Blogi
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)

Świat okiem fizyka cz.1

28_Fizyk_1000

Tekst: Mariusz Janeczko

Ludzie zachwycają się różnymi rzeczami – krajobrazami, dziełami sztuki, odległymi galaktykami. A podziw bierze się nie tylko z piękna tego, czym się zajmujemy, ale z doświadczania w tym potęgi Boga.

Jestem fizykiem kwantowym. Fizyka wielu osobom kojarzy się z czymś niepojętym, trudnym, więc zniechęcającym. Wystarczy jednak wgłębić się w nią, by zrozumieć, że jest pełna fascynujących zjawisk. Chwalę Boga za to, co pozwolił mi zobaczyć. Odkryłem to nie gdzieś w górze – w gwiazdach i kosmosie, ale tu, „na dole”, czyli w tzw. interkosmosie – świecie w skali atomowej…

Atomy niczym galaktyki

O ile prawie każdy z nas słyszał o budowie układu słonecznego i krążących wokół słońca planetach, niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że Bóg stworzył ten świat, powielając wiele swoich pomysłów i stosując je w wielu miejscach. Gdy przyjrzymy się atomom, okaże się, że choć nikt z nas ich nie widział, są nam bardzo znajome. Atomy są tak małe (mają ok. 10-10 m, czyli są 10 miejsc po przecinku mniejsze od metra), że może je dostrzec tylko supernowoczesna aparatura, a całą naszą wiedzę o nich czerpiemy raczej z rozważań teoretycznych i różnorakich eksperymentów lub symulacji komputerowych niż oglądania samych atomów.

Pierwszą ciekawostką o atomie jest to, że jest on swego rodzaju kopią układu słonecznego. Ma jądro niczym gwiazdę i elektrony krążące wokoło niego po „orbitach” jak planety (choć nie są to takie same orbity). Elektrony zaś mają „magiczną moc” bycia wszędzie w tym samym czasie (czyli bilokacji). Wszędzie w obszarze swoich „orbit”. Zupełnie tak jak Duch Święty! Ciekawe jest więc, że np. w atomie wodoru, w którym jest tylko jeden elektron, cały atom zachowuje się tak, jakby był otoczony milionami elektronów i gdziekolwiek by nie spojrzał, tam będzie widział swój elektron. Tak samo my, ludzie, choć mamy tylko jednego Boga, gdziekolwiek byśmy się nie obrócili, tam widzimy, że On jest i dosłownie nas otacza, choć jest tylko jeden! Bóg bowiem jest wszędzie w tym samym czasie (a nawet dalej).

Związani ze sobą jak atomy

Na tym nie koniec analogii płynących z obserwacji tych prawie najmniejszych cegiełek naszego wszechświata. Jeśli przyjrzelibyśmy się połączeniu dwóch różnych atomów, ujrzymy bardzo znany wielu ludziom mechanizm społeczny.
Wyobraźmy sobie, że mamy atom wodoru, który jest bardzo mały i mówiąc metaforycznie – delikatny, oraz atom chloru, który jest duży, silny, wpływowy i królujący nad innymi atomami takimi jak wodór. Każdy z tych atomów ma swoje „życie” i – mówiąc językiem fizyki – swoją energię, a metaforycznie – ma swoje życiowe koszty i problemy. Gdy atomy zbliżą się do siebie na odległość, którą określilibyśmy odległością wzroku, ich elektrony zaczną nieśmiało dotykać się nawzajem, co zaowocuje przyciąganiem się do siebie, jak pod wpływem niewidzialnego magnesu. Z czasem pomiędzy nimi będzie tak mała odległość, że elektrony będą wręcz przeskakiwać z jednego atomu na drugi (tak jakby wymieniały się swoimi rzeczami). Taka sytuacja jest jednak napięta. Energia obu atomów wzrasta, co jest niekorzystne. Jeśli jeden z atomów nie podejmie decyzji o połączeniu, będą musiały się rozejść. W naszym przypadku „męski” chlor przyjmuje wodór „pod swoje skrzydła” i stają się jednym! Jedną cząsteczką, a ich wzajemna energia (czyli życiowe koszty) maleją. Każdemu z nich z osobna jest w takim połączeniu lepiej. Atom wodoru przestał być bezbronny, a chlor tak despotyczny, bo „uspokoił” go wodór. Co prawda, wciąż są w pewnej odległości od siebie, ale od teraz łączy je wiązanie chemiczne, które nie pozwala im chodzić sobie, gdzie im się podoba. Wszędzie muszą chodzić razem jako cząsteczka (no, chyba że wiązanie pęknie). Czy to nie wydaje się wam znajome?

