi kościołami – stamtąd jesteśmy posyłani, wyposażani, błogosławieni. Tam korzystamy z modlitewnej ochrony. A do jakiej grupy docelowej docieramy? Czasem parę metrów od garażu stoi ojciec z dzieckiem machającym z całej siły rączkami na powitanie. Trzeba się zatrzymać, dziecko posadzić na siodło i pogadać; kto i na czym jeździł, i co to tam masz na plecach… I już mówimy Dobrą Nowinę. Cały świat jej potrzebuje. Ale celujemy głównie w ludzi, z którymi kiedyś jeździliśmy, i w tych, do których możemy dziś dojechać. Aby to sobie ułatwić, organizujemy własny zlot motocyklowy przy Przystanku Woodstock. Przyjeżdża do nas 2-3 tys. rock’n’rollowo nastawionych motocyklistów. Dla nich budujemy niedaleko wielkiej sceny na gołym polu strzeżony parking, pole namiotowe z podciągniętą elektrycznością i wodą do umywalek i pryszniców. Karmimy ich zupą z kuchni polowej i Biblią Motocyklisty (specjalne wydanie Nowego Testamentu) – to wszystko dostają w prezencie. Tak samo cień Kawiarenki24 (300 m kw.), gdzie serwujemy im za darmo kawę i herbatę, organizujemy koncerty i przedstawienia (w ubiegłym roku byli u nas np. No Longer Music) oraz kino studyjne. Takie prezenty wymagają dużej ofiarności wspierających nas osób, kościołów i sponsorów. W tym roku znów potrzebujemy poszerzyć to grono.
Przystanek Woodstock jest organizowany przez tzw. Pokojowy Patrol czyli wolontariuszy Fundacji WOŚP. Aby zorganizować nasz zlot, zdecydowaliśmy się być częścią ich organizacji – szkolimy się razem z nimi, podejmujemy wiele działań i zawieramy przyjaźnie. Te setki osób stały się 8 lat temu naszym kolejnym „polem wpływu”.

CEL: Czy jesteście w kontakcie z innymi grupami motocyklistów? Podobno są to bardzo hermetyczni i specyficzni ludzie. Czy udaje Wam się do nich dotrzeć, mimo że jesteście „inni”?
Nie staramy się być postrzegani jako klub najtwardszy, najfajniejszy, najbardziej rozrywkowy czy też połykający mile egzotycznych wycieczek motocyklowych. Tu faktycznie jesteśmy może postrzegani jako inni, ale my uwielbiamy pytania: „Dlaczego nie robisz już takich czy innych rzeczy?”. Mamy pełną świadomość, jak uważnie jesteśmy obserwowani i jak potrzebne jest to, by nasze codzienne życie było świadectwem chodzenia z Jezusem. Ruch klubów motocyklowych rodził się na naszych oczach, a nasza 16-letnia historia budzi wśród nich szacunek. Więc po dzień dzisiejszy mamy dobre relacje z wieloma klubami motocyklowymi w Polsce i z niektórymi z zagranicy. Chrześcijańscy motocykliści działający w innych krajach Europy mają raczej bardziej skomplikowane warunki dotarcia do środowiska. Tak więc doceniamy te otwarte drzwi w Polsce.

CEL: Czy wasza grupa jest tylko „dla twardzieli”, czy zabieracie ze sobą na zloty np. żony albo dzieci?
Kluby motocyklowe, wśród których działamy, to typowo męski świat. Są oczywiście kluby zrzeszające kobiety, ale traktowane jak kwiatek do kożucha. Dla nas od początku jasne było, że czasy apostolskie nadal trwają i każda siostra jest w Bożym dziele pełnoprawnym pracownikiem. Tak więc Członkiem Klubu Boanerges może stać się mężczyzna i kobieta (o ile zaufa w swoim życiu Bogu i pozwoli Mu kierować swoim życiem, a On błogosławi mu/jej motocyklem zdatnym do służby). Coraz więcej dziewczyn jeździ motocyklami, więc dziewczyna z Klubu jest dla nich naturalnym autorytetem. Nie zawsze jednak kobieta w barwach (tu chodzi o „obszycia” pleców, zwłaszcza szarfy z nazwą klubu, kraju lub miasta, które znacząco różnią się od pospolitszych naszywek motocyklistów niechętnych klubizmowi) spotyka się u mężczyzn ze zrozumieniem, czasem pojawia się wręcz wrogość. My, faceci, korzystając z dobrych wzorców, jeździmy w miejsca służby po dwóch. Jeżeli jedzie dziewczyna z Klubu, to również dobrze, aby miała „na skrzydłach” dwóch. Członkami Klubu są często małżeństwa. Ale także nasze żony, które oficjalnie nie mają członkostwa w Klubie, są ważną częścią tej służby. Są akcje i zloty, gdzie jeździmy razem z żonami i z dziećmi. Są jednak miejsca, gdzie nie możemy zabrać ich ze sobą, lecz w tym czasie to one dają nam wsparcie w modlitwie i troszczą się o rodzinę.

Zapraszamy do wspierania służby Boanerges. Wszystkie informacje dotyczące wolontariatu, wparcia finansowego itp. można znaleźć na stronie www.boanerges.pl.

Comments are closed.