Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Sprawiedliwy w Bożej przebieralni

przebieralnia_1000

Tekst: Ewa Gnatowska

U podstaw chrześcijaństwa leży doktryna o sprawiedliwości w Chrystusie. Każdy nowo narodzony chrześcijanin bardzo szybko dowiaduje się, że stał się sprawiedliwy z wiary (lub jak kto woli, z łaski, w każdym razie niezależnie od uczynków) – jak gdyby nigdy nie zgrzeszył. Bóg udziela mu swojej sprawiedliwości, która oznacza nie tylko prawne wymazanie winy, ale też nową naturę w jego duchu, zgodnie z którą powinien teraz żyć. Pozornie wydaje się to proste – mamy chodzić w duchu, a nie „w duszy”. Życie jednak uczy, że jest to wyzwanie  z kategorii „proste, acz niełatwe”.

W miarę wzrostu w Chrystusie wchodząc w proces poznawania prawdy, coraz więcej dowiadujemy się o  Bogu i sobie samych, więc powinno być  u nas w kwestii świadomości  naszej sprawiedliwości w Bogu coraz lepiej. Jak to się dzieje, że czasami odczuwamy „potępienie” – atakują nas myśli o byciu grzesznym, gorszym czy pokrzywdzonym?  Zdarza się, że oskarża nas diabeł,  często jednak myśli czy głosy są naszą własną „produkcją” – odzywają się lęki duszy, nie do końca zapomniane winy czy inne traumy z przeszłości. Co z tym zrobić? Doraźnie możemy użyć naszego autorytetu w Chrystusie, aby wygonić demony czy po prostu natrętne myśli (kazać im odejść w imieniu Jezusa), docelowo powinniśmy jednak dążyć do tego, aby przemienić duszę w oparciu o Boże Słowo.

Bóg w Księdze Izajasza 54:14 daje nam wspaniała obietnicę:

„Będziesz mocno ugruntowane na sprawiedliwości, dalekie od ucisku, bo nie masz powodu się bać, i od przestrachu, bo nie zbliży się do ciebie”.

Potrzebujemy tego właśnie ugruntowania w sprawiedliwości. Robić to możemy na przykład rozważając, czego dokonał dla nas Bóg w Jezusie Chrystusie.

„On Tego, który nie znał grzechu za nas grzechem uczynił, abyśmy w Nim stali się sprawiedliwością Bożą.”  (2 Kor 5:21)

„On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia tego, który wierzy Jezusa” (Rz. 3:26 b)

Ktoś, kto dopiero zaczął zgłębiać tajniki chrześcijańskiej doktryny, może czuć się nieco zagubiony, z jednej strony mając nauczanie z kategorii „w Nim” – czyli o dziedzictwie w Chrystusie – byciu, jak mówi z kolei list do Efezjan „świętymi, nieskalanymi i nienagannymi”, z drugiej strony mocne nauczanie korygujące nasze braki. Naczytaliśmy się już na przykład książek Kennetha Hagina i innych nauczycieli wiary i czujemy się z tym nawet dobrze, aż tu okazuje się, że pojawia się inny przebudzeniowy kaznodzieja twierdząc, że mamy mało Boga, bo Go tak naprawdę nie chcemy i jesteśmy najwyraźniej przyzwyczajeni do ciemności. Kto, my? Światłość tego świata?

Jak to pogodzić? Oczywiście przyjmując objawienie – zarówno jedno jak i drugie. Będąc ugruntowani w sprawiedliwości stajemy się zdolni do prawdy –w tym prawdy na nasz temat: o kondycji naszego serca.

Co do tak zwanych „mocnych kazań”: dla jednego takie kazanie jest jak balsam na duszę, objawiona zostaje w nim ta głębia, której szukał, ta rzecz, którą jeszcze powinien  usunąć, aby w pełni doświadczyć  błogosławieństwa. Taki człowiek  zwykle ugruntowany jest dobrze w Bożej tożsamości i nic nie traci z niej, gdy się przyzna do błędu czy nawet porażki. W końcu ta sprawiedliwość i tak nie pochodzi od niego, a po wyznaniu całej sprawy może być  już w jego życiu tylko lepiej.

A zdaniem drugiego  na tym samym nabożeństwie  ten sam pastor „wali” w kościół, zamiast go motywować. Ciągłego zachęcania do rzeczy, które są prawdą Bożą, potrzebuje ten, kto naprawdę w nie wszedł w nie. Jednym z powodów może być  właśnie brak objawienia  sprawiedliwości Bożej, kiedy słuchającego oskarża każda korekta, czuje bowiem, że we własnej sile, której nie ma, będzie musiał zniwelować swoje braki.

Pamiętajmy jednak, że to Bóg wyznacza drogę realizacji  swoich obietnic ( również tych z kategorii „w Nim”) i czasem musimy pewne rzeczy usłyszeć, aby przyszła zmiana. Dla tych, którzy są w Chrystusie nie ma już  bowiem potępienia  – są za to „cięgi” za brak rozwoju w Bogu i niewypełnienie powołania. No, przynajmniej brak nagrody.

W księdze Zachariasza w 3 rozdziale widzimy arcykapłana Jozuego stojącego przed aniołem Pana, a zaraz obok diabła (coś więc się wydarzyło w tym dniu w Bożym domu w sferze ducha!) Ten ostatni przyszedł oczywiście oskarżać, Boży posłaniec natomiast przyniósł (warunkową ) obietnicę awansu. Chciałoby się pogonić intruza i ogłosić wypełnienie Bożych planów.  Zanim jednak mogło cokolwiek z tych rzeczy mieć miejsce – nastąpiła niezbędna zmiana – z Jozuego ściągnięto brudną szatę i przyodziano go w szaty odświętne. Czasami i my  musimy się przyznać do całej kolekcji brudnych szat, nieczystych warg,  złych postaw  i motywacji po to, żeby być zdolnym do prawdy, aby Bóg mógł to oczyścić. Wtedy będziemy w stanie  budować kościół i przynieść zbawienie innym ludziom.

Kochając więc z całego serca nauczanie wiary  i biorąc garściami błogosławieństwa  ziemi obiecanej   powinniśmy jednak być zdolni do  refleksji – jeżeli coś nie działa jak należy, to pewnie  coś robimy źle i …. trzeba to poprawić.   Poprzednio pisałam, że lekarstwem na „zdziczałe” zachowania w wierze, jak na przykład : „wierzę” wbrew każdemu i wszystkiemu w coś na jeden temat  co niestety wiele lat się nie wypełnia, jest mądrość.  Jak się komuś takie podejście nie podoba,  Pan jest łaskawy i dzisiaj  również jest dzień zbawienia, w którym zaprezentowana została inna droga – sprawiedliwy w Chrystusie wchodzi odważnie do Bożej  przebieralni!

Comments are closed.