Moc potrójnego sznura

Trzeba pamiętać o tym, że atomy w cząsteczce są targane przez różne siły (zwłaszcza przez inne agresywne lub „ślepe” atomy), które starają się je rozerwać, by zniszczyć cząsteczkę. To zmusza je do nieustannego wysiłku, by być razem. Tak samo dzieje się w małżeństwie – małżonkowie nieustannie stają przed próbami, które zaważają na przyszłości i trwałości ich związku. Cóż zatem mogą zrobić, aby się obronić? Odpowiedź daje nam oczywiście Biblia, ale – jak się okazuje – takie same rozwiązanie podsuwa obserwacja atomów! Atomy pod wpływem zewnętrznej siły mogą połączyć się w sposób całkowicie trwały. Nie potrafią tego same z siebie – potrzebują zewnętrznej ingerencji. Takie zjawisko nazywamy fuzją jądrową. Jej efektem staje się nowy atom, który jest sumą tych dwóch. Powstaniu takiego nowego atomu towarzyszy wydzielenie się ogromnej ilości energii, co znaczy, że koszty życiowe dwóch atomów nawet w cząsteczce są i tak ogromne w porównaniu ze stanem, gdy staną się całkowicie jednym ciałem. Rozdzielenie ich staje się od tej pory prawie niemożliwe. Mogłaby tego dokonać tylko ta sama siła, która je złączyła…

Idealni jak diament

Warto przyjrzeć się atomom w szerszym ujęciu. Tu również znajdziemy analogię Bożego planu. Gdy pojawi się odpowiednio dużo atomów jednego typu, to nie tworzą cząsteczek, ale coś, co nazywamy kryształami. W krysztale atomy ustawione są idealnie według ich pozycji i rozmiaru. Kryształ dąży do tego, by być duży – tak duży, by stać się obiektem makroskopowym, tzn. takim, który można już wziąć do ręki (czyli musi się składać z bardzo dużej liczby atomów). Kryształ powstaje, gdy pojawi się zarodek – jest nią grupa atomów wielkości cząsteczki, która zainicjuje przyrost i przyłączanie się kolejnych. Zazwyczaj takie zarodki powstają na jakimś innym krysztale, który był już wcześniej (nazywa się go podłożem). Wzrost kryształu, a także jego czystość świadczą o tym, że atomy są tam, gdzie być powinny. Staje się on wówczas bardzo użytecznym narzędziem. Dla przykładu: najlepszy z kryształów, diament, jest tak odporny na ścieranie (tzn. wyrywanie atomów poprzez tarcie o inny kryształ), że można nim ciąć absolutnie wszystko (choć oczywiście jest to mało opłacalne, bo wiele rzeczy można przeciąć zupełnie inaczej i do tego szybciej). Diament jest też wyjątkowo piękny dla oczu, dzięki temu, że światło, które do niego wpada, jest odbijane i zaginane w taki sposób, aby wzmocnić świecenie i skupić jego wiązkę.
Kryształ jest według mnie piękną metaforą Kościoła Jezusa na ziemi. Po pierwsze składa się z setek milionów ludzi na świecie, którzy są tego samego typu (są różni pod względem etnicznym, ale mają wspólną wiarę i wspólnego Ducha). Kościół zapoczątkowała grupa 12 apostołów na podstawie istniejącego od zawsze Jezusa (który jest podłożem Kościoła). Ponadto Kościół dąży do tego, aby być jak największy poprzez „przyczepianie” do siebie nowych członków. Jego misją jest świecenie i bycie użytecznym dla ginącego świata. Tak samo jak w krysztale w kościele pojawiają się problemy. Diament, o którym wspomniałem, że jest najwartościowszym z kryształów, powstaje ze zwykłego węgla. Bryła węgla początkowo jest brudna, czarna, popękana, ale ma ogromny potencjał, który ujawnia się w ogniu. Gdy taką bryłę czarnego węgla poddamy niewyobrażalnemu ciśnieniu, temperaturze i czasowi, zmieni się jej wnętrze i zostanie przemieniona w diament. Co ciekawe – człowiek mimo rozwiniętej przez siebie technologii nie potrafi produkować prawdziwych diamentów. Te, które tworzy, celowo nazywa się sztucznymi diamentami, gdyż nie są tak doskonałe jak naturalne, a ich produkcja jest niesamowicie droga i kompletnie nieekonomiczna. Mam nadzieję, że domyślacie się, z czym to porównam?
Każdy z nas, gdy się na nowo narodzi w Chrystusie, jest początkowo jak brudna, czarna bryła węgla, a jednocześnie ma potencjał, by stać się w pełni Bożym człowiekiem i by z czasem poszerzać dla milionów Królestwo Boże na ziemi. Aby tak było, musimy przejść próby i doświadczenia, które będą szlifować nasz charakter. Nie ma potrzeby rozwijać tego porównania – wystarczy spojrzeć np. na Dawida albo samego Jezusa. Gdy przechodzimy próby i jest nam bardzo ciężko, pomyślmy sobie, że Bóg właśnie czyni z nas piękny diament.

