Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

Strach ma wielkie oczy

11_Strach_1000

Tekst: Janusz Szarzec

Strach ma wielkie oczy i sam może być ogromny. Tak ogromny, że przesłoni nam resztę życia. W dzisiejszych czasach ludzie coraz częściej się boją – głównie o własne życie. A trzeba im po prostu miłości, by zobaczyli, że można nie dać się lękom.

Pocić się, drętwieć, drżeć, blednąć, nawet oszaleć czy wreszcie umierać – to wszystko można ze strachu. Na dodatek z tego samego powodu można jeszcze być nieprzytomnym, śmiertelnie przerażonym czy ledwie żywym. Strach powoduje, że odbiera nam mowę, serce wali jak oszalałe, ciarki przechodzą po grzbiecie, skóra cierpnie, łydki drżą, a włosy stają dęba.

Nowotwór duszy
Wbrew pozorom powyższy opis to nie tylko gra słów, literacka fikcja, która odcisnęła się wirtualnym bytem w potocznym języku. Wie o tym każdy, kto chociaż raz w swoim życiu doświadczył paraliżującego, panicznego lęku. Strach mutuje to, co normalne – przekształca naturalne odruchy w formy patologiczne, nie zadowalając się minimalnym postępem. Stopniowo rozbraja system immunologiczny ludzkiej duszy, pozbawia zdolności trzeźwego myślenia, sieje spustoszenie w psychice oraz systemie nerwowym organizmu. Gdy w końcu pojawiają się zmiany na poziomie somatycznym (fizyczne drżenie, pocenie się, uczucie duszności, mdłości, ucisk w klatce piersiowej, bóle brzucha, drętwienie i dreszcze, a nawet niektóre alergie), gołym okiem dostrzec można morderczą naturę strachu.

Zaleczanie strachu
Strach towarzyszył ludzkości niemal od zawsze, która w końcu zaakceptowała jego istnienie jako zło konieczne. Podczas gdy jedni ze strachem walczą, inni próbują się z nim oswoić i jakoś go sobie wytłumaczyć. Ponoć niektórzy nawet lubią być straszeni. Jedno w tym raczej nie ulega wątpliwości – gdy lęk wymyka się spod kontroli i zaczyna zatruwać nasze życie, nie da się go polubić.
Czasem można usłyszeć: „Już tylko szaleńcy w ogóle się nie boją” czy że „zdrowa” dawka uzasadnionego lęku np. przed grożącym niebezpieczeństwem potrafi uratować życie. To, co można byłoby nazwać chociażby daleko posuniętą ostrożnością w obliczu realnego zagrożenia, nijak się ma do destrukcyjnego wpływu strachu na funkcje życiowe człowieka. Różnica między odwagą a szaleństwem polega na w pełni świadomym działaniu kogoś, kto wbrew naturalnym oporom i ograniczeniom, przełamuje barierę lęku.
Ci, którzy pokonują strach, przekraczają próg przeciętności, zrywają z powszechnie panującym niskim standardem poczucia niepewności, niepokoju, onieśmielenia, zwykłego panikarstwa, wygodnego tchórzostwa, postawy wycofania z życia. Po drugiej stronie otwiera się świat możliwości, niczym nieskrępowanego rozwoju i spektakularnych dokonań.

Diagnoza
Jak zatem pokonać strach, skoro pozostaje w przeważającej mierze nieprzeniknionym fenomenem, który sięga swymi przyczynami zaułków i zakamarków ludzkiej duszy? Czy odpowiedzią jest jedynie psychoterapia łączona miejscami z leczeniem farmakologicznym? A może coraz bardziej popularna hipnoza? Rzeczywistość wydaje się temu zaprzeczać – w miarę, jak wspomniane metody często okazują się zawodne, wręcz bezsilne. Być może dzieje się tak również ze względu na brak pełnej diagnozy strachu jako czynnika oddziaływającego nie tylko w sferze fizyczności i psychiki człowieka, lecz także jego duchowości.
Pismo Święte i opisane w nim ludzkie przypadki pozwalają rozumieć strach jako duchową siłę pustoszącą serce człowieka i ograniczającą właśnie duchowe zdolności. Tak rozumiał strach np. apostoł Paweł, instruując swego ucznia Tymoteusza (IITm.1:7-8) i nauczając kościół w Rzymie (Rz.8:14-16). Podobnie sam Jezus w swoich codziennych kontaktach z ludźmi wielokrotnie lękowi przeciwstawiał wiarę (Mt.10:31-33,14:26-31; Mr.5:36; Łk.8:23-25,50). Bez zagłębiania się w niuanse skomplikowanej ludzkiej psyche i bez szczegółowej analizy różnorodnych stanów duszy, Biblia podaje prostą diagnozę i sugeruje proste rozwiązania w tym zakresie.

