Sola Gratia (na pstrym koniu jeździ?)

13 kwietnia 2014
Comments off
2 424 Odsłon

Tekst: Kot Kuba

„Albowiem objawiła się łaska Boża zbawienna dla wszystkich ludzi” (List do Tytusa 2:11a)

Ja, kot Kuba, czuję się predystynowany do łaski, ale nie taniej, no i nie takiej wielkopańskiej, co nie wiadomo czy w ogóle ją dostanę. Łaskę pojmuję biznesowo  jako ofertę Bożą dla mnie, nie do odrzucenia.
Moja pani powiedziała, że aby w pełni przyjąć łaskę, dajmy na to do zbawienia,  musiałbym najpierw zauważyć, że jej potrzebuję  to znaczy zdać sobie sprawę, jakim podłym grzesznikiem byłem i jak bardzo potrzebowałem zbawienia. Z tym mam trudność, bo ja prawie idealny byłem, więc się nie biłem religijnie w kocią pierś. O ile jednak stereotypowo rozumiany katolik ma problem z uczynkowością, o tyle przeciętny protestant nawrócony na ewangelizacji na stadionie albo przymuszony przez kolegę do przyjęcia Jezusa może potraktować łaskę tanio, nie pojąwszy tak głęboko jak ja, że ktoś zapłacił ogromną cenę i że było za co (bo był draniem!).
Wracając do pstrego konia z porzekadła ludowego, ja w Biblii inaczej czytam. Pan Jezus przybędzie na białym koniu, a imię Jego Słowo Boże. Ono jest nośnikiem łaski i mój Bóg integralny jest na tyle, że zawsze jej udziela. Za to lud ciemny nie umie łaski przyjmować i tak się rodzą powiedzenia.

Przeciwieństwem łaski jest samosprawiedliwość, żeby nie powiedzieć samozaspokojenie albo samopomoc, co jest przeróżnymi formami buntu przeciw Bogu, który ma swoje sposoby uszczęśliwiania nas. My jednak w obawie, że nas wystawi do wiatru, mamy swoje plany   ewakuacyjne. Obawiamy się nie tylko, że nie przybędzie na czas, ale że może i otrzymamy coś od Niego, ale koniec końców i tak dośle nam fakturę za usługę.
Objawem nie czerpania łaski za łaską jest też, kiedy chrześcijański kościół (rzecz jasna nie nasz!) staje się w pewnym stopniu przytułkiem dla szarych myszek ze skrajną awersją do ryzyka życiowego i jakichkolwiek wyzwań. Aby doświadczyć na przykład łaski uciszenia burzy na morzu, trzeba podjąć decyzję o przeprawie na drugi brzeg. Jak się  nie ruszymy, nie dowiemy się, czy Pan nas wyratuje bo, na Boga, z czego, choćby i chciał?
Na poziomie korporacyjnym (u mojej pani) dowodem życia bez łaski są, z jednej strony, ciągłe nerwówki połączone z nachalnym forsowaniem jakichś planów, z drugiej zaś tzw. dupokryje. Te ostatnie nawet gorsze, bo wyobraźcie sobie komitet, który ma podjąć decyzję, aby kupić spółkę, co oznacza przypieczętowanie transakcji, nad którą razem pracują od miesiąca. Nagle połowa jest przeciw, widzi cała masę ryzyk i niezgodność z ustawami. Każe to wszystko zaprotokołować dla wszelkiej maści nadzorów, od KNF po prokuratora, policję, CBA, CBŚ i kto tam jeszcze się przyjdzie na myśl albo przyszwęda się do firmy.  Nie żebym miał łamać prawo (albo tym bardziej moja pani), ale kto to ten nadzór jest, w najlepszym wypadku jacyś specjaliści, a mój Bóg, on ponad wszystkim jest! W razie czego będzie więc nas ratował. Lista zaniedbań spowodowanych brakiem rozumienia łaski, to nie tylko niepoczynione inwestycje, ale to nienawróceni i nieuzdrowieni ludzie, to nieurodzone dzieci, niezałożone firmy itd.  Ja, kot Kuba, będę od dzisiaj brał garściami łaskę z nieba!

Comments are closed.