Potęga Boga

Światem atomów nie rządzą mechanizmy, które znamy na co dzień (tzw. mechanika klasyczna). Tam normalnością są rzeczy, które czasem nawet ciężko sobie wyobrazić – jak np. przechodzenie przez ściany, wspominana już bilokacja, teleportacja, wspólna świadomość itd. Te zjawiska nazywamy mechaniką kwantową. Czyż nasz Bóg nie jest niesamowity, że stworzył takie rzeczy?

Królestwo Boże również nie rządzi się prawami ziemskimi, a Boża logika jest dla nas ludzi czasem niepojęta (np. Mt.25:29). Jednak jest ona realna tak samo jak mechanika kwantowa, bez względu na to, jak bardzo „zdrowy rozsądek” (a raczej zbiór uprzedzeń wynikający z braku wiary) stara się nam wmówić, że jest inaczej. Jeśli ktoś zadaje pytanie: „Jakim cudem zmartwychwstał Chrystus?”, równie dobrze mógłby zapytać: „Jakim cudem działa laser kaskadowy?”. Niestety, zawsze znajdą się tacy, którzy widzą świat wybiórczo.

Wspaniały plan

Czas na trochę interkosmosu w makrokosmosie. Astronomowie szacują, że w obserwowanym przez człowieka wszechświecie jest ok. 1080 atomów (czyli liczba, która ma 80 zer), a każdy atom składa się z dziesiątek elektronów, protonów, neutronów, te z kolei z kwarków. Do tego trzeba by dodać inne cząstki, takie jak neutrina, fotony, których może być jeszcze więcej, a także cząstki, o których jeszcze nic nie wiemy, ale spodziewamy się ich odkrycia. Razem mamy niewyobrażalnie wielką liczbę cząsteczek. Niesamowite jest to, że chociaż wszystkie te rzeczy są rozproszone po całym ogromnym wszechświecie, zachowują się, jakby znały się ze sobą – nieustannie „rozmawiają” i reagują w zależności od tego, co się dzieje z pozostałymi (to również efekt mechaniki kwantowej). Trudno nawet wyobrazić sobie, jak skomplikowane byłoby skomunikowanie i zarządzanie rozproszonymi na niewyobrażalnych odległościach cząsteczkami, których jest więcej niż liczba z tysiącem zer – każdej z każdą i to w natychmiastowym czasie. Co więcej – wyczynem jest dać każdej zadanie do wykonania, tak aby tworzyły większe byty, np. gwiazdy, komety czy człowieka. A tak część z nich buduje cząsteczki współpracujące z innymi cząsteczkami, tworząc coraz bardziej złożone organy, które – znowu popychane prawami fizyki – tworzą w końcu najbardziej skomplikowaną znaną człowiekowi maszynę we wszechświecie – ciało ludzkie. „Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą” (1Moj.2:7).

Właśnie to jest według mnie ogrom mocy Boga.

Wierzę, że w mikroświecie jest równie dużo Boga i jego wspaniałych pomników oraz rzeczy do podziwiania, co w pięknych krajobrazach, w obserwowaniu galaktyk czy gwiazd.

Gdy świadomie kontemplujemy to, co nas otacza, doświadczamy wspaniałości Bożego dzieła. Im głębiej wchodzimy w jakiś temat, mamy potrzebę odnajdowania śladów działania naszego Pana. Musimy jednak pamiętać, żeby w tym zachwycie nie popaść w pułapkę analogii. Przyroda jest bardzo złożona. Bóg, tworząc ją, zostawił nam mnóstwo ciekawostek – choćby takich jak te, które przedstawiłem. Z pewnością nie chciałby jednak, abyśmy zamiast uczyć się Jego Słowa, tworzyli sobie nową „teologię analogii”.

Comments are closed.