Spokój utracony
I tak geneza fenomenu strachu wywodzi się od historii pierwszych ludzi i ich buntu wobec Stwórcy (Rdz.3). Pierwszą bezpośrednią konsekwencją oddalenia od Boga był lęk (Rdz.3:7-10), który od tamtego czasu pozostał widocznym znakiem odłączenia człowieka od swego Stwórcy oraz irracjonalnej życiowej ucieczki przed Bogiem. Tylko wówczas, gdy ludzie zdobywali się na decyzję, by na powrót zbliżyć się do Niego, zyskiwali odwagę nieporównywalną z czymkolwiek znanym człowiekowi na ziemi. Za przykład mogłyby posłużyć dziesiątki biblijnych życiorysów czy to przywódców politycznych (Gedeon, Barak, Jefte), ojców narodu (Jakub, Mojżesz), proroków (Izajasz, Jeremiasz, Jonasz), czy wielu innych, którzy doznali radykalnej metamorfozy po spotkaniu z Bogiem.

Fenomen uczniów Chrystusa
Jednak bodaj najbardziej spektakularnym w historii przykładem metamorfozy z owładniętych strachem ludzi w bohaterów z odwagą zaglądających śmierci w oczy, są  początki chrześcijaństwa. Tamte wydarzenia pozostają bez precedensu w historiografii, a były szczególne zarówno pod względem jakości i radykalności wewnętrznej przemiany ich uczestników, jak również jeśli chodzi o skalę zjawiska oraz jego powtarzalność w następnych generacjach aż po dzień dzisiejszy.
Bez względu na późniejsze próby pomniejszania wagi tego zjawiska, deprecjacji jego znaczenia jest ono nadal niewytłumaczalnym naturalnie fenomenem społecznym. Jak z garstki śmiertelnie przerażonych, ukrywających się przed światem po śmierci swego Mistrza (Mr.16) w krótkim czasie powstała rzesza dziesiątek, setek tysięcy, a potem i milionów nieustraszonych głosicieli nowych prawd Ewangelii. I to zarówno mężczyzn jak i kobiet, dorosłych i niemalże dzieci, wykształconych i analfabetów, szlachetnie urodzonych i niewolników. Dla wielu nawet postronnych obserwatorów stało się jasne, iż nie sposób tego wytłumaczyć zbiorową psychomanipulacją. Trudno to wyjaśnić inaczej, jak tylko faktycznie nadprzyrodzoną interwencją w życie jednostek. Dla niektórych zaś stanowi to jedno z najbardziej namacalnych świadectw działalności Ducha Świętego na ziemi i dowód na prawdziwość zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

W miłości nie ma bojaźni
W życiu apostołów, uczniów Jezusa, a po nich ich następców naturalny lęk zastępowała autentyczna, dynamiczna wiara oraz postawa miłości wobec wszystkich bliźnich. Nie miało to (i nie ma nadal) nic wspólnego z powierzchowną religijnością i moralną poprawnością. Żarliwa ufność Bogu nie była opium dla skołatanych serc zagubionych w świecie ludzi. Nie pozbawiała trzeźwości sądów, nie znieczulała bólu, lecz stawała się źródłem pewności – wewnętrznym imperatywem pobudzającym do czynienia dobra wbrew okolicznościom. Podobnie jak bezwarunkowa miłość, którą darzyli każdego bez wyjątku, nie była wynikiem usilnych osobistych starań pierwszych chrześcijan. Przeciwnie, wypływała z serc tych ludzi – dotkniętych mocą Boga, który sam jest istotą miłości (IJ.4:16). I tak jak w przypadku ojca czy matki, którzy zapominają o własnym strachu, gdy ich dziecko znajdzie się w niebezpieczeństwie, miłość naśladowców Chrystusa usuwała strach (IJ.4:18-19).
Jest to ważne szczególnie dla nas – żyjących współcześnie, gdy egoizm powoli zyskuje milczącą aprobatę społeczeństwa jako wygodna postawa społeczna umożliwiająca sukces. Warto przy okazji pamiętać, iż bratem bliźniakiem egoizmu jest ciągły strach: o siebie, o stan posiadania, o przyszłość… Z kolei żywa, aktywna wiara i bezwarunkowa miłość bliźniego są Bożym biblijnym antidotum na lęk w każdej postaci. To Boska oferta i nakaz niezmienne od zarania ludzkości, a zwłaszcza od dwóch tysięcy lat (IJ.3:23).

Tags

Comments are closed.