Blogi
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)
Nadszedł czas, by oczekiwać (Czerwiec 26, 2017 12:22 pm)

Syn marnotrawny

syn_marnotrawny 1000

Tekst: Roman Szewczuk

Moje relacje z ojcem od tak dawna jak sięgam pamięcią nie były dobre. Wprost przeciwnie. Jakoś nie widziałem w nim miłości do mnie. Preferował i wyróżniał moją siostrę, rok młodszą a ja zawsze byłem dalej, gdzieś w cieniu, ktoś niezauważalny, niepotrzebny… To znaczy zauważalny jak coś nie tak zrobiłem i była okazja do lania. Tylko to pamiętam z dzieciństwa; srogiego, karzącego stanowczo za wszystko ojca. Dlatego też nie zabolał mnie specjalnie fakt, gdy wyjechał na drugi koniec Polski po rozstaniu z mamą. Na ferie i wakacje jeździliśmy do niego z siostrą, ale nie był to dla mnie dobrze spędzony czas i z radością i ulgą wracałem do domu. Był to okres czasu, gdy mój ojciec powinien być dumny ze mnie. Najlepszy uczeń w szkole, posłuszny… Później już powodów do dumy było coraz mniej i mniej, aż zabrakło ich całkowicie… Teraz gdy słyszał cokolwiek o mnie to raczej wstydził się, że ma takiego syna.

Przyszedł jednak taki czas w moim życie, że po traumatycznym wydarzeniu związanym ze śmiercią najbliższej mi osoby, nie tylko nie wsparł mnie, ale podjął wiele kroków przeciwko mnie. Zabolało, bardzo. Na wsparcie od niego nie liczyłem, lecz nie spodziewałem się też, że będzie zdolny do tego, co zrobił. No cóż ,jak tak, to trudno. Ten fakt tylko potwierdził, że nigdy nie miałem ojca z sercem dla mnie. Uznałem, że on nie istnieje całkowicie dla mnie. I tak też sobie żyłem.

Kiedyś, po kilku latach, całkowicie przypadkiem zobaczyłem go w autobusie. Kilka metrów ode mnie. Nasze reakcje były identyczne. I ja i on aż drgnęliśmy z wrażenia i natychmiast odwróciliśmy swoje oczy od siebie. Tak silna była nienawiść między nami.

Gdy już poznałem Jezusa, to przypadkowo na ulicy przed szpitalem spotkałem swoją macochę. Ja do niej nic nie miałem. Z ojcem jestem w sporze, ale co ona winna? Powiedziała mi, że ojciec ciężko chory leży w szpitalu. A ja odpowiedziałem, że w niedzielę pójdę do niego. I poszedłem, ot tak po prostu.

Nie wiedziałem, ja mam się zachować, co powiedzieć. I w moim, i w ojca sercu były przecież rany z naszych relacji… Znalazłem się na holu oddziału i zobaczyłem tam swojego ojca…. Nawet dzisiaj, po latach, gdy piszę te słowa, to łzy w oczach mam. On stał tam na tym holu, bo wierzył w swoim sercu lub przynajmniej miał nadzieję, że jego syn przyjdzie. Miał już kilka wylewów, udar, był częściowo sparaliżowany. Stał tam biedulek o lasce i czekał na mnie. Nie wiem jak długo tam stał. Nie wiedział przecież , o której godzinie i w ogóle czy przyjdę. Lecz czekał…. Serce ścisnęło się we mnie. Ten widok bardzo mnie poruszył. Podbiegłem do niego, objąłem go i powiedziałem; Tato, nigdy Ci tego nie mówiłem, ale bardzo Cię kocham. Ja 35 letni chłop mówię o miłości. Ale to było najszczersze, poczułem, że kocham swojego ojca. Jestem przekonany, że tylko Bóg mógł mi dać tę miłość. Nie wytrzymał, gwałtownie poczerwieniał, widziałem, jak łzy wzruszenia napłynęły do jego oczu. Odepchnął mnie i pokuśtykał do toalety. Wiem, że tam płakał ze szczęścia. Wstydził się swoich łez… Gdy wrócił, to słowem nic nie wspomniał o moim dawniejszym życiu, ja też nigdy nie wspomniałem nic o złych rzeczach z naszej przeszłości.

Jeszcze kilkanaście lat, aż do jego śmierci, mieliśmy bardzo dobre relacje ze sobą. Odrabialiśmy stracone lata i cieszyliśmy się sobą. Wróciłem jak syn marnotrawny a ojciec przyjął mnie i obdarzył miłością, miłością jakiej nigdy przedtem mi nie dał. I ja dałem mu swoją miłość, prawdziwą synowska miłość, miłość nowonarodzonego dziecka Bożego do swojego ziemskiego taty.

fot: archiwum prywatne autora, źródło: FB

Comments are closed.